Kraj

Strategia szczepień cały czas wydaje się robiona na jutro

Całemu procesowi szczepień towarzyszą chaos, wpadki, awantury i złe emocje. Rząd nie potrafi zdecydować się na konkretny harmonogram, jedynym kryterium jest w tej chwili wiek, chociaż grup obciążonych ryzykiem jest więcej. Konsultacji z opozycją i stroną społeczną brak, a decyzje podejmowane są „na gębę”.

Nie ma dziś w Polsce i na świecie większego wyzwania niż sprawne dokończenie programu szczepień. Bez tego nie powstrzymamy mutacji wirusa, nie wyjdziemy z kolejnych lockdownów, nie wrócimy choćby do pozorów normalności. Nic więc dziwnego, że szczepienia i sposób ich organizacji przez władzę wywołują wielkie społeczne i polityczne emocje. Przekonaliśmy się o tym w zeszłym tygodniu, gdy minister Dworczyk – uważany ogólnie za jedną z bardziej ogarniętych osób w obecnym rządzie – zafundował Polakom szczepionkowy rollercoaster.

Najpierw świeżo po północy w środę ruszyły zapisy na szczepienia dla roczników 1961–1981, choć jeszcze na konferencji prasowej 30 marca Dworczyk nic nie mówił o takiej opcji. Zapisów nigdzie nie ogłoszono, ludzie dowiadywali się pocztą pantoflową lub z mediów społecznościowych. Czterdziestolatkowie dostawali bliskie, kwietniowe terminy, choć starsze osoby ciągle miały majowe. Rano Dworczyk mówił, że wszystko idzie zgodnie z planem. Chwilę po tym padł system, a minister odpowiedzialny za szczepienia zmienił zdanie: wczesne terminy dla czterdziestolatków okazały się „pomyłką systemu”. Rząd miał informację, którą mógł sprzedać jako swój sukces – szczepienia przyspieszają, kolejnych 20 roczników może się zapisywać – zamiast tego wkurzył całe społeczeństwo. I seniorów ciągle czekających na termin, i ludzi w średnim wieku, którzy dostali w nocy kwietniowy termin, by utracić go po kilkunastu godzinach.

Opozycja poczuła krew i nie ma się co dziwić. Cała akcja z 1 kwietnia była wielką wpadką Dworczyka, która powinna skończyć się złożeniem dymisji. Opozycja, atakując ministra, wskazywała głównie na potworny chaos towarzyszący programowi szczepień. Chaos faktycznie był i wciąż trwa. Nie chodzi tylko o anulowanie terminów czterdziestolatkom. Jak ustaliło RMF, o otwarciu szczepień dla dwudziestu kolejnych roczników miał nie wiedzieć minister zdrowia i najbliższe otoczenie premiera. Jak wykazała wtorkowa kontrola posłanek Lewicy w KPRM, decyzje w ramach Narodowego Programu Szczepień podejmowane są na podstawie ustnych poleceń, spotkania nie są protokołowane, wszystko wygląda, jakby władzy chodziło o to, by nie zostawiać zbyt wiele śladów procesu decyzyjnego.

Po kontroli w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Żądamy wglądu w rządowy harmonogram szczepień.

Po kontroli w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Żądamy wglądu w rządowy harmonogram szczepień.

Posted by Lewica on Tuesday, April 6, 2021

 

Uwolnienie szczepień dla kolejnych roczników stawia przy tym polityczny problem znacznie bardziej skomplikowany niż dyskusje o oczywistym chaosie w Radzie Ministrów: w jaki sposób szczepić kolejne grupy Polaków? Czy przyjąć model otwartego szczepienia dla wszystkich chętnych, szczepić rocznikami, czy może skupić się na grupach szczególnie podatnych na ciężki przebieg wirusa?

Etyka kolejki…

Po otwarciu zapisów dla roczników ’61–’81 – a konkretnie osób, które wcześniej zgłosiły chęć szczepienia on-line – pojawiły się głosy kwestionujące sprawiedliwość takiego ruchu. Faktycznie, budzi on cały szereg pytań. Bez wątpienia uprzywilejowuje osoby ogarnięte cyfrowo, posiadające profil zaufany, które na samym początku roku elektronicznie zgłosiły chęć szczepień.

Po drugie, jak widać po seniorach – których przesunięto na kwietniowe terminy wcześniej wyznaczone czterdziestolatkom – państwo nie zamierza w programie szczepień uwzględnić innych grup szczególnie narażonych na ciężki przebieg COVID-19. A wiek jest jednym z kluczowych, lecz bynajmniej nie jedynym czynnikiem ryzyka. Na ryzyko ciężkiego przebiegu covidu, zakończonego hospitalizacją lub śmiercią, mają też znaczący wpływ otyłość, astma, cukrzyca, przewlekłe choroby serca i nerek. Można więc się zastanawiać, czy program szczepień nie powinien najpierw objąć tych właśnie osób, zanim ruszymy z masowymi szczepieniami zdrowych pięćdziesięcio- i czterdziestolatków.

Innym czynnikiem różnicującym szybkość dostępu do szczepień mogłoby stać się ryzyko zakażania. Gdyby przyjąć takie kryterium, w pierwszej kolejności ruszyć powinny szczepienia pracowników zakładów przemysłowych, zmuszonych do pracy w gęsto zaludnionych, słabo wentylowanych pomieszczeniach, w ostatniej osoby mogące pracować z domu.

Dyskusja o tym, jak ma wyglądać dalsza kolejka po wyszczepieniu seniorów, nie zdążyła się jednak odbyć. Politycy nie byli zainteresowani jej podjęciem, w mediach społecznościowych zmieniła się – jak to często niestety w Polsce bywa – w festiwal jałowego moralizowania, a konkretnie zawstydzania ludzi, którzy korzystając z zupełnie legalnej i otwartej przez rząd drogi, zapisali się na szczepienia. Szczególnie dostało się Szymonowi Hołowni, który korzystając z otwartego przez Dworczyka okienka, nie tylko zaszczepił się już na początku kwietnia – choć w tym roku kończy dopiero 45 lat i nie wygląda na osobę z grupy ryzyka – ale także opublikował na Twitterze swoje zdjęcie z Dyplomem Dzielnego Pacjenta.

…czy skuteczności?

O ile zdjęcie jest idiotyczne i trudno zrozumieć, dlaczego polityk do tej pory tak sprawny jak Hołownia wrzucił coś takiego do sieci, to ataki na Hołownię wydają mi się głęboko kontrproduktywne. Nikt nie powinien być zawstydzany z tego powodu, że przyjął legalnie szczepionkę. Powodzenie programu szczepień zależy od jego szybkości i powszechności, od tego, jak szybko uda się nam uzyskać populacyjną odporność pozwalającą wrócić do względnie normalnego życia. W tej sytuacji nikt nie powinien się wahać, czy powinien się zaszczepić, gdy pojawi się taka okazja, obawiając się hejtu i moralnych szantaży („co z moją babcią czekającą na termin ?!”). Tym bardziej że alternatywą często nie jest przekazanie szczepionki osobie bardziej potrzebującej, ale jej utylizacja.

Kiedy koniec pandemii? Czy już zawsze będziemy nosić maseczki? Czy COVID-19 z nami zostanie?

Idąc dalej tym tropem, można bowiem zapytać, czy program szczepień przeciw COVID-19 powinien raczej stawiać na etykę kolejki, czy na zasadę skuteczności, mierzonej szybkością i powszechnością. Różne wspólnoty polityczne postawiły na odmienne taktyki. Wielka Brytania konsekwentnie zaczęła od szczepień najstarszej populacji. Efektem jest gwałtowny spadek średnich dziennych śmierci na COVID-19 od końca stycznia. 23 stycznia średnia tygodniowa dziennych zgonów na COVID-19 wynosiła w Zjednoczonym Królestwie ponad 1200. Na początku kwietnia wynosi „zaledwie” 35. W Stanach, gdzie szczepienia administrowane są na poziomie stanowym, nie federalnym, wiele stanów wybrało jednak inną taktykę: szczepią każdego chętnego, bez względu na wiek, zakładając, że kluczowa jest szybkość i powszechność szczepienia. Przykład Izraela, który w zasadzie wraca dziś do normalnego życia, pokazuje, że takie podejście działa, pod warunkiem że ma się dostateczną liczbę szczepionek i zdolny ogarnąć zadanie system opieki zdrowotnej.

W sytuacji, gdy wielu chętnych seniorów otrzymało już pierwszą dawkę, gdy szczepionek jest coraz więcej, a sytuacja niedoboru z początku roku wydaje się zażegnana, także w Polsce można by się zastanowić nad programem szczepień, który stawia raczej na szybkość i elastyczne podejście, a niekoniecznie na ścisłe trzymanie się etyki kolejki. W tym kierunku wydaje się zresztą iść rząd. We wtorek minister Dworczyk zapowiedział wprowadzenie systemu opartego na doświadczeniu Izraela (gdzie pod punktami szczepień mogą wieczorami ustawiać się kolejki, na wypadek gdyby zostały jakieś dawki do wykorzystania), oraz Belgii (gdzie tworzy się listy „rezerwowych do szczepienia”).

Strategii nie pisze się na jutro

Rozwiązanie jest sensowne, tylko że zupełnie nie zgadza się z tym, co rząd o harmonogramie szczepień mówił jeszcze tydzień temu. Jak zwrócił na to uwagę na Twitterze dziennikarz Patryk Słowik, jest też ono sprzeczne z obowiązującymi rozwiązaniami Rady Ministrów. Znów rząd wydaje się kształtować szczepionkową strategię na jutro.

Tymczasem to, co zrobimy po zaszczepieniu najstarszych, powinniśmy wiedzieć od dawna. Rząd już dawno powinien to skonsultować z opozycją i stroną społeczną. Choć sam byłbym zwolennikiem jak najwcześniejszej aplikacji jakiejś wersji „modelu izraelskiego” w Polsce, to doceniam też wagę argumentów z „etyki kolejki”. Niezależnie od podjętej przez rząd decyzji powinna być ona odpowiednio wcześniej i zrozumiale zakomunikowana społeczeństwu, by każdy wiedział, kiedy i na jakich zasadach ma się zaszczepić. By całemu procesowi nie towarzyszyły niepotrzebne złe emocje i awantury. Jak jednak widać, bez tych ostatnich ta partia rządzić po prostu nie potrafi.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".
Zamknij