UE

W ubiegłym roku ok. 13 mln osób padło ofiarą przemocy domowej. Pandemia?

Fot. Imagens Portal SESCSP/flickr.com CC BY-NC-ND 2.0

Opór konserwatystów wobec prawa mającego położyć kres przemocy na tle płciowym sprawił, że wraz z nadejściem koronawirusa zaledwie cztery kraje spełniały europejskie cele dotyczące liczby miejsc w schroniskach.


W tym roku przemocą domową w Europie zagrożonych było więcej osób, niż wynosi liczba mieszkańców Austrii. I to jeszcze zanim wiele z nich z powodu pandemii zostało uwięzionych w domach z oprawcami.

W ciągu ostatniej dekady kolejne rządy zarzekały się, że będą chronić i wspomagać tę grupę, jednak praktycznie żaden z nich nie dotrzymał obietnicy.

„Dziś sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby władze wcześniej zareagowały na nierówności, prześladowanie i przemoc, będące chlebem powszednim tylu kobiet – przekonuje Irene Rosales zajmująca się polityką i kampaniami w Europejskim Lobby Kobiet. – Reakcja władz była niewystarczająca.Teraz nadszedł dobry moment, by uderzyć się w piersi z powodu tych wieloletnich porażek”.

Przed pandemią COVID-19 tylko cztery kraje spełniły cele dotyczące zwiększenia liczby miejsc w schroniskach w Europie, a traktat mający zakończyć przemoc na tle płciowym spotkał się ze zorganizowanymi atakami ze strony ultrakonserwatywnych aktywistów i polityków.

Ordo Iuris weszło w nasze życie

Według analizy openDemocracy opartej na aktualnych danych z 38 krajów dotyczących populacji i częstości występowania przemocy ze strony partnera w bliskim związku, w ubiegłym roku około 13 milionów osób padło ofiarą przemocy domowej. Gdyby zgromadzić je wszystkie w granicach jednego kraju, uzyskalibyśmy liczbę ludności Austrii czy Szwajcarii.

Liczba ta będzie w tym roku prawdopodobnie jeszcze wyższa w związku z kwarantanną z powodu koronawirusa i sytuacją zmuszającą ludzi do pozostawania w domach.

„Kobiety czekają teraz wyjątkowo niebezpieczne dni i tygodnie: – Rządy muszą świadomie zająć się tym problemem i zwiększyć liczbę miejsc w schroniskach dla kobiet, a Unia Europejska powinna służyć tutaj pomocą” – stwierdza Evelyn Regner, przewodnicząca Komisji Praw Kobiet Parlamentu Europejskiego.

Przemoc domowa to „inny rodzaj pandemii, od dawna ignorowanej przez ludzi” – ostrzega z kolei feministka i pisarka Mona Eltahawy i dodaje, że z powodu takich zaniedbań „na naszych oczach pandemia ta pokazuje swe coraz bardziej przerażające oblicze”. Jak przekonuje, wiele krajów było ewidentnie nieprzygotowanych na koronawirusa, co gorsza jednak, „nie były przygotowane, by chronić w czasie pandemii tych, którzy najbardziej tego potrzebują”.

Niedotrzymane obietnice

W ciągu ostatniej dekady dziesiątki europejskich krajów zarzekało się, że będą zapobiegać i zwalczać wszelkie formy przemocy wobec kobiet.

Od 2011 roku 34 rządy ratyfikowały Konwencję Stambulską Rady Europy, czyli pierwszy na świecie wiążący traktat dotyczący zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet, począwszy od gwałtów małżeńskich, na okaleczaniu żeńskich narządów płciowych skończywszy.

Państwa, podpisując i ratyfikując konwencję, zobowiązują się m.in. do utworzenia „odpowiedniej liczby łatwo dostępnych i oferujących bezpieczne zakwaterowanie schronisk”. Zgodnie z definicją Rady Europy oznacza to miejsce w schronisku dla co najmniej jednej kobiety i jej dzieci na 10 tys. mieszkańców.

Jak donosi raport organizacji pozarządowej Women Against Violence Europe (WAVE) za 2019 rok, w Europie brakuje aż 60 procent tego typu miejsc.

Wyznaczony cel zrealizowały jedynie Luksemburg, Malta, Norwegia i Słowenia, a także Liechtenstein, który co prawda podpisał konwencję, jednak jej nie ratyfikował.

WAVE przyjrzało się sytuacji panującej w 46 europejskich krajach, bez względu na to, czy dany kraj przyjął na siebie wspomniane zobowiązanie, podkreślając, że konwencja „nadal stanowi krytyczny standard świadczenia usług, którym powinny kierować się wszystkie państwa”.

Z raportu WAVE wynika, że we Włoszech, które obecnie najbardziej ucierpiały w Europie z powodu COVID-19, już wcześniej brakowało około 87 procent z zalecanych łóżek w schroniskach. A przecież Włochy ratyfikowały traktat w 2013 roku, ogólnokrajową kwarantannę ogłoszono zaś dopiero w marcu.

Spurek: Rozmawiałabym nawet z diabłem, żeby to załatwić

Kiedy 8 marca z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet Ukrainki wyszły na ulice, domagały się od władz ratyfikacji konwencji. W ich kraju brakuje około 97 procent z zalecanej liczby miejsc w schroniskach.

Sprzeciw zorganizowany

W pierwszym raporcie poświęconym wdrażaniu Konwencji Stambulskiej, przygotowanym przez grupę ekspertów w zakresie przemocy wobec kobiet (GREVIO) Rady Europy, który ukazał się w marcu, stwierdzono, że usługi dla ofiar są „nadal niewystarczające” i „nie mają pewnych” źródeł finansowania.

W raporcie opisano również zorganizowany sprzeciw ograniczający rolę konwencji, w tym m.in. „umyślne rozprzestrzenianie fałszywych narracji”, co „zniekształca” cele konwencji i sprawia, że „staje się ona zakładnikiem nieracjonalnych lęków i konkretnych krajowych agend politycznych”.

Grupy spod sztandaru „tradycyjnych wartości” m.in. w Chorwacji sprzeciwiły się definicji płci zawartej w konwencji, określającej ją jako „społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn”.

Kraje wyszehradzkie chcą chronić kobiety czy wartości?

W 2018 roku słowacki premier Robert Fico odmówił ratyfikacji konwencji, uznał bowiem, że jest sprzeczna z „definicją małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny” zawartą w konstytucji tego kraju.

Również Bułgaria wycofała poparcie dla traktatu w obliczu narastającego sprzeciwu ze strony partii politycznych, grup konserwatywnych aktywistów i Kościoła prawosławnego, który stwierdził, że traktat „toruje drogę do upadku moralnego”.

CitizenGo, grupa madryckich aktywistów, która popiera ultraprawicowych polityków i należy do ultrakonserwatywnej sieci Światowego Kongresu Rodzin, również zaatakowała traktat, domagając się całkowitego usunięcia z dokumentu słowa „płeć”.

Wielka Brytania podpisała konwencję w 2012 roku, jednak nadal jej nie ratyfikowała. Władze na otarcie łez zaproponowały nowe przepisy krajowe, które przemilczały kluczowe rekomendacje Konwencji Stambulskiej dotyczące pomocy migrantkom, które miały pomóc im uwolnić się z przemocowego związku bez ryzyka utraty statusu rezydentki.

Musztarda po obiedzie

W związku z trwającym kryzysem koronawirusowym w wielu europejskich krajach wprowadzono środki mające wspierać ofiary przemocy domowej.

Na przykład w Hiszpanii i Francji pomoc dla ofiar uznano za „usługi podstawowe”. Podobno we Francji do pełnienia funkcji schronisk wyznaczono niektóre hotele.

Neoliberalizm jest paliwem dla ruchów antygenderowych

Jednak jak przekonuje Kelsey Mohamed, należąca do brytyjskiej grupy feministycznej Sisters Uncut założycielka sieci COVID-19 Mutual Aid UK pomagającej osobom, które pozostają w domach, takie rozwiązania to musztarda po obiedzie.

Brytyjskie budżety przeznaczone na schroniska obcięto od 2010 roku o co najmniej jedną czwartą. Cięcia budżetowe najmocniej uderzyły w kobiety o kolorze skóry innym niż biały i w migrantki.

„W efekcie ludzie musieli przestać oglądać się na usługi państwowe i zacząć pomagać sobie nawzajem” – wspomina Mohamed. Dużo można się z ich pracy nauczyć, np. „jak docierać do ofiar i słuchać tych”, którzy często nie mają się do kogo zwrócić.

We Włoszech, pracująca w krajowej sieci schronisk dla ofiar przemocy domowej D.i.Re Malvina Monti, również stwierdziła w rozmowie z openDemocracy, że brak funduszy to dla nich nihil novi, jednak w czasie obecnego kryzysu stał się on bardziej ewidentny i dotkliwy. Oprócz łóżek „potrzebujemy masek, środków dezynfekujących, rękawiczek, tak by wszyscy byli bezpieczni”, dodaje. Jak wyjaśnia, dotąd wszystkie środki mające zapobiegać rozprzestrzenianiu się wirusa w schroniskach opłacano z kieszeni pracujących tam ochotników i ochotniczek.

Z kolei Johanna Nelles, sekretarz wykonawcza organu kierującego nadzorem nad wdrożeniem Konwencji Stambulskiej, przekonuje, że „w czasie pandemii” poszczególne kraje powinny „tym bardziej wywiązywać się z przyjętych na siebie zobowiązań”. W rozmowie z openDemocracy stwierdziła, że władze muszą podejmować więcej działań w celu „jak największego zminimalizowania negatywnych skutków izolacji dla kobiet”.

 

***
Nandini Archer –
sekretarz redakcji „50.50”. Pisze na tematy związane z płciowością, seksualnością, feminizmem i sprawiedliwością społeczną. Jest aktywną członkinią feministycznej grupy działań bezpośrednich Sisters Uncut, w przeszłości pracowała w organizacji International Campaign for Women’s Right to Safe Abortion. Obserwuj ją na Twitterze @nandi_naira

Lydia Namubiru  ugandyjska dziennikarka, pisze o polityce społecznej i budowie technologicznego ekosystemu w regionie Afryki Wschodniej. Twitter @namlyd

Francesca Visser – reporterka w @openDemocracy @5050od, zaangażowana w ruch na rzecz praw kobiet i osób LGBTIQ.

**
Artykuł opublikowany w magazynie openDemocracy na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożyła Dorota Blabolil-Obrębska.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać