Kraj

Konieczny: Trzeba docenić imponujący wynik Szymona Hołowni

Fot. Adrian Grycuk/wikimedia commons

Jak będzie wyglądała druga tura wyborów prezydenckich? O czyje głosy najmocniej będą bić się kandydaci Koalicji Obywatelskiej i PiS-u? Czy w polskiej polityce jest miejsce dla innej narracji niż ta, do której przyzwyczaił nas duopol? I gdzie w tym wszystkim jest miejsce na progresywne działania Lewicy?


O sukcesach, porażkach i szansach na zmiany rozmawiam z posłem Lewicy Maciejem Koniecznym. Już wkrótce rozmowy z przewodniczącą Partii Zielonych Małgorzatą Tracz i posłem Lewicy – Maciejem Gdulą.

***

Paulina Januszewska: Wyniki wyborów okazały się zgodne z przewidywaniami niemal co do procenta. Czy mimo to dowiedzieliśmy się z nich czegoś nowego o polskim społeczeństwie lub scenie politycznej?

Maciej Konieczny: Te wybory nie przyniosły zaskakujących ani dobrych wiadomości. Dowiedzieliśmy się, że podział na PO i PiS wciąż twardo definiuje polską scenę polityczną. Nadal jesteśmy zakładnikami prawicowych partii, co rzutuje na to, że w wyborach prezydenckich kandydaci spoza układu robią słabe wyniki.

Ale nie Szymon Hołownia.

Niewątpliwie trzeba jednak docenić imponujący wynik Szymona Hołowni. Ale znów – to stały element każdego wyścigu wyborczego, czyli pojawienie się nowego i niedookreślonego ideowo kandydata lub partii. Znaliśmy już takich: Kukiza, Nowoczesną, Ruch Palikota. Gdy obok POPiS-u, którym ludzie są już po prostu zmęczeni, pojawia się ktoś świeży, często zgarnia sporo głosów. Ale później zazwyczaj okazuje się, że to „coś nowego” nie ma trwałych podstaw – jasnego światopoglądu, tożsamości ideowej ani zdania na ważne społeczne i polityczne pytania. Gdy trzeba na nie odpowiedzieć, zaczynają się kłopoty, a często – początek końca takiego ruchu. Wiele wskazuje na to, że w przypadku Szymona Hołowni też właśnie to może się stać.

Ewolucyjna lewica Hołowni

Zadziałał wyłącznie „efekt świeżości”?

Poparcie dla Szymona Hołowni w ogromnej mierze wynika z pozycji debiutanta. Początkowe niedookreślenie nowej siły politycznej pozwala ulokować w niej swoje często sprzeczne nadzieje szerokiemu gronu wyborców. Lewicowcy mogą myśleć, że Hołownia to kandydat postępowy, prawicowcy – że to wierny syn Kościoła, antysystemowcy, że mają kandydata, który pogoni polityczną kastę, a ci, którzy chcą przede wszystkim narodowej zgody i świętego spokoju, liczą, że Szymon Hołownia wszystkich pogodzi. Tym razem zadziałało, ale wcześniej czy później Szymon Hołownia będzie musiał się dookreślić. Doświadczenie uczy, że wtedy poparcie debiutantów szybko zaczyna topnieć.

Przejdźmy do drugiej tury. O czyj elektorat będą walczyć kandydaci PiS i PO?

Duda i Trzaskowski będą moim zdaniem bić się głównie o głosy Konfederacji, bo oni wyborczo są największą niewiadomą. Rafał Trzaskowski próbuje oczarować wyborców Bosaka absurdalną zapowiedzią, że nie podniesie żadnych podatków, i deklarując daleko idącą zbieżność poglądów gospodarczych. To bardzo nieodpowiedzialny ruch. Oswajanie skrajnej prawicy w przyszłości może Polskę i nas wszystkich drogo kosztować.

Andrzej Duda z kolei ma o tyle łatwiej, że w dużej mierze podziela ultrakonserwatywne, homofobiczne, seksistowskie i niekiedy rasistowskie instynkty Konfederacji. Tak czy inaczej, bitwa o wyborców skrajnie prawicowej formacji przesunie polską scenę polityczną i granice tego, co dopuszczalne, jeszcze bardziej na prawo.

Co o kondycji Lewicy mówi słaby wynik Roberta Biedronia? Czy może zagrozić jedności Wiosny, Razem i SLD?

Wybory prezydenckie rządzą się swoją logiką i nie da się ich przełożyć na poparcie w wyborach do parlamentu. Wynik Roberta Biedronia nie odzwierciedla poparcia Lewicy – która – przypominam – nie tak dawno w wyborach do parlamentu osiągnęła wynik na poziomie kilkunastu procent i stanowi trzecią siłę w Sejmie. Nie oznacza to, że słaby wynik w wyborach prezydenckich nie jest problemem. Musimy przemyśleć, co się stało, otrzepać się i ruszyć z nową energią do pracy w parlamencie. Na pewno nie zrobimy z Biedronia kozła ofiarnego. Porozumienie Lewicy w obecnym kształcie to wciąż nowa i rozwojowa siła. Pracujemy nad mocniejszymi uderzeniami na jesień, aby odbić się i przekonać nowych wyborców.

Ciągle jednak zwycięża duopol. Czy na polskiej scenie politycznej jest miejsce na inną narrację niż ta, do której przyzwyczaił nas POPiS?

Najgorsze, co może stać się dla polskiej demokracji, to ostateczne zwycięstwo POPiS-u, który zmiecie wszystkie pozostałe siły. Dyktat dwóch prawicowych partii to naprawdę słaby scenariusz dla Polski. Zresztą wystarczy spojrzeć, co się dzieje teraz. Z jednej strony mamy autorytarny i ultrakonserwatywny PiS, z drugiej Rafała Trzaskowskiego, bez żenady łaszącego się do Krzysztofa Bosaka, który kilka lat temu współtworzył nic nieznaczący skrajnie prawicowy margines. Cała scena polityczna pędzi na łeb na szyję na prawo i tylko silna lewica może ten trend powstrzymać.

Czy to koniec lewicy w Polsce?

Lewica, żeby zagościć w polskiej polityce na trwałe i móc się rozwijać, musi wykuć sobie niezależne miejsce na scenie politycznej. Nawet jeżeli nie będzie to łatwe i wymagało będzie pójścia pod prąd obecnych politycznych podziałów, oczekiwań mediów, a nawet części własnych wyborców. Dzisiaj, czego uczą także obecne wybory prezydenckie, wyborcy lewicy z dużą łatwością przerzucają swoje głosy na liberalnych kandydatów. Jeżeli Lewica nie będzie jednoznacznie odróżniać się nie tylko od konserwatystów, ale także od liberałów, jeżeli nie zadba o pogłębienie zaufania i zrozumienia dla swoich postulatów u własnych wyborców, to jej pozycja będzie bardzo nietrwała, bo wyborcy w każdej chwili mogą uciec do silniejszych w danym momencie liberałów. Skoro nie widać różnicy, po co przepłacać?

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Paulina Januszewska

| Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.