Kraj, Unia Europejska

Lewico, poprzyj sprytną poprawkę Tuska!

Trochę to trwało, ale wygląda na to, że obóz polityczny Tuska wreszcie wpadł na jakiś politycznie sprytny pomysł.

Nie, nie piszę o konwencji w Płońsku, o całowaniu chleba przez Tuska i wspominkach, jak to jego mama kreśliła znak krzyża. To akurat komiczna próba lizusostwa do wyimaginowanego ludu, co, rzecz jasna, podchwycili już platformerscy publicyści, dla których cokolwiek zrobi Tusk, będzie przenikliwe, świeże i niczym chlebek chrupiące.

Ale trudno nie odmówić Tuskowi sprytu w jego propozycji wpisania do konstytucji możliwości wypowiadania umów międzynarodowych większością dwóch trzecich, co miałoby uniemożliwić wyjście Polski z UE.

Pomysł jest o tyle politycznie sprytny, że PiS z jednej strony nie chce być w Unii Europejskiej, ale z drugiej strony chce unijnych funduszy. Więc z dwojga złego wybiera trwanie w tej „zgniłej Unii” dla owych zgniłych pieniędzy, zwłaszcza że tak samo myślą pisowscy wyborcy, których opinie za grube pieniądze PiS bada (i między innymi dlatego wciąż wygrywa).

W tym trwaniu PiS musi więc udawać, że Unię lubi, tylko zatroskany jest jej lewicowym skrzywieniem (w tłumaczeniu na nasze: Unia uniemożliwia PiS prześladowanie własnych obywateli, w tym kobiet, osób LGBT czy sędziów). Tusk swoją propozycją robi temu zakłamaniu sprawdzam.

Jeśli PiS się nie zgodzi na propozycję Tuska, antyunijne pohukiwania partii Kaczyńskiego okażą się nic niewarte. Jeśli się zgodzi, to dostajemy najlepszą (acz nieidealną) gwarancję pozostania Polski w UE.

Powie ktoś, że skoro społeczeństwo popiera pozostanie w UE w ogromnej większości, to i tak nie ma problemu. Otóż nie do końca. W Wielkiej Brytanii też popierano obecność w UE, ale kilkuletnia antyunijna propaganda i dezinformacja zrobiły swoje. Sam wynik referendum miał być przecież z góry przesądzony, dlatego, co zabawne, w ogóle je zorganizowano.

Brexit: Referendum, które skompromitowało referenda

W Polsce może być podobnie. Nie, nie już teraz. Nawet nie za czasów PiS, który rzekomo wyprowadza nas z UE, chociaż tak naprawdę nie wyprowadza. Prawdziwa niechęć do UE może się pojawić w Polsce, podobnie jak w przypadku Brytyjczyków, w momencie, gdy zostaniemy płatnikiem netto do budżetu UE.

A to mogło się wydarzyć już przy niedawno negocjowanym budżecie. Unia Europejska zarówno przez PiS, ale też opozycję, została bowiem zredukowana do sprawy transferu pieniędzy (ewentualnie wygód podróży w strefie Schengen). Wszelkie inne sprawy, w tym nawet kwestia wspólnego rynku, dostępu do technologii i wiedzy, wspólnego prawa – wszystko to gdzieś zniknęło.

Kto jeszcze pamięta, jak PiS chciał robić wspólną armię Unii Europejskiej? Dziś jedna strona, ta rządową, w kontekście relacji z UE chwali się wyłącznie wyciąganymi z niej pieniędzmi, a druga, liberalnie opozycyjna, ściska niemal do krwi kciuki, żeby ta sama Unia PiS w końcu ukarała i odebrała mu kasę.

Całe polskie członkostwo we Wspólnocie zostało więc sprowadzone do kalkulacji ekonomicznej. Teraz Polska jest netto na plus, ale za kilka lat może się znaleźć na minus, gdy za liczenie weźmie się ktoś bardziej ogarnięty niż pisowscy propagandyści. I co wtedy? Wtedy, dajmy na to, spokojnie ponad 50 proc. polskich wyborców może dojść do wniosku, że jest już przeciwko dalszej obecności Polski w strukturach unijnych.

Dlatego zmiana w konstytucji, proponowana przez Tuska, jest najlepszą gwarancją trwania Polski w UE.

Oczywiście łatwo zrozumieć zażenowanie, jakie czuje dziś Lewica. Jeszcze w marcu wyzywana była przez PO i jej zaplecze od kolaborantów – za to, że chciała pieniędzy unijnych dla Polski. Dziś z tymi „kolaborantami” Tusk chce zmieniać konstytucję właśnie po to, aby zagwarantować Polsce dopływ unijnych funduszy, tych samych, za których popieranie politycy PO wyzywali wcześniej Lewicę od kolaborantów. Czego nie rozumiecie?

Czy Lewica pomoże PiS ratyfikować Fundusz Odbudowy? Znamy warunki

Mimo to sprzeciw wobec „poprawki Tuska” byłby dla Lewicy politycznie problematyczny. Dlatego być może lepiej poprawkę zaakceptować, ale pod pewnym warunkiem. Na przykład takim, że będzie dotyczyć tylko członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Albo wskazać w poprawce wprost, że nie będzie ona miała zastosowania do umowy, o której mowa w art. 25 ust. 4 Konstytucji RP. Czyli do konkordatu.

Dlaczego? Ano nie tylko dlatego, że istnieją prawne wątpliwości, czy poprawka Tuska rykoszetem mogłaby także ograniczyć w przyszłości możliwości wypowiedzenia konkordatu większością inną niż dwie trzecie głosów. Ale przede wszystkim dlatego, że wobec prokatolickiej pokazówki Tuska dla Lewicy szerzej otwiera się pole na wyborczy antyklerykalizm.

Antyklerykalizm, który nie powinien być gimbusiarskim drwieniem z ludzi wierzących, ale prostym do zapamiętania planem laicyzacji Polski. A wypowiedzenie konkordatu powinno być jego punktem numer jeden.

W ten sposób Lewica nie tylko poprze trwałą obecność Polski w Unii Europejskiej, ale jednocześnie wrzuci antyklerykalizm na lewicową agendę. A to jest temat, który coraz bardziej doceniają wyborcy i w którym PO-PiS-PSL-Hołownia są kompletnie niewiarygodni.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij