Gospodarka, Kraj

Lewica chce wyższych podatków dla bogatych

Projekt reformy podatkowej Lewicy jest znacznie lepszą receptą na niesprawiedliwość naszego systemu podatkowego niż rządowy Polski Ład. Niestety jego największą słabością jest polityczna wykonalność – ta wydaje się zerowa.

Podatki w Polsce są niesprawiedliwe z kilku powodów. Po pierwsze, najzamożniejsi płacą niższe stawki od mniej zamożnej większości, która zwyczajnie pracuje na etacie. Po drugie, budżet Polski oparty jest na podatkach obciążających konsumpcję, które uderzają w największym stopniu w mniej zarabiających. No i po trzecie, największe korporacje umiejętnie obniżają swoje podatki dzięki wykorzystaniu różnego rodzaju metod optymalizacji podatkowej – zwykle korzystając z dziur w prawie. Skala tej optymalizacji nie jest większa niż w innych państwach UE, co nie zmienia faktu, że istnieje.

Forsowany przez PiS Polski Ład miał być nowym podatkowym otwarciem, ale finalnie wyszła z niego karykatura reformy, wprowadzająca do systemu potężny chaos, a sprawiedliwości co najwyżej kroplę. Reforma podatkowa Polskiego Ładu nie likwiduje absolutnie żadnej z wyżej wymienionych patologii. Jedynie na niektóre proponuje niewielki plaster.

Bezzębny Polski Ład. Ostatnia szansa na sprawiedliwe podatki w Polsce przepadła?

Nowy projekt reformy podatkowej zaprezentowany przez Lewicę jest zdecydowanie odważniejszy. Próbuje sięgnąć do głębszych kieszeni, obniżając przy tym opodatkowanie konsumpcji i starając się nie zaszkodzić faktycznym, a nie fikcyjnym, drobnym przedsiębiorcom.

40 procent od pół miliona

Autorzy projektu zwracają uwagę, że obecna progresja podatkowa w Polsce to fikcja. Drugą, wyższą stawkę podatku PIT płaci zaledwie kilka procent podatników. PIT jest więc de facto liniowy, szczególnie że wciąż obowiązuje bardzo niska kwota wolna oraz liniowy PIT dla zamożnych samozatrudnionych.

Według Lewicy nowy PIT powinien dotyczyć wszystkich dochodów pochodzących z osobistej aktywności, więc także ogromnej części samozatrudnionych, a jego stawka powinna być silnie progresywna. Kwota wolna w tym systemie jest określona na poziomie 30 tys. zł, czyli takim samym jak w Polskim Ładzie. To bardzo dobrze, gdyż wprowadzenie Polskiego Ładu, co wciąż nie jest pewne, będzie kompatybilne z projektem Nowej Lewicy, który będzie mógł na nim częściowo bazować.

Stawka nowego PIT zacznie się od 1,6 proc. dla rocznych dochodów wysokości 31 tys. zł, a następnie będzie rosnąć w miarę wzrostu zarobków. Przy 45 tys. zł osiągnie poziom 10 proc. Dla dochodów między 45 a 180 tys. zł rocznie stawka będzie wzrastać od 10,5 do 23 proc. Kolejny przedział dochodów kończy się na poziomie pół miliona złotych – w nim najwyższa stawka będzie wynosić niecałe 38,5 proc. Dochody przekraczające pół miliona złotych obciążać będzie ostatnia, maksymalna stawka PIT wysokości 40 proc.

Dzięki temu niższe podatki powinni zapłacić wszyscy zarabiający mniej niż 120 tys. zł rocznie, przy czym im niższy dochód, tym większa korzyść. Zarabiający powyżej 180 tys. zł będą natomiast płacić więcej.

Na takich zmianach skorzystać mogłaby większość podatników – według wyliczeń Lewicy nawet 14,3 mln Polek i Polaków. Dzięki znacznie wyższemu obciążeniu najlepiej zarabiających ogólne dochody z PIT wzrosłyby o 10,5 mld, które po połowie miałyby trafić do budżetu państwa i samorządów.

Stawka dla poszczególnych dochodów będzie obliczana według matematycznego wzoru, jednak podatnicy nie musieliby tego robić samodzielnie, lecz za pomocą kalkulatora na stronie Ministerstwa Finansów. Zresztą już teraz większość podatników nie wypełnia samodzielnie PIT, lecz jedynie akceptuje wstępnie rozliczone zeznanie podatkowe na stronie fiskusa. Według propozycji Lewicy właściwie wszyscy będą się rozliczać elektronicznie.

Jak zabrać bogatym i dlaczego trzeba

Progresywny podatek korporacyjny

Dla faktycznych przedsiębiorców Lewica przygotowała zreformowany podatek CIT, który obejmie również firmy działające jako jednoosobowe działalności gospodarcze. On również będzie progresywny i podzieli podatników na dwie grupy: małych i dużych.

Mali to ci, którzy osiągają roczny obrót do 9 mln zł. To generalnie jest odwzorowanie obecnego modelu, w którym małym podatnikiem jest każda spółka osiągająca przychód poniżej 2 mln euro, czyli właśnie 9 mln zł. Różnica będzie jednak taka, że po przekroczeniu tego progu nie będzie się traciło statusu małego podatnika i wskakiwało z całym dochodem w wyższą stawkę, lecz będzie się ją płacić tylko od nadwyżki. Inaczej mówiąc, każda firma będzie na początku roku traktowana jak mały podatnik, aż do momentu przekroczenia 9 mln zł obrotu.

Dla małych podatników stawka będzie więc liczona od dochodu na podobnych zasadach, co nowy PIT w pierwszym przedziale dochodów (30–45 tys. zł), lecz z niższą kwotą wolną – tzn. wynoszącą 10 tys. zł rocznie. Tak więc do 45 tys. zł rocznego dochodu stawka będzie stopniowo rosnąć aż do 9 proc. Po przekroczeniu 45 tys. zł dochodu stawka będzie liniowa 9 proc. Natomiast po przekroczeniu 9 mln zł obrotu stawka będzie progresywna i będzie zależeć od wysokości przychodu – dla firm z najwyższym obrotem będzie dochodzić do 27 proc. maksymalnie. Podstawą opodatkowania nadal miałby być dochód – CIT w propozycji Lewicy to podatek dochodowy. Jedynie stawka określana byłaby na podstawie przychodu.

Autorzy zakładają tutaj, że firmy z wysokimi przychodami mają większą płynność finansową, więc będą mogły pozwolić sobie na płacenie nieco wyższego podatku. Ma to też nieco ograniczyć straty z tytułu optymalizacji podatkowej i agresywnego pompowania kosztów przez największe korporacje.

Podatek CIT miałby być domyślny dla wszystkich podmiotów prowadzących realną działalność gospodarczą – samozatrudnieni prowadzący firmy głównie w celu optymalizacji podatkowej w myśl propozycji Lewicy byliby obciążeni nowym podatkiem PIT. Równocześnie autorzy proponują likwidację karty podatkowej oraz liniowego PIT dla przedsiębiorców. Jednak dla firm, w których koszty osiągania przychodu są bardzo niskie, wciąż dostępny miałby być podatek ryczałtowy, płacony od przychodu.

Z powodu braku pełnych danych z Ministerstwa Finansów autorzy projektu nie podają jeszcze dokładnego bilansu dla budżetu z tytułu zmian w CIT. Najprawdopodobniej będzie on na plusie, dzięki wyższemu opodatkowaniu największych przedsiębiorstw.

Odciążyć konsumpcję

Podatek VAT został podwyższony „tymczasowo” za rządów PO-PSL do 23 proc., jednak stawka ta obowiązuje do dziś i jest jedną najwyższych w UE. A przecież VAT nie jest jedynym podatkiem pośrednim – niedawno wprowadzono opłatę cukrową, opłatę mocową, podwyższono opłatę paliwową oraz akcyzy na używki. Podatki pośrednie są głównym źródłem wpływów budżetowych, a ich udział w polskich dochodach podatkowych jest jednym z najwyższych w UE. Podatki konsumpcyjne uderzają w pierwszej kolejności w mniej zarabiających – obciążenie VAT-em dochodu 10 proc. najbiedniejszych sięga 16 proc., a 10 proc. najbogatszych – zaledwie 5 proc. Obniżenie podatku VAT powinno więc być elementem progresywnej reformy podatkowej.

Kto zapłaci podatek cukrowy?

Tak też jest w tym wypadku – Lewica proponuje ujednolicenie stawki VAT do 15 proc., a także rozszerzenie katalogu produktów zwolnionych z opodatkowania, czyli korzystających ze stawki zerowej. Katalog ten ma być oparty na analogicznych zwolnieniach w innych krajach unijnych, gdyż każde rozszerzenie zerowej stawki musi uzyskać najpierw zgodę Komisji Europejskiej. Produkty, które się nie załapią na to zwolnienie, będą musiały zostać obciążone stawką podstawową, która będzie spadać co roku o jeden punkt procentowy. W 2030 roku miałaby ona dojść do docelowego poziomu 15 proc.

Efektem tego będzie spadek dodatkowych wpływów budżetowych z podatku VAT, ale efektywne opodatkowanie najbiedniejszych gospodarstw domowych spadnie z 16,5 do 12 proc.

Potencjalnie projekt Lewicy może być znacznie lepszą odpowiedzią na niesprawiedliwość naszego systemu podatkowego niż Polski Ład. Przede wszystkim przenosi nieco ciężar ze szkodliwego opodatkowania konsumpcji na znacznie bardziej efektywne i sprawiedliwe opodatkowanie dochodów. Dzięki temu polski sektor finansów publicznych mocniej oparłby się na „dochodowej” nodze – bo teraz stoi głównie na tej konsumpcyjnej.

Dochody osób fizycznych zostałyby obciążone silnie progresywnym podatkiem, dzięki czemu najmniej zarabiający mogliby odetchnąć, za to budżet sięgałby po pieniądze z najgłębszych kieszeni. Progresywnym PIT obciążono by wszystkie dochody osobiste, a więc także fikcyjnych przedsiębiorców. Poza tym dzięki progresywnemu CIT ściągnięto by nieco więcej pieniędzy z mających potężne przychody korporacji, które niejednokrotnie sztucznie zawyżają swoje koszty, by uniknąć opodatkowania.

Kilka dużych „ale”

Problem w tym, że sukces tego projektu – o ile w ogóle oczywiście zostałby wdrożony, na co szanse są niewielkie – wisi na kilku szczegółach. Istotne jest przede wszystkim to, jak szeroki będzie katalog dóbr i usług korzystających z zerowej stawki VAT. Jeśli wąski, to okaże się, że mnóstwo produktów pierwszej potrzeby – dotychczas obciążonych obniżonymi stawkami 5 i 8 proc. – nagle stałoby się skokowo droższe, skoro docelowo miałyby obowiązywać dwie stawki (0 i 15 proc.).

W takiej sytuacji ogólne obciążenie VAT-em najmniej zarabiających, którzy kupują przede wszystkim produkty pierwszej potrzeby, mogłoby się stać jeszcze wyższe niż obecnie. Nieznana jest jeszcze także „ścieżka dojścia” do opodatkowania produktów wyższą stawką podstawową.

Kluczowy byłby też sposób określania, kto jest faktycznym przedsiębiorcą, a kto fikcyjnym. Nowy CIT miałby być podatkiem od dochodów wszystkich przedsiębiorców, a nie tylko osób prawnych, czyli spółek, tak jak jest dzisiaj. A więc także od jednoosobowych działalności gospodarczych. Gdyby ten system był jednak nieszczelny, z 9-procentowej stawki mogliby korzystać samozatrudnieni najbogatsi Polacy, więc ich stawka opodatkowania byłaby o połowę niższa niż obecnie.

No chyba że autorzy wymagać będą od wszystkich podatników nowego CIT założenia spółki. Wtedy ryzyko takiego arbitrażu byłoby niższe, gdyż obok CIT fikcyjni przedsiębiorcy musieliby jeszcze płacić podatek od dywidendy. To zaś oznaczałoby, że nawet najmniejsze firmy w Polsce musiałyby zakładać spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, której prowadzenie jest bardziej wymagające.

Największym minusem propozycji podatkowej Lewicy jest jednak jej polityczna wykonalność. Nawet gdyby Lewica znalazła się w przyszłej koalicji rządzącej, trudno sobie wyobrazić, żeby dała radę przeprowadzić tak progresywną reformę podatkową. Nawet samodzielnie rządzący PiS nie dał rady przeforsować znacznie mniej ambitnego Polskiego Ładu, któremu musiał po drodze wybić niemal wszystkie zęby.

Tak też zapewne stałoby się z ciekawym i wyraźnie progresywnym projektem Lewicy. Rozhisteryzowana wyższa klasa średnia szybko spacyfikowałaby niepokornych marzycieli i z ambitnej reformy nie byłoby co zbierać.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij