Felieton

Jak wkurzyć Polaka (niekoniecznie katolika)

Jaś Kapela. Fot. FB Jasia Kapeli

Nie chce mi się polemizować z tezami, że to przeze mnie Krytyka Polityczna nie dostaje dotacji, a Polska jeszcze nie jest wegańska. Już wolę odpisywać na wiadomości w stylu: „Co u Ciebie cwelu”, bo mogę się pochwalić, że wszystko dobrze i również zapytać o zdrowie.

Obserwując życie na forach internetowych, łatwo dojść do przekonania, że Polacy to wyjątkowo nerwowy naród. Być może sprzyja temu sama architektura globalnej sieci. Kto nigdy nie przeklinał w głos, widząc komentarz albo artykuł w internecie, niech pierwszy rzuci kamieniem. Nawet mój łagodny jak baranek ojciec, który nie skrzywdziłby nawet muchy i każdego głodnego nakarmił, a spragnionego napoił, zwierzył mi się, że przeglądając internet, ma ochotę co chwilę komentować: „co za bzdury, co za kretyn to napisał”.

Niewątpliwie takiej postawie sprzyja fakt, że zazwyczaj nie widzimy twarzy tego kretyna, a nasza twarz nie znajduje się na wyciągnięcie jego ręki, więc możemy bez większego ryzyka i współczucia napisać mu, co sądzimy o jego idiotycznych opiniach, na które nie powinno być miejsca w gronie ludzi cywilizowanych, za jakich lubimy uchodzić, więc powinien się walić na swój kretyński ryj. Być może w ogóle ludzie wygłaszający takie brednie nie powinni chodzić po ziemi. Jeśli nikt w internecie nigdy nie życzył wam śmierci, nie zastanawiał się, dlaczego matka was nie wyskrobała i nie sugerował, że takich jak wy powinno poddawać się utylizacji, to znaczy, że macie więcej szczęścia ode mnie.

Wirtualne plucie

Chciałbym wierzyć, że po prostu mam pecha, ale niestety nie jestem tutaj wyjątkiem. Nienawistne komentarze są na tyle popularne, że całe sztaby ludzi pracują nad tym, żeby uczynić internet miejscem bardziej bezpiecznym. Zapewne również część z was (zupełnie za darmo i w czasie wolnym) zgłaszała do administracji portali społecznościowych, agresywne, przemocowe i krzywdzące treści.

Spurek: Nikt nie rodzi się przemocowcem

Zapewne nie zawsze z pozytywnym skutkiem. Niestety internet ciągle jest przestrzenią, do której wchodząc, musimy się liczyć z faktem, że ktoś nas opluje, znieważy czy zwymyśla. Średnim pocieszeniem jest, że robi to wyłącznie w przestrzeni wirtualnej. Oczywiście oplucie w realu może być bardziej dotkliwe, ale niekoniecznie. Przeważnie jednak wstyd będzie mniejszy, bo potencjalnie mniej osób to zobaczy. Realistycznie rzecz biorąc, internet jest bardziej niebezpieczny niż większość ulic świata, po których możemy swobodnie się przemieszczać, nie narażając się na chamskie i obraźliwe komentarze. O ile oczywiście nie jesteśmy kobietą, wtedy musimy się – nie tylko w internecie, ale również na ulicach – liczyć z takimi formami „podrywu”.

Generalnie rzecz biorąc, o ile na polskich ulicach robi się coraz bezpieczniej, o tyle na forach internetowych trudno funkcjonować, nie będąc od czasu do czasu obrażanym. Ba, więcej, nie obrażając nikogo. Choć na co dzień jestem raczej sympatyczną osobą, to mam dobre powody, żeby mniemać, że gdzieś tam w przestrzeni internetu roi się od ludzi, którzy czują się osobiście przeze mnie urażeni.

Wiem o tym nie tylko dlatego, że od czasu do czasu piszą do mnie różni młodzi (i całkiem dorośli) mężczyźni (co ciekawe, kobiety jakoś mniej) i wyrażają zdziwienie, że jeszcze mnie nie zajebano, i z troską pytają, czy nie boję się wychodzić z domu.

To oczywiście są przypadki skrajne, powiedziałbym nawet, że psychiatryczne. Bo kto normalny spędza czas na pisaniu do obcych sobie ludzi, życząc im wszystkiego najgorszego? Oczywiście pewnie są i takie osoby, które uważają to za niewinne hobby. Lecz nie bez powodu zwykliśmy je określać osobowościami socjopatycznymi.

Weganizm obraża

Socjopatów wolałbym jednak zostawić psychiatrom, ewentualnie organom ścigania, bo – i bez przejmowania się nimi – mam dość problemów na głowie. Dziś chciałbym się zastanowić, co tak obraża Polaków i Polki, że zrzucają oni z siebie jarzmo kultury i autocenzury i rzucają się na wyobrażonego przeciwnika, aby czym prędzej go pogrążyć ostrym jak brzytwa komentarzem, bezpardonową uwagą czy po prostu celną inwektywą.

Zacząłem się nad tym mechanizmami po raz kolejny zastanawiać, gdyż niedawno udało mi się wywołać małą gównoburzę w szklance mleka sojowego, którego nazwy próbowałem bronić przed zakusami lobby mięsnego. To znaczy chodziło bardziej o wegańskie kotlety, ale mniejsza z tym. Bardziej ciekawe było dla mnie oburzenie, jakie wywołał fakt, że użyłem zwrotu „lobby mięsne sra w gacie ze strachu”.

Unia chce odebrać weganom kiełbaski

Oczywiście już sam weganizm wywołuje agresję wśród osób wszystkożernych. Trudno się dziwić. Gdy mięsożerca spotyka weganina, od razu zaczyna się czuć trochę tak, jakby właśnie kopnął psa, a może nawet poderżnął mu gardło, żeby jego mięso usmażyć rodzince na grillu. A przecież nikt nie lubi czuć się mordercą piesków. Tylko ćpuny są gorzej postrzegani niż weganie, więc nie bardzo mnie dziwi, że nie jestem faworytem opinii publicznej. Mimo wszystko, będąc weganinem, można z czasem przywyknąć do tych kąśliwych uwag, a nawet stworzyć sobie listę zabawnych odpowiedzi na „troskliwe pytania” o to, skąd się bierze białko i czy na bezludnej wyspie bez roślin też by się zwierzęcia nie zjadło.

Pomimo najbujniejszego nawet doświadczenia nie sposób jednak przewidzieć wszystkich ludzkich reakcji. Szczególnie urzekł mnie komentarz pani Małgorzaty: „Jeśli kiedykolwiek zastanawiałam się nad porzuceniem jedzenia mięsa, to taka retoryka skutecznie mnie do tego zniechęca, więc proszę podziękować panu Kapeli za to, że dzięki niemu będzie na świecie o jedną wegetariankę mniej”. Z jednej strony jest to komentarz w rodzaju: na złość babci odmrożę sobie uszy, z drugiej chciałoby się wiedzieć, nad czym się pani zastanawiała, rozmyślając nad porzuceniem jedzenia mięsa, bo raczej nie nad kwestiami etycznymi, skoro gotowa jest tolerować codziennie cierpienie miliardów zwierząt tylko po to, żeby nie mieć nic wspólnego z żenującą, agresywną retoryką Kapeli. Swoją drogą, mięsożercy narzekający na agresywnych wegan to już chyba cała osobna kategoria. „My tylko wspieramy zabijanie, zamęczanie i wykorzystywanie zwierząt, a wy jesteście niemili”.

Weganizm? Czy to jakaś choroba?

Przepraszam, na co dzień staram się nikomu nie przypominać, że jego niesojowy kotlet był wcześniej chcącym żyć zwierzęciem, ale nie wiem, jak to ująć łagodniej, więc pewnie już zawsze będę musiał mierzyć się z zażenowaniem osób, dla których takie twierdzenie kipi agresją.

Kupa trola

Bardziej jednak niż antywegańskie komentarze zdziwiła mnie liczba uwag na temat tego, czy pisanie o „sraniu w gacie” jest godne Krytyki Politycznej. Dawno już nie musiałem się tłumaczyć z używania wulgaryzmów w tekstach i teraz też nie muszę, i w sumie nie zamierzam. Chciałbym tylko przypomnieć, że już Janowi Kochanowskiemu zdarzyło się pisać wersy w rodzaju: „Drożej sram, niźli jadam; złe to obyczaje”. Nie widzę więc powodu, żeby używać języka uboższego, niż to mieli w obyczaju twórcy literackiej polszczyzny.

Biskupi wzywają do przemocy (i przenoszenia chorób drogą płciową)

Generalnie staram się nie przejmować chamskimi i obraźliwymi komentarzami, bo wychodzę z założenia, że jak ktoś nasra mi na trawniku, to on ma problem, a nie ja. A jednak nie da się ukryć, że taka kupa śmierdzi nie tylko jemu, ale również innym przechodniom, więc czasem trudno ją tak po prostu zignorować. Tym bardziej gdy ktoś tą kupą rzuca ci prosto w twarz.

Oprócz ćwiczeń z zen i udawania, że gówno pachnie niczym perfumy Chanel, warto również wiedzieć, jak obrazić kogoś, kto obraża nas. A może nawet czasem praktykować takie ćwiczenia w przypadku co bardziej uporczywych trolli. Osobiście rzadko wdaję się w internetowe dyskusje, bo nie bardzo wierzę w ich sens. Raczej nikogo się do niczego nie przekona, udowadniając mu w kilku żołnierskich słowach, że jest idiotą. Mimo wszystko, nie mając nadziei na rychłe rozwiązanie sprawy przemocy słownej w internecie, można czasem tego rodzaju „dyskusje” traktować jako formę zabawy. Nie da się ukryć, że ludzie są w stanie czerpać pewnego rodzaju przyjemność, widząc, jak inni ludzie gotują się i nie potrafią kontrolować swojej złości.

Nazwijmy rzecz po imieniu: cyberprzemoc jest nielegalna i karalna!

Oczywiście wkurzanie ludzi w internecie nie jest zapewne najbardziej etycznym z możliwych hobby, a jednak mimo wszystko warto wiedzieć, jak to robić, choćby po to, żeby się ustrzec przed strzępieniem swoich i tak już skołatanych przez stresujący tryb życia nerwów. Ostatecznie nie musimy wchodzić w dyskusję z każdym, kto nie ma racji w internecie, a nawet nie powinniśmy tego robić. Dlatego, zanim zdecydujemy się odpowiedzieć na jakiś komentarz, warto się przez chwilę nad tym zastanowić, bo może nie warto. Od pewnego czasu wychodzę z założenia, że prawie nigdy nie warto. Przecież nie będę na poważnie polemizował z opiniami, że mój pracodawca powinien mnie zwolnić, a przynajmniej zabronić mi pisać. Tym bardziej nie chce mi się polemizować z tezami, że to przeze mnie Krytyka Polityczna nie dostaje dotacji, a Polska jeszcze nie jest wegańska. Już wolę odpisywać na wiadomości w stylu: „Co u Ciebie cwelu”, bo mogę się pochwalić, że wszystko dobrze i również zapytać o zdrowie.

C.d.n.

Planowałem teraz opisać kilka łatwych sposobów, jak wkurzyć Polaka i Polkę z Polski, niekoniecznie w Polsce, lecz również za granicą, ale widzę, że już i tak się za bardzo rozpisałem.

Ponieważ jednak wkurzanie Polaków i Polek wychodzi mi całkiem dobrze – można powiedzieć nawet, że mam ku temu naturalny talent, bo wcale jakoś się specjalnie nie staram, ale wystarczy, że piszę, co myślę, np. zacytuję fragment wiersza Michała Kaczyńskiego pt. Warszawa płonie, żeby wywoływać skrajne emocje i bóle dupy – zajmę się tym w kolejnym odcinku. Tymczasem pozdrawiam serdecznie. Co złego, to nie ja. Jak nie chcecie mnie czytać, to nie czytajcie, ale czy naprawdę myślicie, że jak mi napiszecie, że nie przeczytacie, bo to stek bredni i wymiocin, to przestanę pisać? 😉 Jakoś nie sądzę, więc może zamiast się oburzać, warto przyjąć do wiadomości, że najwyraźniej niektórzy lubią stek bredni z wymiocin. Na przykład ja.

Do prawicowego Twittera: To oświeceniowa Europa odbuduje Notre Dame, nie wy

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.