Galopujący Major

Czasy się zmieniają, a Gowin zawsze jest ministrem

Fot. KPRM/flickr.com

Jarosław Gowin serio uważa się za polityka na miarę męża stanu, który służy konserwatywno-liberalnej idei realizowanej przy pomocy rozmaitych partnerów politycznych.

Czasy są takie, że wszelkie przewidywania mogą brać w łeb ledwie po ich spisaniu. Wszystko dlatego, że sytuacja polityczna zmienia się z godziny na godzinę. Nie winiłbym jednak dziennikarzy, których newsy się nie sprawdzają, zwłaszcza że większość newsów zza kulis ogłaszana jest zaledwie jako „scenariusze przez partię rozważane”, czyli scenariusze jedynie potencjalne. A więc takie, które niekoniecznie muszą się sprawdzić, zwłaszcza w czasie chaosu. O ile więc należy być jednocześnie i ostrożnym, i nieco empatycznym w stosunku do tych, którzy informacji zza kulis nam dostarczają, o tyle samemu również można próbować się domyślać, o co tak naprawdę chodzi i o co toczy się gra. Można zastanawiać się np., w co gra Jarosław Gowin.

Opozycja o dymisji Gowina: „Rząd zakiwał się przez głupi upór”

Analizując woltę Gowina trudno nie postawić podstawowych założeń, które w pełni objawiły się nam właśnie w obecnym kryzysie. Po pierwsze, Gowin doskonale zna wszystkie wady i zalety współpracy z Jarosławem Kaczyńskim. Po drugie, Gowin serio uważa się za polityka na miarę męża stanu, który służy konserwatywno-liberalnej idei realizowanej przy pomocy rozmaitych partnerów politycznych.

Wynika z tego dość oczywisty wniosek. Otóż, wbrew pozorom, Gowinowi nie chodzi o stołki, o spółki Skarbu Państwa ani o żadne ministerstwa. Gdyby chciał, miałby to już dawno, przecież właśnie tym kuszone jest obecnie Porozumienie Gowina przez partię PiS, która to partia, rzecz jasna, kumoterstwem i nepotyzmem się tak bardzo brzydzi, że kuzyn Kaczyńskiego pobierał pensję tylko w trzech spółkach Skarbu Państwa jednocześnie. Jarosław Gowin (nie mylić z gowinowcami) nie jest więc łasy na pieniądze i tytuły. Jest – jak każdy polityk – łasy na władzę.

Władza służyć ma wprowadzaniu idei nieliberalnych, czy jak ktoś chce: konserwatywno-liberalnych. W ramach owej idei Gowin używa kolejnych partii niczym wehikułów służących do realizacji własnego planu. Co jednak najważniejsze, w ramach owej neoliberalnej idei Gowin musi być przekonany, że Kaczyński rządzącą większość straci. Albowiem neoliberalizm Gowina, jak każdy neoliberalizm, niejako z definicji zakłada, że przy gospodarczym kryzysie należy ciąć wydatki, a to automatycznie przekłada się na niezadowolenie wyborców. Wszyscy pewnie słyszeliśmy powtarzaną od lat 90. mantrę o „bolesnych, acz koniecznych reformach”, które po prostu oznaczały realizację nie tyle koniecznych, co ideologicznie wybranych reform neoliberalnych. Gowin – jako człowiek tej samej idei – też pewnie wierzy, że państwo nie może się przesadnie zadłużać, że trzeba zacisnąć pasa i że tak właśnie będzie robił rząd Mateusza Morawieckiego. A to oznacza, że wehikuł Zjednoczonej Prawicy zaczyna jego zdaniem tonąć. Dodatkowo, jeśli w latach największej koniunktury, przy gigantycznym transferze socjalnym w postaci 500+ na pierwsze dziecko, koalicja prawicowa nie powiększyła stanu posiadania ani o jednego posła w stosunku do wyborów poprzednich, to Gowin całkiem racjonalnie może uznać, że Zjednoczona Prawica dotarła do sufitu i wyżej już nie urośnie.

Karnowski: Jarosław Gowin może doprowadzić do tego, że opozycja pójdzie po rozum do głowy

W buncie Gowina sam pomysł majowych wyborów wydaje się więc tylko pretekstem. Wszyscy przecież, łącznie z Gowinem, wiemy, że Kaczyński mu tego nie podaruje i na listy wyborcze przy kolejnych wyborach nie wpuści. Trzeba więc poszukać innego wehikułu do wdrażania ukochanych idei. Jakiego?

Najlepszym wyborem wydaje się PSL. Po pierwsze, Władysław Kosiniak-Kamysz ma dość podobne poglądy. Po drugie, wpuścił już kukizowców, więc szlak jest przetarty. Po trzecie, PSL nadal nie ma popularnych kandydatów w miastach. Po czwarte, być może zaczął się proces dekompozycji PO i Gowin z PSL będą chcieli odebrać im wyborców chadeckich. Wreszcie po piąte, o ile sojusz PiS-PO jest niemożliwy, a koalicja PO-PSL-Lewica-Hołownia-Konfederacja raczej trudna do wyobrażenia, o tyle PiS mający mniejszość w przyszłym Sejmie spokojnie może wejść w koalicję z PSL. W celu ratowania demokratycznej stabilizacji, rzecz jasna. A wówczas Gowin znowu zostanie ministrem, albowiem parafrazując Franza Maurera: czasy się zmieniają, a pan, panie Gowin, zawsze ministrem.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij