Kraj

Las to nie fabryka drewna. Obywatele to wiedzą. A leśnicy?

Na wszelkie inicjatywy, które mają na celu ochronę lasów, leśnicy reagują, przyjmując strategię oblężonej twierdzy. Są przekonani, że ktoś ich atakuje, więc muszą się bronić, okopywać na swoich pozycjach i strzelać, czym tylko mogą – mówi Marta Jagusztyn z inicjatywy Lasy i Obywatele, współautorka mapy wycinek, której publikacja mocno zelektryzowała opinię publiczną i wkurzyła Lasy Państwowe.

Paulina Januszewska: Im dalej w las, tym bardziej czerwono. Tak wygląda interaktywna mapa wycinek, którą pod koniec marca opublikowałaś wraz z Grzegorzem Jakackim w sieci. Co przeciętny obywatel i obywatelka mogą z niej wyczytać? Czy powinni – jak sugeruje dramatyczna kolorystyka – panikować?

Marta Jagusztyn: Na razie mapa wywołuje głównie zaniepokojenie i oburzenie. I słusznie, bo właśnie z taką reakcją powinna się spotykać gospodarka leśna w Polsce. Szeroki odzew na uruchomienie mapy nie wynika jednak z natężenia koloru czerwonego. Ludzie od dawna widzą, że coś niedobrego dzieje się z lasami, a nasz projekt jedynie potwierdza ich obawy, pokazując skalę i pełniejszy obraz tego zjawiska. Daje również informacje dotyczące przyszłości lasu, podczas gdy wcześniej ludzi stawiano zwykle przed faktem dokonanym, czyli zrębem. Intensywna eksploatacja lasów przebiega de facto poza kontrolą i wiedzą obywateli i obywatelek, mimo że Lasy Państwowe mają obowiązek informowania i przeprowadzania konsultacji społecznych w sprawie planowanych wycinek oraz muszą udostępniać publicznie informacje na ten temat.

Tak dużo się dzieje, że zapomnieliśmy się tutaj pochwalić. Tak, zrobiliśmy ogólnopolską mapę rębni 🪓🌳❗️ Mapa obrazuje…

Posted by Lasy i Obywatele on Tuesday, March 23, 2021

Bank Danych o Lasach tego nie robi?

Robi, ale w sposób nieczytelny dla przeciętnej, nieznającej specjalistycznego języka leśników osoby. Analiza tych danych nie jest wprawdzie jakimś wielkim wyzwaniem intelektualnym, ale na pewno wymaga czasu, uwagi i dociekliwości. Nasza mapa ułatwia to zadanie i na podstawie zebranych danych z bieżących Planów Urządzenia Lasu pokazuje, w których pododdziałach [najmniejszych jednostkach podziału lasów – przyp. red.] drzewa pójdą pod topór. Po najechaniu kursorem na interesujący nas obszar możemy dowiedzieć się, na jakiej części powierzchni pododdziału będą prowadzone prace. Z tym bywa różnie. Czasem mowa tylko o 20 proc. terenu, w innych przypadkach – 95 proc., przy czym nie jest powiedziane, że tam, gdzie piły tylko częściowo poszły w ruch, reszta lasu pozostanie w przyszłości bezpieczna. Wręcz przeciwnie – gdy rębnia już się w jakimś pododdziale zacznie, w następnym okresie planowania z pewnością zostanie dokończona. 

Przedział czasowy zaprezentowany na mapie jest jednak dość szeroki

Tak, ponieważ dla każdego nadleśnictwa pokazaliśmy dane ujęte w 10-letnich Planach Urządzenia Lasu. W niektórych nadleśnictwach PUL się właśnie kończy, co oznacza, że zaczął się – powiedzmy – w 2012 roku, w innych ruszył niedawno, więc potrwa do 2030 roku. W PUL-ach zapisuje się działania, które w ciągu dekady będą prowadzone na terenie lasu, jego stan, a także poziom pozyskania surowca czy harmonogram i zakres prac pielęgnacyjnych. Na naszej mapie prezentowany przedział jest szeroki również dlatego, że niestety w danych udostępnianych przez Bank Danych o Lasach brakuje informacji dotyczących tego, jakie cięcia zaplanowano na bieżący rok. Wprawdzie nadleśnictwa mają takie informacje, ale z jakichś przyczyn Lasy Państwowe się nimi nie dzielą.

A wam zarzucają manipulację. „To apokaliptyczna, całkowicie fałszywa sugestia, że polskim lasom zagraża niebezpieczeństwo” – czytamy w oficjalnym komunikacie. Mają rację?

Te zarzuty są bezpodstawne i w zasadzie zabawne, biorąc pod uwagę fakt, że posiłkujemy się danymi, które przecież Lasy Państwowe same udostępniają społeczeństwu. My jedynie bardziej przystępnie je tłumaczymy i wizualizujemy. Nasza mapa przekazuje następujące informacje na temat pododdziałów: powierzchnię pododdziału, zakres i charakter planowanych cięć, rodzaj stosowanej rębni oraz czy dany las jest lasem ochronnym. Nie wiem, o jakiej niedokładności, przesadzie czy wprowadzaniu ludzi w błąd mówią LP, skoro same nie podają konkretnych lokalizacji wycinek. Wystąpiliśmy o przekazanie nam tych informacji, bo mamy prawo wiedzieć, co dzieje się z naszym wspólnym środowiskiem. Zachęcamy też wszystkich, by pomogli nam je pozyskać i wysłali wniosek o dostęp do informacji o środowisku do swojego nadleśnictwa. Wzór takiego dokumentu można ściągnąć z naszej strony internetowej. Jeśli otrzymamy odpowiedzi, zaktualizujemy mapę.

Wspomniałaś, że rębnia rębni nierówna. Mogłabyś wymienić te różnice i ich wpływ na środowisko?

Dla zainteresowanych zamieszczamy na naszej stronie krótki przewodnik po rębniach, czyli sposobach usuwania drzew. Rębnie różnią się intensywnością wycinki i jej rozciągnięciem w czasie. Rębnia zupełna to taka, w ramach której leśnicy na raz tną wszystko do gołej ziemi na dużym obszarze. Z kolei w rębniach złożonych, można np. prowadzić przerzedzenia w sposób ciągły. Wszystkie rębnie są oczywiście „szokiem” dla przyrody – zarówno w miejscu zrębu, jak i otoczeniu lasu. Trzeba też pamiętać, że mniej intensywne rębnie, w wyniku których wycina się tylko wybrane drzewa, mają często dodatkowy negatywny wpływ na las w postaci przeorania gęstą siecią dróg zrywkowych, którymi ściąga się drewno. Oprócz rębni są jeszcze trzebieże.

Czyli – jak podaje Wikipedia – kompleks czynności hodowlanych związanych z pielęgnowaniem lasu.

Tak. Na naszej mapie ich jednak nie pokazujemy, bo spowodowałoby to spadek jej czytelności. Jednocześnie niektórzy – tak jak np. prof. Michał Żmihorski z Polskiej Akademii Nauk – zwracają uwagę, że dla prawdziwego obrazu skali wycinek w polskich lasach należałoby włączyć również trzebieże, którym tak naprawdę poddaje się większość lasu.

Widzisz drzewa, nie widzisz lasu

czytaj także

Ten sam naukowiec mówi o tym, że trzebieże to cięcia o charakterze pielęgnacyjnym, ich głównym celem jest pozyskiwanie biomasy, sprzyjające nadmiernej dewastacji.

Mówiliśmy wielokrotnie, że nie kwestionujemy samej konieczności pozyskiwania drewna. Muszę to powtarzać, bo taki trywialny argument pojawia się wciąż w bardzo spolaryzowanych i coraz bardziej agresywnych internetowych nawalankach na tematy leśne. Krytycy naszych działań piszą, że ochrona lasu to hipokryzja, bo przecież wszyscy korzystamy z drewna. Tymczasem my postulujemy to, by – po pierwsze – przeanalizować jego użytkowanie i np. odpowiedzieć sobie na pytanie, czy musimy wykorzystywać drewno na tak dużą skalę jako surowiec energetyczny, a – po drugie – przemyśleć słuszność wyboru takich, a nie innych miejsc wycinek.

W polskim leśnictwie panuje przestarzały paradygmat konieczności gospodarzenia lasem za wszelką cenę. Rezultatem trzymania się tego paradygmatu są działania kompletnie nieracjonalne. W Polsce intensywnie użytkuje się lasy ochronne, lasy w okolicach miejscowości uzdrowiskowych, lasy w miastach i w okolicy miast duszonych przez smog. Wreszcie, i to jest już absurd, prowadzona jest deficytowa wycinka starodrzewów. W efekcie np. z pieniędzy z wycinki sosen na Mazowszu finansujemy wycinanie starych jodeł w Karpatach.

