Świat

Pussy Riot: Jeśli zechcą, to dorwą cię wszędzie. Nie wyjeżdżam z Rosji

Nie ma niezależnych sądów, nie ma szpitali, emeryci umierają z głodu, system edukacyjny jest niszczący, jest kopią systemu radzieckiego, tak jak i więziennictwo. Chodzi o to, żeby człowieka zmienić w pokornego niewolnika. Z telewizji sączy się otwarta propaganda militarystyczna, a Rosjanie chcą kogoś, kto silną ręką zaprowadzi porządek – o Rosji opowiada Masza Alochina z Pussy Riot.


Paulina Siegień: Od miesięcy ludzie protestują przeciwko narzucanej przez Kreml gospodarce odpadami, mieszkańcy Jekaterynburga zbuntowali się przeciwko budowie cerkwi, część Syberii płonie, a część tonie w powodzi, Moskwa od miesiąca wychodzi na ulice, a kilka tygodni temu doszło do tajemniczej awarii nuklearnej nad Morzem Białym, już nazywanej nowym Czarnobylem. Co się dzieje w Rosji?!

Masza Alochina: Tak, masz rację, protestów w różnych częściach Rosji jest coraz więcej, chociaż nie mają wspólnej platformy politycznej ani nie są ze sobą powiązane. Po prostu poziom niezadowolenia z działań władz osiągnął punkt krytyczny. Na przykład z powodu tworzenia na terenach mieszkalnych wysypisk śmieci, nielegalnej zabudowy czy niedopuszczania niezależnych kandydatów do wyborów.

Z kolei Moskwa protestuje, bo centralna komisja wyborcza podważyła autentyczność podpisów na listach i nie dopuściła do wyborów kandydatów opozycji. Na demonstracjach aresztowano w sumie parę tysięcy osób, a części z nich wytyczono sprawy karne za organizację masowych zamieszek. Grozi za to od dwóch do siedmiu lat więzienia – tyle że żadnych zamieszek nie było.

Rosja chciała inwigilować opozycję, a zepsuła Tindera

Protesty były pokojowe; większość protestujących na ulicach Moskwy nie miała nawet plakatów czy symboli politycznych. Ludzie, którzy teraz są w areszcie – zazwyczaj bardzo młodzi – nie zrobili nic, nawet nie to, że złego, po prostu nic. To przypadkowo wyciągnięte z tłumu osoby, którym grozi więzienie. Inną metodą zastraszania są astronomiczne kary finansowe. Ja dostałam grzywnę 2000 euro, bo siedziałam na ławce w czasie protestu.

A jak twoim zdaniem sytuacja będzie się dalej rozwijać? Czy to już ta rewolucja, o której śpiewacie w spektaklu Riot Days?

Rewolucja, o której śpiewamy, wcale nie bierze za kołnierz Putina i jego przybocznych, nie wyrzuca ich z Kremla, by potem Rosja w ułamku sekundy zmieniła się w cudowny kraj. Dla nas rewolucja to przewrót, głęboka zmiana, ale taka, która musi zajść w każdym człowieku.

I takie zmiany w ludziach dostrzegam już teraz. Większość ludzi spośród tych, którzy protestują przeciwko niedopuszczeniu niezależnych kandydatów do wyborów, wcale nie jest ich wyborcami. Nie chodzi o sympatie czy wybory polityczne, o konkretne twarze, ale o to, że nie ma jakiegokolwiek wyboru.

Co jeszcze ciekawsze, ludzie zaczęli wychodzić na ulice niezależnie od tego, czy władze udzieliły zgody na daną demonstrację czy nie. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że ryzykują – w najlepszym przypadku pieniędzmi, ale też pracą czy nawet wolnością. I co? I wychodzą dalej. A to znaczy, że są potwornie zmęczeni kłamstwem.

Ryzykują – w najlepszym przypadku pieniędzmi, ale też pracą czy nawet wolnością. I co? I wychodzą dalej. A to znaczy, że są potwornie zmęczeni kłamstwem.

Z telewizji, zwłaszcza od czterech i pół roku – czyli od Majdanu – sączy się otwarta propaganda militarystyczna. Nie tylko w stosunku do naszego bratniego narodu ukraińskiego, ale wobec wszystkich, których reżim nazywa wrogami narodu. Czyli także wobec takich jak ja – aktywistów, osób o liberalnych poglądach. Na takich ludzi w Moskwie od lat polują zorganizowane bojówki. Biją opozycjonistów, zastraszają ich, wylewają na nich różne substancje. Państwo nie ściga ludzi, którzy to robią, nie wszczęto w tej sprawie żadnego postępowania.

Co to właściwie jest rosyjska opozycja i czy też uważasz, że to źle, że nie ma lidera?

Nie, wcale nie podoba mi się to ciągłe poszukiwanie lidera, ta konieczność ustanowienia kogoś, kto miałby nas wszystkich wydostać z tej czarnej dziury, w której się znajdujemy. Dzisiaj opozycja w Rosji to po prostu ci, którzy nie zgadzają się z działaniami obecnej władzy i starają się to pokazać na różne sposoby.

Dwa lata temu rosyjska scena muzyczna nie angażowała się w protest polityczny, a teraz artyści tacy jak Face, Ic3Peak czy Krowostok, którzy mają miliony fanów, śpiewają na protestach. Największe wrażenie robią na mnie młodzi. Czasem jak słucham nastolatków, to jestem w szoku, że mówią tak dojrzale, bez zbędnych słów, że tak dobrze rozumieją to, co się dzieje.

A nie boisz się, że kiedy tego Putina już nie będzie, to będzie jakiś inny Putin?

Pytasz, czy jest zapotrzebowanie na rządy silnej ręki? W Rosji trwa restauracja dziwacznego mutanta. W ostatnich latach popularność Stalina wzrosła o 15 procent. Ponad połowa Rosjan uważa Stalina za największego wodza w historii Rosji i ZSRR. Możesz sobie to wyobrazić w ogóle? Mnie się wydaje, że w Polsce powinny o tym pisać wszystkie gazety.

Pisały. Tylko dlaczego ocena Putina spada, a Stalina rośnie?

Bo powinna być silna ręka, która wprowadzi porządek. Represje i miliony ofiar to nieważne, bo było zwycięstwo. Putin się wyczerpał, więc ludzie szukają obrazu wodza gdzie indziej. Najlepiej, by taki wódz miał władzę od Boga, więc do tego dochodzi coraz większa popularność nastrojów monarchistycznych w Rosji.

Adam Balcer analizuje relacje krajów Bliskiego Wschodu z Rosją i ich wpływ na UE

 

Czy ta fala protestów to jakiś przełom? Coś, co przynajmniej zmusi Kreml do ustępstw na rzecz opozycji? Czy może Kreml przeczeka i protest rozejdzie się po kościach? Jakie są twoje oczekiwania?

Haha, ja już od dość dawna nie mam żadnych oczekiwań. Niespełnione nadzieje mogą człowieka wpędzić w koszmarną depresję. Tym bardziej, że jak masz swoją wizję tego, co powinno się wydarzyć, a potem obrazek nie składa się w całość, to tylko szybciej się wypalasz. Lepiej żyć tu i teraz, robić swoje – to jest bardziej efektywna strategia. Tak wynika z mojego doświadczenia. Nawet lepiej spodziewać się najgorszego, wtedy jak coś się uda, nawet mała rzecz, to jest wielkie wow.

Najlepiej, by taki wódz miał władzę od Boga, więc do tego dochodzi coraz większa popularność nastrojów monarchistycznych.

Skoro oczekujemy najgorszego, to powtórzę to, co mówią właściwie wszyscy komentatorzy w Rosji i poza nią. Jeśli dojdzie do upadku reżimu Putina, będzie to krwawy upadek, który pociągnie za sobą wiele ofiar. I jak wynika z moich rozmów z ludźmi w Rosji, to jest coś, czego nikt nie chce – łącznie z liberalną opozycją.

To przyznaję się od razu, że ja też do nich należę. Nie chcę, by ktokolwiek do kogokolwiek strzelał. I tak już jest za dużo ofiar, wojna przecież cały czas trwa na wschodzie Ukrainy i w Syrii. Mówisz, że rewolucja jest niemożliwa bez przelewu krwi, ale zależy od tego, czego tak naprawdę chcesz…

No właśnie, a czego ty chcesz?

Chcę, by ludzie mieli możliwość wyboru władzy i jej zmiany, czyli tego, co na świecie nazywa się demokracją. Chcę niezależnych sądów. Chcę, by emeryci nie umierali z głodu w kolejkach do lekarzy. Żeby rodzice dzieci, które są ciężko lub śmiertelnie chore, nie ryzykowali, że trafią do więzienia tylko dlatego, że próbują zdobyć dla nich lekarstwo. Wyobraź sobie, że w połowie regionów Rosji nie ma dziecięcych szpitali onkologicznych!

A skoro już jesteśmy przy dzieciach: nikt nie podaje statystyk, bo władza boi się nawet policzyć, ile spośród nich popełnia samobójstwa. Rosyjski system edukacji jest kopią radzieckiego systemu. Wiesz przecież, że ZSRR zniszczył inteligencję humanistyczną i wprowadził cenzurę, która sięgała głęboko do umysłu człowieka.

W Rosji władza boi się nawet policzyć, ile dzieci popełnia samobójstwa.

Mamy jeszcze więziennictwo, które też niczym się nie różni od radzieckiego – to taki postgułag. Wiem, bo sama sprawdziłam. No dobra, teraz przekazują paczki, ale istota nie uległa zmianie. Nie chodzi o to, by przygotować człowieka do życia po wyjściu, ale o to, by człowieka złamać. Zmienić go w pokornie szyjącego policyjne mundury niewolnika. Resocjalizacja polega na tym, by skazany po wyjściu z więzienia nie popełniał więcej przestępstw, a w Rosji system robi wszystko, by to zrobił. Mamy największy odsetek recydywy w Europie, jakieś 70 procent. To również chciałabym zmienić.

W tym sensie sama jesteś recydywistką. Tyle że polityczną. A to znaczy, że ciebie system nie złamał. Skąd w więzieniu brać siłę?

A wiesz, jak nas zatrzymali, to wszystko, co się wydarzyło od tego momentu, pamiętam tak, jakby to był film. Wyobraź sobie, że jest zima, 27 stopni mrozu, przywożą cię do Solikamska. Kilkanaście kilometrów stamtąd siedział Warłam Szałamow [rosyjski prozaik, więzień gułagu – przyp. red.]. To wszystko było straszne, a jednocześnie bardzo filmowe.

Jeśli nie dasz się opanować strachowi, jeśli nie będziesz w swojej głowie hodować jakichś wielkich lęków, to więzienie może być ciekawym doświadczeniem, które potem przydaje się w życiu. W kolonii panuje próżnia informacyjna, nie masz jak odreagować, nie wiesz do końca, co się dzieje wokół ciebie.

W zwykłym życiu, jeśli szef w pracy zechce od ciebie czegoś, czego nie chcesz zrobić, możesz po prostu pójść wieczorem na miasto, spotkać się z przyjaciółmi i omówić to, a rano obudzić się ze świeżym umysłem.

Ale w kolonii karnej nie ma ani baru, ani przyjaciół. I jedyny sposób to pozostać maksymalnie szczerą i uczciwą wobec samej siebie. Przed więzieniem niewiele wiedziałam o prawach człowieka, w celi też nie wisiały na ścianie. Ale właśnie tam nauczyłam się o nich najwięcej i zostałam aktywistką.

Na aktywistów w Moskwie od lat polują zorganizowane bojówki. Biją opozycjonistów, zastraszają ich, wylewają na nich różne substancje.

Dużo czytałam i z coraz większym przerażaniem docierało do mnie, że to, co opisują radzieccy dysydenci lat 70., to jest właśnie ta moja rzeczywistość. Gdyby ktoś mi powiedział dziesięć lat temu, że będę pomagać więźniom politycznym, nie uwierzyłabym. A teraz po prostu robię to, co czuję, co organicznie uważam za właściwe.

Poznałam kiedyś Iwana Niepomniaszczycha, który odsiedział wyrok za udział w protestach na placu Błotnym. Nie można powiedzieć, że jego system złamał, ale kiedy pojawiło się ryzyko, że znów będzie sądzony, zdecydował się wyjechać z Rosji. Z więzienia nie miał żadnych dobrych wspomnień. W odróżnieniu od ciebie uważał, że to była wyłącznie strata czasu. Ale znam też sporo ludzi, którzy i bez takiego doświadczenia zdecydowali się wyjechać z Rosji. Nie czujesz pokusy, by zrobić to samo?

No tak, było takie zjawisko po 2015 roku – emigracja z rozczarowania. Ale powiedzmy sobie szczerze, jeśli nie grozi ci więzienie w Rosji, to trudno dzisiaj mówić o emigracji. Żyjemy w globalnym świecie, nie ma żelaznej kurtyny. Można wyjechać, a potem można w każdej chwili kupić bilet i wrócić na weekend. Tyle że po 2015 roku ludzie wyjeżdżali i głośno mówili o przyczynach, pisali teksty, pisali posty i to były akty polityczne. Mówili: „Ten kraj nas nie potrzebuje, nie chce nas. Nas tutaj tylko zwalniają z pracy, sądzą i wsadzają do więzienia, kradną nasze biznesy. Mamy zawsze być ofiarami reżimu? Nie chcemy – chcemy żyć”.

O nas, choć bez nas. Trumpa podejrzany handel z Putinem

A ja? Powtórzę słowa ze swojej książki: „Niech oni sami wyjadą. Ci, którzy nas wypychają z Rosji, to oni powinni wyjechać. A ja nie… Wiesz, proponowano nam [członkiniom Pussy Riot – red.] stypendia w Harvardzie albo w jakimś innym Cambridge. Żeby potem wrócić do pięknej jasnej Rosji przyszłości i budować ją, mając fajne wykształcenie. Ale mnie to po prostu nie ciekawi. Moim zdaniem to okłamywanie samej siebie. Że sobie myślisz: tak, teraz pojadę, ale potem wrócę i będę robić coś dobrego, coś ważnego. A na razie się do tego przygotuję, będąc za granicą. Tyle że ludzie potrzebują pomocy tu i teraz. I ja bym się czuła bardzo źle, gdybym ich zostawiła. Co miałabym powiedzieć swoim znajomym? Słuchajcie, to ja sobie postudiuję parę lat na Harvardzie, a wy zbudujcie przez ten czas tę piękną Rosję przyszłości, żebym miała dokąd wracać? Nie, to nie dla mnie. Po prostu nie chcę. I nie chcę, żeby moja rodzina wyjeżdżała”.

Właśnie – masz rodzinę, masz dziecko. Nawet ze względu na bezpieczeństwo nie rozważasz emigracji?

To bzdura z tym bezpieczeństwem – im dalej, tym gorzej. Jeśli zechcą, to dorwą cię wszędzie. Słyszałaś na pewno o otruciu Pieci [Piotra Wierziłowa, członka Pussy Riot i współtwórcy portalu śledczego Mediazona – przyp. red.]. Nawet dla nas to było szokiem. A trójka dziennikarzy zamordowana w Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie robili materiał o strukturach Prigożyna [tzw. kucharz Putina – człowiek, który odpowiada w Rosji za walkę z opozycją brudnymi metodami – przyp. red.], pamiętasz?

Nie wolno pisać o Putinie, jego rodzinie i środowisku, o rosyjskiej cerkwi prawosławnej, patriarsze i o FSB

Problem z naszym reżimem jest taki, że to nie jest stalinowski totalitaryzm, kiedy wiadomo, co można, a czego nie. Nie wiesz, kiedy podpadniesz, i nie wiesz, kiedy i gdzie spotka cię za to kara. Rosyjski reżim to po prostu kryminalno-mafijna struktura, która dorwała się do władzy.

A tak w ogóle to wykorzystam okazję, by jeszcze raz powtórzyć to, co musicie w Europie pojąć, żeby zrozumieć, co się dzieje w Rosji. Jest tam taki region jak Czeczenia. Rządzi nim człowiek, który nazywa się Ramzan Kadyrow, terrorysta i morderca, który urządził w Czeczenii trudno wyobrażalne piekło. Giną tam aktywiści, obrońcy praw człowieka, dziennikarze. Tragiczna jest sytuacja kobiet – panuje przyzwolenie na porwania, gwałty małżeńskie, zabójstwa honorowe.

Czeczenia jest w 80 procentach dotowana z Moskwy. To znaczy, że to piekło funkcjonuje dzięki pieniądzom wszystkich rosyjskich podatników, że sami je utrzymujemy. W Czeczenii każdy płaci daninę: jeśli masz biznes, to połowę dochodów musisz przekazać na Fundusz Kadyrowa, z którego opłacany jest aparat represji. Z tych pieniędzy Kadyrow utrzymuje swoje prywatne wojsko. I jeśli ktokolwiek będzie kiedykolwiek strzelać na ulicach Moskwy do protestujących przeciwko reżimowi, to będzie to właśnie to wojsko. Oni się nie zawahają.

Rosyjski reżim to po prostu kryminalno-mafijna struktura, która dorwała się do władzy.

A nie rozczarowuje cię w tym wszystkich Zachód? Nie tylko to, że przestał już reagować na sytuację wewnętrzną w Rosji, ale też to, że ze swoimi kryzysami przestał być punktem odniesienia dla demokratycznych zmian?

Nie, bo generalnie jestem optymistką i uważam, że świat zawsze się będzie zmieniał. To tak nie działa, że raz osiągasz coś dobrego – na przykład prawa człowieka, które zostały sformułowane na Zachodzie po drugiej wojnie światowej – i że to będzie działać już zawsze. To, co dzieje się w Europie, wydarzyło się także z winy demokratów, którzy chowali głowę w piasek, kiedy latami rozwijał się kryzys migracyjny. I nikt na to nie reagował, w rezultacie wyrośli na tym prawicowi radykałowie.

Ale w tym przynajmniej jest jakaś logika, a nie tak jak w Rosji, gdzie rządzi absurd. To, co widzimy, to jeszcze nie jest koniec świata. Oczywiście dla Putina będzie to idealna sytuacja, jeśli UE się rozpadnie. To oczywiste i chyba każdy to rozumie. Ale wydaje mi się, że doświadczenie brexitu i sytuacja Wielkiej Brytanii wyleczyły innych z takich złudzeń, że rozpad UE komukolwiek w Europie służy.

Paryż po zamachach: „Nasza wolność to nie jest siedzenie w kawiarniach”

**
Masza Alochina jest członkinią grupy Pussy Riot, autorką książki Riot Days, na podstawie której grupa wykonuje spektakl o tym samym tytule. Aktywistka polityczna, obrończyni praw człowieka, współzałożycielka organizacji wspierającej więźniów politycznych Zona Prawa i portalu internetowego Mediazona.

***
Post scriptum. Latem 2012 Polskę odwiedził patriarcha Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej Cyryl. Podpisał wtedy z przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski arcybiskupem Józefem Michalikiem wspólne przesłanie, wzywające do pojednania polsko-rosyjskiego w duchu wartości chrześcijańskich. Dokument odczytywano potem podczas niedzielnych mszy.

Pewien rosyjski dziennikarz, który relacjonował tę wizytę, zwrócił wtedy moją uwagę na to, że nikt w Polsce, kraju o takich tradycjach wolnościowych, nie skorzystał z okazji i nie zorganizował protestu w obronie członkiń grupy Pussy Riot, które w lutym 2012 roku w soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie wykonywały punkową modlitwę Bogurodzico, przegoń Putina. Chciały w ten sposób zwrócić uwagę na upolitycznienie Cerkwi prawosławnej. Nie znaczy to, że dziewczyny z Pussy Riot nie dostały w Polsce żadnego wsparcia. Zaraz po ich zatrzymaniu akcje w obronie grupy przetoczyły się przez większe miasta.

Nikt w Polsce, kraju o takich tradycjach wolnościowych, nie skorzystał z okazji i nie zorganizował protestu w obronie członkiń grupy Pussy Riot.

Ale polskie milczenie podczas wizyty patriarchy było dla liberalnych Rosjan niezrozumiałe. Tym bardziej, że Cyryl przyleciał do Polski 16 sierpnia i spędził tu trzy dni. A na drugi dzień po jego przybyciu, 17 sierpnia, w Moskwie odczytano wyrok w sprawie Pussy Riot. Maria Alochna i Nadieżda Tołokonnikowa, oskarżone o chuligaństwo motywowane nienawiścią religijną, zostały skazane na dwa lata łagru. Jekaterina Samucewicz dostała karę w zawieszeniu.

Polskie media i komentatorzy zgodnie uznali wizytę Cyryla oraz wspólne przesłanie rosyjskich hierarchów prawosławnych i polskiego katolickiego episkopatu za przełomowe wydarzenie w stosunkach polsko-rosyjskich. Rosyjska telewizja państwowa podsumowała wtedy: „Potrzeba będzie wielu lat, aby zrozumieć prawdziwy sens tego wydarzenia”. Z dzisiejszej perspektywy te słowa wydają się proroczo złowieszcze.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.