Kraj

Donald Tusk otrzymał kredyt od Kongresu Kobiet

Fot. Platforma Obywatelska RP/flickr.com

Czego innego można spodziewać się po liberalnym ruchu? Kongres Kobiet nie myśli o tym, co było. Trzeba patrzeć do przodu, za horyzont wyborczy.

Nagrodę można otrzymać za coś, czego się dokonało. Na przykład Nagrodę Nobla Akademia Szwedzka przyznaje nie za szumne ogłoszenie ze sceny, że zamierza się sprawdzić, ile w Europejczyku neandertalczyka, ale dopiero po latach badań, w dodatku zwieńczonych sukcesem.

Socjalna Platforma to pic

A tu, choć Donald Tusk dopiero co zadeklarował, że na listach wyborczych nie będzie miejsca dla osób, które nie dają kobietom prawa do aborcji, Kongres Kobiet już okrzykuje go swoim bohaterem i nagradza awansem za same obietnice. O co chodzi?

O to, że Kongres Kobiet to nie jest żadna akademia, tylko ciało polityczne wyrosłe na gruncie przekonań kapitalistyczno-liberalnych, gdzie nagroda jest inwestycją. Jest patrzeniem w przód, nie w tył. Jest wyrazem przezorności i ograniczonego zaufania.

Prof. Magdalena Środa uzasadnia decyzję tym, że „Idzie zima i wybory. Trzeba się przygotować”. Trzeba zobowiązać, zaobrączkować, zaręczyć. Co chyba najdobitniej świadczy o tym, że Tusk i konserwatywna Platforma wiarygodne pod względem respektowania praw reprodukcyjnych nie są.

Jeszcze rok temu szef Platformy poklepywał po plecach proboszcza i czynił znak krzyża nad chlebem, ani słowem nie odnosząc się do kobiecych protestów. W 2018 roku zabrakło głosów PO, by skierować do dalszych prac projekt obywatelski Ratujmy Kobiety. Platformerscy koledzy nie poparli wtedy Barbary Nowackiej, a za wysłaniem projektu do prac w komisji głosował nawet, śmiejąc się w kułak, Jarosław Kaczyński. Mógł sobie na to pozwolić.

W czerwcu 2022, w czasie głosowania ustawy „Legalna aborcja. Bez kompromisów”, również odrzuconego w pierwszym czytaniu, na sali zabrakło między innymi Pawła Kowala i Pawła Poncyljusza, choć były już znane ofiary śmiertelne wyroku TK Julii Przyłębskiej. Jeszcze za swoich rządów PO broniła „kompromisu”, sprzeciwiała się równości małżeńskiej, przekonywała, że nawet na związki partnerskie jest za wcześnie, bo Polacy nie są na to gotowi, choć sondaże pokazywały, że to PO nie jest gotowa, a Polacy jak najbardziej. Parytetem wyborczym okazało się 30 proc. kobiet bez tzw. mechanizmu suwaka, zapewniającego naprzemienną obecność kobiet i mężczyzn na listach.

Platforma pozbywa się „konserwatywnej kotwicy”?

Ale być może Kongres Kobiet nagrodził niewłaściwą osobę? Donald Tusk opowiedział w czasie Campusu, że do zmiany poglądów przekonały go żona i córka. Może to je Kongres Kobiet powinien dostrzec i nagrodzić? Kobiety stojące za plecami lidera, jego doradczynie domowe, cierpliwie pokazujące sondaże, sceny z ulic polskich miast i miasteczek, gdzie rozgrywał się czarny protest, opuchnięte oczy tych, które dostały gazem, siniaki tych, które oberwały pałkami teleskopowymi służb specjalnych.

Kongres Kobiet nie myśli o tym, co już było. Trzeba patrzeć do przodu, bo przy patrzeniu wstecz trzeba by wręczać, przynajmniej w dziedzinie praw kobiet, jakieś antynagrody. Za nieobecność w czasie głosowania w Sejmie prawa do regulacji własnej rozrodczości − dajmy na to, nagrodę pustego krzesła lub nienaciśniętego przycisku do głosowania.

Antynagrodę zaciśniętego gardła powinna dostać też marszałkini Kidawa-Błońska, która słowa na „a” w ogóle nie umiała wykrztusić. Hołowni, który dziarsko ogłaszał, że „my w Polsce 2050 mamy jasne stanowisko” – takie, że nic nie jest jasne – należy się statuetka mężczyzny stojącego w drzwiach wahadłowych. Za opieszałość w ratyfikowaniu konwencji stambulskiej, za obietnice bez pokrycia w sprawie związków partnerskich.

Tusk nie dostał nagrody, Tusk dostał kredyt. Magdalena Biejat sugeruje, że to za czytanie sondaży ze zrozumieniem.

Podobnie decyzję Kongresu Kobiet komentuje Dominika Długosz. „Zebrały się kobity i nagrodziły chłopa, bo przestał być turbokonserwą, gdyż umie czytać sondaże i wie, że społeczeństwo się zmieniło. No godne uznania doprawdy”.

To smutne, ale i wyrosłe na doświadczeniach milionów polskich kobiet, których partnerzy zaniżają oczekiwania, udają, że nie wiedzą, nie rozumieją, nie znają się. A gdy już porządnie zaniżą oczekiwania – dostają kredyt, na który nie ma intercyzy. Będzie spłacany wspólnie.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij