Spadek dla wszystkich, czyli socjalizm na miarę XXI w. Sprawdź, ile dostaniesz!

50 proc. najuboższych nie posiada niemal nic, a ich udział w majątku narodowym tylko w niewielkim stopniu zwiększył się od XIX wieku. Pomysł, że wystarczy poczekać, aż ogólny wzrost bogactwa przyczyni się do upowszechnienia własności, nie ma żadnego sensu.
Thomas Piketty. Fot. Jakub Szafrański

Na podstawie dostępnych danych historycznych idealne społeczeństwo to takie, w którym każdy posiada kilkaset tysięcy, niewielka liczba osób posiada kilka milionów, natomiast większe majątki (dziesiątki lub setki milionów, a fortiori miliardy euro) są tylko tymczasowe, a odpowiedni system podatkowy szybko je sprowadza do poziomów bardziej racjonalnych i społecznie użytecznych.

Równość edukacyjna i państwo socjalne nie wystarczą – aby dojść do faktycznej równości, należy przemyśleć całość stosunków władzy i dominacji. Chodzi przede wszystkim o lepszy podział władzy w przedsiębiorstwach.

Tutaj także należy wyjść od tego, co dobrze funkcjonowało w ubiegłym wieku. W wielu krajach europejskich – zwłaszcza w Niemczech i w Szwecji – ruch związkowy i partie socjaldemokratyczne zdołały w połowie XX wieku narzucić akcjonariuszom nowy, funkcjonujący do dzisiaj podział władzy w postaci tzw. systemów współzarządzania. Polega on na tym, że wybrani przedstawiciele pracowników dysponują w niektórych wypadkach nawet połową miejsc w radach dyrektorów wielkich przedsiębiorstw, przy czym nie muszą posiadać żadnego udziału w kapitale. Nie chodzi o idealizowanie tego systemu (w razie równego podziału głosów to akcjonariusze mają głos decydujący), lecz po prostu o stwierdzenie, że nastąpiła w tym wypadku istotna transformacja klasycznej logiki opartej na władzy akcjonariuszy. Oznacza to w szczególności, że jeśli pracownicy dodatkowo posiadają mniejszościowy udział w kapitale, rzędu 10–20%, lub jeśli lokalny samorząd posiada taki udział, wówczas może nastąpić zmiana większości, nawet kosztem akcjonariusza posiadającego miażdżąco większościowy udział w kapitale. System ten, który wzbudził okrzyki oburzenia ze strony akcjonariuszy w tych krajach, które go wprowadziły, a który wymagał intensywnej walki społecznej, politycznej i prawnej[1], w żadnym stopniu nie zaszkodził rozwojowi gospodarczemu; wręcz przeciwnie. Wszystko wskazuje na to, że większa równość praw pozwoliła na większe zaangażowanie pracowników w długofalową strategię przedsiębiorstw.

Niestety opór ze strony akcjonariuszy utrudnił szersze upowszechnienie tych reguł. We Francji, w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych akcjonariusze nadal dysponują niemal pełną władzą w przedsiębiorstwach[2]. Warto zauważyć, że francuscy socjaliści, podobnie jak brytyjscy laburzyści, do lat 80. ubiegłego wieku byli znacznie bardziej skupieni na nacjonalizacjach, uważając strategie szwedzkich i niemieckich socjaldemokratów, oparte na podziale władzy i daniu prawa głosu pracownikom, za zbyt bojaźliwe. Po upadku radzieckiego komunizmu agenda oparta na nacjonalizacjach znikła. Zarówno francuscy socjaliści, jak i brytyjscy laburzyści w latach 90. ubiegłego i w pierwszej dekadzie XXI wieku niemal całkowicie porzucili wszelkie pomysły dotyczące transformacji systemu własności. Od kilkunastu lat ponownie prowadzi się dyskusje na temat niemiecko-skandynawskiego systemu współzarządzania, tak więc dzisiaj zdecydowanie przyszła już pora na wprowadzenie takich samych reguł we wszystkich krajach.

Ponadto i przede wszystkim potrzebny jest coraz bardziej zdecydowany ruch na rzecz lepszego podziału władzy. Poza tym, że przedstawiciele pracowników powinni mieć 50 proc. głosów we wszystkich przedsiębiorstwach (nawet najmniejszych), można sobie na przykład wyobrazić, że w ramach 50 proc. praw głosu przysługujących akcjonariuszom prawa będące w dyspozycji indywidualnego akcjonariusza nie mogą w dostatecznie dużych przedsiębiorstwach przekraczać pewnego progu[3]. Tym sposobem pojedynczy akcjonariusz, będący zarazem pracownikiem własnej spółki, nadal dysponowałby większością głosów w bardzo małym przedsiębiorstwie, ale w przypadku, gdyby przedsiębiorstwo nabrało większych rozmiarów, musiałby się coraz bardziej opierać na zbiorowej debacie[4].

Nawet tak poważna transformacja systemu prawnego jednak nie wystarczy. Chcąc zapewnić rzeczywistą cyrkulację władzy, trzeba zmobilizować system podatkowy i spadkowy, tak aby zapewnić większą cyrkulację własności jako takiej. Widzieliśmy to już wyżej: 50 proc. najuboższych nie posiada niemal nic, a ich udział w majątku narodowym tylko w niewielkim stopniu zwiększył się od XIX wieku. Pomysł, że wystarczy poczekać, aż ogólny wzrost bogactwa przyczyni się do upowszechnienia własności, nie ma żadnego sensu. Gdyby faktycznie tak miało być, od dawna bylibyśmy świadkami takiej ewolucji. Dlatego właśnie jestem zwolennikiem rozwiązania bardziej woluntarystycznego w postaci minimalnego spadku dla wszystkich – rzędu, powiedzmy, 120 tysięcy euro (czyli około 60 proc. średniego majątku we Francji) przekazywanych młodym ludziom w wieku dwudziestu pięciu lat[5]. Taki spadek dla wszystkich stanowiłby roczny wydatek około 5 proc. dochodu narodowego, który można sfinansować poprzez progresywny roczny podatek od własności (czyli od nieruchomości, aktywów finansowych i majątku służącego do prowadzenia działalności zawodowej, po odliczeniu zadłużenia) w połączeniu z progresywnym podatkiem spadkowym.

Bogaci mogą zapłacić niemal konfiskacyjne podatki. Wytrzymają

Moim zdaniem taki spadek dla wszystkich, finansowany z podatku majątkowego i spadkowego, stanowiłby dość ograniczoną część całości wydatków publicznych. Dla jasności, w ramach refleksji nad idealnym systemem podatkowym można sobie wyobrazić, że całkowite przychody podatkowe będą wynosić około 50 proc. dochodu narodowego (poziom zbliżony do obecnego, tyle że przychody te byłyby rozdzielane w sposób bardziej sprawiedliwy, co pozwala zakładać, że w przyszłości nastąpią pewne podwyżki podatków) i będą się składać po pierwsze z przychodów z progresywnego podatku od własności i spadków (który przynosiłby około 5 proc. dochodu narodowego i służyłby finansowaniu spadku dla wszystkich), po drugie – z przychodów ze zintegrowanego systemu progresywnego podatku dochodowego, ze składek na ubezpieczenia społeczne oraz z opłaty emisyjnej (z indywidualną kartą węglową pozwalającą na ochronę niskich dochodów i zachęcającą do odpowiedzialnych zachowań, a także umożliwiającą koncentrację wysiłków na największych emisjach indywidualnych, które byłyby najwyżej opodatkowane). To wszystko łącznie przynosiłoby około 45 proc. dochodu narodowego i służyłoby finansowaniu wszystkich pozostałych wydatków publicznych, zwłaszcza wydatków socjalnych (oświata, służba zdrowia, emerytury, transfery socjalne, dochód podstawowy itp.) i działań na rzecz środowiska (infrastruktury transportowe, transformacja energetyczna, modernizacja termoizolacyjna itp.).

Kilka spraw warto tu uściślić. Nie da się na przykład prowadzić rozsądnej polityki środowiskowej, o ile nie jest ona wpisana w globalny socjalistyczny projekt oparty na zmniejszeniu nierówności, ciągłej cyrkulacji władzy i własności oraz na redefinicji wskaźników ekonomicznych[6]. Ten ostatni punkt pragnę szczególnie podkreślić: nie warto budować systemu cyrkulacji władzy, jeśli zachowa się te same cele ekonomiczne. Trzeba zmienić ramy zarówno na poziomie indywidualnym i lokalnym (zwłaszcza poprzez wprowadzenie indywidualnej karty węglowej), jak i krajowym. Pojęcie produktu krajowego brutto należy zastąpić pojęciem dochodu narodowego (co wiąże się z odjęciem zużycia kapitału, łącznie z kapitałem naturalnym), zaś uwagę należy skupić na redystrybucji, a nie na wartościach średnich; wskaźniki dochodowe (niezbędne dla budowy zbiorowej normy w zakresie sprawiedliwości) należy uzupełnić wskaźnikami czysto środowiskowymi (przede wszystkim dotyczącymi emisji CO2)[7].

Tabela 1. Cyrkulacja własności a podatki progresywne

Źródła i dane: piketty.pse.ens.fr/ideologie. Thomas Piketty, „Kapitał i ideologia”, dz. cyt., s. 1122.

Chciałbym również podkreślić, że spadek dla wszystkich (który można też nazwać „powszechną subwencją kapitałową”) stanowi tylko niewielką część całości wydatków publicznych, ponieważ sprawiedliwe społeczeństwo, jak je tutaj przedstawiam, opiera się przede wszystkim na powszechnym dostępie do wszystkich dóbr podstawowych (oświata, służba zdrowia, emerytury, mieszkania, środowisko itp.), co pozwala na pełne uczestnictwo w życiu społecznym i ekonomicznym, tak więc nie może się sprowadzać li tylko do subwencji kapitałowej w postaci pieniężnej. Niemniej od chwili, kiedy dostęp do tych pozostałych dóbr podstawowych jest zagwarantowany, włącznie z dostępem do systemu dochodu podstawowego[8], spadek dla wszystkich stanowi dodatkowy istotny składnik sprawiedliwego społeczeństwa. Fakt posiadania majątku o wartości 100 lub 200 tysięcy euro wiele zmienia w stosunku do sytuacji, kiedy człowiek nie posiada nic (lub ma tylko długi) i musi się zgodzić na wszystko: byle jakie wynagrodzenie, byle jakie lub prawie byle jakie warunki pracy, gdyż musi zapłacić czynsz i zaspokoić podstawowe potrzeby życiowe. Posiadając choćby niewielki majątek, mamy większe możliwości wyboru: możemy odmówić pewnych propozycji i przyjąć dopiero tę dobrą, możemy pomyśleć o stworzeniu własnego przedsiębiorstwa lub kupić mieszkanie i nie musieć płacić comiesięcznego czynszu. Redystrybuując własność, można doprowadzić do ponownego zdefiniowania całości stosunków władzy i dominacji społecznej.

Gdzie w opowieści Piketty’ego znajduje się Polska?

Chciałbym też dodać, że podane tutaj stawki i kwoty są tylko przykładowe. Niektórzy mogą uznać, że opodatkowanie rzędu 80–90 proc., które proponuję zastosować do najwyższych dochodów oraz największych majątków i spadków, jest nadmierne. Jest to złożony temat, który oczywiście wymaga szerokiej dyskusji. Pragnę tylko przypomnieć, że takie stawki były stosowane w XX wieku w wielu krajach (zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych w latach 1930–1980), a wszystkie dostępne dane historyczne skłaniają mnie ku wnioskowi, że bilans tego doświadczenia jest bardzo dobry. Polityka ta w najmniejszym stopniu nie zahamowała innowacyjności; wręcz przeciwnie, tempo wzrostu dochodu narodowego na mieszkańca w Stanach Zjednoczonych było dwukrotnie niższe w latach 1990–2020 (po zmniejszeniu progresji podatkowej o połowę za rządów Reagana w latach 80. ubiegłego wieku) niż w poprzednich dekadach[9]. Amerykański dobrobyt w XX wieku (a bardziej ogólnie – dobrobyt gospodarczy na przestrzeni dziejów) opierał się na znacznej przewadze edukacyjnej[10], na pewno nie na przewadze nierównościowej. Na podstawie dostępnych danych historycznych idealne społeczeństwo to takie, w którym każdy posiada kilkaset tysięcy, niewielka liczba osób posiada kilka milionów, natomiast większe majątki (dziesiątki lub setki milionów, a fortiori miliardy euro) są tylko tymczasowe, a odpowiedni system podatkowy szybko je sprowadza do poziomów bardziej racjonalnych i społecznie użytecznych.

Inni mogą uznać, że proponowane stawki i kwoty są zbyt niskie. Przy przedstawionym tutaj systemie podatkowym i spadkowym młodzi ludzie z ubogich środowisk, którzy obecnie nie dziedziczą nic, otrzymywaliby 120 tysięcy euro, zaś ci ze środowisk zamożnych, którzy obecnie dziedziczą milion, otrzymywaliby 600 tysięcy euro[11]. Jesteśmy więc daleko od całkowitego wyrównania szans i możliwości, co jest zasadą teoretyczną, często proklamowaną, ale rzadko stosowaną w sposób spójny. Moim zdaniem można i trzeba pójść znacznie dalej.

W każdym razie wskazane stawki i kwoty zostały podane tylko przykładowo, jako element refleksji i debaty nad idealnym systemem, który chcielibyśmy wdrożyć w dłuższej perspektywie, nie przesądzając o przejściowych strategiach, które można wybierać w poszczególnych krajach zależnie od kontekstu historycznego i politycznego. Na przykład w obecnym kontekście francuskim można uznać, że priorytetem jest przywrócenie podatku od wielkich fortun (ISF) w zmodernizowanej wersji, na podstawie z góry wypełnionych deklaracji o posiadanym majątku i kontroli skarbowej znacznie bardziej rygorystycznej niż dotychczas. Przy okazji umożliwiłoby to zmniejszenie podatku gruntowego, który jest podatkiem majątkowym szczególnie uciążliwym i niesprawiedliwym, zwłaszcza dla gospodarstw zadłużonych, starających się o uzyskanie prawa własności[12].

** 

Fragment książki Thomasa Piketty’ego Niech żyje socjalizm. Teksty z lat 2016–2020, która właśnie ukazała się w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. 

** 

[1]W szczególności niemieckie przepisy konstytucyjne z lat 1919 i 1949 określały własność jako relację społeczną między różnymi typami interesariuszy, co pozwoliło na opisaną reformę; byłaby ona trudniejsza do wdrożenia przy obecnych przepisach francuskiej konstytucji, które opierają się na znacznie bardziej konserwatywnej wizji własności stricte prywatnej. Zamiast koncentrować się na przejściu do VI Republiki lub powołaniu Zgromadzenia Konstytucyjnego (bez pełnej świadomości, jaka miałaby być natura planowanych zmian konstytucyjnych), francuskie debaty dotyczące reform konstytucyjnych w tym zakresie wiele by zyskały, gdyby założono bardziej konkretne cele społeczno-gospodarcze, zwłaszcza w odniesieniu do własności i podatku progresywnego. Zob. Thomas Piketty, Kapitał i ideologia, dz. cyt., rozdział 17.

[2]Jeden nieśmiały mandat (na dwanaście) w radach dyrektorów wielkich przedsiębiorstw wprowadzono we Francji w 2013 roku.

[3] Akcjonariusz indywidualny mógłby na przykład posiadać maksymalnie 90% praw głosu przysługujących akcjonariuszom w przedsiębiorstwach małych (poniżej 10 pracowników) z progiem stopniowo malejącym do 10% w tych największych (powyżej 100 pracowników). W przypadku przedsiębiorstwa należącego do jednego akcjonariusza nieprzydzielone prawa głosu przysługujące akcjonariuszom byłyby dodawane do praw głosu przysługujących pracownikom. Zob. Thomas Piketty, Kapitał i ideologia, dz. cyt., rozdział 17. System ten stanowi rozwinięcie reguł dotyczących maksymalnej liczby głosów, które zostały już zaproponowane w przypadku spółek medialnych. Zob. Julia Cagé, Sauver les médias. Capitalisme, financement participatif et démocratie (Uratować media. Kapitalizm, finansowanie partycypacyjne a demokracja), Éditions du Seuil, „La République des idées”, 2015.

[4]Przy opisanych powyżej regułach pojedynczy akcjonariusz spółki zatrudniającej 5 pracowników (łącznie z nim) posiadałby 56% głosów: 45% jako akcjonariusz (90% połowy) oraz 11% jako pracownik (jedna piąta 55%). W przypadku przedsiębiorstwa zatrudniającego 20 pracowników (łącznie z nim) posiadałby 43% głosów: 40% jako akcjonariusz (80% połowy) oraz 3% jako pracownik (jedna dwudziesta 60%). Przy 100 pracownikach posiadałby poniżej 11% głosów: 10% jako akcjonariusz oraz 0,9% jako pracownik (jedna setna 90%). Oczywiście powyższe dane zostały podane przykładowo i wymagają szeregu szeroko zakrojonych eksperymentów historycznych.

[5]Średni spadek 50% najuboższych wynosi obecnie około 10% średniego majątku (czyli 5% majątku całkowitego). Proponowane tutaj rozwiązanie pozwala na sześciokrotne zwiększenie średniego majątku 50% najuboższych. Rozważana kwota (60% średniego majątku) sytuuje się nieco powyżej mediany obecnego majątku.

[6]Zob. L’illusion de l’écologie centriste (Iluzja centrowej ekologii), 11 czerwca 2019; Pour une économie circulaire (W kierunku gospodarki cyrkularnej), 15 października 2019.

[7]Jeśli chodzi o światowe nierówności w zakresie emisji CO2 i koncentrację najwyższych emisji indywidualnych w Stanach Zjednoczonych i Europie, zob. Thomas Piketty, Kapitał i ideologia, dz. cyt., wykres 13.7; id. i Lucas Chancel, Carbon and Inequality: From Kyoto to Paris (Węgiel a nierówności: od Kioto do Paryża), WID.world, w: „Working Paper Series” nr 2015/7.

[8]Dochód podstawowy stanowi jeden ze składników sprawiedliwego społeczeństwa, o ile zostanie włączony w szerszą całość oraz, co szczególnie ważne, nie zostanie uznany za cudowne rozwiązanie. Zob. Revenu de base ou salaire juste? (Dochód podstawowy czy sprawiedliwa płaca?), 13 grudnia 2016.

[9] Zob. Thomas Piketty, Kapitał i ideologia, dz. cyt., wykres 11.13. Zob. również „W kierunku gospodarki cyrkularnej”, art. cyt.

[10]W latach 50. w Stanach Zjednoczonych 90% dzieci z danej grupy wiekowej uczęszczało do szkoły średniej wobec zaledwie 20-30% w Europie Zachodniej i Japonii w tym samym czasie.

[11]Po zapłaceniu podatku spadkowego i otrzymaniu powszechnej subwencji kapitałowej.

[12]Zob. Suppression de l’ISF: une faute historique (Zniesienie ISF: historyczny błąd), 10 października 2017; «Gilets jaunes» et justice fiscale („Żółte kamizelki” a sprawiedliwość podatkowa), 11 grudnia 2018.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Thomas Piketty
Thomas Piketty
Ekonomista
Thomas Piketty (1971) – francuski ekonomista, absolwent m.in. London School of Economics, dyrektor ds. badań w École des hautes études en sciences sociales (EHESS), współzałożyciel i profesor Paris School of Economics. W 2012 roku zaliczony przez „Foreign Policy” do grona stu najbardziej wpływowych intelektualistów na świecie. Nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukazały się w Polsce jego najważniejsze książki: „Kapitał w XXI wieku”, „Ekonomia nierówności”, „Czy można uratować Europę?” oraz „Kapitał i ideologia”.
Zamknij