Kraj

Nie wyrzucajmy Adasia z Polski!

Jak to możliwe, że dziecko urodzone w Polsce, dla którego nasz kraj jest jedynym domem, nagle traci prawo do szczęśliwego dzieciństwa w naszym kraju?

Adam ma pięć lat. Urodził się w Radomiu, a od kilku lat z całą swoją rodziną mieszka w Warszawie. W przyszłym roku będzie miał już sześć lat, więc jego rodzice chcieliby, żeby od września poszedł do szkoły, Adam ma już spakowany plecak i nie może się tego doczekać! Najbardziej lubi bawić się ze swoim starszym bratem –  uwielbiają razem budować z klocków LEGO i oglądać kreskówki z batmanem.

Te informacje czerpię z dramatycznej petycji do Straży Granicznej stworzonej przez Fundację Ocalenie, pod której opieką jest mały Adaś, a także jego siostra i brat oraz rodzice. Niestety, wiele wskazuje na to, że Adaś nie będzie mógł pójść do szkoły. Straż Graniczna, gdy kilka dni temu odebrała mu zezwolenie na pobyt ze względów humanitarnych, zadecydowała o jego przyszłości inaczej: jego rodzina zostanie rozbita, a Adaś zostanie tylko z jednym z rodziców i zapewne przez wiele lat nie zobaczy siostry i brata.

Mama Adasia ma być deportowana do Rosji, a brat i siostra mają zostać odesłani do Czeczenii –całkowicie dla nich obcego kraju, w którym nie są bezpieczni. Jeżeli, co także jest w tej sytuacji możliwe, Adaś również zostanie wysłany do Rosji, trafi tam zapewne jako bezpaństwowiec, a więc będzie pozbawiony wszelkich praw obywatelskich – w tym paszportu i możliwości opuszczenia kraju.

Jak to możliwe, że dziecko urodzone w Polsce, dla którego nasz kraj jest jedynym domem, nagle traci prawo do szczęśliwego dzieciństwa w naszym kraju?

Co takiego zrobił Adaś lub członkowie jego rodziny, że należy ich wyrzucić z Polski? Nic. Są ofiarami polskiej bezdusznej i chaotycznej polityki migracyjnej, którą skonstruowano tak, że nawet najbardziej zintegrowana rodzina imigrancka nie może czuć się u nas bezpiecznie. Dobro dziecka czy dobro rodziny, które mają na sztandarach wszystkie nasze partie polityczne, jak widać nie przysługują wszystkim rodzinom, które tu żyją i pracują, ani wszystkim dzieciom, które się tu wychowują. Dobro rodziny w Polsce jest ekskluzywne – nie wystarczy być rodziną i mieszkać w naszym kraju, żeby być przez polskie państwo chronionym.

Z polskiej konstytucji wynika co prawda coś innego, ale czy każdy urzędnik decydujący o szczęściu lub nieszczęściu jakiegoś dziecka, które urodziło się w Polsce, ma czas żeby czytać takie ezoteryczne dokumenty jak Konstytucja albo obowiązująca w Polsce Konwencja o prawach dziecka?

Rodzice Luizy, Bislana i Adasia dzielą los wielu milionów mieszkańców byłego imperium sowieckiego – ich skomplikowane przez historię regionu losy sprawiają, że mogliby zostać bohaterami jednej z poruszających opowieści tegorocznej noblistki Swietłany Aleksijewicz, dokumentalistki wszystkich tych, którzy na różne sposoby ratują się przed pożarciem przez postsowieckiego molocha i tych już pożartych.

Ale po kolei. Posłuchajcie historii tej rodziny, bo to także historia wielu innych matek, ojców i dzieci, o których nie usłyszycie. Ona jest Ukrainką z Rosji, on Czeczenem. Poznali się w Rosji i założyli rodzinę. Ale Rosja to nie jest przyjazny kraj dla ukraińsko-czeczeńskiej rodziny z dziećmi.

Z powodu problemów, jakie mieli w Rosji, postanowili zamieszkać w Czeczenii. Niestety, „żona z Rosji” nie była mile widziana, groziło jej niebezpieczeństwo i musiała wyjechać. Matka została rozdzielona z własnymi dziećmi, przez dwa lata Luiza i Bislan mieszkali jedynie z tatą, w niestabilnym, niebezpiecznym kraju, jakim była Czeczenia po dwóch wojnach i niedawnym zamachu na ówczesnego prorosyjskiego prezydenta. Postanowili uciec gdzieś, gdzie będą mogli bezpiecznie wspólnie żyć i wychowywać dzieci. (z petycji Fundacji Ocalenie)

Dlatego Khuchbarovowie ponad osiem lat temu znaleźli się w Polsce. Poczuli się wreszcie bezpiecznie, zaczęli pracować, urodził się Adaś. Luiza i Bislan tutaj dorastali i chodzili do szkoły. Ich pierwszym językiem stał się polski. Niestety, pomimo wszystkiego co przeszli, państwo polskie nie przyznało im  żadnej formy ochrony. W 2012 roku Polska przeprowadziła proces abolicji, umożliwiający legalizację pobytu w naszym kraju. Khuchbarovowie złożyli wnioski i znaleźli się wśród czterech i pół tysiąca szczęśliwców, których prośby uznano za uzasadnione. Problem polega jednak na tym, że (o czym nie wszyscy wiedzą) abolicja nie gwarantuje trwałego prawa danego człowieka do pozostania w kraju – nie jest to wyzwolenie rodziny z przeklętego imigracyjnego losu, to tylko zawieszenie decyzji o wyroku. Kartę pobytu otrzymuje się w ramach abolicji tylko na dwa lata, a warunki kontynuowania przez cudzoziemca legalnego pobytu po dwóch latach w przypadku abolicji z 2012 roku były bardzo restrykcyjne – konieczne było np. posiadanie umowy o pracę. Jak wszyscy wiemy, zdobycie umowy o pracę nie jest obecnie łatwe nawet dla najbardziej rodowitego Polaka. Ale tata Adasia ma pracę. Tylko że rodzina boryka się z niezrozumieniem urzędników ze Straży Granicznej na o wiele bardziej podstawowym poziomie.

Po zakończeniu dwuletniego pobytu gwarantowanego przez abolicję, rodzina znów musiała ubiegać się o pozwolenie na pobyt. Potrzebne były do tego nowe paszporty, ponieważ stare straciły ważność. Adam nigdy nie miał rosyjskiego paszportu, nie jest nawet zarejestrowany nigdzie w Rosji. Grozi mu uznanie za bezpaństwowca. Luiza i Bislan musieliby po swoje paszporty pojechać do Czeczenii, czego zrobić nie mogą w obawie o to, co spotka ich na miejscu. Rodzice wielokrotnie tłumaczyli sytuację osobom zajmującym się ich sprawą, ale bez rezultatu. (z petycji Fundacji Ocalenie)

Straż Graniczna podjęła następujące decyzje co do losów tej rodziny: jedyną osobą, która może dalej legalnie przebywać w Polsce jest tata, ponieważ ma pracę. Pięcioletniemu Adasiowi odebrano zezwolenie na pobyt ze względów humanitarnych, a jego mamie w ogóle nie przyznano tego statusu. To oznacza, że mama ma zostać deportowana do Rosji (bo nie może wrócić do Czeczenii), a los chłopczyka ponownie znajdzie się w rękach urzędników, którzy teraz będą rozpatrywać kolejne odwołania. Luiza i Bislan także nie otrzymali zezwolenia na pobyt ze wzglądów humanitarnych. Dla Bislana oznacza to, że nie zda matury, do której nie został dopuszczony ze względu na problem z legalizacją pobytu.

Dla Luizy decyzja Straży Granicznej oznacza na przykład to, że nie będzie mogła pracować w Fundacji Ocalenie (co robi jako wolontariuszka od jakiegoś czasu) i pomagać innym ludziom w trudnych sytuacjach. W kontekście słabości polskiej polityki imigracyjnej i programów integracyjnych, to wielka strata także dla Urzędu ds. Cudzoziemców, bo to organizacje pozarządowe takie jak Fundacja Ocalenie wykonują ogromną część działań, które umożliwiają cudzoziemcom integrację i stawanie się pełnosprawnymi, radzącymi sobie, budującymi PKB obywatelami Polski. Fundacja Ocalenie prowadzi bezpłatne kursy języka dla kilku tysięcy cudzoziemców, udziela porad prawnych i psychologicznych oraz przekazuje uchodźcom i imigrantom pomoc materialną od licznych darczyńców. Jedna trzecia pracowników tej fundacji to cudzoziemcy, którzy ze względu na doświadczenie i unikalną wiedzę są tam cennymi ekspertami.

Straży Granicznej takie rzeczy najwyraźniej nie interesują, bo chce Luizę i Bislana deportować do Czeczenii – powtórzmy to jeszcze raz – nieznanego im kraju, w którym nie są bezpieczni.

W Konstytucji RP zapisano, że Polska jest państwem urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej (Art. 2), które zapewnia wolności i prawa człowieka (Art.5) oraz otacza ochroną i opieką rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo (Art.18). Zapisano też, że „kto znajduje się pod władzą Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności i praw zapewnionych w Konstytucji” (Art.37).

Czy to możliwe, że Straż Graniczna nie wie, że wielodzietna rodzina Khuchbarovowów, którą próbuje rozbić, znajduje się w tej chwili pod ochroną polskiej Konstytucji?!

W Konwencji o prawach dziecka zapisano prawo dziecka do bezpiecznego i niezakłóconego rozwoju psychofizycznego oraz jego prawo do pozostawania pod opieką rodziców. Zapisano też, że „we wszystkich działaniach dotyczących dzieci, podejmowanych przez publiczne lub prywatne instytucje opieki społecznej, sądy, władze administracyjne lub ciała ustawodawcze, sprawą nadrzędną będzie najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka”. Mam silne poczucie, że Straż Graniczna nie zabezpieczyła należycie interesów Adasia wynikających z obowiązującej w naszym kraju Konwencji.

Skutkiem decyzji Straży Granicznej będzie rozbicie rodziny, odebranie pięcioletniemu dziecku jednego z rodziców. Będzie nim również odebranie mężowi żony i dzieci. Sprzeciwiamy się tej nieludzkiej decyzji, nie możemy dopuścić do deportacji rodziny Adama! (z petycji Fundacji Ocalenie)

Pod petycją nawołującą Straż Graniczną do zmiany bezdusznej decyzji w sprawie tej rodziny podpisało się już półtora tysiąca osób. Co istotne, wśród adresatów petycji są także Rzecznik Praw Obywatelskich i Rzecznik Praw Dziecka – mam ogromną nadzieję, że podejmą wszelkie wysiłki, żeby uratować szczęśliwe dzieciństwo Adasia i dać szanse na normalne, godne życie reszcie jego rodziny.

Ale przede wszystkim mam nadzieję, że ta historia skłoni zarówno obydwu Rzeczników jak i ekspertów ministerialnych do pilnych zmian systemowych, które uchronią także kolejne rodziny przed horrorem rozdzielania rodziców i dzieci, braci i sióstr w efekcie arbitralnych niehumanitarnych urzędniczych decyzji.

***

Tutaj możecie dowiadywać się o rozwoju sprawy na bieżąco.

Jeśli chcesz pomóc Adamowi i jego rodzinie zostać w Polsce to możesz to zrobić poprzez:
1) Podpisanie petycji.
2) Wysłanie listu wyrażającego poparcie dla tej rodziny na adres:
płk SG Andrzej JAKUBASZEK
Zarząd do Spraw Cudzoziemców
Komendy Głównej Straży Granicznej
al. Niepodległości 100
02-514 Warszawa

**Dziennik Opinii nr 302/2015 (1086)

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agata Diduszko-Zyglewska
Agata Diduszko-Zyglewska
Publicystka, radna Warszawy
Dziennikarka, działaczka społeczna, w 2018 roku wybrana na radną Warszawy. Współautorka mapy kościelnej pedofilii i raportu o tuszowaniu pedofilii przez polskich biskupów; autorka książki „Krucjata polska” i współautorka książki „Szwecja czyta. Polska czyta. Członkini zespołu Krytyki Politycznej i Rady Kongresu Kobiet. Autorka i prowadząca feministycznego programu satyrycznego „Przy Kawie o Sprawie”, nominowana do Okularów Równości 2019 Współpracuje z „Gazetą Wyborczą" i portalem Vogue.pl.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco