Kaja Malanowska

Podwójna helisa: historia sławy i grzechu

Otwieram Świąteczną Gazetę Wyborczą i oczom własnym nie mogę uwierzyć, bo zaraz na drugiej stronie czytam, że odkrywcami struktury chemicznej DNA byli James Watson i Francis Crick. Autorka tekstu, pani Margit Kossobudzka, referuje pokrótce sześćdziesiąt lat historii genetyki, nie zdając sobie najwyraźniej sprawy z tego, że dopuszcza się jednocześnie fałszowania przeszłości.

W każdej porządnej encyklopedii można dziś przeczytać, że odkrywcami struktury chemicznej DNA byli James Watson, Francis Crick i Rosalind Franklin. A mimo to większość osób potrafi wymienić tylko dwa pierwsze nazwiska. Dlaczego? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się ponad pół wieku, do momentu, kiedy w 1938 roku młodziutka Rosalind Franklin wbrew woli ojca rozpoczęła naukę w Newnham College, jednej z dwóch szkół Cambridge, które przyjmowały kobiety. Po ukończeniu studiów wyższych Franklin obroniła doktorat i otrzymała stanowisko asystenta w King’s College London. 

Nie były to łatwe czasy dla kobiet naukowców. Panowało powszechne przekonanie, że nauka jest dziedziną przeznaczoną wyłącznie dla mężczyzn, panie zaś mogą grać w niej jedynie poślednią role. Takiego właśnie zdania był najbliższy współpracownik Franklin, Maurice Wilkins. Wilkins nigdy nie traktował poważnie koleżanki z laboratorium. Nie pytał też o pozwolenie i nie miał żadnych skrupułów, pokazując wyniki badań Franklin Jamesowi Watsonowi. Tyle tylko, że właśnie dzięki owym wynikom Watson i Crick mogli opublikować model podwójnej helisy DNA, za który otrzymali później nagrodę Nobla. 

Historia przełomowych naukowych odkryć potrafi wyglądać bardzo różnie. Najbardziej istotne dla świata wynalazki bywały wytworem jednego, twórczego przebłysku genialnego umysłu, albo dziełem zdumiewającego przypadku, który ukazywał nowe perspektywy, najczęściej jednak powstawały dzięki wieloletniej, wytężonej pracy zespołowej. Zdarza się, że naukowcy na całym świecie wiedzą, że wielkie odkrycie jest już bardzo blisko. A splendor z nim związany znajduje się tuż, tuż, na wyciągniecie ręki. Wtedy zaczyna się wyścig z czasem. Wyścig drapieżny i bezwzględny a reguły, jakie nim rządzą nie mają wiele wspólnego z etosem pracy naukowej. Tak właśnie wyglądała historia rozszyfrowania struktury chemicznej DNA.  

W 1953 roku nad problemem budowy DNA pracowało kilka laboratoriów, a w nich wielu wspaniałych badaczy, miedzy innymi laureat nagrody Nobla, Linus Pauling. Watson i Crick doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że rozwiązanie zagadki jest kwestią najbliższych miesięcy. Czas gonił ich nieubłaganie. Gdyby się spóźnili, cała wytężona praca ostatnich lat poszłaby na marne. A byli już tak blisko. Brakowało tylko jednego ogniwa, które dałoby im ostateczną pewność. Tym ostatnim ogniwem okazały się wyniki badań Rosalind Franklin. Watson i Crik przejrzeli je w tajemnicy i nie zawahali się ich wykorzystać, bez wiedzy i zgody autorki. Zdążyli. W kwietniu 1953 roku jako pierwsi opublikowali w „Nature” model cząsteczki zwanej helisą życia.  

Rosalind Franklin odeszła z King’s College London. Zmarła na raka pięć lat później, w wieku zaledwie 37 lat. Nie miała pretensji ani do Wilkinsa, ani do Watsona i Cricka. Powtarzała, że liczy się piękno odkrycia, a nie chwała odkrywcy. I to przekonanie właśnie czyniło z niej wielkiego naukowca.  

Byłoby nieprawdą, gdybym próbowała twierdzić, że Franklin nie została doceniona. Opracowane przez nią widmo DNA również ukazało się w „Nature”. Po opuszczeniu King’s College nadal pracowała i publikowała w najbardziej prestiżowych pismach. Pośmiertnie świat przyznał jej udział w najważniejszym odkryciu biologicznym XX wieku, a dla wszystkich kobiet naukowców stała się symbolem emancypacji i walki o równouprawnienie. A jednak nie dostała nagrody Nobla, która słusznie się jej należała.  

Francis Crick przez wiele lat pracował jako biolog molekularny. Przyznał się do kradzieży intelektualnej i nie ukrywał, że nie opuszczają go wyrzuty sumienia. Zmarł w 2004 roku.  

James Watson kontynuował błyskotliwa karierę naukową do czasu przejścia na emeryturę w 2007 roku. Pozostał jedynym człowiekiem na świecie, który nadal stara się usilnie deprecjonować rolę, jaką odegrała Franklin w odkryciu DNA. W swojej autobiograficznej książce Podwójna spirala: relacja naoczna o wykryciu struktury DNA opisuje nieżyjącą koleżankę w obrzydliwy i pełen pogardy sposób. Cztery lata temu przyjechał do Polski. Wygłosił wykład w Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej. Nie dosłuchałam go do końca. Wyszłam wraz z kilkoma innymi osobami, kiedy zaczął rozwodzić się nad domniemanym autyzmem Franklin.  

Watson był świetnym biologiem molekularnym, ale zyskał sobie również opinię agresywnego seksisty i osoby pozbawionej kręgosłupa moralnego. I tak właśnie myśli o nim dzisiaj większa część społeczności naukowej.  

Od momentu rozszyfrowania struktury podwójnej spirali minęło sześćdziesiąt lat. Kobiety mogą wstępować na wszystkie uniwersytety i studiować bez większych przeszkód te kierunki, które je interesują. Wydaje się też, że nic nie stoi na drodze ich akademickich karier. Mamy równouprawnienie. Czy jednak na pewno? Zmieniło się prawo, ale czy zmienił się nasz sposób myślenia? Fakt, że najbardziej poczytna gazeta w kraju pomija nazwisko Franklin przy wyliczaniu odkrywców DNA, trudno nazwać pomyłką. Chyba, że jest to pomyłka freudowska.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kaja Malanowska
Kaja Malanowska
Pisarka
Z wykształcenia biolożka, napisała doktorat z genetyki bakterii na University of Illinois at Urbana-Champaign. Felietonistka „Krytyki Politycznej”. Zadebiutowała powieścią "Drobne szaleństwa dnia codziennego" (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2010), która przyniosła jej uznanie krytyki i nominację do Gwarancji Kultury – nagrody TVP Kultura. Autorka książek "Imigracje" i "Patrz na mnie Klaro!".
Zamknij