Kraj

Mężczyznom dłuższe urlopy rodzicielskie się należą!

Dłuższe urlopy macierzyńskie pogorszą pozycję kobiet na rynku. Wydłużmy urlopy dla tatusiów!

W poniedziałek minister pracy i polityki społecznej, Władysław Kosiniak-Kamysz, zapowiedział przedstawienie projektu wydłużenia urlopu macierzyńskiego z sześciu miesięcy do roku. Kobieta na dłuższym urlopie ma otrzymać 80 proc. dotychczasowego wynagrodzenia lub 100 proc. dotychczasowej pensji, jeśli pozostanie przy 24 tygodniach. Nowelizacje kodeksu pracy oraz ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (nazwa znamienna) mają być gotowe za dwa tygodnie i zostać poddane konsultacjom społecznym. 

Obecnie na urlop macierzyński składa się 20 tygodni urlopu podstawowego i cztery tygodnie urlopu dodatkowego. Po 14 tygodniach kobieta może wrócić do pracy, a pozostałą część urlopu przekazać ojcu. Urlopy tylko dla tatusiów obowiązują w Polsce od stycznia 2010 roku – ojcom przysługiwał początkowo tydzień, wydłużony w tym roku o kolejne siedem dni. To śmiesznie krótko. 

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że rodzice będą mieli wybór co do długości urlopu macierzyńskiego i otrzymają świadczenie proporcjonalne do długości jego trwania. Według ministra taka zmiana „ma na celu nakłonienie ojców do współuczestnictwa w tym pierwszym roku do korzystania z urlopu macierzyńskiego, który jest de facto urlopem rodzicielskim”.

Zapowiedzi ministra pracy budzą jednak wiele obaw i wątpliwości. Dlaczego, skoro mówimy o współuczestnictwie matek i ojców w zajmowaniu się dziećmi, wydłużono urlopy kobiet, zamiast dołożyć kilka tygodni do urlopu „tacierzyńskiego”? Czy dlatego, że kobiety rodzą dzieci, a więc na ich barkach powinna spoczywać odpowiedzialność za opiekę nad nimi? Czy może chodzi o głęboko zakorzenione w naszym patriarchalnym społeczeństwie przekonanie, że „miejsce kobiet” jest głównie w domu, co wiąże się z ciężką pracą, niskimi zarobkami i zerowym prestiżem?

Dłuższe urlopy macierzyńskie to nie tylko możliwość dłuższego zaopiekowania się swoim dzieckiem, ale również dłuższa przerwa od życia zawodowego. Nikt nie gwarantuje kobietom, że dzięki rocznemu urlopowi pracodawcy chętniej je zatrudnią, zwłaszcza, że kobiety już są dyskryminowane na rynku pracy. A bezrobocie wśród nich nadal rośnie. W końcu stycznia bieżącego roku w urzędach pracy zarejestrowanych było ponad 1,1 mln kobiet. To o 31 tys. (o 2,9 proc.) więcej niż przed rokiem. Lęki pozostają te same: utrata pracy, pogorszenie sytuacji finansowej, konieczność zakończenia drogi zawodowej. Jedyną pozytywną stroną nowych rozwiązań jest to, że państwo będzie dłużej odprowadzało składki emerytalne dla kobiet, dzięki czemu będą miały wyższe świadczenia. Dotychczas kobieta, która po urlopie macierzyńskim wybierała urlop wychowawczy, zostawała z niskim zasiłkiem, a składki odprowadzane wtedy przez państwo były dużo niższe. 

Tymczasem propozycje ministra Kamysza tylko utrwalają obecny monopol płci na wychowanie dzieci. Jedynym sposobem, by go uniknąć, jest stworzenie warunków do tego, by oboje rodzice mieli możliwość podzielenia się urlopem wedle uznania i potrzeb. Pełnowartościowy urlop dla ojca, np. w wymiarze jednego miesiąca, nazywany urlopem rodzicielskim, powinien być obowiązkowy. Jedynie dzielenie urlopu – na matkę i ojca – sprawi, że pracodawcy mniej będą się obawiać zatrudniania kobiet. Odbędzie się to również z korzyścią dla mężczyzn. Chodzi nie tylko o nawiązywanie więzi z dzieckiem, ale i o pokonanie stereotypu dotyczącego „naturalności” macierzyństwa – argumenty o „naturalnej” roli ojca nie mają siły przebicia w sądach rodzinnych.

A więc, panie ministrze, liczymy na realizację obietnicy złożonej na Kongresie Kobiet, dotyczącej wydłużania urlopu rodzicielskiego dla ojców i zajęcia się kwestią żłobków i przedszkoli, bo dzięki instytucjonalnemu wsparciu kobiety wrócą do pracy dużo szybciej. I czekamy na expose pana premiera, w którym wreszcie dyskryminacji kobiet na rynku pracy poświęcone zostanie więcej czasu niż w trzech dotychczasowych wystąpieniach, czyli dokładnie: więcej niż zero minut i zero sekund. 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać