Świat

11 września – 20 lat później

Ataki terrorystyczne z 11 września 2001 r. głęboko zmieniły nie tylko Amerykę, ale cały świat. Tamten dzień i decyzje podjęte w jego następstwie do dziś kształtują politykę i całe społeczeństwa na równi z kryzysem klimatycznym i pandemią COVID-19. Dlatego w kilku tekstach będziemy przypominać, co stało się 20 lat temu.

Od ataków na Nowy Jork i Pentagon minęły dwie dekady. Wyrosło nowe pokolenie, które może już legalnie pić i głosować, a ataki z 11 września 2001 roku zna tylko z podręczników historii – czyli w tym wypadku z YouTube’a.

Jedenasty września to moment zwrotny w historycznym doświadczeniu młodziutkiej, dwustuletniej Ameryki, która po raz pierwszy od podpisania Deklaracji Niepodległości poczuła się zaatakowana na swoim terytorium i zrozumiała, że broń może strzelać w obie strony. Specjalnie nie biorę tu pod uwagę Pearl Harbor, bo w 1941 roku Hawaje nie były postrzegane przez „kontynentalnych” Amerykanów jako właściwa część kraju, ich rdzennych mieszkańców nie uważano za ziomków, a także dlatego, że tam zaatakowane zostały cele militarne. To właśnie fakt, że 11 września zginęło prawie 3 tysiące cywilów, zrobił na USA tak kolosalne wrażenie. Koncentracja na celu cywilnym (World Trade Center) i cyniczne wykorzystanie amerykańskich cywilów jako zakładników w samobójczym ataku były kluczowe do zbudowania poczucia zagrożenia, które zmieniło świat i do teraz mobilizuje politycznie amerykańską prawicę.

20 wydarzeń, które zmieniły Amerykę od 2000 roku

„Zaatakowano nasz sposób życia” – powiedział Bush 20 lat temu w orędziu do narodu i w pewnym sensie rzeczywiście tak było. Zaatakowano sposób politycznego życia imperium, które tak się odurzyło wizją własnego altruizmu z czasów drugiej wojny światowej, że spędziło następnych 70 lat, pałętając się po wszystkich kontynentach, szukając kolonii dla amerykańskich inwestorów kosztem miejscowej ludności. Od razu też Bush zapowiedział, i sweet Jesus help me, nie kłamał: „Nie będziemy robić różnicy między tymi, którzy dokonali zamachu, a tymi, którzy udzielają im schronienia”. Ameryka zamierzała więc wziąć na cel nie tylko Osamę bin Ladena, ale całą, jak to wkrótce zaczęto nazywać, „oś zła” – od Iraku i Iranu aż po Koreę Północną. Dziwnym trafem nie załapała się na tę listę tylko Arabia Saudyjska, z której pochodził bin Laden (i fortuna jego rodziny) oraz 15 z 19 zamachowców tego dnia.

Jedenasty września stanowi początek nowej epoki w historii świata. Nie ze względu na naturę samego zdarzenia – setki i tysiące cywilów ginęły i giną w politycznych zbrodniach najróżniejszej maści – ale ze względu na zmianę celu. Tym razem do ataków doszło na Zachodzie, a konkretnie w tym jego centrum, gdzie planuje się politykę międzynarodową i skąd steruje się globalnym handlem. Wszystkie trzy cele ataków, jakie wybrano, były polityczne – Pentagon, centrum międzynarodowego handlu w Nowym Jorku oraz (najprawdopodobniej) Biały Dom. Fakt, że bronią stały się pasażerskie samoloty, których pasażerowie uczestniczyli w tym dramacie, nadał tej tragedii wyjątkowo demoniczny koloryt.

Teatralność całego zdarzenia i fakt, że wieże runęły, jedna po drugiej, w odstępie niespełna pół godziny – stworzyły scenę tak głęboko hollywoodzką, że uwikłała miliony Amerykanów (i internautów z całego świata) w labirynt teorii spiskowych, które stały się prawdziwymi znamionami naszych czasów.

Z 11 września 2001 roku nie zarejestrowałam absolutnie nic. Miałam 20 lat, mieszkałam w Polsce i pisałam o polskim rapie. Ale zawsze, gdy zdaję sobie sprawę, jak wielką traumą w politycznej wyobraźni moich amerykańskich rówieśników spowodowały ataki na dwie wieże, myślę o intensywności tego okresu. O tym, jak mocne ślady zostawia w nas coś, co zdarzyło się, gdy mieliśmy 20 lat. Dla wielu moich amerykańskich rówieśników wiedza o świecie poza Ameryką przyszła razem z 11 września. I została ona przetrawiona ze strachem i zintegrowana na poziomie: my i oni. Jacyś ludzie na Bliskim Wschodzie, którym próbowaliśmy pomóc, nie tylko nie doceniają naszej pomocy, ale nas atakują.

Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień. W chwili gdy to piszę, Amerykanie wycofali się z Afganistanu, a talibowie przejmują kraj. Irak ledwo się trzyma pod rządami premiera Mustafy al-Kazimiego. W Nowym Jorku, w miejscu, gdzie stały dwie wieże, powstała nowa Freedom Tower wraz z muzeum i parkiem, jednak nie promuje się za bardzo tego miejsca. Na dwudziestolecie mają tam rozbłysnąć snopy światła.

A co stało się z architektami amerykańskiej rzeczywistości po 11 września?

Prezydent odpowiedzialny za inwazję na Afganistan i Irak, George W. Bush, tworzy sztukę, zapewne w zaciszu swojego teksańskiego rancza. Do spraw tego świata ma podejście dokładnie takie, jakie miał za czasów swojej prezydentury – abstrakcyjne, za lekką mgiełką. Jego wiceprezydent albo prezydent faktyczny Dick Cheney żyje, ma się dobrze i pielęgnuje polityczną dynastię.

George’a W. Busha najwspanialsze dzieło sztuki wojennej

Ówczesny sekretarz obrony Donald Rumsfeld umarł we śnie 29 czerwca 2021 roku w wieku 88 lat. Podobno do końca życia nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia w związku z wojnami, które pomógł zacząć. Dzień po atakach Rumsfeld przygotował dla Busha memo, wzywając go do ataku na Irak. Co miał z tym wszystkim wspólnego Irak, przeciętny Amerykanin nie będzie wnikał. Jak pisze Chomsky w swojej książce 9/11, po zamachach w Oklahomie w 1995 rząd też – zanim ustalono, że sprawca jest białym Amerykaninem – uważał, że atak na Irak jest najwłaściwszym rozwiązaniem. Atak na Irak jest zawsze najwłaściwszym rozwiązaniem. Albo na Iran – to też kraj na Bliskim Wschodzie, a nazwa różni się tylko jedną literą i też brzmi groźnie.

Zastępca Rumsfelda, Paul Wolfowitz, dostał w 2005 roku w nagrodę kierownictwo nad Bankiem Światowym, pogrążając jeszcze bardziej tę instytucję w oczach ludzkości. Zrezygnował dwa lata później na skutek skandalu (romans z pracownicą i związane z tym nadużycia finansowe). Od tego czasu siedzi raczej cicho.

Co stało się z Rudym Giulianim, widzieliśmy w ostatnich latach wszyscy i niech nam ten publiczny rozkład będzie przestrogą, jak Księga Hioba. Drogi życia są kręte i od bycia największym bohaterem Nowego Jorku i najdzielniejszym burmistrzem Ameryki do bycia pośmiewiskiem całego świata tylko jeden krok.

Była doradczyni od spraw bezpieczeństwa międzynarodowego Condoleezza „Condi” Rice powróciła na łono Akademii i nawet przez chwilę zgodziła się startować jako wice u boku Pence’a po aferze taśmowej Trumpa podczas wyborów prezydenckich 2016.

Był zbrodniarzem nieznającym litości. Donald Rumsfeld zmarł nie tam, gdzie powinien

Paul Bremer, który rozwiązał iracką armię i praktycznie stworzył Państwo Islamskie, pracuje jako instruktor narciarstwa w kurorcie w Vermont, a Bernie Kerik, były komisarz nowojorskiej policji z czasów 11 września i kolejny bohater odbudowy Iraku, od 2006 roku ma problemy z prawem. Skazany na cztery lata za przekręty i oszustwa podatkowe, część wyroku odsiedział, po czym (w ubiegłym roku) ułaskawił go Trump.

W ostatnich kilku dniach w mediach pojawił się ciekawy wątek, który wplątuje następnego prezydenta – Bidena – w dyskurs o 11 września. Chodzi o szczegóły dotyczące udziału rządu Arabii Saudyjskiej w atakach – a to temat, który każdy kolejny rząd USA pieczołowicie zamiatał pod dywan. Na tydzień przed obchodami rocznicy rodziny ofiar powiedziały prezydentowi, żeby się nie pokazywał, jeśli nie ujawni utajnionych dokumentów. Na razie nie ma odpowiedzi na apel.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agata Popęda
Agata Popęda
Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.
Zamknij