Kraj

Seksizm dosięgnie cię wszędzie. Nawet w toalecie

W Polsce na nierówny dostęp do WC przyzwala prawo, które określa minimalną liczbę ogólnodostępnych toalet damskich i męskich w następujący sposób: na 30 mężczyzn musi przypaść jedna miska ustępowa i jeden pisuar, zaś na 20 kobiet jedna miska ustępowa. O tym, jak i dlaczego należy te przepisy zmienić, mówią nam architektki Natalia Szczęśniak i Barbara Kania.

„W kwietniu 2017 roku doświadczona dziennikarka BBC Samira Ahmed chciała skorzystać z toalety na pokazie filmu Nie jestem twoim murzynem w sławnym londyńskim Barbican Centre. Akurat trwała przerwa. Każda kobieta, która kiedykolwiek była w teatrze, wie, co to oznacza: zryw już w momencie, gdy rozbłyskają światła, żeby wyprzedzić kolejkę, jaka niebawem zacznie się wić po foyer” – tak Caroline Criado-Perez rozpoczyna jeden z rozdziałów bestsellerowej książki Niewidzialne kobiety.

Nie trzeba jednak, choć warto, sięgać po tę lekturę, by wiedzieć, że podobne sytuacje zdarzają się wszędzie: w centrum handlowym, kinie, na koncercie, stacji benzynowej, w klubie, a nawet w niektórych miejscach pracy i szkołach. Tłum przestępujących z nogi na nogę kobiet oczekujących na możliwość skorzystania z publicznej łazienki to widok, do którego przywykliśmy. Podobnie jak do tego, że męskie toalety w tym samym momencie potrafią pozostawać niemal puste.

Prawo (jak zwykle) po stronie facetów

Dlaczego piszemy o czymś tak prozaicznym? Bo powód, dla którego pod żeńską ubikacją trzeba spędzać tak dużo czasu, już wcale oczywisty nie jest. Perez wskazuje, że winą za ten stan rzeczy zwykle obarcza się kobiety. Tymczasem to „zorientowane na męskie potrzeby projektowanie przestrzeni stanowi tu problem”.

Uprawianie toaletowej dyskryminacji nie byłoby możliwe bez błogosławieństwa ustawodawców. W Polsce na nierówny dostęp do WC przyzwalają standardy określone w Rozporządzeniu w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Prawo określa minimalną liczbę ogólnodostępnych toalet damskich i męskich w następujący sposób: na 30 mężczyzn musi przypaść jedna miska ustępowa i jeden pisuar, zaś na 20 kobiet jedna miska ustępowa.

Na pierwszy rzut oka nie wygląda to aż tak źle, jednak jak wskazuje architektka i współtwórczyni videobloga Architecture Is a Good Idea Natalia Szcześniak, gdy przystawimy ten przepis do rzeczywistości, problem wychodzi na jaw. Weźmy na przykład po 60 osób każdej płci. Stosunek liczby „oczek” w toaletach (tak w slangu architektonicznym określa się pisuary i sedesy) wyniesie wówczas 3 do 4 z przewagą dla panów. A jeśli przyjmiemy po 40 użytkowników każdej z toalet (na przykład przy projektowaniu restauracji mającej pomieścić 80 gości), to panowie będą mieli jeszcze większą przewagę – 4 do 2! I już to mogłoby wytłumaczyć długie kolejki.

– Pod uwagę należy wziąć dodatkowo fakt, że kobiety miesiączkują przez jedną szóstą miesiąca, więc już chociażby z tego powodu w damskich toaletach powinno być o jedną szóstą „oczek” więcej, niż obecnie przewiduje to prawodawca – mówi Szcześniak, która pół roku temu poruszyła temat damskich toalet w sieci.

Miesiączka, nie szminka

Dziś – również pod wpływem popularności książki Criado-Perez – w Polsce mówi o tym cała instagramowo-blogerska sfera poświęcona feminizmowi i – co ciekawe – bynajmniej nie dominują tu seksistowskie komentarze o tym, że na nierówność kobiety zapracowały sobie same za sprawą długotrwałego „przypudrowywania nosków, poprawiania fryzur i plotkowania z przyjaciółkami”.

Niestety jednak z taką właśnie narracją Natalia Szcześniak i inne architektki spotykają się często w swoim środowisku.

– Jak każdej kobiecie – kolejki pod toaletami są mi znane od zawsze. Wkurzało mnie to podczas wycieczek szkolnych, na koncertach, a w końcu na uczelni. Gdy poznałam w czasie studiów prawo budowlane i warunki techniczne, zauważyłam źródło tej dysproporcji. Diabeł tkwił w przepisach. Zwracałam na to uwagę swoim wykładowcom i w swoich studenckich projektach starałam się umieszczać więcej toalet dla kobiet, ale spotykałam się z negatywną, wręcz drwiącą reakcją prowadzących – wspomina nasza rozmówczyni.

– Słyszałam, że tak się nie robi, że to nie na rękę inwestorowi, że przecież prawo tego nie wymaga. Zamiast poważnej dyskusji były heheszki i, rzecz jasna, uwagi, że w łazienkach siedzimy dłużej, bo robimy makijaż przed lustrem. Z kolei po publikacji mojego filmu na YouTubie, dostałam sporo feedbacku od kobiet architektek, które w swoich pracowniach – niewątpliwie zdominowanych przez mężczyzn – były traktowane tak samo jak ja na studiach – dodaje.

Wygląda na to, że mężczyznom przydałoby się trochę więcej empatii i wiedzy. Do wspomnianej wcześniej menstruacji trzeba dodać jeszcze kilka innych biologicznych i społecznych uwarunkowań, które sprawiają, że kobiety muszą częściej odwiedzać łazienki i spędzać w nich więcej czasu.

Graff: Matka Polka Niewidzialna

– Istotne znaczenie mają tutaj: mniejsza niż u mężczyzn pojemność pęcherza moczowego, budowa cewki moczowej, która przyczynia się do tego, że kilkakrotnie częściej zmagamy się z infekcjami układu moczowego, a także ciąża uciskająca pęcherz. Ponadto kobiety korzystają z kabin, a nie pisuarów, przez co zwykła wizyta w toalecie trwa po prostu dłużej – podkreśla Natalia Szcześniak.

Nie można też zapomnieć o tym, że to kobiety zwykle opiekują się wymagającymi pomocy przy korzystaniu z toalety małymi dziećmi, osobami z niepełnosprawnościami czy seniorkami. Również stanowisko do przewijania niemowląt zazwyczaj mieści się wyłącznie w damskiej ubikacji, co też powinno dać nam wszystkim do myślenia.

Chcemy nowelizacji

Czas już najwyższy, by o respektowanie równego prawa kobiet i mężczyzn do komfortowego korzystania z toalety upomnieć się u prawodawców. Co do tego wątpliwości nie ma Barbara Kania, architektka, autorka bloga Archiprawnie.pl i twórczyni petycji, której sygnatariusze i sygnatariuszki domagają się od rządzących poprawy jakości życia milionów polskich dziewczynek i kobiet. Ale nie tylko, bo reforma przepisów ma przynieść korzyści wszystkim.

– Wbrew pozorom bardzo wielu mężczyzn podpisało się już pod petycją. Myślę, że za obecnym kształtem rozporządzenia nie stoi celowa dyskryminacja, ale brak refleksji i „niewidzialność” kobiet, o której pisze Criado-Perez – mówi Barbara Kania.

Może w takim razie powody budowania toalet w sposób, jaki proponuje ustawodawca, leżą gdzie indziej, na przykład w finansach? No nie, to wcale się nie opłaca.

– Jest wręcz odwrotnie. Fakt, że kobiety podczas przerwy w teatrze albo w centrum handlowym stoją w kolejce do toalety, oznacza, że nie kupią niczego w bufecie ani w wielu sklepach. Można więc to potraktować jako pewną ekonomiczną stratę dla ogółu – twierdzi architektka, która, zamiast dalej narzekać, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

Nad kształtem toaletowej reformy nie pracowała jednak sama, lecz w porozumieniu ze swoją instagramową społecznością. Wśród konsultowanych z internautami i internautkami postulatów umieszczonych w petycji znalazło się przede wszystkim zwiększenie minimalnej liczby misek ustępowych w ustępach ogólnodostępnych przeznaczonych dla kobiet do 5 na 60 osób, lecz nie mniej niż 3 na 30.

„Naukowe” podstawy dyskryminacji kobiet? Ona z nimi walczyła

Jak tłumaczy autorka petycji, ze względu na zróżnicowane uwarunkowania biologiczne trzeba pominąć ewentualne propozycje pozornego zlikwidowania problemu, czyli zrównania liczby „oczek” w toaletach damskich i męskich. – Przeszłam od razu do realnych i kompleksowych rozwiązań, ponieważ w tym wypadku sprawiedliwie nie znaczy po równo – podkreśla.

Dla dobra wszystkich

Barbara Kania chce także, by liczba misek ustępowych była uzależniona od „funkcji obiektu, w którym są projektowane”. „Proponujemy, aby w miejscach, które charakteryzują się tym, że wszyscy niemal jednocześnie korzystają z ustępów – projektować ich więcej. Takimi miejscami są choćby teatr, kino, centrum konferencyjne lub szkoła – wszędzie tam na skorzystanie z toalety jest jedynie kilkunastominutowa przerwa. Aktualne przepisy nie uwzględniają tego aspektu” – czytamy w petycji, która nie pomija i innych kwestii: społecznych, a także – ekologicznych.

Biorąc pod uwagę, że coraz bardziej powszechnym wśród kobiet środkiem higienicznym używanym podczas okresu są kubeczki menstruacyjne, Barbara Kania zaleca, by nowe przepisy uwzględniły umieszczanie umywalek w damskich kabinach.

– Aktualnie w większości toalet publicznych nie ma takiej możliwości. Kubeczek można umyć na zewnątrz, co grozi pobrudzeniem bielizny. Wiele kobiet więc rezygnuje z tego rozwiązania w obawie przed brakiem możliwości komfortowego zadbania o siebie poza domem. Zamiast tego stosuje znacznie mniej ekologiczne opcje. Jeden kubeczek starcza na kilka lat w przeciwieństwie do tamponów czy podpasek, których używamy w bardzo dużej ilości i zanieczyszczamy nimi środowisko – wyjaśnia architektka. Jednocześnie apeluje o doposażenie publicznych toalet w awaryjne środki czystości dla osób menstruujących, co daje komfort kobietom i częściowo wspomaga walkę z ubóstwem menstruacyjnym.

Na liście zadań dla decydentów znalazł się także punkt, który zobowiązywałby projektantów obiektów usługowych, gastronomicznych oraz handlowych o powierzchni użytkowej powyżej 1000 metrów kw. do zapewnienia dodatkowej toalety bez wskazywania płci.

Oprócz tego Barbara Kania wspomina o większej liczbie ustępów publicznych ogólnodostępnych w mieście lub gminie, w zależności od liczby mieszkańców. – Nie mówimy tu tylko o toaletach w restauracjach czy centrach handlowych, lecz faktycznie ogólnodostępnych. W końcu mają one służyć wszystkim, nie tylko kobietom – słyszymy.

Synowi pokaż podpaskę, a córce – odwagę

Nie inaczej ma być z miejscami do przewijania i karmienia dzieci oraz kabinami o zwiększonych rozmiarach. Ma to ułatwić korzystanie z toalet osobom sprawującym opiekę, przy czym przepisy nie powinny ograniczać się do toalet damskich.

– Przepisy nie są nie do ruszenia, dlatego wierzę, że stajemy przed realną szansą na zmianę. Zdaję sobie wprawdzie sprawę, że nie jest to ani łatwa, ani krótka procedura, ale od czegoś trzeba zacząć. Z drugiej strony mam świadomość, jak szybko potrafią się zmieniać zapisy w prawie budowlanym. Musimy więc zadbać o to, by przy kolejnej nowelizacji nikt nie pozostał obojętny wobec kwestii równości – podsumowuje Barbara Kania.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij