Historia

Pod czerwonym znakiem. Kazimierz Pużak wobec rewolucji rosyjskiej

Po tym jak rewolucja lutowa uwolniła Kazimierza Pużaka z twierdzy szlisellburskiej, spędził on w Rosji jeszcze półtora roku. Czy faktycznie bardziej niż rewolucja w Rosji interesowała go niepodległość Polski?

Kazimierz Pużak jest jedną z najważniejszych postaci w historii polskiego ruchu socjalistycznego. Sekretarz generalny Polskiej Partii Socjalistycznej w dwudziestoleciu międzywojennym, przywódca podziemnej PPS-WRN w okresie okupacji hitlerowskiej, przewodniczący Rady Jedności Narodowej – parlamentu Polskiego Państwa Podziemnego, skazany w procesie 16 przywódców Polski podziemnej w Moskwie w 1945 roku, a po powrocie do kraju aresztowany przez UB i zamęczony w więzieniu w roku 1950. Jakiekolwiek wzmianki o Kazimierzu Pużaku najłatwiej znaleźć dziś na prawicowych stronach internetowych, gdzie przedstawia się go jako niemal „żołnierza wyklętego”. Jest to niewątpliwa krzywda wyrządzona pamięci człowieka, który całe życie poświęcił sprawie demokratycznego socjalizmu i zapłacił za to najwyższą cenę.

W Szlisselburgu

Na wieść o wybuchu rewolucji 1905 roku Kazimierz Pużak przedostał się z Galicji do Kongresówki i zajął organizacją struktur PPS. W 1911 roku podczas nielegalnego pobytu w Łodzi został aresztowany i po dwuletnim procesie skazany na 8 lat ciężkiego więzienia, a następnie dożywotnie przymusowe osiedlenie na Syberii. Jak zauważył obrońca Pużaka na jego procesie w 1948 roku, carski sąd „obliczył równe 8 lat katorgi za 8 lat pracy w szeregach PPS”.

W 1915 roku Pużaka przeniesiono do twierdzy w Szlisselburgu, skąd uwolniła go w 1917 roku rewolucja lutowa. W późniejszym artykule wspomnieniowym tak opisywał swoje więzienie: „Mała wysepka, wepchnięta w widły Newy i przyparta do bezbrzeżnych i wiecznie burzliwych wód jeziora Ładoga, dawała dostateczne zabezpieczenie przed każdym pomysłem ucieczki, a starożytne mury twierdzy, zbudowanej ongiś przez Nowogrodzian, twierdzy przypominającej raczej grobowiec, każdą myśl o ucieczce udaremniały”.

Do kilkuset odizolowanych od świata więźniów z trudem napływały wieści o klęskach wojennych Rosji i rewolucyjnym wrzeniu. Moment uwolnienia był zupełnym zaskoczeniem. Pużak tak go opisał:

[…] czekało na nas kilkuset robotników, którzy nas literalnie na rękach zanieśli na drugi brzeg Newy, gdzie zgromadzone nieprzeliczone tłumy powitały nas głośnym „hurra”. Uformował się pochód. My na przedzie. Każdy z nas starał się dowiedzieć, co zaszło. Chaotyczne wiadomości i dość niepewne zbiegały się w jednym. W Petersburgu rewolucja, walka jeszcze wre (…). Choć zrywa się zamieć i tumany śniegu zakrywają nam okropną przeszłość – to jednak widzimy dokładnie ponure kontury twierdzy. W kurzawie śnieżycy niknie co chwila ten widomy pomnik zemsty carskiej, zalewa go potężna pieśń goryczy i gniewu ludowego. Przeciw niemu wymierzona jest oto ta straszna moc tysięcy, jeszcze przed godziną wydziedziczonych – teraz zaś wolnych i do walki o wolność powstających. (…) Nad nami dumnie łopoce jeden, jedyny w tym tłumnym orszaku – czerwony znak.

Przyjaciel bolszewików

Po uwolnieniu ze Szlisselburga Pużak spędził w Rosji jeszcze ponad półtora roku. Ten okres w jego życiu sprawia pewien problem autorom biogramów Pużaka. Nawet autor jego książkowej biografii Marcin Panecki (Kazimierz Pużak (1883–1950). Biografia polityczna, Warszawa 2010), starający się zwykle pisać z pewnym dystansem, czuje się zobowiązany, żeby zacząć od stwierdzenia: „Rewolucja lutowa nie wzbudziła u Pużaka entuzjazmu. O wiele bardziej niż realizacja idei socjalistycznych w Rosji interesowała go kwestia niepodległości Polski”. Za tymi zdaniami kryje się wątpliwość – co właściwie miałby robić polski patriota w ogarniętej rewolucją Rosji, która wkrótce miała zacząć przypominać piekło na ziemi? To przykład myślenia wyrwanego z kontekstu historycznego. Pużak miał świeżo w pamięci najcięższe rosyjskie więzienie, wyniósł stamtąd dobre kontakty z rosyjskimi rewolucjonistami – eserowcami, mienszewikami i bolszewikami. Nie miał cienia powodu, żeby czuć jakąkolwiek sympatię do kontrrewolucjonistów walczących o przywrócenie caratu, to rewolucjoniści byli dla niego naturalnymi sojusznikami i towarzyszami walki. A „czerwony terror” miał się rozkręcić dopiero w końcówce jego pobytu w Rosji, w drugiej połowie 1918 r.

Kto dziś ma odwagę Lenina (i dlaczego właśnie prawica)?

Pużak po wyjściu z więzienia nie miał szans na powrót do Polski znajdującej się za linią frontu, pod niemiecką okupacją. Zajął się więc tym, co potrafił najlepiej, pracą organizacyjną – nawiązał kontakt z petersburską grupą Polskiej Partii Socjalistycznej, został członkiem CKW PPS w Rosji oraz redaktorem socjalistycznego „Głosu Robotnika i Żołnierza”, po czym zajął się organizacją komórek PPS wśród przebywających w Rosji Polaków.

Pużak stał na stanowisku odrębności organizacyjnej polskiej lewicy w Rosji, w czym różnił się od działaczy PPS-Lewicy i zwłaszcza SDKPiL bezpośrednio włączających się w struktury rewolucji rosyjskiej. Stosunki z SDKPiL miał zresztą niedobre, wspominał później szkodliwą dla PPS aktywność „esdeków”. Z drugiej strony pozytywnie odnosił się do bolszewików, zapewne z powodu ich sprawnej organizacji kontrastującej z rewolucyjnym chaosem, ale także ze względu na konsekwentnie głoszone przez nich hasło prawa narodów do samostanowienia, co różniło ich od dwuznacznego stanowiska innych partii rosyjskich. Wzywał polskich socjalistów do głosowania na kandydatów bolszewickich w wyborach do Konstytuanty. W listopadzie 1917 r. konferencja PPS udzieliła poparcia bolszewickiemu przewrotowi, co stworzyło dla Pużaka możliwość utrzymywania dobrych relacji z nową władzą rewolucyjną. Przyjął funkcję naczelnika Wydziału Prawno-Politycznego w Komisariacie do Spraw Polskich – strukturze administracyjnej formalnie podległej Stalinowi, a zdominowanej przez członków SDKPiL oraz PPS-Lewicy.

Na konferencji PPS w lutym 1918 r. Pużak dowodził, że obowiązkiem polskich socjalistów w Rosji jest popieranie rewolucji, jednak uzasadnienie brzmiało cokolwiek dwuznacznie – stwierdził, że rewolucja nie znosi obojętności, a kto nie jest jej przyjacielem, staje się jej wrogiem.

Pomoc rodakom na Wschodzie

Z upływem czasu Pużak stopniowo dystansował się od bolszewików wykorzystując swoją pozycję do wspierania Polaków próbujących wydostać się z Rosji. Szczególnie zaangażował się w pomoc dla byłych żołnierzy II Brygady Legionów gen. Hallera po jej przejściu na drugą stronę frontu. W tym celu wyposażał Polaków w specjalne dokumenty, co sam tak opisuje: „Tę sprawę załatwiało się prosto aż do śmieszności. Mandat delegacyjny opiewał, że okaziciel z ramienia PPS jedzie tam i tam – po czym figurowała ogromna pieczęć Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS w Rosji po polsku i po rosyjsku w otoku. Ten prawdziwy hieroglif otwierał wszędzie drogę i dostęp do wszelkich instytucji sowieckich. Wielu nie rozumiało napisu, ale będąc władzą, nie przyznawało się do tego. A wielu po prostu nie fatygowało się czytać, gdyż sama wielkość «pieczati» – budziła respekt”.

Na konferencji PPS w lutym 1918 r. Pużak dowodził, że obowiązkiem polskich socjalistów w Rosji jest popieranie rewolucji.

Pużak pilotował też w Rosji emisariuszy przysyłanych z kraju – z Polskiej Organizacji Wojskowej i PPS. Wśród nich byli późniejszy generał Tokarzewski oraz adiutant Piłsudskiego Wieniawa-Długoszowski, w sprawie których, po zatrzymaniu przez Czeka, Pużak skutecznie interweniował u Dzierżyńskiego. Najciekawszym przypadkiem była wizyta Tadeusza Hołówko, skierowanego do Rosji przez Piłsudskiego w celu podjęcia działań na rzecz sformowania polskich jednostek wojskowych. Pużak był sceptyczny, bo w tym czasie władze sowieckie przystąpiły już do likwidowania istniejących wcześniej jednostek polskich, a atmosfera wokół Polaków stopniowo się pogarszała. Tym niemniej wprowadził Hołówkę do Lenina, który wyraził ogólną życzliwość, oraz do Trockiego, który zgłosił kategoryczne weto: „Trocki nie zgadza się na tworzenie odrębnych wojskowych jednostek narodowościowych. Na zapytanie, dlaczego istnieją łotewskie oddziały wojskowe – odpowiedział, że wynika to z zaufania, jakie ma do Łotyszów; do Polaków tego zaufania nie ma. Na tym audiencja się skończyła”.

W końcu sierpnia 1918 r., wobec pogarszającej się sytuacji w Rosji ogarniętej wojna domową i czerwonym terrorem, Pużak zwołał ostatnią konferencję PPS w Rosji. Podjęto uchwałę likwidującą organizację i nakazującą wszystkim członkom powrót do kraju. Również Pużak opuścił Moskwę i w październiku 1918 r. dotarł do Warszawy.

Od rewolucji do demokracji

Natychmiast po powrocie Kazimierz Pużak rzucił się w wir aktywności w ramach warszawskiej organizacji PPS. Skupił wokół siebie najbardziej radykalnych, lewicowych działaczy PPS. Ultralewicowość jego poglądów sprawiała, że bardziej umiarkowani działacze traktowali Pużaka z dużą nieufnością. To radykalne nastawienie Pużaka potwierdza moim zdaniem tezę, że jego wcześniejsza współpraca z bolszewikami nie była tylko taktyczną gra pozorów obliczona na realizację polskich interesów w zrewoltowanej Rosji, ale wynikała z jego ówczesnego głębokiego przekonania o słuszności rewolucyjnej drogi do socjalizmu.

Na konferencji warszawskiej PPS w grudniu 1918 r. Pużak stwierdził, że rząd ludowy powinien niezwłocznie przystąpić do tworzenia fundamentów rewolucji przez zwalczanie burżuazji i ogłoszenie dyktatury robotniczo-chłopskiej. Dalej mówił: „Rady Robotnicze powinny być tworzone, aby przygotować aparat, który przejmie w swoje ręce aparat państwowy. Rada Robotnicza winna wiedzieć, że rząd ludowy jest uosobieniem woli ludu pracującego i dlatego winna ponosić odpowiedzialność wraz z rządem. Rada Robotnicza powinna być przedłużeniem ramienia części socjalistycznej rządu ludowego”.

Podczas XV zjazdu PPS w końcu 1918 r, Pużak występował jako jeden z czołowych przedstawicieli lewego skrzydła partii. Obwiniał rząd, że nie prowadzi dostatecznie radykalnej polityki, co było o tyle paradoksalne, że pełnił w tymże rządzie premiera Moraczewskiego funkcję sekretarza generalnego Ministerstwa Poczt i Telegrafów. Mówił: „My rządzimy Polską, ale nie urządzamy jej po swojemu”. Pod m.in. jego wpływem zjazd przyjął uchwałę zatwierdzająca udział partii w wyborach do sejmu, ale z zastrzeżeniem, że nie przesądza to „przyszłych form walki o urzeczywistnienie programu socjalistycznego”.

Rewolucja rosyjska, czyli modernizacja, misja i przemoc

W okresie 1919–1920 Pużak stopniowo oddalał się od PPS-owskiej lewicy. Chociaż wybrano go do kierownictwa warszawskiej Rady Delegatów Robotniczych, był przeciwny traktowaniu rad jako systemu władzy alternatywnego dla demokracji parlamentarnej. Na kongresie PPS w kwietniu 1919 r. stwierdził, że PPS nie ma wspólnego języka ani z burżuazją w sejmie, ani z komunistami w radach, ale rady nie mogą zastąpić parlamentu. „Działalność komunistów opierająca się na negacji form państwowych, demokratycznych, przynosi ogromną szkodę” – mówił Pużak.

W styczniu 1919 r. Pużak został wybrany z listy PPS do sejmu ustawodawczego i od pory był posłem aż do końca polskiego demokratycznego parlamentaryzmu w roku 1935. Aktywność w parlamencie miała niewątpliwy wpływ na ewolucję poglądów Pużaka w kierunku zaakceptowania demokracji parlamentarnej, a odrzucenia idei rewolucji i dyktatury proletariatu. Przekonał się, że jako poseł może realnie wpływać na sytuację mas robotniczych, np. w szczególnie interesującej go kwestii ochrony lokatorów. Z ramienia sejmu przeprowadził kontrolę warunków pobytu w więzieniach, a sporządzone przez niego sprawozdanie było tak radykalne, że w 1920 roku wydano je w Moskwie (z pominięciem nazwiska autora i końcowych rekomendacji) pod tytułem Z kaźni polskich.

Rok 1920, czyli państwo nie tylko teoretyczne

Ewolucję poglądów Pużaka trzeba widzieć w szerszym kontekście, bo początek niepodległości był czasem nowego definiowania swoich poglądów przez wielu ludzi lewicy. Niektórzy, jak Piłsudski, ostatecznie wysiedli wówczas z „czerwonego tramwaju”. Radykałowie opowiedzieli się po stronie odrzucającej polską państwowość Komunistycznej Partii Polski. W 1919 r., jak i w latach późniejszych, grupy działaczy PPS przechodziły do KPP. Zdarzał się jednak też ruch w drugą stronę, np. w 1918 r. łódzka organizacja PPS Lewicy dołączyła niemal w całości do PPS.

Na poglądy Pużaka, oprócz wspomnianej wyżej aktywności parlamentarnej, niewątpliwy wpływ miała w tym czasie bardzo bliska współpraca z działaczami PPS znanymi z demokratycznych poglądów – Tomaszem Arciszewskim i Feliksem Perlem. W sejmie współpracował też z doświadczonymi parlamentarzystami socjalistycznymi z Galicji, z Ignacym Daszyńskim na czele. Wreszcie wojna polsko-bolszewicka 1920 r. pokazała zagrożenia wynikające z rewolucyjnej negacji polskich instytucji państwowych. Pużak zajmował się wtedy organizacją werbunku ochotników do polskiej armii, a w szczytowym okresie ofensywy Armii Czerwonej był zastępcą przewodniczącego Robotniczego Komitetu Obrony Warszawy. Po zwycięstwie nad bolszewikami został oddelegowany do badania przypadków kolaboracji członków PPS z sowieckimi władzami okupacyjnymi.

Świt nowej Polski

W lipcu 1921 r. odbył się kongres PPS, podczas którego Pużak został wybrany w składy Rady Naczelnej oraz Centralnego Komitetu Wykonawczego, w którym został sekretarzem generalnym. Funkcje te pełnił do 1939 r., wybierany na wszystkich kolejnych kongresach. W późniejszym okresie należał do demokratycznego skrzydła partii, które przewidywało możliwość realizacji programu socjalistycznego wyłącznie w warunkach demokracji parlamentarnej, odrzucając perspektywę rewolucyjnej walki bezpośredniej i choćby przejściowego ustanowienia dyktatury proletariatu.

***

21 listopada, we wtorek, o godz. 18.00 zapraszamy do siedziby Krytyki Politycznej w Warszawie (ul. Foksal 16, II p.) na spotkanie: Utopia, modernizacja, terror – 100 lat po Październiku 1917. Na marginesie Rewolucji rosyjskiej Sheili Fitzpatrick o rewolucji dyskutować będą: Adam Leszczyński, Paweł Kowal, Anna Sosnowska i Adrian Zandberg. Spotkanie poprowadzi Michał Sutowski.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Czy sam Pużak bez rewolucji nie mógłby być symbolem polskiej lewicy ?

Tomasz Borkowski

Pużak jest symbolem polskiej lewicy, podobnie jak Waryński i Okrzeja, Limanowski i Daszyński, Ciołkosz i Zaremba. Każda okazja jest dobra, żeby przypomnieć Pużaka, również setna rocznica wydarzeń, w których brał udział i które były istotnym etapem kształtowania się jego poglądów.

Właśnie ten kontekst mi się nie podoba i rocznica - zważywszy jak zginął Pużak to chyba jego los jest takim smutnym podsumowaniem stosunku polskiej lewicy wobec rewolucji i ZSRR. Stosunek PPS w okresie międzywojennym był złożony jak można się dowiedzieć z łam Robotnika - natomiast to były dylematy i pytania okresu międzywojennego, które okres PRL-u, stalinizm po prostu przekreślił.

Tomasz Borkowski

Patrząc z dzisiejszej perspektywy nie sposób się z tą opinią nie zgodzić, ale złożony stosunek lewicy (w mniejszym stopniu polskiej, zdecydowanie bardziej zachodnioeuropejskiej) do ZSRR i rewolucji rosyjskiej był faktem historycznym. Wynikał on z pochodzenia bolszewików ze wspólnego, socjaldemokratycznego korzenia, a także ze złudnego przekonania, że ustrój społeczno-gospodarczy ZSRR, chociaż nie będący wymarzonym socjalizmem, może być jakąś formą przejściową miedzy kapitalizmem a socjalizmem. Te złudzenia stopniowo (zwłaszcza od czasu procesów moskiewskich) traciły racę bytu. Moim zdaniem historię warto badać i wyciągać z niej wnioski, bo przemilczenia mogą otwierać drogę legendom czy wręcz fałszom, przed którymi bez rzetelnej wiedzy trudno byłoby się bronić.

Tylko te badania i oceny są akurat w Polsce zbędne, to raczej Krytyka Polityczna na nowo obudziła fascynację rewolucją, Leninem, pojawiły się teksty zachodnich autorów, które z polskiej perspektywy są często na pograniczu relatywizmu, taki Dawid Irving na lewicy, krach gospodarczy przeżyliśmy na własnej skórze, koniec ZSRR pamiętamy. To nie jest tak, że droga jaką polskiej lewicy wyznaczył Aleksander Kwaśniewski się zmieniła, nie dalej jest ta sama zachodnia socjaldemokracja - a, że wykonanie było takie sobie, a potem już złe, no było i co z tego ?

Tomasz Borkowski

Rzetelne badania historii są niezbędne, bo ich brak otwiera pole dla niezdrowej fascynacji leninizmem z jednej strony, a potępianiem przez prawicę całej lewicowej tradycji jako komunistycznej - z drugiej strony. Brak świadomości historii polskiej lewicy zaowocował zawłaszczeniem jej tradycji przez byłych komunistów. "Droga, którą polskiej lewicy wyznaczył Aleksander Kwaśniewski...", to dla mnie karykatura lewicy - spadkobiercy PZPR przebrani za socjaldemokratów realizowali program neoliberalny. Prawdziwa socjaldemokracja w Polsce przestała istnieć 69 lat temu wraz z procesem Pużaka i towarzyszy, próba odbudowy PPS 30 lat temu się nie powiodła, niedobitki wylądowały jako przybudówka postkomunistów. Teraz Partia Razem ma szansę na odtworzenie autentycznego ruchu socjalistycznego, jeżeli uda się im nie wpaść w objęcia SLD. Warto znać historię również dlatego, żeby nie popełniać błędów przeszłości.

Mógłby być ktokolwiek. Można sobie wybrać Pużaka, można Ściegiennego, a można i Towiańskiego, właściwie dlaczego nie. Tylko czemu miałyby służyć takie wymyślane przy biurku "tradycje"?