Serwis klimatyczny

Europo, przestań puszczać lasy z dymem

W ciągu kilku minut spalamy drzewo, które dekadami, a nawet setkami lat gromadzi ogromne ilości dwutlenku węgla. Tych strat nie da się szybko odrobić i cofnąć z łatwością tego, co przy okazji pozyskania energii wyemitujemy do atmosfery – mówi nam Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska.

O tym, że biomasa to ekościema, pisaliśmy już rok temu, ale Unia Europejska nadal traktuje spalanie drewna w celach energetycznych jako działanie nieszkodliwe dla środowiska i zgodne z zasadami zrównoważonego rozwoju. Produkowane w ten sposób ciepło i prąd kraje członkowskie mogą więc bez trudu wliczać do zielonej części miksu energetycznego i przekonywać, że ich gospodarki coraz lepiej radzą sobie z inwestycjami w odnawialne źródła energii.

Tak naprawdę mamy jednak do czynienia z napędzaniem wielkiego i dalekiego od troszczenia się o naturę biznesu, odpowiedzialnego za wylesianie kontynentu, pogłębianie kryzysu klimatycznego oraz przyczynianie się do masowego wymierania gatunków. Na potrzeby elektrowni przeznacza się bowiem zarówno odpady produkcyjne, jak i ścięte drzewostany. W tej chwili udział drewna w OZE stanowi już 35 proc. w skali całej Wspólnoty i – jeśli organy unijne nie wprowadzą odpowiednich regulacji – trend może wzrosnąć.

Biomasa to ekościema

czytaj także

Biomasa to ekościema

Łukasz Dąbrowiecki

W samej Polsce w latach 2001–2019 wykorzystanie drewna w energetyce zwiększyło się aż trzykrotnie. Pod tym względem nie jesteśmy jednak najgorsi w Europie, bo lasy w popiół i gazy cieplarniane zmieniają w zawrotnym tempie także pozostałe państwa, z Danią, Finlandią, Szwecją i Holandią na czele.

W Skandynawii drewno obok śmieci jest najczęściej używanym materiałem w ciepłownictwie sieciowym, dlatego też pochodzący z tej części kontynentu lobbyści robią wszystko, by przepisy dotyczące bioenergii, w tym unijna dyrektywa RED II, pozostały niezmienne.

Komisja Europejska ma w planach rewizję dotychczas przyjętych kryteriów klasyfikacji drewna w kontekście energetycznym i jego subsydiowania, ale jedyne, na co można liczyć, to wprowadzenie kosmetycznych ograniczeń, takich jak wyłączenie ostatnich pozostałych lasów pierwotnych z pozyskania biomasy. Niestety większość europejskich lasów nadal będzie mogła być wycinana w celu pozyskania biomasy, z zachowaniem pewnych kryteriów dotyczących kaskadowego wykorzystania. Frans Timmermans stwierdził, że „bez biomasy nie damy sobie rady”, czym, rzecz jasna, ściągnął na siebie gromy ze strony ekologów, naukowców, a nawet ekonomistów, którzy od dawna apelują o to, by ze spalania surowca zrezygnować całkowicie.

Takie stanowisko zaprezentowało też w lutym 2021 roku ponad 500 ekspertów i ekspertek w liście wystosowanym do Joe Bidena, Ursuli von der Leyen, Charles’a Michela i kilku innych światowych liderów. W piśmie zwrócono uwagę, że przeznaczanie drewna na opał jest nie tylko szkodliwe, ale również nieefektywne, nieopłacalne i sprzeczne z wieloma przyjętymi w międzynarodowych gronach zobowiązaniami.

W przypadku UE pseudozielona procedura wyklucza m.in. założenia Strategii Bioróżnorodności, jak i plany dążenia do zeroemisyjności. Słowem: nie da się mieć ciastko i je zjeść, a więc chronić lasy i jednocześnie na nich opierać energetykę odnawialną.

Europejski Zielony Ład to świetny przykład greenwashingu

Na razie jednak kraje Europy ochoczo inwestują w biomasę leśną, a przy tym sprowadzają ją zza swoich granic, ale też z Estonii, będącej głównym dostarczycielem pelletu na Starym Kontynencie. Niderlandy na przykład importują aż 95 proc. spalanej biomasy drzewnej. Holendrzy tym samym po pierwsze – niszczą obce, cenne przyrodniczo i ważne w kontekście klimatycznym obszary poddawane wycinkom, ale także podwójnie generują ślad węglowy – przy transporcie i spalaniu pelletu.

O zasięgu i kulisach tego procederu informuje opublikowany niedawno raport Wood Pellet Damage, w którym eksperci z Centre for Research on Multinational Corporations (SOMO) na zlecenie holenderskiego biura Greenpeace przeanalizowali, jak wiele estońskiego (i nie tylko) drewna trafia do ciepłowni i elektrowni w kraju, który na papierze – ma jedne z najbardziej restrykcyjnych w Europie przepisów dotyczące biomasy, a w rzeczywistości – najlepiej opracowane metody obchodzenia obowiązującego prawa.

Eksperci z Greenpeace Polska zauważają, że to po prostu kolejna forma neokolonializmu, zachodnie państwo zrzuca bowiem odpowiedzialność za przyrodę i klimat na mniej zamożny podmiot. Dlatego Europa musi jak najszybciej odejść od dotychczasowej polityki. A jakie lekcje z raportu na temat Holandii powinna wyciągnąć Polska? Porozmawialiśmy o tym z Krzysztofem Ciborem z Greenpeace Polska.

Paulina Januszewska: Czy możemy zakładać, że to, co dzieje się pomiędzy Niderlandami a Estonią, jest powszechnie stosowaną praktyką w krajach UE?

Krzysztof Cibor: Tak. Raport pokazuje, że bardzo wysoka konsumpcja drewna nie ma wymiaru lokalnego, lecz jest napędzana przez procesy globalne, a w tym przypadku ogólnoeuropejskie. Pod płaszczem działań proklimatycznych ukrywa się niebezpieczny proceder, od lat krytykowany przez organizacje eksperckie i ignorowany przez organy unijne. Absurdem, który brzmi jak ponury żart, jest nie tylko to, że Wspólnota uznaje spalanie drewna z lasu za OZE, ale także to, że problem tak dobrze można pokazać właśnie na przykładzie Niderlandów.

To znaczy?

Kraj ten ma dosyć wysokie standardy, jeśli chodzi o klasyfikację, wykorzystanie i subsydiowanie biomasy drzewnej. Jednym z warunków pozwalających przeznaczyć drewno na cele energetyczne jest to, że nie może pochodzić ono z wycinek w miejscach wartościowych przyrodniczo. Ale okazuje się, że owe przepisy pozostają jedynie formalnością, którą w łatwy sposób da się obejść ze szkodą dla bioróżnorodności i środowiska innych państw, w tym przede wszystkim wspomnianej wcześniej Estonii. Na tej podstawie można wyciągnąć następujący wniosek: skoro Holendrzy świetnie dają sobie radę z omijaniem surowych restrykcji, to czemu w innych częściach kontynentu, gdzie funkcjonują luźniejsze obostrzenia, miałoby być inaczej?

A czy są jakieś sposoby na użytkowanie biomasy leśnej w sposób niezagrażający bezpieczeństwu środowiska i klimatowi?

Owszem. Całkowicie zakazane powinno być wycinanie drzew w celach energetycznych. Wykorzystanie energetyczne powinno być traktowane jako ostateczność, np. jeśli w wyniku obróbki drewna na inne cele (m.in. materiał do konstrukcji budynków), pozostają skrawki, których nie da się wykorzystać inaczej. Dodatkowo – takie paliwo nie powinno być transportowane na duże odległości, tylko spalane lokalnie. Oczywiście mówimy tutaj o dużych instalacjach, nie o domach prywatnych.

Las to nie fabryka drewna. Obywatele to wiedzą. A leśnicy?

Ale z całą pewnością nie możemy za dobrą energię odnawialną uznać pelletu pozyskiwanego w wyniku wycinki lasów w jednej części Europy, a następnie spalanego w drugiej. Niderlandy dużą część swojej bazy OZE budują właśnie na importowanej biomasie. Dodajmy, że w Estonii pod topór idą całe lasy rosnące na terenach podmokłych, mających bardzo ważne znaczenie dla obiegu wody w przyrodzie. W dobie kryzysu klimatycznego tak naprawdę jednak każde drzewo jest na wagę złota, bo odpowiada za pochłanianie i przechowywanie dwutlenku węgla oraz pełni funkcję siedlisk dla gatunków, czyli pozwala zachować i tak już poważnie zagrożoną wymieraniem różnorodność biologiczną.

Jakich kroków powinniśmy oczekiwać od organów europejskich, które z jednej strony przekonują, że stawiają ochronę lasów wśród swoich środowiskowych priorytetów, a z drugiej zezwalają na ich niszczenie?

Rzeczywiście, w całej tej historii szczególnie oburzający jest fakt, że Komisja Europejska z jednej strony stworzyła dwa ważne dokumenty chroniące lasy – jeden całkiem niezły – Strategię Bioróżnorodności – drugi nieco gorszy, ale wciąż będący solą w oku podmiotów zarabiających na eksploatacji lasów, czyli Strategię Leśną. Na podstawie tych planów można było się spodziewać, że w UE wreszcie coś drgnęło, a kryzysy przyrodnicze i klimatyczne zaczęto traktować poważnie.

Ale…?

…jeśli obok tego prężnie działa niezgodna z faktami naukowymi i zdrowym rozsądkiem polityka dotycząca spalania drzew z lasu w ramach OZE, trudno dalej mieć złudzenia. W obliczu katastrofy klimatycznej wycinki i spalanie drzew należy uznać za rozwiązania karygodne i przeznaczone do natychmiastowej eliminacji. Nasza organizacja wraz z wieloma innymi oczekuje więc od KE mocnego postawienia tamy fałszywie proklimatycznym procederom.

Oczywiście najłatwiej, a na pewno prościej niż postawić, np. fermę wiatrową na morzu, jest wyciąć drzewo, przerobić je na pellet, spalić w kotle i powiedzieć, że zasadzi się nowy las. Ale na dłuższą metę to nie wystarczy.

Dlaczego?

Clou krytyki wykorzystania biomasy leśnej zasadza się na tym, że w kilka minut spalamy drzewa, które dekadami, a nawet setkami lat gromadzą ogromne ilości CO2. Tych strat nie da się szybko odrobić i cofnąć z łatwością tego, co przy okazji pozyskania energii wyemitujemy z powrotem do atmosfery. Do tego wycinki wymuszone przez zapotrzebowanie na pellet wyrządzają mnóstwo innych szkód: przyroda traci swoje prospołeczne wartości, przestaje być sanktuarium bioróżnorodności, nie spełnia dalej funkcji zapobiegania skutkom zmian klimatycznych, np. poprzez zdolność do przechwytywania wody opadowej. Jeśli pozbędziemy się lasów, to woda, zamiast wsiąkać w nie jak w gąbkę, zacznie szybciej spływać do rzek i z jednej strony pogłębi się problem suszy, a z drugiej – zwiększy częstotliwość występowania powodzi. Tu naprawdę chodzi o bezpieczeństwo, dlatego dłużej nie możemy sobie pozwolić na to, by lasy szły z dymem do atmosfery.

W Polsce też tego nie unikniemy, jeśli UE nie powie „stop”?

Obawiam się, że nie, bo w ubiegłym roku Ministerstwo Środowiska rozszerzyło przecież definicję drewna energetycznego. Lobbowało za tym kierownictwo Lasów Państwowych, powołując się na problemy branży meblarskiej i możliwość poszerzenia bazy kupców drewna. Chodziło głównie o to, by LP mogły dalej wycinać dużo drzew i na tym zarabiać. A samą ustawę wprowadzającą powyższe zmiany uzasadniono faktem, że UE oczekuje od Polski, żeby bardziej inwestowała w bioenergię, której jednym ze źródeł jest biomasa leśna. To oczywiście bzdura, bo nikt nie wymaga od nas, że będziemy spalać określoną ilość drewna z lasów, ale prawo unijne jest tak skonstruowane, że pozwala na irracjonalne interpretacje, szczególnie w takich miejscach jak Polska, gdzie rządzącym w zdecydowanie mniejszym stopniu niż obywatelom i obywatelkom zależy na ochronie dziedzictwa przyrodniczego. Naciski społeczne, choć istotne, okazują się niewystarczające. Władza potrzebuje szturchnięcia ze strony organów europejskich. KE musi zainterweniować, dokonać potrzebnych korekt, zwłaszcza że kwestia biomasy leśnej nie kończy się wyłącznie na kontekście przyrodniczym.

A czego jeszcze dotyka?

Nie tak dawno ukazał się list branży meblarskiej, której przedstawiciele wprost mówią o tym, że polityka dotycząca OZE jest szkodliwa nie tylko środowiskowo i klimatycznie, ale także ekonomicznie. Jeśli jest presja na energetyczne wykorzystanie drewna, jego cena jest windowana, materiału zaczyna brakować, meblarze skarżą się, że trudno im pozyskać lokalny surowiec w rozsądnych cenach. Oczywiście potrzebujemy pozyskiwać drewno, ale i dla klimatu, i dla gospodarki lepiej, żeby powstawały z niego szafki czy domy, bo wtedy CO2 wciąż jest magazynowany, a nie emitowany do i tak już niebezpiecznie rozgrzanej atmosfery.

**
Krzysztof Cibor
– szef działu Przyroda w Greenpeace Polska.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij