Kraj

Co daje dyskusja z osobami popierającymi więzienie 32 osób bez dostępu do jedzenia i leków? [list]

Tragedia nie dzieje się już tylko na granicy. Tragedią jest sytuacja, w której zarówno rząd, jak i prezes największej partii opozycyjnej przedkładają polityczny interes ponad ludzkie życie – pisze w liście do redakcji uczeń liceum.

Na całym świecie konserwatywni politycy posługują się argumentacją, którą Zygmunt Freud nazywał logiką kotła. Działa ona tak, że na oskarżenie o zwrócenie zniszczonego kotła odpowiedziami są kolejno: kocioł, który ci zwróciłem, nie jest zniszczony; kocioł był zniszczony, już kiedy go pożyczałem; w ogóle nie pożyczałem od ciebie kotła. Kontrargumenty są niespójne, ale jeśli chociaż jeden z nich okaże się prawdziwy, zarzut zostanie odparty.

Taka właśnie logika cechuje w ostatnim czasie cynicznych polityków przekonujących, że bezprawnie przetrzymywani na granicy uchodźcy nie powinni zostać wpuszczeni na terytorium Rzeczypospolitej. To nie uchodźcy, słyszymy, tylko „nielegalni migranci”; wpuszczając ich na terytorium RP, realizujemy scenariusz Łukaszenki; to nie jest nasza sprawa.

Uczciwi publicyści zdążyli już wszystkie te argumenty obalić. Niezgodnie z prawem można przekroczyć granicę lub przebywać na terytorium państwa. Określenie „nielegalni migranci” jest mylące i bardzo niebezpieczne. Działania polskiej straży granicznej są prezentem dla uprawiającego antypolską propagandę Łukaszenki. Za obojętność wobec zła czeka nas nie tylko najgorętsze miejsce w piekle, lecz również konsekwencje prawne, gdyż zgodnie z przepisami Polska ma obowiązek wpuścić te osoby na swoje terytorium, by umożliwić im ubieganie się o azyl.

Uchodźcy i wojsko pod granicą, czyli gdzie jest Polska

Jednak jaki skutek przynosi dyskusja z tymi, którzy popierają uwięzienie 32 osób bez dostępu do jedzenia i leków? Warto zauważyć, że wszystkie trzy wymienione stwierdzenia oprócz fałszu mają jeszcze jeden wspólny mianownik – tak zwany rozsądek.

Ten rodzaj rozsądku nie ma nic wspólnego ze swoją pierwotną definicją. Jego wyznawcy na każdy obalony argument formułują kolejny, zgodnie z logiką kotła. Przypisywana sobie wyższość i zrozumienie „realnej polityki” mają ukryć dogmatyzm, a uzurpowanie sobie „rozsądku” często pokrywa ksenofobię lub rasizm.

W obliczu tego, co jakoby racjonalne, życie staje się jedynie przedmiotem politycznej gry. Wyznawcy rozsądku odzierają ludzi z człowieczeństwa. Zmanipulowana przez nich opinia publiczna przerzuca się argumentami, czy uchodźcom warto pomagać. Uczestnicząc w takich rozważaniach, legitymizujemy uprzedmiotowienie ludzkiego życia, często mimo zgoła odwrotnych intencji.

Mechanizm odczłowieczenia jest bardzo prosty. Człowiek staje się przedmiotem, gdy zostaje okrzyknięty „nielegalnym”. Wyznawcy rozsądku podskakują z radości, kiedy afgański ambasador Tahir Quadiry mówi, że nie ma wiedzy, by wśród osób przebywających na polsko-białoruskiej granicy znajdowali się Afgańczycy. Dla wyznawców rozsądku gwarantem jakichkolwiek praw jest obywatelstwo. Kiedy obywatelstwo pozostaje nieustalone lub, co dla nich lepsze, utracone – człowiek znika. „Człowiek sam w sobie” nie istnieje i nie ma żadnych praw.

Historii dobrze znana jest ewolucja obozów internowania, ich przemiana najpierw w obozy koncentracyjne, a ostatecznie w obozy śmierci. Historia pamięta również, że zasadą przestrzeganą przez cały okres nazistowskiego terroru było wysyłanie Żydów, Romów i Sinti do komór gazowych dopiero po całkowitym pozbawieniu ich obywatelstwa – a razem z nim jakichkolwiek praw.

Używając określenia „nielegalni migranci”, odczłowieczamy uchodźców i otwieramy drogę do ponownej Zagłady. Rozważając, czy ludzkie życie jest warte ratowania, czy rozsądniejsze jest więzienie i głodzenie ludzi na śmierć, przykładamy rękę do dziejącej się na naszych oczach tragedii.

Ten płot Polska się nazywa

Tragedia nie dzieje się już tylko na granicy. Tragedią jest sytuacja, w której zarówno rząd, jak i prezes największej partii opozycyjnej przedkładają polityczny interes ponad ludzkie życie. Tragedią jest to, że środowiska tytułujące się „obrońcami życia” cieszą się z uwięzienia ludzi w skrajnie niebezpiecznych dla życia warunkach – a ci, którzy stają w obronie życia i godności uchodźców, spotykają się z szyderstwami, oskarżeniami o infantylność, bezrefleksyjność czy „fiksację ideologiczną i polityczne zacietrzewienie”. Wyznawcy kultu rozsądku wmawiają opinii publicznej, że szacunek dla ludzkiego życia jest „nierozsądny”. Wszakże według ministra Michała Dworczyka stoimy przed rozpoczętą przez Białoruś wojną hybrydową. Postawą rozsądną okazuje się stanięcie przed Łukaszenką jak równy z równym, dołączenie do jego upadlającej i uprzedmiotowiającej ludzkie życie gry i ściganie się z Białorusią na okrucieństwo – jak dobrze ujął to poseł Maciej Konieczny. W takich okolicznościach bycie nierozsądnym okazuje się cnotą.

Podobnie jak rok temu, jesteśmy w apogeum moralnego kryzysu. Nienawiść zasłania się rozsądkiem, przypisuje sobie racjonalność, deprymuje ludzi z nią walczących. Do szeregów nienawiści przystępują ludzie o dobrych intencjach, przekonani, że stają po stronie rozsądku i dojrzałości.

Kult rozsądku posuwa i będzie się posuwał do dezinformacji, manipulacji, kłamstw i oszczerstw. Dziś może się to wydawać szczególnie ciężkie, lecz w czasach moralnego kryzysu obowiązkiem każdego z nas jest sprzeciwienie się złu, stanięcie po stronie godności i życia. Odczłowieczający kult rozsądku, tak jak jego poprzednicy, musi zostać strącony ze wznoszącego się nad Polską piedestału.

Ochojska: Na granicy umiera kobieta, której my odmawiamy pomocy

Musimy jednoznacznie potępić rozważania o korzyściach politycznych, jakie przyniesie nam pozostawienie uchodźców na śmierć. Domagając się zapewnienia bezpieczeństwa osobom uwięzionym na granicy, nie zapominajmy, że w dyskursie publicznym stawiane są fundamenty pod kolejną Zagładę. Walczmy o przyznanie statusu uchodźcy ludziom przetrzymywanym na granicy. Walczmy przeciwko postępującej dehumanizacji. Walczmy, aby tragedia, której jesteśmy świadkami, już nigdy więcej się nie powtórzyła.

Wróciliśmy do czasów, w których w obliczu arbitralnej politycznej wartości człowiek staje się niczym. Może te czasy tak naprawdę nigdy nie minęły?

**
Andrzej Zalejski (ur. 2004) jest uczniem jednego z krakowskich liceów.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij