Kraj

Dwa stopnie i cztery wymiary niepełnosprawności − rządowa strategia, która wzbudza niepokój

Pod koniec 2020 roku do poradni psychologiczno-pedagogicznych trafił list z Ministerstwa Edukacji Narodowej, zapowiadający reorganizację, a wraz z nim dokument „Edukacja dla wszystkich”, który mimo pozytywnego brzmienia zasiał zamęt w środowiskach nauczycielskich. Wyjaśniamy, o co chodzi.

Dokument Edukacja dla wszystkich – ramy rozwiązań legislacyjno-organizacyjnych na rzecz wysokiej jakości kształcenia włączającego dla wszystkich osób uczących się, który wzbudził obawy pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych, szkół i szkół specjalnych, jest jednym z dwóch dokumentów stanowiących podstawę reorganizacji systemu orzekania o niepełnosprawności. Drugi to Strategia na rzecz osób z niepełnosprawnościami na lata 2020−2030, którego oficjalna wersja, długo utajniona, wciąż nie została podana do publicznej wiadomości.

Plan reorganizacji systemu orzekania o niepełnosprawności nie jest nowy. Pierwszy zespół został powołany, kiedy tylko Beata Szydło została premierką. Na czele zespołu stanęła prezeska ZUS Gertruda Uścińska. Projekt został wstępnie opracowany, ale nie upubliczniony, a kolejny premier − Mateusz Morawiecki – przekazał go Pawłowi Wdówikowi, pełnomocnikowi rządu do spraw osób niepełnosprawnych. Strategia na rzecz osób z niepełnosprawnościami na lata 2020−2030, wciąż niejawna, ma zostać przyjęta przez Radę Ministrów we wtorek 16 lutego.

Podczas lutowego posiedzenia Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej w Senacie minister Paweł Wdówik powiedział, że celem prac jest stworzenie jednolitego systemu orzeczniczego. W tej chwili jest ich kilka: ZUS-owski, który decyduje o świadczeniach rentowych, samorządowy, którego częścią są poradnie psychologiczno-pedagogiczne, decydujące o wsparciu uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, do tego systemy orzeczeń rolniczych, mundurowych, pochodzące jeszcze z czasów PRL.

Niepełnosprawność w mediach: ofiary albo bohaterowie w społecznej próżni

Według nowej strategii możliwe będzie orzekanie dwóch stopni niepełnosprawności, przy czym elementem różnicującym będzie zdolność do wykonywania pracy. Do tego dojdą cztery wymiary niepełnosprawności: zdolności do pracy, edukacji, niezależnego życia i życia społecznego.

Narzędzia stosowane do orzekania niepełnosprawności mają pozwolić na to, by precyzyjnie określić, jaki zakres wsparcia jest potrzebny danej osobie, by możliwie wyrównać jej szanse i wesprzeć w prowadzeniu jak najbardziej niezależnego życia. Narzędzia mają być też zgodne z Międzynarodową Klasyfikacją Funkcjonowania IFC przyjętą przez WHO. U podstaw tych założeń leży ratyfikowana przez Polskę w 2012 roku konwencja o prawach osób niepełnosprawnych.

Widać zmianę w mówieniu o niepełnosprawności. Dotychczas system traktował osobę z niepełnosprawnością jak ofiarę, nad którą trzeba się ze smutkiem pochylić, niepełnosprawność była brakiem, niedomaganiem, niespełnianiem norm. Nowe rozwiązanie chce traktować niepełnosprawność jako obiektywny stan danej osoby, która − dzięki dobrze dopasowanemu wsparciu − będzie mogła całkiem nieźle funkcjonować w społeczeństwie. Będzie mogła też np. być płatnikiem podatków, a nie biorcą świadczeń, jak powiedział minister Wdówik, przypominając też, że Zjednoczona Prawica już programem Dostępność plus pokazała, że chce wspierać niepełnosprawnych obywateli.

Dotychczasowe orzecznictwo spotyka się z krytyką. Według Wdówika osób, które potrzebują opieki w pełnym wymiarze 24 godziny na dobę, jest w Polsce około 200−250 tysięcy, co stanowi 5−7 proc. ogółu osób z niepełnosprawnościami, a nie aż milion, które w tej chwili są tak klasyfikowane. Kolejnym problemem jest według niego zbyt wiele przyznawanych orzeczeń o zespole Aspergera, a także deficyt narzędzi diagnostycznych i duża rozbieżność między systemami diagnostycznymi powiatowymi i poradnianymi.

Dzięki nowemu systemowi orzecznictwa osoby z niepełnosprawnością mają być postrzegane pozytywnie, a nie przez pryzmat deficytów, tak by np. pracodawcy nie obawiali się takich osób zatrudniać. Nie mówi się więc tutaj o stopniach niesamodzielności, ale o stopniach zdolności do samodzielnego funkcjonowania. Program jest kierowany do osób z niepełnosprawnościami, żeby podkreślić to, że są traktowane podmiotowo, a nie do opiekunów, choć oczywiście czasem trzeba będzie uwzględnić stałą obecność opiekuna.

Opiekunowie nadal bez realizacji wyroku TK i w obliczu dramatu pandemii

Strategia została podobno bardzo wysoko oceniona przez Komisję Europejską i od jej przyjęcia zależą fundusze spójności, dzięki którym ma zostać finansowana.

Brzmi to wszystko bardzo fajnie, tylko czy wiarygodnie − pamiętamy przecież protest opiekunów osób z niepełnosprawnościami, których w Sejmie zasłonięto kotarą, dręczono − nie gasząc w nocy ostrego światła i używając wobec nich siły.

Skoro ma być tak pięknie, to gdzie są problemy?

Problemy zaczynają się, kiedy dochodzimy do organizacyjnej strony projektu. Instytucją, która ma zajmować się orzekaniem, ma być Krajowe Centrum Orzecznicze, z dyrektorem powoływanym przez ministra do spraw zabezpieczenia społecznego. Oprócz centrum krajowego powstać mają centra terenowe. Ma to zapewnić − jak powiedział pełnomocnik rządu − niezależność, czyli brak powiązań między instytucją orzeczniczą a płatnikiem świadczeń, tak by ocena zdolności do samodzielności pozbawiona była presji finansowej. Czy to się uda, skoro system orzecznictwa ma być scentralizowany?

No i co będzie z pracownikami poradni psychologiczno-pedagogicznych (PPP), którzy w tej chwili decydują o świadczeniach?

Poradnie działają w każdym powiecie i gminie, są blisko ucznia, blisko domu, w kontakcie ze szkołą. Dzięki nim każde dziecko ma dostęp do wyspecjalizowanej pomocy. Ten system działa, więc po co go zmieniać − pytają pracownicy poradni. Tymczasem plan zakłada, że ich funkcję przejmą szkoły. Jak to ma wyglądać? Trudno powiedzieć. Czy dotychczasowe pracowniczki PPP będą teraz pracować na terenie szkoły? A może do tego zadania zostaną przeszkoleni nauczyciele? Według jakich programów będzie przebiegało orzekanie? Pytań i domysłów jest mnóstwo, odpowiedzi brakuje.

Wiadomo na razie tyle, że plan Edukacja dla wszystkich zakłada przekształcenie sieci dzielnicowych i gminnych poradni psychologiczno-pedagogicznych w Centra Dziecka i Rodziny. Przez zainteresowane środowiska przetoczyły się dramatyczne dyskusje, czy nowy projekt zakłada likwidację poradni oraz likwidację szkół specjalnych.

Związek Zawodowy Rada Poradnictwa jeszcze na początku listopada 2020 roku wysłał pismo z pytaniami do kierownictwa Departamentu Wychowania i Kształcenia Integracyjnego MEN, ale nie doczekał się odpowiedzi, w grudniu wysłał kolejne, obawiając się, że za zmianami stoi chęć redukcji środków przeznaczonych na kształcenie dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych.

Związek narzeka, że ministerstwo, zamiast odpowiedzieć na pisma wysyłane przez związek, rozmawia z nim za pośrednictwem mediów. I rzeczywiście, dopiero w odpowiedzi na kolejne artykuły mówiące o planie Edukacja dla wszystkich rzeczniczka MEN Anna Ostrowska poinformowała PAP, że nie ma jeszcze decyzji o likwidowaniu poradni psychologiczno-pedagogicznych i zamykaniu szkół specjalnych.

„Edukacja dla wszystkich”

Partnerem rządowego zespołu opracowującego Strategię na rzecz osób z niepełnosprawnościami na lata 2020−2030 jest Ministerstwo Edukacji, które opublikowało dokument Edukacja dla wszystkich – ramy rozwiązań legislacyjno-organizacyjnych na rzecz wysokiej jakości kształcenia włączającego dla wszystkich osób uczących się, który wzbudził obawy pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych, szkół i szkół specjalnych.

Projekt zakłada, tak samo jak omówiona wyżej strategia, że niepełnosprawność nie ma być postrzegana jako bariera dla funkcjonowania w szkole publicznej. Nie jest to rewolucyjne podejście, bo już teraz w szkołach z klasami integracyjnymi uczy się wiele uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Jednak część z tych szkół to szkoły społeczne, z mniejszymi klasami, lepszym wyposażeniem, podjazdami dla wózków, przeszkoloną kadrą i specjalistami. Tymczasem według nowego planu dzieci z niepełnosprawnością mają chodzić do szkół najbliższych miejscu zamieszkania, a te będą wyposażone we wszystko, czego osoby ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi będą potrzebowały.

Pedagodzy i nauczyciele obawiają się, że to jest niemożliwe, np. dlatego, że tylu specjalistów po prostu nie ma. W tej chwili nawet nie każda szkoła może się pochwalić obecnością pedagoga albo psycholożki, a tu potrzebne będą osoby wyspecjalizowane w pracy z dziećmi słabo widzącymi i niewidomymi, niesłyszącymi, niepełnosprawnymi intelektualnie, asystenci i niezbędna infrastruktura. Co więcej, nie ma w szkołach edukacji antydyskryminacyjnej, a wszelka inność jest przez system piętnowana, co widać na przykładzie doświadczeń osób LGBT. Naprawdę trudno się w tych warunkach spodziewać, że szkoły, które są po prostu najbliżej domu, będą przyjaznym miejscem dla dzieci z niepełnosprawnościami.

Nauczyciele są świadomi tego, że zorganizowanie nauki w jednej klasie dzieci ze specjalnymi potrzebami i bez specjalnych potrzeb nie jest łatwe. Często po nieudanej próbie integracji rodzice przenoszą dziecko z niepełnosprawnością do szkoły specjalnej. Czy będą mieli jeszcze wybór?

Ministerstwo Głupich Kroków

„Już czwarty rok pracujemy z najlepszymi ekspertami i praktykami z kraju i z zagranicy nad zbudowaniem międzyresortowego systemu wsparcia dziecka, ucznia i rodziny. Dążymy do przygotowania takich rozwiązań, dzięki którym rodzina otrzyma pomoc – od momentu stwierdzenia wad rozwojowych dziecka w okresie płodowym, po wsparcie w szkole, aż do wejścia w życie dorosłe i na rynek pracy” − czytamy na stronie Ministerstwa Edukacji. Tylko skoro już czwarty rok pracują, to czemu publikacja planu zaskoczyła zainteresowane strony? Może komunikacja zaszwankowała?

Opieka to najlepsza (po)pandemiczna inwestycja

czytaj także

Zresztą czy można się dziwić niepokojom? Całkiem niedawno, kiedy ministerstwem edukacji kierowała Anna Zalewska, wiele dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi zostało ze szkół wypchniętych. Reforma była wprowadzana bez konsultacji, a protesty rodziców ignorowane. Teraz pracownicy szkół i poradni znów są zaskoczeni, nie znają całości planu, za to znają dotychczasowy sposób działania Ministerstwa Edukacji, widzą skutki reformy edukacji ministry Zalewskiej i nieprzygotowania szkół do jesiennej fali pandemii i lockdownu.

Tymczasem wciąż nikt im dobrze nie wytłumaczył ani nowej strategii, ani tego, jaką rolę mają w niej odgrywać dotychczasowe placówki.

W czasie posiedzenia senackiej Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej senatorka Krystyna Szumilas stwierdziła, że wszystkie nieporozumienia i strach w poradniach są winą rządu. Wynikają z faktu, że jeden z dokumentów jest utajniony, a drugi − upubliczniony − jest pełen niejasności. „Powinniście pokazać cały system” − mówiła Szumilas, a dodatkowym elementem ma być dokument o edukacji włączającej. Inaczej nie możemy nad tym pracować.

Znane są wszystkie deficyty polskiego systemu edukacyjnego: hierarchiczność, pruski model, w którym zarządza się strachem i rywalizacją, nuda, do tego przepełnione klasy, brak nastawienia na współpracę, pracę w zespołach, wzajemną pomoc. Trudno w takich warunkach wyobrazić sobie powszechną pomyślną integrację dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, które mają wyrosnąć na spełnionych społecznie płatników podatków. Można za to podejrzewać, że u podstaw nowych założeń stoi wyidealizowany obraz rzeczywistości i niechęć do dostrzegania jej skomplikowanej struktury.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco