Kraj

Bandycka wolność liberalizmu

Bartłomiej Sienkiewicz mówi: „Nagle się okazuje, że żyjemy w świecie, gdzie wszystko, co robią jednostki i społeczeństwo, jest etyczne. Ja ten projekt uważam za śmiertelnie niebezpieczny dla myśli liberalnej, dla tradycji liberalnej i dla wolności człowieka”. Niby dlaczego poddawanie działań osób i systemów ocenie etycznej miałoby nieść śmiertelne zagrożenie dla liberalizmu, a wręcz dla wolności w ogóle? – pyta redaktor Krytyki Politycznej Marek Jedliński.

Bartłomiej Sienkiewicz udzielił „Kulturze Liberalnej” wywiadu pt. Współczesna lewica jest większym zagrożeniem niż populiści. Niestety, nie tylko w tytule mówi on wiele rzeczy radykalnie niemądrych.

Pomińmy rytualne pomstowanie na lewicę, bo z niego nie dowiemy się niczego oryginalnego. Współczesna lewica, której boi się Sienkiewicz, mówi o uczciwym płaceniu ludziom za pracę, upomina się o konstytucyjne prawo do dachu nad głową czy troszczy się o życie naszych dzieci na Ziemi, walcząc z katastrofą klimatyczną. Ale oczywiście nic z tego nie dociera do wyobrażenia liberałów o tym, czym współczesna lewica jest i czego chce. Po Balcerowiczu piszącym pochwalny wstęp do książki Lewicowy faszyzm i innych liberałach, utożsamiających lewicę a to z Mao, a to z Pol Potem, w zasadzie dalej posunąć się już nie da.

Ale osią rozmowy jest coś innego. Jest to konkretnie wyrażony lęk przed pewnym społecznym zjawiskiem, za które zdaniem Sienkiewicza odpowiada lewica, a które wydaje się mu śmiertelnie groźne: przykładaniem etyki do postępowania jednostek oraz instytucji w społeczeństwie. To warto skomentować.

Sienkiewicz: „Nagle się okazuje, że żyjemy w świecie, gdzie wszystko, co robią jednostki i społeczeństwo, jest etyczne. Ja ten projekt uważam za śmiertelnie niebezpieczny dla myśli liberalnej, dla tradycji liberalnej i dla wolności człowieka”.

Niby dlaczego poddawanie działań osób i systemów ocenie etycznej miałoby nieść śmiertelne zagrożenie dla liberalizmu, a wręcz dla wolności w ogóle?

Morze! Przeproś za sztorm

Wolność, jaką sufluje Sienkiewicz, jest więc wolnością tylko dopóty, dopóki ktoś się w nią nie wtrąci i nie powie, że źle się bawimy. Też was to dziwi? Podejrzana to wolność, której owoców nie można kwestionować, gdy oceny moralne nie są brane pod rozwagę, a argumentacja w kategoriach etycznych nie zostanie uznana za prawomocną. Taka wolność staje się bandycka. Trochę jak wolność dzieci do znęcania się nad żabą, dopóki rodzice nie przyłapią i nie przerwą zabawy.

A jednak ten egzystencjalny lęk przed nadawaniem rzeczom wymiaru etycznego, wyrażony przez Sienkiewicza, rzeczywiście ma uzasadnienie. Bo istotną cechą liberalnych rządów jest uznanie, że rzeczy „najważniejsze” wymiaru etycznego nie mają i wobec tego nie podlegają etycznym ocenom. W systemie urządzonym przez liberałów właśnie tak jest: i krajem, i miastem, i szkołą, i zakładem pracy zarządza się tak, jak gdyby wymiar etyczny nie miał zastosowania.

Kiedy spojrzeć na świat z takiej perspektywy, można z miejsca przestać się dziwić rzeczom, które zwykle sprawiają, że człowiek łapie się za głowę. Jak to możliwe, że dzieci umierają w kopalniach kobaltu? Jak to możliwe, że komornik wyrzucił na bruk zadłużoną matkę z dziećmi? Jak to się dzieje, że niemiecka korporacja żąda od Holandii prawie półtora miliarda euro odszkodowania za to, że ta chce zamknąć energetykę węglową? Albo że w Kalifornii można zostać aresztowanym za serwowanie posiłków bezdomnym? Albo że kobieta stoi na kasie w pampersach, bo nie wolno jej wyjść do toalety? Dlaczego nie można otworzyć patentów na szczepionki, skoro na świecie ludzie duszą się w przepełnionych szpitalach? Niepojęte, prawda?

Koncerny kłamią, by utrzymać monopol. A szczepionki muszą być dla wszystkich

To wszystko stanie się logiczne i zrozumiałe, jeśli uwierzymy, że moralne potępienie tych wszystkich sytuacji jest równie uprawnione jak oczekiwanie od morza, że przeprosi nas za sztorm.

Kapitalizm, szczególnie ten współczesny, neoliberalny, to system, gdzie miarą pozwalającą ustalić, czy coś jest właściwe, jest pieniądz. Czasami ujmowany w eufemizmy, jak „wzrost” czy w porywach „rozwój”, ale one także wyrażają się w pieniądzu, zysku, stopie procentowej albo dynamice PKB. Wymiaru etycznego w nim nie ma i nie może go być tam, gdzie celem jest zysk, a cały system prawny ten cel wspiera, chroniąc na pierwszym miejscu własność prywatną. Transakcja handlowa nie jest ani dobra, ani zła – jest opłacalna albo nieopłacalna.

Ekonomia – podobno „nauka” i podobno „społeczna” – analizuje i przewiduje zachowania ludzi tak, jak gdyby kierowali się wyłącznie jednym motywem – motywem korzyści własnej (i zwykle doraźnej). Jednak człowiek, który zawsze i wyłącznie kieruje się własną korzyścią, bez oglądania się na krzywdę innych, to oczywiście kliniczny psychopata. Ekonomii neoliberalnej to nie przeszkadza, bo etyka nie ma do niej wstępu.

W takim świecie etyką mogą się zajmować tylko jacyś kaznodzieje.

Smutne filmy o życiu

Neoliberalne rządzenie – czy raczej administrowanie – państwem działa podobnie. W sferze gospodarki obowiązuje to, co wyżej, a w pozostałych sferach dominuje tak zwana merytokracja. Biurokratyczne decyzje, kodeksy, urzędy i wszechobowiązujące normy. A w razie wystąpienia wątpliwości – rozstrzygną „eksperci”. I, tu także, wszystko sprowadza się do jednej miary: jeśli już nie pieniądza, to jakiegoś tempa, jakiegoś wzrostu, jakiejś wydajności, punktacji, konkurencji, rankingu, ewentualnie zgodności z literą prawa. Tu też nie pojawia się pytanie, czy i dla kogo coś jest dobre? Czy to jest etyczne? Czy coś się godzi?

Amazon chce być wszystkim

Taki był w końcu sens pamiętnego hasła Platformy Obywatelskiej: „Nie róbmy polityki”. Stającej do wyborów partii nie mogło przecież chodzić o to, by wyrzec się partyjnych gier – „polityka” nie oznaczała tu partyjniactwa. To hasło znaczyło po prostu: nie mówcie nam nic o poglądach, przekonaniach, wartościach. Nie spierajmy się o to, co i dla kogo jest dobre.

Kodeksy są oczywiście ważne, normy konieczne, a eksperci przydatni. Jednak w neoliberalnym świecie nie było i nie ma miejsca na nic więcej. Wymiar etyczny tu nie istnieje, bo gdyby go dopuścić, to jak byśmy się wytłumaczyli ze sprzedania praw kobiet Kościołowi katolickiemu, z wojen w Iraku i Afganistanie, z torturowania ludzi? Jak byśmy usprawiedliwili sądy, które przez lata przyklepywały przejmowanie i czyszczenie kamienic? Jak byśmy uzasadnili śmieciowe prace i tyranię w magazynach Amazona, jeśli kazano by nam to zrobić bez powoływania się na zysk i wydajność?

Zamknij oczy i policz do dwustu miliardów

czytaj także

No nie da się. Dlatego zbiurokratyzowany świat neoliberalnego kapitalizmu to świat, w którym rozpoznania etyczne nie mogą mieć żadnej wagi. Zostawia się je artystom, niech tworzą swoje smutne filmy o życiu. Wydziela się grosze NGOsom, żeby przekuwały takie rozpoznania w jakąś miejscową, doraźną pomoc. Ale system jako całość wymiaru etycznego nie ma. Nie podlega etycznej ocenie.

Sojusz kabzy i ołtarza

A kiedy już polski liberał czuje, że bez jakiegoś moralnego sądu nad rzeczywistością się koniec końców nie obejdzie, to albo jest Adamem Michnikiem, który deleguje ten sąd Kościołowi katolickiemu i umywa ręce, albo jest liberalnym politykiem, który nie da ruszyć Funduszu Kościelnego i uważa, że lekcje religii w szkole są potrzebne, bo jak inaczej dzieci nauczą się, co dobre, a co złe w życiu?

Pisał o tym David Graeber w Długu: wielkie religie świata szły jak cień za wynajdywaniem pieniądza i za postępem rynku. Tam, gdzie zaczynał dominować pieniądz – który odczłowiecza transakcje i odziera je z etycznego wymiaru, co najjaskrawiej widać w handlu żywymi ludźmi – tam w ślad za nim pojawiała się wielka sfera etyczna, ale w osobnym świecie – religii i duchowości.

I tak jest do dzisiaj. I może dlatego liberałowie mielą bez końca o tym, że Kościół jest nam potrzebny. Bo Kościół to etyka odgrodzona murem, obłaskawiona. Nie wtrąca się do giełdy ani do kredytów frankowych.

Więc nadal mamy w szkole religię, ten ukłon, który wolność polskiego liberała czyni zakneblowanej etyce. W szkole czy poza nią nadal uczymy nasze dzieci tego, co dobre, a co złe. Ale jednocześnie każemy im poprawnie funkcjonować w świecie, w którym kategorie etyczne – jak chcą neoliberałowie – mają już nie mieć zbyt wiele praktycznego zastosowania. I pan Sienkiewicz się dziwi, że współczesna lewica jednak próbuje stosować te kategorie do świata, który dla niej zbudowano. Sienkiewicz nie tylko się dziwi, ale wyraża głębokie przekonanie, że etyka przyłożona do wolności oznacza game over. Koniec prawdziwej wolności. Ale jak to, nie wolno się znęcać? OMG LOL WTF.

Tak – paleoliberałowie mają powody do lęku, gdy lewica przywraca etyczny wymiar państwu i społeczeństwu. Mają prawo i mają powody bać się etycznego sądu. Bo sami, nie będąc przecież psychopatami, muszą wiedzieć, muszą przeczuwać, dokąd by ich taki ludzki, etyczny sąd i osąd zaprowadziły.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij