Gospodarka

Jeszcze większy Wielki Kryzys?

Po zapaści z 2008 roku zdecydowana reakcja rządów pozwoliła odciągnąć globalną gospodarkę znad krawędzi otchłani. Tym razem możemy nie mieć tyle szczęścia.


NOWY JORK – Epidemia COVID-19 wywołała poważniejszy i bardziej gwałtowny wstrząs w globalnej gospodarce niż światowy kryzys finansowy z 2008 roku, a nawet wielki kryzys przełomu lat 20. i 30. ubiegłego wieku. W obu tych przypadkach doszło do załamania na giełdach, które straciły połowę lub więcej wartości, nastąpiło zamrożenie rynków kredytowych, a w jego następstwie – wielkie bankructwa; stopa bezrobocia poszybowała w górę, przekraczając 10 procent, a PKB w rocznym ujęciu spadł o 10 procent lub więcej. Jednak wszystko to rozgrywało się w ciągu mniej więcej trzech lat. W obecnym kryzysie podobnie dramatyczne konsekwencje makroekonomiczne i finansowe zmaterializowały się w trzy tygodnie.

Zawaliliśmy sprawę. Pozostaje minimalizować straty i wyciągnąć wnioski na przyszłość

W marcu wystarczyło 15 dni, by amerykańska giełda wpadła w bessę (spadek o 20 procent w porównaniu ze szczytem notowań) – był to najszybszy taki zjazd w historii. Jak dotąd notowania spadły o 35 procent (trwa huśtawka nastrojów; pod koniec marca trend się odwrócił i wróciła hossa, ale indeks Dow Jones nie przebił poziomu z zamknięcia 12 lutego – przyp. tłum.). Rynki długu ucierpiały, a spready kredytowe (różnica między rentownością obligacji korporacyjnych, na przykład obligacji z ratingiem spekulacyjnym, a obligacji skarbowych o tych samych terminach zapadalności) wzrosły do poziomów z 2008 roku. Nawet największe firmy finansowe takie jak Goldman Sachs, JP Morgan i Morgan Stanley spodziewają się, że PKB Stanów Zjednoczonych spadnie w pierwszym kwartale o 6 procent w skali rocznej i aż o 24-30 procent w drugim. Sekretarz skarbu USA Steve Mnuchin ostrzegł, że stopa bezrobocia może osiągnąć ponad 20 procent – byłoby to bezrobocie dwukrotnie wyższe niż w szczytowym momencie światowego kryzysu finansowego z 2008 roku.

Innymi słowy, w bezprecedensowy sposób na łeb na szyję lecą wszystkie składniki popytu zagregowanego – konsumpcja, wydatki przedsiębiorstw, eksport. Większość wyrachowanych komentatorów prognozuje spowolnienie typu „V”, w którym produkcja gwałtownie spada w jednym kwartale, po czym w następnym szybko odbija, jednak powinno być już dla wszystkich jasne, że epidemia COVID-19 wywołała kryzys zupełnie innego rodzaju. To, co się dzieje, nie przypomina recesji typu „V” ani „U”, ani „L” (gwałtowny spadek, potem stagnacja). Najbardziej odpowiednią literą alfabetu wydaje się „I”: pionowa linia reprezentująca swobodny spadek rynków finansowych i realnej gospodarki.

Na łeb na szyję lecą wszystkie składniki popytu zagregowanego – konsumpcja, wydatki przedsiębiorstw, eksport.

Nawet w czasach wielkiej recesji i II wojny światowej nie doszło do dosłownego zamknięcia zasadniczej działalności gospodarczej, tak jak dzieje się teraz w Chinach, Stanach Zjednoczonych i Europie. Najlepszy scenariusz jest taki, że spowolnienie będzie głębsze niż podczas globalnego kryzysu finansowego 2008 roku pod względem spadku łącznej światowej produkcji, ale krótkotrwałe, co pozwoliłoby na powrót wzrostów przed nadejściem czwartego kwartału tego roku. Gdyby tak było, rynki zaczęłyby odbijać, kiedy tylko pojawiłoby się światełko na końcu tunelu.

Wiele warunków musi być jednak spełnionych, by ten scenariusz w ogóle mógł się ziścić. Po pierwsze Stany Zjednoczone, Europa i inne regiony świata, gdzie kryzys mocno nadszarpnie gospodarkę, muszą wprowadzić na szeroką skalę diagnostykę zakażeń koronawirusem, procedury identyfikacji zakażonych, terapię chorych, przymusowe kwarantanny i pełen lockdown, tak jak w Chinach. A ponieważ opracowanie i wyprodukowanie szczepionki może zająć 18 miesięcy, potrzebne będą ogromne ilości leków przeciwwirusowych oraz innych farmaceutyków.

Po drugie, władze odpowiadające za politykę moneterną – które w niecały miesiąc zrobiły już więcej niż przez trzy lata po kryzysie z 2008 roku – muszą dalej sięgać po wszystkie niekonwencjonalne metody walki z kryzysem. Oznacza to wprowadzenie zerowych lub ujemnych stóp procentowych i pogłębione informowanie o ich przyszłych zmianach; luzowanie ilościowe; luzowanie kredytowe (skup aktywów sektora prywatnego) dla kluczowych banków, pozabankowych instytucji finansowych (parabanki, NBFI), a nawet dużych spółek (program zakupu obligacji komercyjnych i korporacyjnych). Amerykański Bank Rezerw Federalnych rozszerzył sieć linii swapowych, by uzupełnić gigantyczne braki płynności dolara na rynkach globalnych. Teraz jednak potrzebujemy więcej programów zachęcających banki do kredytowania małych i średnich przedsiębiorstw, które mają problemy z płynnością, ale są wciąż wypłacaalne.

Po trzecie, rządy powinny uruchomić ogromne fiskalne pakiety stymulacyjne, uwzględniające również „pieniądze zrzucane z helikoptera”, w postaci bezpośredniego wsparcia gotówkowego dla gospodarstw domowych. Biorąc pod uwagę rozmiary wstrząsu gospodarczego, deficyty fiskalne w zaawansowanych gospodarkach powinny wzrosnąć z 2-3 procent PKB do ok. 10 procent lub więcej. Tylko banki centralne mają na tyle duże i silne możliwości kredytowe, żeby powstrzymać załamanie sektora prywatnego.

Jednak te finansowane z deficytów interwencje muszą być w pełni monetyzowane. Jeśli zostaną sfinansowane za pomocą zwyczajnego państwowego zadłużenia, to stopy procentowe obligacji bardzo szybko wzrosną i cały proces odbudowy gospodarki zostanie zduszony w zarodku. Biorąc pod uwagę okoliczności, interwencje proponowane od dawna przez lewicowych ekonomistów ze szkoły Nowoczesnej Teorii Monetarnej w tym także „pieniądze z helikoptera” – weszły do głównego nurtu debaty.

To nie stan wyjątkowy, to poligon polskiej przyszłości

Na nieszczęście dla tego najlepszego możliwego scenariusza, reakcja instytucji opieki zdrowotnej w państwach rozwiniętych jest zbyt słaba, by mogła opanować pandemię, a pakiet fiskalny będący obecnie przedmiotem debat nie jest ani na tyle duży, ani nie zostanie wprowadzony w życie na tyle szybko, by stworzyć warunki do sprawnej odbudowy gospodarki. Tym sposobem groźba nowej Wielkiej Recesji – głębszej od poprzedniej – rośnie z dnia na dzień.

Dopóki pandemia nie zostanie zatrzymana, gospodarki i rynki będą kontynuować swobodne spadanie. Ale nawet jeśli uda się mniej lub bardziej opanować rozprzestrzenianie się wirusa, to ogólny wzrost gospodarczy może nie pojawić się przed końcem 2020 roku. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że właśnie wtedy rozpocznie się kolejny sezon wirusowy z nowymi mutacjami; metody leczenia, na które liczy tak wielu ludzi, mogą okazać się mniej skuteczne, niż się spodziewamy. Tak więc gospodarki znów się skurczą, a rynki ponownie załamią.

Dopóki pandemia nie zostanie zatrzymana, gospodarki i rynki będą kontynuować swobodne spadanie.

Co więcej, metody fiskalne mogą natrafić na nieprzekraczalną przeszkodę, jeśli monetyzacja gigantycznych deficytów zacznie wywoływać wysoką inflację, szczególnie jeśli seria negatywnych szoków podażowych związanych z wirusem zmniejszy potencjalny wzrost. Ponadto, wiele państw po prostu nie ma możliwości dokonywać takich pożyczek we własnej walucie. Kto udzieli bailoutu rządom, spółkom giełdowym, bankom i gospodarstwom domowym rynków wschodzących?

Nawet jeśli uda się opanować zarówno pandemię, jak i związane z nią szkody ekonomiczne, to światowej gospodarce grozi wciąż wiele czynników ryzyka, które nazywam „białymi łabędziami” (ignorowanych, ale przewidywalnych zdarzeń o ogromnym wpływie na rzeczywistość; przez analogię do tzw. teorii czarnego łabędzia, która mówi o ryzyku wynikającym z fałszywego poczucia bezpieczeństwa – przyp. tłum). W sytuacji zbliżających się w USA wyborów prezydenckich, kryzys COVID-19 ustąpi miejsca wznowionym konfliktom między Zachodem a przynajmniej czterema mocarstwami rewizjonistycznymi: Chinami, Rosją, Iranem i Koreą Północną, które wykorzystują już metody asymetrycznej cyberwojny, by osłabiać Stany Zjednoczone od środka. Nieuniknione cyberataki na amerykański proces wyborczy mogą doprowadzić do sporów o wynik głosowania, oskarżeń o „ustawienie” wyborów, a w takiej sytuacji niewykluczone będą wybuchy prawdziwej przemocy i niepokojów społecznych.

Popkiewicz: Pandemia – katastrofa zdrowotna, społeczna i gospodarcza z apokalipsą zombie w tle

W podobnym duchu ostrzegałem już wcześniej, że rynki lekceważą ryzyko wybuchu wojny między Iranem a USA jeszcze w tym roku. Obserwujemy także gwałtowne pogarszanie się  relacji chińsko-amerykańskich – obie strony oskarżają się już wzajemnie o skalę pandemii COVID-19. Obecny kryzys najprawdopodobniej przyspieszy w kolejnych miesiącach i latach toczącą się już bałkanizację globalnej gospodarki oraz stopniowe rozsypywanie się światowego systemu ekonomicznego.

Takie potrójne zagrożenie: nieopanowana pandemia, niewystarczające instrumenty polityki gospodarczej i geopolityczne białe łabędzie – wystarczy, by światowa gospodarka wpadła w długotrwałą recesję, i wywoła niekontrolowaną reakcję łańcuchową na rynkach finansowych. Po 2008 roku zdecydowana (choć spóźniona) reakcja pozwoliła odciągnąć globalną gospodarkę znad krawędzi otchłani. Tym razem możemy nie mieć tyle szczęścia.

**
Nouriel Roubini jest prezesem Roubini Macro Associates i profesorem ekonomii na Stern School of Business w New York University.

Copyright: Project Syndicate, 2020. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać