Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Fetysz czerwonego paska: może czasami lepiej iść na spacer?

Chyba najbardziej zakorzenionym mitem, wręcz fundamentem „czerwonopaskowego fetyszu”, jest przekonanie, że dobre wyniki w nauce otwierają przed dzieckiem przyszłość i są gwarancją lepszej pracy i zarobków. Tymczasem ta zależność jest coraz mniejsza.

ObserwujObserwujesz
7
Walka
Serce

4

W długi weekend przez media społecznościowe przetoczyła się „afera” związana z tym, że lodziarnia w Pszczynie zrezygnowała z nagradzania darmowymi lodami uczniów z wysoką średnią ocen. Stało się tak po interwencji Biura Rzecznika Praw Dziecka, które uznało, że taka forma nagrody może wpływać na rywalizację i presję wśród dzieci.

W tej dyskusji najciekawsze jest to, jakimi argumentami polskie społeczeństwo broni idei czerwonego paska; jak bardzo jest on fetyszyzowany i jak bardzo rodzice i dziadkowie trzymają się tego kryterium, bez którego świat edukacji miałby się ponoć całkowicie zawalić.

Czytaj także Magisterka nawet najsłabszej uczelni jest nowym tytułem szlacheckim Galopujący Major

Uczniowie na medal

Tym, co rzuca się w oczy, jest bardzo często stosowana w tej dyskusji analogia z zawodami sportowymi. „Może zabierzmy też złote medale na igrzyskach” – słychać od obrońców idei nagradzania czerwonymi paskami.

To dosyć znamienne, że obrońcy nie rozumieją, iż właśnie takimi argumentami dowodzą szkodliwości nagród za naukę. Edukacja nie jest bowiem rywalizacją, nie polega na wzajemnym konkurowaniu. Teoretycznie możliwe jest nawet, zwłaszcza w klasach kilkuosobowych (np. edukacja w szpitalach dziecięcych), że wszyscy zajmują pierwsze miejsce. Istotą edukacji jest nabywanie wiedzy, a nie pokonywanie w tym rywali.

Czytaj także Państwa dziecko ma pęknięty habitus Michał Sutowski

Tymczasem okazuje się, iż czerwony pasek jest tak mocno zakorzeniony w świadomości jako substytut medalu, że rodzice często z automatu stosują analogie właśnie do wyścigów i zawodów sportowych. Pewnie właśnie dlatego pierwsze pytanie po dowiedzeniu się, że dziecko zdobyło ów upragniony pasek, zwykle brzmi: „A jak inne dzieci?”. A nuż okaże się, że pasek ma połowa innych dzieci, a wtedy, o zgrozo, medal waży o wiele mniej, prawda?

Równie mocno zakorzeniona jest myśl, iż wyniki w nauce, w tym czerwony pasek, wynikają tylko z merytokracji. Są efektem wyłącznie czystego procesu uczenia się. Owszem, jeszcze w czasach PRL można było zakładać, że w dużej mierze tak było. Ale nie udawajmy, że uczniowie podstawówki, którzy musieli pomagać w gospodarstwie wiejskim, mieli te same szanse na wysokie oceny, co uczniowie rodziców w miastach.

Wraz z narastaniem nierówności klasowych, które kapitalizm generuje niejako z definicji, wyniki w nauce także stają się funkcją klasowych podziałów. Od kosztownych korepetycji, poprzez naśladownictwo rodziców, aż po nasiąkanie wzorcami własnej klasy („u nas wszyscy idą na studia”, a „u nas do technikum”) – wzorce edukacyjne wybierane przez uczniów w dużym, acz nie absolutnym stopniu stają się powielaniem klasowych ścieżek awansu.

Stąd lekarskie, prawnicze czy inżynierskie sztafety z jednej strony, a budowlano-wykończeniowe z drugiej. Im dziecko starsze, tym bardziej wyniki w nauce są pochodną tego, gdzie i w jakim środowisku przebywa, a nie tylko tego, czy chce, lubi i przede wszystkim powinno się uczyć.

Trójkowcy wydają polecenia „paskom”  

Wreszcie chyba najbardziej zakorzenionym mitem, wręcz fundamentem „czerwonopaskowego fetyszu”, jest przekonanie, że dobre wyniki w nauce otwierają przed dzieckiem przyszłość. I są gwarancją lepszej pracy i zarobków.

Czytaj także Nie da się uczynić szkoły wolną od polityki – i nie uważam, by było to potrzebne Łukasz Łachecki rozmawia z Aleksandrą Korczak

Tymczasem ta zależność jest coraz mniejsza. Przekonanie, że czerwony pasek oznacza wymagające studia, a te w konsekwencji niosą wysokie zarobki, miało sens, gdy wymagające studia rzeczywiście znacznie poprawiały sytuację na rynku pracy. Dziś już tak nie jest, co nie znaczy, że studia szkodzą, zwłaszcza w awansach przy pracy umysłowej. Ale powszechność studiów i coraz łatwiejsza możliwość zdobycia dyplomu sprawiły, że korzyści z owego dyplomu, będącego pochodną owych czerwonych pasków, straciły na znaczeniu.

To, czy dzięki ryciu na pamięć skończyłeś bardziej prestiżową uczelnię, czy też skończyłeś uczelnię mniej prestiżową, nie mając wcześniej czerwonego paska, nie ma już takiego przełożenia na twoją pensję i możliwości pracy. Doprawdy, niewielu pracodawców interesuje, czy to dyplom UJ, czy dyplom wyższej szkoły humorystyczno-pedagogicznej; często ważne jest, żeby był jakikolwiek dyplom.

Stąd też wysyp tych wszystkich uczelni w typie Collegium Humanum. Czerwony pasek, zwłaszcza w szkołach średnich, zdobywany często kosztem pogłębiania pasji, życia towarzyskiego i cieszenia się okresem nastoletnim, okazuje się inwestycją edukacyjną, która niewiele daje. I nagle spotykasz się z osobą z tego samego liceum, która uczyła się o wiele gorzej, ale też ma jakiś dyplom, przy czym dzięki pracy po szkole ma większe doświadczenie.

Co chyba najbardziej zabawne, ów czerwony pasek ma jeszcze mniejsze znaczenie, gdy zamiast umysłowej pracy najemnej chcesz prowadzić ukochaną w Polsce działalność gospodarczą. Tutaj przecież pasek czy dyplom nie mają większego znaczenia, o ile owa działalność nie opiera się stricte na usługach wymagających określonych umiejętności (tzw. wolne zawody).

Ludowa mądrość głosi, iż uczniowie piątkowi pracują u uczniów trójkowych, co dla wielu może być szokiem. Tymczasem, gdy się temu przyjrzeć z bliska, to często właśnie owi uczniowie trójkowi bywają o wiele bardziej niepokorni, chodzący własnymi ścieżkami, potrafiący skupić się na własnych pasjach. I przede wszystkim – bardziej skłonni do ryzyka i podważania poleceń edukacyjnych wymuszanych przez nauczycieli.

Czytaj także „Młodzież nasza należy do rodziców, potem do Kościoła, a dopiero później do państwa”. Kościelna wizja oświaty w Polsce Robert Herzyk

W ten sposób to ci z czerwonym paskiem jawić się mogą jako o wiele bardziej oportunistyczni i ulegli prymusi, którzy nadają się potem idealnie w życiu zawodowym do wypełniania poleceń – ale już nie do ich wydawania. W końcu od najmłodszych lat wytresowano ich do robienia i uczenia się tak, jak pani każe. Brak w nich twórczego kombinowania i nieszablonowego myślenia, skoro całe życie myśleli kluczem odpowiedzi do testów.

Balans szkoła-życie

Wszystko to nie znaczy oczywiście, że należy odrzucić edukację i trzymać kciuki, żeby dzieci uczyły się słabo, bo dzięki temu lepiej poradzą sobie w życiu, a czerwony pasek przeszkadza. Nie, potrafi pomagać, ale jest tylko wielce niedoskonałym wyznacznikiem czasu i zdolności poświęconych edukacji.

Należy także pamiętać, iż nie tylko ów pasek dziś nie gwarantuje niczego, ale przede wszystkim – że cena jego zdobycia (zwłaszcza w wyższych klasach szkolnych) bywa na tyle wysoka, że gra może nie być warta świeczki. W końcu czwórka czy trójka z biologii, jeśli nie jest ci to dalej potrzebne na studiach albo w pracy zarobkowej, nie ma większego znaczenia. I może warto ten czas poświęcić raczej na spacer z bliskimi niż na wkuwanie czegoś, co i tak za kilka dni zapomnisz. W końcu skoro chcesz stosować work-life balance w odniesieniu do pracy, to czemu nie do edukacji?

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
7 komentarzy
7
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x