Kultura, Teatr

Jesteśmy świadkami systematycznego wymazywania historii Syrii, sprzecznej z interesem zwycięzców

Jesteśmy pozbawiani prawa nazywania rzeczy po imieniu, odbiera się nam głos i prawo do prowadzenia własnej narracji. Powszechna tendencja do przejmowania historycznej perspektywy reżimu wzbudza mój strach, a co za tym idzie, palącą potrzebę napisania o tym – mówi syryjski dramatopisarz Mohammad Al Attar, którego spektakl „Damaszek 2045” w reż. Omara Abusaady jest wystawiany w Teatrze Powszechnym w Warszawie.

Nina Michnik: Jesteś nazywany „teatralnym kronikarzem rewolucji w Syrii”. Czy teatr ma moc sprawczą?

Mohammad Al Attar: Moja pasja zaczęła się rozwijać, jeszcze zanim podjąłem studia teatralne w Damaszku. Miałem wtedy bardziej ambitne i idealistyczne podejście do wielu spraw. Wierzyłem, że teatr może mieć większy, bezpośredni wpływ, że może wpływać na historyczne wydarzenia, a jego interwencja nie będzie ograniczona jedynie do indywidualnych widzów. Z biegiem czasu stałem się większym realistą. Nadal uważam, że teatr może mieć długofalowy wpływ na wszystkich z nim obcujących, ale zmieniły się moje oczekiwania, jeśli chodzi o skalę. Teatr nie może zmienić biegu historii, nie obali reżimów czy systemów politycznych.

W czym zatem tkwi jego siła?

Może jednak kształtować przestrzeń debaty, prowokować do zadawania pytań, a już to ma charakter rewolucyjny. Myślę też, że istotne są projekty teatralne wspierające społeczną pamięć. W teatrze dokumentalnym, czy nawet w tym opartym na fikcji, staramy się zbudować paralelną pamięć, zrekonstruować historię. Za pomocą sceny, postaci, fabuły i scenografii. Wtedy teatr staje się narzędziem kwestionowania narracji narzuconej nam przez władze w czasach konfliktów i wojen, tej napisanej przez zwycięzców.

„Damaszek 2045”, Fot. Szymon Rogiński

Niestety, nie dysponujemy siłą, jaką mają politycy i osoby kontrolujące media.

W sztuce Damaszek 2045 podkreślasz, że w procesie budowania wspólnoty kluczowe jest wytworzenie kolektywnej pamięci. Dlaczego?

W sztuce, którą prezentujemy w Warszawie, chciałem zająć się tematem zbiorowej pamięci i tym, jak łatwo nią manipulować i jak destrukcyjne może to być w dłuższej perspektywie. Opresyjna władza (lub generalnie: władza) zdolna jest do narzucenia jednostronnej narracji historycznej, która będzie działać na korzyść reżimu. Jednak przeszłość zawsze zostawia ślady i przychodzi moment, gdy w tej gładkiej, wybielonej historii pojawiają się pęknięcia. Tego właśnie jesteśmy świadkami w Syrii i na Bliskim Wschodzie – próby systematycznego wymazywania wszelkiej historii sprzecznej z interesem obecnych zwycięzców, czyli reżimu i jego sojuszników.

Mówiąc o sojusznikach, mam na myśli nie tylko Rosję i Iran, ale także społeczność międzynarodową, która de facto nigdy nie wsparła powstania i rewolucji w Syrii, a także nigdy poważnie nie traktowała postulatu obalenia reżimu i zmiany statusu politycznego.

Sasnal: Syria chce pokoju, nie kalifatu

Myślę, że wszystkie strony bezpośrednio zaangażowane w walkę w Syrii dążą do usunięcia z najnowszej historii rozdziału o pokojowym powstaniu przeciwko dyktaturze. Chcą utrzymania narracji o wojnie domowej, wojnie między reżimem a radykałami. To bardzo bolesne.

W Syrii i innych krajach, które doświadczyły tak zwanej „arabskiej wiosny”, widzieliśmy, jak władze tłamszą rewolucje. Teraz rozpoczął się drugi etap represji: jesteśmy pozbawiani prawa nazywania rzeczy po imieniu, odbiera się nam głos i prawo do prowadzenia własnej narracji. Powszechna tendencja do przejmowania historycznej perspektywy reżimu wzbudza mój strach, a co za tym idzie, palącą potrzebę napisania o tym, jak te wydarzenia mogą wpłynąć na przyszłość.

Co jest dla ciebie najbardziej niepokojące w obecnej narracji o rewolucji w Syrii?

Reżim wraz ze swoimi sojusznikami i propagandą nigdy nie uznali rewolucji jako zjawiska. Nawet gdy tysiące ludzi przejęło place i ulice, śpiewając, stojąc w pokojowej konfrontacji z wojskiem lub policą, mając za broń jedynie swoje banery i głosy. Na samym początku obrazy te czasem przebijały się do mediów, później stały się obiektem manipulacji.

Gebert: W Syrii trwa pięć wojen naraz

Pod koniec 2012 roku pokojowy ruch zaczął się z wielu powodów militaryzować. I tak pod koniec 2013 roku zaczęła się wojna, nie była to jednak wojna domowa, ale wojna zastępcza, w której różne międzynarodowe siły toczą ze sobą wojnę, wykorzystując lokalnych przedstawicieli. Tamte wydarzenia trzeba osadzić w kontekście, pamiętać, że to, co dzieje się teraz, ma swoje źródła.

„Damaszek 2045”, fot. Szymon Rogiński

Dzisiaj, w 2020 roku, wielu ludzi spoza Bliskiego Wschodu powie ci, że nic nie wiedzieli o rewolucji. Dlaczego? Bo pamięć o niej jest zacierana. Dziś mówimy o wojnie domowej, a nie o pokojowym proteście w sprawie uzasadnionego obalenia dynastii.

Na całym Bliskim Wschodzie obecna narracja działa przeciwko ludziom, którzy wiele poświęcili i wykazali ogrom odwagi, by wyjść na ulice, stawić czoła dynastiom, dyktaturom czy reżimom wojskowym.

Przypomniały mi się rozmowy, które prowadziłam z przedstawicielkami diaspory syryjskiej w Bejrucie. Te dziewczyny, bardzo mi bliskie, brały czynny udział w rewolucji 2011 r., a pamięć o niej była dla nich niezwykle istotna. Ty również byłeś wtedy w Syrii. Czy mógłbyś, proszę, opowiedzieć o roli kobiet w przebiegu rewolucji?

Mogę mówić o Damaszku i jego przedmieściach. W wielu miejscach w trakcie protestów nie było podziałów, mężczyźni i kobiety byli razem. W innych miejscach takie podziały były podejmowane ze względów bezpieczeństwa, kobiety pozostawały na mniej narażonych pozycjach.

Ale ten pokojowy ruch to nie tylko demonstracje. Równocześnie działo się wiele rzeczy, związanych z organizacją, koordynacją, początkiem inicjatyw politycznych i humanitarnych, i tam rola kobiet była szczególnie wyraźna. Bo to one stały za organizacją i nawiązywaniem łączności między różnymi grupami, co było poważnym wyzwaniem, ponieważ społeczeństwo w Syrii było bardzo rozproszone przez reżim. Wiem na pewno, że to właśnie kobiety jednoczyły różne grupy ludzi, również tych z bardziej tradycyjnych i konserwatywnych społeczności. Prawdziwe piękno rewolucji polega właśnie na tym, że przeciwstawia się wszelkim uciskom. W czasie syryjskiej rewolucji ludzie nie mieli po prostu dość systemu politycznego; przede wszystkim dążyli do wolności w pełnym znaczeniu tego słowa, do wolności społecznej, politycznej i wszystkich innych jej wymiarów.

Oczywiście nie wszyscy protestujący mieli wspólną wizję tej wolności, ale jestem zawsze zaskoczony, że podnosi się to jako zarzut wobec ruchu. Często słyszę, że w czasie „arabskiej wiosny” nie byliśmy zgodni co do takich spraw, jak sekularyzacja, prawa kobiet i prawa mniejszości seksualnych.

Syria po „Arabskiej Wiośnie”: 8 kluczowych faktów

czytaj także

Owszem, nie byliśmy, ale dążyliśmy do stworzenia zdrowej przestrzeni, w której takie debaty mogłyby się odbyć, wierzę, że właśnie w tę stronę zmierzaliśmy. Oczywiście skupialiśmy się głównie na tym, jak stawić czoła kartelowi Al-Assada, siłom wywiadowczym i armii, ale także dyskutowaliśmy na temat równości płci, praw kobiet. Ten duch zaangażowania przyciągał coraz więcej osób.

W sztuce Damaszek 2045 kontekst rewolucji w Syrii jest niezwykle istotny, bardzo dokładnie – i przypuszczam, że nieprzypadkowo – osadziłeś akcję w ważnych dla opozycji miejscach: dzielnicy Dżaubar i mieście Daraa. W Daraa w 2011 roku młodzi mężczyźni namalowali antyrządowe graffiti, za co zostali później aresztowani i byli okrutnie torturowani – to był sam początek rewolucji. Czy jesteś osobiście związany z tymi miejscami?

Mam tam bliskich przyjaciół. W centrum Damaszku, które zawsze było ostoją reżimu, bardzo trudno było coś zorganizować. Zaczęliśmy więc się przemieszczać i lepiej poznawać nasze miasto i nasz własny kraj. Te miejsca nie są oczywiście wspomniane przez przypadek… Dziś są zupełnie zniszczone… Oblężenie trwało tam bardzo długo, a lokalna społeczność stawiła niezwykły opór.

No tak, w Aleppo jest wojna. No tak, w Aleppo giną ludzie…

Ci ludzie zostali stłamszeni przez reżim i jego sojuszników, zwłaszcza irańskie i rosyjskie bojówki. Mieszkańcy Dżaubar zostali przesiedleni do Idlib, bo nie zgodzili się na życie pod jarzmem reżimu. Wspominam o tych miejscach również po to, aby pokazać, że choć można zniszczyć budynki i zmienić demografię, to istnieje taka siła, która w nieoczekiwanym momencie wywraca porządek władzy, osłabia narrację i przywraca wspomnienia – te miejsca są dla mnie jej symbolem.

W twojej sztuce na dzisiejszych gruzach wznosi się bogate miasto, powstają nowoczesne muzea, a jednak mamy poczucie jakiegoś dziwnego rozdźwięku, poczucia alienacji wszystkich bohaterów. Dlaczego zdecydowałeś się stworzyć taki świat?

Akcja rozgrywa się w 2045 roku, a zależało mi na tym, by przezwyciężyć dominujące w kulturze obrazy dystopijnej przyszłości. Gdy patrzymy na dzisiejsze zagrożenia w wymiarze gospodarczym, politycznym czy przede wszystkim na zmiany klimatyczne, i próbujemy na tej podstawie wyobrazić sobie przyszłość, to obraz jest dość okropny. Próbowałem pokazać coś odwrotnego. Damaszek 2045 ukazuje bardzo nowoczesne, spokojne, kwitnące miasto, gdzie wszystkim dobrze się żyje. Jednocześnie przeczuwamy pewne pęknięcie w tym obrazie.

Po Fadiego przyszli w nocy

czytaj także

Po Fadiego przyszli w nocy

Marta Nowakowska

Choć warunki życia są dobre, to ludzie z nieznanych powodów nie są w stanie komunikować się ze sobą, czują się samotni, odczuwają melancholię. Dopiero wraz z rozwojem akcji odkrywamy, skąd biorą się te uczucia.

Chciałabym ci zadać pytanie, które postawiła moja przyjaciółka z Sudanu. Po aresztowaniu Umara al-Baszira, ona, jako sojuszniczka rewolucji, była bardzo szczęśliwa, jednak po chwili krótkiej euforii zadał pytanie: czy możliwe jest w ogóle uleczenie depresji całego narodu? Pytanie to wielokrotnie później wracało do mnie w wielu kontekstach, także tym syryjskim…

Pytanie, które postawiłaś, jest dla mnie bardzo trudne i ważne. Cena, którą ponosimy, ból, jakiego doświadczamy, trauma, z jaką jesteśmy pozostawieni, są bardzo duże. To, co się dzieje w Syrii, jest tragedią. W Damaszku 2045 zostawiłem tę kwestię otwartą.

To bardzo ważne, by zrozumieć, że nie można zmusić do przebaczenia ani do pamiętania. Czasem zapomnienie jest jedyną drogą do dalszego normalnego funkcjonowania. I wydaje mi się, że czasem prawo do pamięci może być tak samo ważne jak prawo do zapomnienia.

Wallerstein: W Syrii Zachód nie ma szansy wygrać

czytaj także

Przypadek Polski uczy nas, że nie ma czegoś takiego jak idealnie wymierzona sprawiedliwość. Kompromis, wybaczenie, zapomnienie – to wszystko jest bardzo ważne. Niekończący się cykl wymierzania kar i pragnienie zemsty niczemu nie służą. Sprzeciwiam się manipulacji pamięcią historyczną, ale nie znaczy to wcale, że jestem przeciwny prawu ludzi do zapomnienia.

Bohaterowie sztuki Damaszek 2045 cierpią z powodu koszmarów nawiedzających ich myśli. Zastanawiam się w tym kontekście nad trudem wytworzenia wspólnoty, demokratycznego społeczeństwa, gdy jest ono obarczone wspomnieniem rewolucji, wojny, horroru historii…

To bardzo trudne, sądzę, że czas jest tutaj najważniejszym czynnikiem. Aby powstała inkluzywna wspólnota, opierać się trzeba na demokratycznych formach ekspresji, uwolnić myśli i wspomnienia. Twoje pytanie jest ważne, bo prowadzi do refleksji nad rozwiązaniami prawnymi i instytucjonalnymi, a także do pytania o sektor edukacyjny. Tworząc warunki dla wymierzenia minimalnej choćby sprawiedliwości, wytwarzasz przestrzeń zaufania społecznego.

Pieniążek: Syria nie ma wpływu na to, co dzieje się na jej terytorium

Kiedy obserwuję wiele różnych społeczeństw, także europejskich, zastanawiam się, czy ci ludzie żyją obok siebie, ponieważ o wszystkim zapomnieli. Myślę, że w Hiszpanii, gdzie toczyła się krwawa wojna domowa, ludzie jej nie zapomnieli, ale wychodzą z założenia, że trzeba żyć dalej, w spokoju. Najważniejsze jest zapewnienie bezpieczeństwa i stabilności ekonomicznej. Ludzie akceptują życie obok siebie, gdy jest to życie w dobrobycie i mają równy dostęp do zasobów publicznych.

Czy mógłbyś powiedzieć kilka słów o współczesnym społeczeństwie syryjskim, jego kulturze, diasporze?

Nie ma dziś jednego społeczeństwa syryjskiego, Syrii jest wiele. Syryjczycy są rozproszeni po całym świecie. Jest Syria pod kontrolą reżimu, ta, w której reżim odzyskuje kontrolę, a także ta kontrolowana przez siły tureckie czy siły kurdyjskie pod dowództwem Amerykanów. Są Syryjczycy, którzy żyją w przerażających warunkach w Libanie, Jordanii i Turcji. Są Syryjczycy rozproszeni po Europie. Dlatego niestety nie mogę mówić o żadnej większości. Trauma ciągle trwa. Jednocześnie bardzo silne są głosy sprzeciwiające się ciągłej kategoryzacji Syryjczyków jako uchodźców, ofiar wojny, tych, „którzy przetrwali”.

„Damaszek 2045”, fot. Szymon Rogiński

Kultura w szerokim zakresie może zbliżyć ludzi, zapewnić formy dyskusji i reprezentacji, dlatego robimy teatr z Omarem i scenografką Bissane Al Sharif, podróżujemy i spotykamy różnych odbiorców. Jest to nasz niewielki krok w stronę wzajemnego zrozumienia.

Jednym ze wspólnych tematów jest próba zachowania historii tych ludzi, utrzymania pamięci o tym, co się wydarzyło, i nadania jej kontekstu.

Patrzymy z perspektywy Europy. Mieszkasz w Berlinie, ja w Warszawie. Jak powinniśmy myśleć o narracji dotyczącej przyszłości Syrii?

Myślę, że Syria nie ma żadnej przyszłości, jeśli nie dojdziemy do sytuacji, w której możliwe będzie wymierzenie sprawiedliwości. Trzeba uporać się z sednem problemu, jakim jest dynastia Assadów. Konieczne jest też zaangażowanie społeczności międzynarodowej, ponieważ w tym momencie losy Syrii nie są w rękach Syryjczyków, nie są nawet w rękach reżimu, Syria kontrolowana jest przez siły rosyjskie i irańskie. Potrzebna jest międzynarodowa świadomość konieczności rozliczania wszystkich z popełnionych przez nich wykroczeń – nie tylko reżimu, który jest odpowiedzialny za większość z nich, ale również innych grup.

Nie żal nam uchodźców. Niech wracają, skąd przyszli

Jak kiedyś powiedział wspaniały intelektualista Yassin al-Haj Saleh: nie możesz uleczyć rannego ciała, jeśli w ciele jest nóż – musisz go najpierw usunąć, a następnie uporać się z konsekwencjami. Nawet jeśli uleczysz wszystkie pozostałe dolegliwości, nóż wbity w ciało nadal pozostanie źródłem choroby i cierpienia. I jest to jedyna droga, jaką widzę dla Syrii. Myślę, że politycy zdają sobie sprawę z tej konieczności. Wiedzą o tym. Problem polega na tym, że priorytetem są dla nich interesy polityczne i ekonomiczne. Jeśli historia dalej będzie się toczyć tak, jak toczy się dzisiaj, konsekwencje tego mogą być jeszcze gorsze niż dotychczas. Kiedyś myśleliśmy, że Al-Kaida jest najgorszym z koszmarów, później przyszło Daesh.

Adam, bohater twojej sztuki, przedstawiciel armii reżimu, mówi otwarcie, że ich głównym celem było obarczenie całą odpowiedzialnością Daesh.

Oczywiście. Daesh i inne tego rodzaju grupy są urzeczywistnieniem wroga, którego wszyscy autorytarni władcy pragną, ponieważ walką z Daesh można uzasadnić każdą zbrodnię. Można usprawiedliwić okupację, bombardowanie, dlatego też Daesh było dla wszystkich ulubionym wrogiem: dla reżimu i jej propagandy, dla Rosjan, Stanów Zjednoczonych i Iranu – wszyscy używali Daesh jako uzasadnienia dla interwencji militarnej. Syria nie ma przyszłości, dopóki dynastia Assadów jest u władzy, i prawdopodobnie będziemy świadkami kolejnego cyklu zła.

**
Mohammad Al Attar
– syryjski dramatopisarz. Jest uznawany za jednego z najważniejszych kronikarzy rozdartej wojną Syrii. Jego sztuki były wystawiane na wielu międzynarodowych festiwalach i spotkaniach teatralnych. Przy pracy nad większością swoich sztuk łączy siły z syryjskim reżyserem Omarem Abusaadą i scenografką Bissane Al Sharif.

Nina Michnik – członkini Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego, aktywistka, studentka Wydziału Filozofii oraz Katedry Arabistyki i Islamistyki Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij