Kraj

Kiedy perfekcyjne panie domu zastrajkują?

Kobieta pracująca nieodpłatnie jest kucharką, sprzątaczką, nianią, ogrodniczką... Ale nie widzimy tej pracy i nie doceniamy jej – mówi Anna Dryjańska.

Agata Szczerbiak: „Różowa strefa gospodarki” – co to takiego?

Anna Dryjańska: To nieodpłatna praca kobiet. Czynności związane z dbaniem o dom i bliskich, zwłaszcza opieka nad osobami zależnymi, czyli dziećmi, osobami z niepełnosprawnościami i starszymi. Dochody z „szarej” i „czarnej” strefy są ukrywane  p r z e d  państwem, a dochody osiągane dzięki „różowej” – p r z e z  państwo. Według Gary’ego Beckera, twórcy nowej ekonomii gospodarstwa domowego, jej szacowana wartość to około 30 procent PKB.

Anna Titkow w książce „Nieodpłatna praca kobiet. Mity, realia, perspektywy” wymienia aż 24 profesje, które kobiety wykonują w domu, a to tylko pobieżne wyliczenie.

Kobieta, która pracuje nieodpłatnie, ma mnóstwo obowiązków: jest kucharką, sprzątaczką, nianią, ogrodniczką, zajmuje się drobnymi naprawami domowymi. W 2000 roku dr Beata Mikuta pracę tę wyceniła na około 2500 złotych miesięcznie, dzisiaj byłoby to 3193 złote. Ta praca jest nieodpłatna, to jedno. Po drugie, ona nigdy się nie kończy. To praca przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. O drugiej w nocy i dziewiątej rano. Nie ma urlopów.

Jakie kobiety wykonują nieodpłatną pracę w domu? Czy sytuacja się zmienia, gdy mężczyzna jest bezrobotny albo gdy kobieta też pracuje zawodowo?

Mężczyźni wykonują mniej nieodpłatnej pracy, nawet jeśli są bezrobotni, a kobiety pracują zarobkowo!

Pokazują to światowe badania porównawcze dotyczące pracy odpłatnej i nieodpłatnej. Ta dysproporcja dowodzi braku racjonalnego podziału zadań między płciami. Skąd to się bierze? Część mężczyzn nadal uznaje wykonywanie obowiązków domowych za niemęskie. Czyli działa kultura – tradycyjne, patriarchalne wzory, normy i wartości.

Jesteśmy zakładniczkami i zakładnikami tradycyjnie pojmowanej męskości i kobiecości?

Przejawia się to na wiele sposobów. Niektóre kobiety strzegą tej domowej przestrzeni, uznają ją za obszar swoich kompetencji. Nie pozwalają mężowi czy partnerowi zajmować się domem czy dzieckiem. Mówią: „zostaw”, „nie umiesz”, „ja zrobię to lepiej i szybciej”. Po latach dziwią się, że coś nie gra, że mąż się nie angażuje i wszystko jest na ich głowie.

Są też mężczyźni, dla których umycie wanny czy przewinięcie dziecka to zajęcia uwłaczające ich godności. Nawet pary, które deklarują poparcie dla partnerskiego modelu związku, po pewnym czasie zwykle zaczynają realizować tradycyjny (kobieta pracuje tylko w domu) lub mieszany (kobieta pracuje i w domu, i poza domem) wzorzec podziału obowiązków. Momentem krytycznym jest pojawienie się dziecka – wtedy na kobietę spychana jest większość obowiązków związanych z opieką, bo „przecież jest matką”. W przypadku ojca wystarczy, że „pomaga”.

W artykule otwierającym raport Feminoteki i Fundacji Heinricha Bölla o różowej strefie gospodarki piszesz o jeszcze jednej przyczynie tego stanu rzeczy: o „pracy z miłości”.

Ten termin ukuła w latach 70. Giovanna Franco Dalla Costa, włoska socjolożka. W społeczeństwie włoskim dominował wówczas model, w którym to mężczyzna pracował zarobkowo, a kobieta zajmowała się domem. Kobieta nie była ani niewolnicą, ani pracownicą – jej status był nieokreślony, pisała Costa. Mężczyźni traktowali nieodpłatną pracę jako dowód miłości i ten dowód egzekwowali – czasem przy użyciu przemocy.

Jak nieodpłatna praca wpływa na status ekonomiczny kobiet?

Wyobraźmy sobie przeciętną sytuację: kobieta ma dwoje lub troje zdrowych dzieci, korzysta z urlopów wychowawczych (trzy lata na jedno dziecko). To w sumie sześć lub dziewięć lat przerwy zawodowej; taka kobieta ma potem trudniejszy powrót na rynek pracy i jest to powrót na znacznie gorszych warunkach. Poza tym kiedy ona opiekuje się dzieckiem, mąż czy partner odkłada składki emerytalne, a ona nie. Kilka lat bez składek plus to, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni, sprawia, że emerytury kobiet będą znacznie niższe, a starsze kobiety są grupą szczególnie zagrożoną ubóstwem.

Kilka miesięcy temu Instytut Spraw Publicznych zaproponował, by w takich sytuacjach to mąż czy partner miał obowiązek opłacania składek emerytalnych żony/partnerki przebywającej na urlopie wychowawczym. Jaka była reakcja mężczyzn-internautów? Zaczęli protestować, twierdząc, że kochają swoje żony i nie potrzebują państwa, by o nie zadbać. Tymczasem z naszego doświadczenia w Feminotece wynika, że gdy pieniędzmi zajmuje się wyłącznie mężczyzna, kobiety często nie mają uregulowanych kwestii finansowych. Gdy związek jest satysfakcjonujący, takie rozwiązanie może wydawać się dobre. Sytuacja zmienia się jednak diametralnie, gdy mężczyzna zaczyna stosować przemoc, opuszcza kobietę lub umiera. Dopiero wtedy wiele kobiet orientuje się, że ich sytuacja finansowa jest katastrofalna.

Co jest główną przeszkodą w zmianie tych społecznych układów?

Sytuacja powoli się zmienia. Niestety nawet ci mężczyźni, którzy chcą sprawiedliwszego podziału obowiązków, napotykają na opór otoczenia. Niedawno byłam na konferencji dotyczącej godzenia życia rodzinnego z zawodowym. Jedna z uczestniczek opowiedziała, że jej mąż chciał się zaopiekować ich chorym dzieckiem. Pracodawca, zamiast wyrazić zgodę na urlop, zapytał młodego ojca, czy ten nie ma żony, która zajmie się dzieckiem.

Płacenie kobietom za ich pracę w domu jest jakimś wyjściem?

Nie jestem zwolenniczką płacenia kobietom za to, że zajmują się domem, bo to konserwuje tradycyjne role płci. Natomiast opieka nad osobami zależnymi powinna być opłacana przez państwo – opiekunki najczęściej nie są w stanie podjąć pracy zawodowej, bo opieka pochłania dużo czasu.

Może kryzys wymusi bardziej proporcjonalny podział obowiązków domowych? Jedna osoba często nie jest w stanie utrzymać domu.

Bezrobocie mężczyzny nie wymusza bardziej proporcjonalnego podziału obowiązków domowych. Myślę, że większy wpływ będzie miała rosnąca pozycja kobiet w społeczeństwie. W pokoleniu obecnych 20-, 30-latków sytuacja wygląda lepiej niż u 50- czy 60-latków. Nie jest idealnie, ale widać zmianę na lepsze. Żeby ją jeszcze wzmocnić, potrzebna jest aktywna polityka państwa.

Zaczęłabym od pozbycia się stereotypów płciowych z podręczników. Mijają lata, a uczniowie nadal widzą kobiety najczęściej przy zlewie, a mężczyzn z gazetą w ręku. Najwyższy czas to zmienić.  

Piszesz we wspomnianym raporcie, że domowa praca kobiet zostałaby doceniona dopiero wówczas, gdyby kobiety przestały ją świadczyć. Że dopiero wtedy wiele postulatów środowisk feministycznych zostałoby spełnionych. Będzie strajk kobiet?

Chciałam podziałać na wyobraźnię – nie widzimy nieodpłatnej praca kobiet; dopiero gdyby kobiety przestały ją wykonywać, odczulibyśmy, jak duży mają wkład w funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki. Państwo nie mogłoby dłużej udawać, że nie ma problemu opieki nad osobami z niepełnosprawnościami, musiałoby też wybudować żłobki i przedszkola dla dzieci. Teraz to wszystko spoczywa na barkach kobiet.

Anna Dryjańska – socjolożka, członkini zespołu Fundacji Feminoteka.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.