Czytaj dalej, Kraj

Sierakowski: Nasz faszyzm

Zostaliśmy zaskoczeni niemal tak samo, jak już raz kiedyś zaskoczył wszystkich faszyzm. Mussolini i Hitler to miały być tylko figurki krzykliwych mitomanów, których nie sposób było traktować poważnie. Co było dalej, wiemy.

Narody wcale nie muszą być faszystowskie, żeby uprawiać faszystowską politykę. Jason Stanley opisuje dziesięć podstawowych zasad faszyzmu w polityce. Refleksje historyczne, filozoficzne i socjologiczne przeplata obrazami rzeczywistości współczesnej Polski, Węgier, Indii czy Stanów Zjednoczonych. Pokazuje, jakim zagrożeniem dla społeczeństw XXI wieku jest mitologizowanie własnej przeszłości, powszechne korzystanie z języka propagandy czy wymierzony w uniwersyteckich ekspertów antyintelektualizm. Publikujemy wstęp Sławomira Sierakowskiego do książki Jak działa faszyzm. My kontra oni, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

***

Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego jest jednym z głównych negatywnych bohaterów tej książki. Pojawia się tu najczęściej obok partii Fidesz Viktora Orbána oraz postaci Donalda Trumpa. Działaniami Jarosława Kaczyńskiego i rządu Mateusza Morawieckiego można zilustrować niemal każdą z metod opisywanych przez Stanleya, za pomocą których faszyści zdobywali władzę i robią to dalej. Nie miejmy złudzeń, wtedy też wydawało się, że faszyzm nie jest aż taki albo że to przejściowe. Czyta się tę książkę ze wstydem. Polska weszła do żelaznego repertuaru badaczy patologii władzy.

Stanley opisuje drobiazgowo, jak faszyści krok po kroku zmieniali demokrację w dyktaturę. Zestawia to z realiami współczesnymi i okazuje się, że historia się powtarza. Dzieje niemieckiego, włoskiego albo francuskiego faszyzmu znamy ex post i dlatego automatycznie identyfikujemy z tym, co najbardziej spektakularne – II wojną światową i Holokaustem, ale faszyzmy europejskie i amerykański miały swoje początki, potem „nową normalność” i dopiero na końcu była hekatomba.

Tak nie musi być i dziś. Ale Polsce wystarczy wyjście z Unii Europejskiej, żeby zakończyło się strasznie. Tak jak przez 240 z ostatnich 300 lat, gdy byliśmy częścią Rosji albo jej satelitą. Nie jesteśmy wyspą, jak Wielka Brytania, i nie mamy broni nuklearnej. Splendid isolation jest nie na nasze możliwości.

Granica tolerancji dla coraz bardziej radykalnych działań przesuwała się najczęściej niepostrzeżenie. Naiwni okazywali się nawet najwybitniejsi intelektualiści. Działo się tak między innymi dlatego, że faszyzm swoje działania uzasadniał obroną ideałów wolności, równości, dbaniem o prawo i porządek albo tradycję i prawdę historyczną o narodzie. Gdy znamy już konsekwencje, wyraziste stają się dla nas również źródła faszyzmu i jego droga do przejęcia władzy. Ale tamtego, niekoniecznie współczesnego. Po to napisana jest ta książka.

Jak działa faszyzm

czytaj także

Jak działa faszyzm

Jason Stanley

Biografii Hitlera są setki. Z książek o III Rzeszy, jej genezie i upadku, wielkich bitwach, dowódcach, sprzęcie wojskowym, ostatnich dniach Berlina albo Hitlera powstał cały przemysł wydawniczy. Bunkry, siedziby Hitlera, faszystowska architektura, a nawet obozy koncentracyjne to atrakcje turystyczne.

Trudno odróżnić niezdrową ciekawość od potrzeby zdobycia wiedzy, ale kapitalizm się kręci, więc lepiej się nie zastanawiać. Wydawało się, że można sobie na takie podejście pozwolić właśnie dlatego, że faszyzm uznano już za historię. Gdy więc czasem gdzieś na targowisku z antykami po drugiej stronie talerzyka zauważymy swastykę albo gdy na stadionie usłyszymy kibolską przyśpiewkę o brunatnym zabarwieniu, traktujemy to jako melodię przeszłości.

Nie brakuje fanatyków, ale w Europie i Stanach Zjednoczonych to raczej cynizm jest normą i pokarmem dla demagogów, cwaniaczków albo zwykłych złodziei w polityce. Ale jakie to pocieszenie, gdy cynicy przebierają się za fanatyków? Stają się nieodróżnialni, a do tego lepiej się kontrolują. Inny bohater tej książki, Viktor Orbán, bynajmniej nie fanatyk, dotarł dalej niż Kaczyński i niemal wykończył węgierską demokrację.

Twarze „różowych trójkątów”. Kim są osoby na fotografii z KL Sachsenhausen?

Tego, o czym pisze Stanley, miało już nie być. Faszyzm to wielka narracja – dlaczego nie upadła? Postmodernistyczny zwrot w humanistyce miał stanowić uzasadnienie dla pożegnania z faszyzmem, komunizmem i innymi ideologiami nowoczesności. Mieliśmy żyć w społeczeństwie postideologicznym. Zagrożeniem dla demokracji miał być populizm, a nową normalnością postpolityka znosząca podział na lewicę i prawicę.

Populizm miał być popłuczyną po wielkich ideologiach nowoczesności. Tyle że ta popłuczyna zaczęła gęstnieć i gęstnieć, a później rozlewać się po świecie, topiąc kolejne demokracje liberalne, na czele z tą najstarszą – amerykańską. Postpolityka nową normalnością stała się tylko na chwilę, bo potem nacjonalizm wrócił w pełnej krasie.

Zostaliśmy zaskoczeni niemal tak samo, jak już raz kiedyś zaskoczył wszystkich faszyzm. Mussolini i Hitler to miały być tylko figurki krzykliwych mitomanów, których nie sposób było traktować poważnie. Co było dalej, wiemy. Trump też miał być tylko śmieszny… A jego kompromitacje miały go zatopić. Każda pojedyncza kompromitacja PiS-u też już dawno zatopiłaby każdy poprzedni rząd… Dziś nie da się ich zliczyć.

Trump najpierw wygrał wybory, następnie rządził globalnym mocarstwem. Teraz jest właścicielem niemal połowy głosów w USA. Partię Republikańską ma na własność, co czyni go człowiekiem numer dwa w państwie. PiS wygrał wybory sześć razy z rzędu. Partii Kaczyńskiego nie zatopiło nawet krycie pedofilii w Kościele, i to w wyborach europejskich, gdzie tradycyjny elektorat miał nie zagłosować, ale żeby ratować PiS przed kosztami infamii, zagłosował, bijąc wszelkie rekordy popularności w Polsce. Pedofilia, zło największe, zamiast zatopić, zadziałała na demos jak alarm. Ludzie poszli do urn ze strachu, że ich partia może przegrać, bo ma kłopoty z prawem i moralnością.

Przygody na wojnie z rzeczywistością [rozmowa z Peterem Pomerantsevem]

Nikt jednak nie nazywa Trumpa, Orbána ani Kaczyńskiego faszystą. Cynikami albo fanatykami owszem, ale żeby od razu faszyści? Gdy braliście tę książkę do ręki, nie mieliście tej chwili zdumienia, a nawet politowania nad autorem, że sobie taki banalny temat wybrał? Przecież wszyscy wiedzą, jak działa faszyzm.

Stanley proponuje więc: gdy mówimy faszyzm, nie przeskakujmy od razu myślami do Holokaustu i statystyk zabitych, ale przeanalizujmy sam koncept i zobaczmy, czy istnieją podobieństwa do metod stosowanych przez Trumpa, Kaczyńskiego, Orbána. Konkluduje: na Węgrzech i w Polsce, które jeszcze niedawno były kwitnącymi demokracjami liberalnymi, obserwujemy dziś szybką normalizację faszyzmu.

Książka Stanleya jest jedną z kilku już, które wprost ostrzegają przed powrotem faszyzmu. Niedawno ukazała się książka Faszyzm. Ostrzeżenie Madeleine Albright, byłej sekretarz stanu USA czeskiego pochodzenia, pamiętającej tamte czasy. Timothy Snyder napisał całą serię książek o faszyzmie – wcale nie historycznych. Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie zaczyna się w latach 20. i 30., ale kończy na współczesności. Wprost o faszyzmie traktuje jego książeczka O tyranii, a także praca Droga do niewolności, w której dużo miejsca poświęcił nie tylko Europie i Ameryce, ale przede wszystkim Rosji – dziś chyba najbardziej faszystowskiemu państwu w Europie. Ten temat rozwija Siergiej Miedwiediew w Powrocie rosyjskiego Lewiatana, opisując praktyki stosowane przez Putina i jego ludzi w kwestii manipulowania pamięcią, znęcania się nad mniejszościami, powszechnego niemal rasizmu i przemocy domowej.

Miał rację więc Primo Levi, najbardziej realistyczny z wielkich pisarzy Holokaustu, gdy konkludował, że „Każda epoka ma swój faszyzm”. Nasza też. Tu i teraz.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Sławomir Sierakowski
Sławomir Sierakowski
Socjolog, publicysta, współzałożyciel Krytyki Politycznej
Współzałożyciel Krytyki Politycznej. Prezes Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. Socjolog, publicysta. Ukończył MISH na UW. Pracował pod kierunkiem Ulricha Becka na Uniwersytecie w Monachium. Był stypendystą German Marshall Fund, wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku, uniwersytetów Yale, Princeton i Harvarda. Obecnie Richard von Waizsäcker Fellow w Robet Bosch Academy w Berlinie. Jest członkiem zespołu „Polityki", stałym felietonistą „Project Syndicate” i autorem w „New York Times”, „Foreign Policy” i „Die Zeit”.
Zamknij