Ochrona przyrody według Ministerstwa Środowiska: spalmy więcej drzew

W ostatnich latach obserwujemy znaczący wzrost społecznego zainteresowania losem lasów. Dlaczego nie znajduje to odzwierciedlenia w kształcie Planów Urządzenia Lasów?

Problemem jest skostnienie polskiego leśnictwa i brak umiejętności adaptacji do zmian. Postulaty strony społecznej są lekceważone. Zgodnie z Ustawą o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko LP powinny prowadzić konsultacje przed zatwierdzeniem planów. Robią to, ale w sposób fasadowy. Iluzoryczność konsultacji polega np. na tym, że LP podejmują niewystarczająco duży wysiłek, by dotrzeć do obywateli i obywatelek z informacją o możliwości wzięcia udziału w konsultacjach. Skąd to wiemy? Między innymi z badań przeprowadzonych dla nas przez sondażownię IPSOS, która wykazała, że tylko 6,5 proc. społeczeństwa wie, że taka opcja w ogóle istnieje, podczas gdy aż 38 proc. deklaruje chęć wzięcia udziału w rozmowach z leśnikami, jeśli miałoby taką szansę. Jednocześnie blisko 80 proc. respondentów i respondentek uważa, że społeczeństwo powinno mieć większy wpływ na decyzje o lasach, niż ma obecnie. A przypomnijmy, że obecnie można zgłaszać wnioski, ale nie ma żadnych mechanizmów, które sprawiałyby, że te uwagi rzeczywiście będą poważnie rozpatrzone.

Można ocenić, jaka jest skuteczność zgłaszania wniosków nadleśnictwu? Czy po nieuwzględnieniu ich i zatwierdzeniu PUL-i można jeszcze interweniować albo zaskarżyć ich treść do sądu?

Doświadczenie i przegląd dokumentacji z ostatnich 10 lat pokazują, że większość zgłoszeń nawet najlepiej uargumentowanych i udokumentowanych jest odrzucana. Ludzie walczący o lasy, a zwykle są to po prostu mieszkańcy i mieszkanki przeznaczonych pod wycinkę okolic, zderzają się ze ścianą protekcjonalizmu. Słyszą od leśników, że się nie znają, nie mają wystarczającej wiedzy ani prawa, by wtrącać się do tego, co robi nadleśnictwo. Jest to o tyle kuriozalne, że często chodzi o realizację funkcji społecznych lasu, które w dużej mierze określane są przez potrzeby i interesy lokalnych grup. Dużym problemem jest to, że leśnikom po prostu trudno jest ufać, bo używają pozycji eksperckiej do bronienia wąskiego interesu swojej instytucji.

To znaczy?

Najbardziej rozpowszechnionym zjawiskiem jest straszenie lokalnych społeczności przez leśników, że jeżeli nie wytnie się lasu w wieku rębnym, czyli takim, w jakim najbardziej Lasom Państwowym opłaca się wycinać drzewa, to las się w krótkim czasie zawali. To nieprawda. Można znaleźć nawet własne materiały LP, które to potwierdzają.

Inną ściemą jest twierdzenie, że jeżeli PUL jest już zatwierdzony, wówczas nadleśnictwo musi go według prawa wykonać co do joty i dlatego nie może się przychylić do wniosku mieszkańców złożonego poza formalnymi konsultacjami. Takie przykłady można mnożyć. W rozmowach z leśnikami trzeba więc być bardzo czujnym i trzy razy sprawdzać w materiałach Lasów Państwowych, czy to, co mówią, jest zgodne z przepisami.

Dużym problemem okazuje się też to, że bardzo często PUL-e są zatwierdzane za późno i przez przynajmniej pół roku nadleśnictwa działają bez żadnego dokumentu, tnąc kolejne drzewa poza czyjąkolwiek kontrolą. Największym zaś jest to, że leśnicy mogą działać nawet niezgodnie z prawem, ale nasz system tak urządzono, że jako obywatele i obywatelki nie możemy takich działań zaskarżyć do sądu administracyjnego. Właśnie z tego powodu Polska stanie przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Chodzi o zarzuty Komisji Europejskiej?

Tak. Ten proces toczy się od dłuższego czasu, bo KE dwukrotnie wzywała Polskę do korekty prawa, czyli umożliwienia społeczeństwu zaskarżania PUL-i oraz narzucenia gospodarce leśnej obowiązku ochrony lasów, żyjących w nim gatunków i siedlisk. Skoro jednak nie stosowaliśmy się do dyrektyw unijnych i apeli Komisji, będziemy odpowiadać przed TSUE.

To zapewne trochę potrwa. Zresztą Polska ma wprawę w ignorowaniu wyroków Trybunału. Nie czekając na zmiany, co zatem możemy zrobić dziś, gdy nie sprzyja nam prawo, a wycinają las?

Wbrew pozorom nie jesteśmy w sytuacji bez wyjścia. Oczywiście ochrona lasu bywa trudna i frustrująca, bo system jest tak skonstruowany, by obywatele i obywatelki bez przerwy się o niego potykali. Nikt nie myśli o tym, by społeczeństwo rozumiało, co się dzieje z lasami, a już na pewno nikomu nie zależy na usprawnieniu mechanizmów kolektywnego wpływu na przyrodę. Z tym trzeba się liczyć. Niemniej jednak widać, że zaangażowanie obywatelskie rośnie, bo tuż po publikacji mapy zgłosiło się do nas ponad 1200 osób, które chcą działać lub już działają na rzecz ochrony lasów. Oprócz tego na swojej stronie pokazujemy blisko 150 proleśnych inicjatyw, które dostarczają dobrych praktyk i kreatywnych pomysłów.

Czyli co robią?

Składają uwagi do PUL-i, zbierają podpisy pod petycjami, próbują rozmawiać z nadleśniczymi, a także mobilizują do pomocy samorządowców. Wnioskują o małe formy ochrony przyrody, takie jak pomniki przyrody, użytki ekologiczne czy zespoły przyrodniczo-krajobrazowe, a także ubiegają się o przyznanie statusu lasu o wysokiej wartości ochronnej (High Conservation Value Forest), funkcjonującego pod parasolem systemu certyfikacji drewna FSC. Przesłanek do utworzenia takiej strefy jest w sumie sześć. Jedna z nich mówi o ochronie lasu o „specjalnym znaczeniu dla kulturowej tożsamości lokalnej społeczności”. Jeśli tak uargumentowany wniosek poprze samorząd, to LP muszą się do niego zastosować. Wprawdzie leśnicy próbują się bronić i to podważać, ale jednocześnie muszą wywiązywać się z postanowień systemu certyfikacji, który mówi jasno, że dobrze uargumentowana inicjatywa społeczna zyskująca poparcie samorządu powinna zostać uwzględniona w gospodarce leśnej. Inną skuteczną metodą jest poszukiwanie i dokumentowanie wartości przyrodniczych w lesie.

Czego nie strawi pożar, spali elektrownia. Gospodarka leśna w Polsce to „biomasakra”

Co dokładnie masz na myśli? Przecież las sam w sobie jest wartością.

Gdyby LP to rozumiały, być może nie musiałybyśmy dziś rozmawiać. W tym wypadku chodziło mi np. o znajdowanie gniazd ptaków chronionych i tym samym udowodnienie, że teren lasu jest ich naturalnym siedliskiem. Wtedy możliwe jest wnioskowanie o utworzenie specjalnej strefy ochrony. Rębnie często znajdują się w pobliżu tego typu miejsc, więc społeczny „monitoring” może bardzo pomóc w ocaleniu drzew. Gorąco zachęcam wszystkich do tego typu działań, zwłaszcza że poszukiwanie powodów dla zostawienia lasu w spokoju wymaga częstych spacerów i obcowania z przyrodą. Można więc połączyć przyjemne z pożytecznym.

A twoja leśno-aktywistyczna historia jak się zaczęła?

Podręcznikowo – razem z lokalną grupą broniłam lasu w Nadbużańskim Parku Krajobrazowym, w miejscu, z którym jestem związana od dzieciństwa. Bez tego działania i przyjaźni, które się wokół naszego wspólnego aktywizmu zawiązały, nie byłoby dziś ogólnopolskiej inicjatywy Lasy i Obywatele. Na spotkaniu w Teremiskach poznałam osoby z innych miejsc w Polsce działające na rzecz lasów. Zaczęło się też do mnie zgłaszać wiele osób po pomoc i wsparcie. Zrozumiałam, że potrzebna jest nam wspólna platforma do przekazywania sobie wiedzy i doświadczeń. Chciałam zadbać o to, by każda kolejna obrończyni i każdy kolejny obrońca lasu nie musieli przedzierać się sami przez te chaszcze niechęci i skomplikowanego żargonu leśników, które nam udało się pokonać. Poza tym uznałam, że wszystkie proleśne akcje trzeba dokumentować. To duża wartość od strony obywatelskiej, bo ludzie zaczynają coraz bardziej dbać o otaczającą ich naturę.

Heinrich: Nie mylmy lasu z uprawą drzew

czytaj także

W obronie lasów i przyrody w ogóle stają najczęściej kobiety. Czy twoim zdaniem w ten sposób chronią się też przed patriarchatem, którego filarem jest grabieżczy stosunek do przyrody?

Rzeczywiście, na gruncie lokalnym alarmistkami są często kobiety. Myślę, że potrafią z dużo większą niż mężczyźni łatwością przekłuć balon wojskowego, niemal militarnego reżimu, który panuje w Lasach Państwowych, a także przeciwstawić się retoryce o władaniu przyrodą. Pokazać, że król jest nagi, bo nie kupują argumentów opartych na prestiżu, sztucznym nadymaniu swojej pozycji i instrumentalizowania wiedzy eksperckiej do utrzymania kontroli. Z tym że tradycyjne, patriarchalne wzorce wychodzą z nas niestety wszędzie. W Lasach Państwowych kobiety leśniczki nie są traktowane na równi z leśnikami. Ale i w kręgach aktywistycznych zmagamy się z tradycyjnymi wzorcami.

Jak to?

W aktywizmie to kobiety wykonują większość tego, co nazywam często niewidzialną pracą u podstaw, biorą na siebie budowanie relacji oraz tworzenie około aktywistycznej kultury. Za to nieproporcjonalnie rzadko są na świeczniku albo na pierwszym froncie najbardziej spektakularnych i dostrzeganych medialnie akcji. Niestety w gronie cytowanych w prasie, głównych przyrodników jest ich wciąż niewiele. Tradycyjnie natomiast bliski związek z naturą od zawsze łączono z kobietami, mężczyźni zaś przyrodę mieli poskramiać. Wyrazem takiego stereotypowo męskiego władztwa jest podejście do lasu właściwe dla leśników – głównie poprzez pryzmat gospodarzenia nimi. Tylko że spod tej chęci totalnej kontroli nad naturalnymi procesami przebija strach przed przemijaniem. W szeroko pojętym społeczeństwie coraz częściej odchodzi się od tych dwubiegunowych narracji i użytkowego traktowania przyrody, ale wciąż nie dotyczy to środowiska leśników.

System pożera od środka potencjalnych wywrotowców?

Niestety tak. LP są przyzwyczajone do działania na rzecz ochrony własnego, instytucjonalnego interesu, który w dodatku jest źle pojęty. W takim duchu kształci się młodych leśników, którzy już na uczelniach słyszą o wyższości przestarzałego polskiego modelu leśnictwa nad wszystkim innym. Są przekonani o jego nieomylności i przyzwyczajani do tego, że nie warto podejmować dialogu. To wychodzi potem w rozmowach z leśnikami. A czyż to nie oni powinni dbać o uwzględnienie wszystkich racji, tworzenie realnych, a nie nieuczciwych kompromisów? Braki we współczesnych kompetencjach społecznych instytucji LP są bardzo widoczne w reakcjach na naszą mapę.

Na razie LP tylko polaryzują debatę o naszej mapie, używając zarzutu o manipulację, ale żaden pracujący w LP leśnik nie odważył się z nami wprost publicznie porozmawiać. Jedyną merytoryczną reakcją LP na naszą mapę była deklaracja, że… LP rozważą przygotowanie słowniczka (!) na stronie Banku Danych o Lasach, żeby można było z niej łatwiej skorzystać.

Dodajmy, że LP deklarują, że na BDL wydają aż 4 mln zł rocznie. Myślę, że przy skali publicznej dyskusji, która się rozpętała, roztropne byłoby poddanie gruntownej refleksji wpływu społeczeństwa na decyzje o lasach oraz dialogu na linii leśnicy–społeczeństwo. Słowniczek raczej tego nie załatwi.

Jakich reform potrzebuje gospodarka leśna?

Myślę, że powinniśmy zacząć od fundamentalnych zmian w trzech obszarach: w kulturze leśników, w systemie kontroli nad gospodarką leśną oraz w naszym postrzeganiu lasów i przyrody. Leśnictwo musi dostrzec wyzwania współczesności. Wiadomo, że postępują zmiany klimatyczne, więc przyrodę trzeba chronić lepiej. Tymczasem LP nawet nie zastanawiają się, jak mogłyby zmienić swój sposób działania i zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Na wszelkie inicjatywy, które mają na celu ochronę dobra wspólnego, jakim są lasy, reagują defensywnie, przyjmując strategię oblężonej twierdzy. Są przekonani, że ktoś ich atakuje, więc muszą się bronić, okopywać na swoich pozycjach i strzelać, czym tylko mogą. To jest szkodliwe, bo blokuje jakiekolwiek kreatywne i adaptacyjne myślenie. Jasno widać to w podejściu leśników do konsultacji dotyczących celów odbudowy przyrody, które skończyły się na początku kwietnia.

Mowa o strategii UE, która ma na celu ochronę bioróżnorodności i przyrody?

Tak. Ta inicjatywa jest dopiero w przygotowaniu i pozostawia wiele miejsca na to, by prowadzić dialog, wspólnie zastanawiać się, jak zdefiniować ochronę ścisłą oraz lepiej i skuteczniej dbać o naturę. Co robią LP w ramach takich konsultacji? Mobilizują wszystkie swoje 430 nadleśnictw, pracowników, współpracowników, przedstawicieli przemysłu drzewnego, zakładów usług leśnych, Ochotniczą Straż Pożarną, koła gospodyń wiejskich, które dostają od LP granty, do udziału w konsultacjach i podpowiadają, jakich mają udzielać odpowiedzi, by przyroda nie była chroniona. To jest działanie nieetyczne i mam wrażenie, że również nie do końca zgodne z prawem. Po pierwsze, LP to instytucja państwowa, po drugie, pomiędzy LP a osobami, którym zalecano wzięcie udziału w konsultacjach, była często relacja podległości. Takie działania, obok wielu skandali finansowych z udziałem leśników, to jeszcze jeden dowód na to, że potrzebujemy silniejszej politycznej i społecznej kontroli nad LP.

Drzewa giną przez ekstremalne warunki klimatyczne [fragment książki „Koniec lodu”]

A jak rozmawiać o lasach?

Trzeba uaktualnić język, którym mówimy o lasach i przyrodzie, bo aktualny pochodzi sprzed co najmniej 30 lat i przyjmuje perspektywę leśników. Powinniśmy zacząć mówić o współzależnościach pomiędzy nami a przyrodą, o usługach ekosystemowych lasów, podkreślając, że las jest nie tylko źródłem surowca, ale np. chroni nas przed skutkami zmian klimatu. Trzeba głośno dyskutować m.in. o tym, że gospodarka leśna w górach jest niedochodowa, a powodzie przez nią powodowane zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców lokalnych miejscowości. Zadaniem do wykonania pozostaje zdefiniowanie roli społecznej lasu, bo tego nikt jeszcze na poważnie w Polsce nie zrobił. Doceniajmy funkcję prozdrowotną lasów, która w trudnych czasach, sprzyjających kryzysom psychicznym, jest na wagę złota. Nie jestem zwolenniczką wyceniania wszystkiego w pieniądzach, ale są badania ekonomistów, które to właśnie robią. I wychodzi z nich, że tzw. pozaprodukcyjne funkcje lasu często znacznie przewyższają wartość drewna, które można z lasu pozyskać. Dlatego musimy zadawać sobie pytanie, kto i co tak naprawdę na gospodarce lasami zyskuje, a kto traci. I na nowo to rozsądnie wyważyć.

***

Marta Jagusztyn – badaczka, ewaluatorka, konsultantka międzynarodowych organizacji rozwojowych. Współtwórczyni inicjatywy Lasy i Obywatele dokumentującej, badającej i wspierającej grupy obywatelskie, które angażują się w sprawy lasu.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij