Kraj

Kubisa: Wydłużyć, skracać, a może zupełnie inaczej liczyć?

Cały czas brakuje nam w Polsce kompleksowej wizji, jak ma wyglądać polityka społeczna, zarówno emerytalna, jak i rodzinna. Zamiast tego mamy logikę doraźnego cięcia kosztów – taka wydaje się podstawowa motywacja rządu, który chce podwyższyć i zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn. Komentarz Julii Kubisy.

Temat podwyższenia i zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn pojawia się w Polsce już chyba od piętnastu lat i zawsze były argumenty za i przeciw. Teraz jednak, forsując swój projekt, Platforma może mówić, że wobec kryzysu demograficznego i finansów wszyscy jesteśmy tak samo odpowiedzialni: należy skończyć dyskusję i wspólnie wziąć się do roboty – do 67 roku życia. Dla kobiet to będzie więcej o 7 lat!

W wielu krajach wiek emerytalny kobiet i mężczyzn jest równy, ale prowadzi się tam aktywną politykę rodzinną. Przy jej braku takie rozwiązanie jest po prostu arogancją. W Polsce kobiety pracują na dwóch etatach – w pracy i w domu. Wcześniejsze emerytury wprowadzono za czasów Gierka, by państwo mogło się wycofać z części swoich zobowiązań wobec rodzin. Przerzucono je na babcie. Teraz Donald Tusk proponuje odwrotne rozwiązanie, ale nie uwzględnia zupełnie sytuacji kobiet.

Kontrpropozycja PSL, by obniżać wiek emerytalny kobietom rodzącym kolejne dzieci, jest wątpliwa. Wygląda to na strategię nie tyle prorodzinną, co pronatalistyczną – ma zachęcić do „produkcji” jak największej liczby pracujących obywateli w zamian za skrócenie obowiązku gromadzenia składek emerytalnych. Nie chodzi tu ani o sprawiedliwość, ani o systemowe rozwiązania dla matek i rodzin, tylko dostarczenie rąk do pracy i płatników składek dla systemu ubezpieczeń. A co jeśli dziecko, z powodu niepełnosprawności, emigracji lub przedwczesnej śmierci, nigdy nie wejdzie na rynek pracy? Na czym opierają się kalkulacje PSL?

Być może jest to jakaś propozycja dla kobiet, które chcą pracować w domu, sprawując opiekę nad dziećmi, czyli zdejmują pewien obowiązek z państwa. Ale mogłaby się ona pojawić wyłącznie jako końcowe ogniwo jakiejś złożonej i szeroko zakrojonej propozycji polityki rodzinnej. Tak nie jest. Poza tym co to da, że te kobiety będą wcześniej mogły przejść na emeryturę? Przecież będzie ona w związku z tym niższa, bo obowiązuje reguła, że im więcej pracujesz, tym masz większe świadczenie. A może składki opłacane przez „wyprodukowane” przez kobietę dzieci będą później trafiać na jej konto? W tym świetle znacznie lepiej przedstawiał się pomysł PSL-u przedstawiony przez Jolantę Fedak w poprzedniej kadencji, czyli emerytury obywatelskiej, gwarantującej każdemu podstawową stawkę, do której można by uzbierać dodatkowe środki.

Jest jeszcze jedna grupa na rynku pracy, zupełnie zapomniana w dyskusjach o systemie emerytalnym. To wykwalifikowani pracownicy fizyczni, którzy zaczęli pracę bardzo wcześnie, na przykład jeszcze podczas praktyk szkolnych. Mają bardzo długi staż pracy, a trudno wymagać od nich ciągłego przekwalifikowywania się, elastyczności i mobilności. Te zawody są zazwyczaj bardzo obciążające fizycznie i – ze względu na monotonność – psychicznie, a jednocześnie są niezbędne społeczeństwu: ktoś po prostu musi je wykonywać i problemu nie rozwiąże eksportowanie produkcji za granicę. Ludzie ci mają też bardzo duże problemy ze znalezieniem pracy w wieku starszym.

W mediach można usłyszeć coraz więcej osób, które wręcz nie wyobrażają sobie przejścia na emeryturę, ponieważ praca jest ich pasją. Dotyczy to jednak raczej pracy umysłowej, a nie robotników i robotnic. Rozmawiałam niedawno z mężczyzną z 42-letnim stażem pracy, który został zwolniony w wieku 63 lat, czyli na dwa lata przed osiągnięciem dzisiejszego wieku emerytalnego – powiedziano mu, że jest za stary i się nie nadaje. Dostaje teraz 720 zł świadczenia przedemerytalnego, nie może znaleźć innej pracy. Trudno sobie wyobrazić bardziej dramatyczną i upokarzającą sytuację. Łatwo sobie natomiast wyobrazić, jak wiele podobnych historii się wydarzy, jeśli podniesiemy ustawowo wiek emerytalny o kolejne dwa lata.

Projekt zmiany ustawy emerytalnej przygotowany przez OPZZ przywraca do dyskusji tę zmarginalizowaną grupę społeczną. Jego podstawowym założeniem jest uzależnienie prawa do emerytury od stażu pracy, a nie wieku: 40 lat pracy w przypadku mężczyzn i 35 lat w przypadku kobiet. Rozwiązanie to pomogłoby w walce z szarą strefą. Dostarczałoby argumentu pracownikom domagającym się pełnego oskładkowania swoich dochodów i rzetelnej rejestracji stażu pracy. Jest odpowiedzią na niezrozumiałą z punktu widzenia ubezpieczeń społecznych promocję przez państwo samozatrudnienia i umów cywilno-prawnych, które znacznie słabiej niż etaty zasilają Fundusz Ubezpieczeń Społecznych.

O poważnych wadach takiego systemu najczęściej przekonują się kobiety, które są namawiane do samozatrudnienia ze względu na możliwość sprawowania opieki nad dziećmi w nienormowanym czasie i miejscu. Problem pojawia się, gdy kobieta zachoruje i nagle się okazuje, że zasiłek z ZUS jest dużo niższy niż w przypadku umowy o pracę. Dyrektywa unijna umożliwia samozatrudnionym urlop macierzyński i ojcowski, ale nie ma tam już zapisu o urlopie wychowawczym. Przy braku w Polsce dostępu do żłobków i przedszkoli oznacza to właściwie politykę antyrodzinną.

Moją podstawową obawę w związku z systemem emerytalnym w Polsce budzi jednak prawdopodobne ubóstwo tych ludzi, którzy w swojej karierze zawodowej mieli zbyt dużo nieoskładkowanych przerw bądź zarabiali zbyt mało, by zapewnić sobie na emeryturze środki wystarczające do godnego życia. Już teraz koszty pomocy osobom, które mają więcej niż 60 lat i nie mogą znaleźć pracy, przerzuca się na opiekę społeczną.

Cały czas brakuje nam kompleksowej wizji, jak ma wyglądać polityka społeczna w Polsce, zarówno rodzinna, jak i emerytalna. Na razie dominuje logika doraźnego cięcia kosztów – podstawową motywacją rządu wydaje się nie dobro ubezpieczonych, ale kryzys finansów publicznych. Stąd dążenie do opóźnienia wypłacania świadczeń kolejnym rocznikom pracujących Polaków i wydłużenia okresu płacenia składek.

*Julia Kubisa – socjolożka

Oprac. Jakub Szafrański

 

 

Bio

Julia Kubisa

| Socjolożka
Doktora socjologii, adiunktka w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego i Marie Curie Experienced Researcher w Department of Sociology and Work Science, University of Gothenburg. Autorka książki „Bunt białych czepków. Analiza działalności związkowej pielęgniarek i położnych” (2014). Specjalistka ds równouprawnienia na Uniwersytecie Warszawskim.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.