Czytaj dalej

Akceptacja przemocy, samotność, antysemityzm. Brykczyński z Nagrodą Historyczną „Polityki”

Wydana przez Krytykę Polityczna książka Pawła Brykczyńskiego „Gotowi na przemoc” wyróżniona została Nagrodą Historyczną „Polityki” za najlepszy debiut. Autorowi gratulujemy, a was zapraszamy do lektury laudacji wygłoszonej przez prof. Włodzimierza Borodzieja.

I

Jeden z zaufanych ludzi Piłsudskiego donosił w lutym 1919 roku z Paryża „że Dmowski chce się stać tutaj bardziej lewym od nas”. Niesłusznie zapomniany społecznik i socjalista, prywatnie szwagier Marii Curie-Skłodowskiej, czyli Kazimierz Dłuski pisał w tym samym czasie do naczelnika państwa: „Dmowski głosi już bardzo wyraźnie konieczność szerokiej reformy agrarnej, reform społecznych etc.”.

O Narutowiczu, kompromisach i nienawiści

czytaj także

Dlaczego zaczynam laudatio na cześć Pawła Brykczyńskiego od dwóch pism, niemal cztery lata wcześniejszych od zabójstwa Gabriela Narutowicza? Bo ta książka opowiada nam o alternatywnych historiach II RP.

II

Pierwsze 100 stron ładnie opowiada o rzeczach mniej więcej znanych, tyle że Jerzy Kawalerowicz opowiedział tę historię językiem filmu (Śmierć prezydenta z roku 1977) bardziej plastycznie. No i jest tylko dwustronicowa wzmianka, w której brakuje wczucia się w klimat sceny, kiedy Ignacy Daszyński, „weteran parlamentu wiedeńskiego” gasi w „fascynującym przemówieniu” zapędy dyktatorskie przyszłych sanatorów, pułkowników i ministrów. Mają w oczach żądzę odwetu. On wie, że to droga donikąd.

III

A potem książka zaczyna wciągać. Opowiada bowiem, po pierwsze, o akceptacji przemocy. Do zabijania przeciwnika politycznego włącznie. O wahaniu Piłsudskiego, by ten środek stosować. Dojrzeje do takiego rozwiązania – jak wiemy – 3,5 roku później.

Po drugie, o koncepcji państwa narodowego, w którym dla mniejszości narodowych mało jest miejsca – wbrew konstytucji, układom międzynarodowym i ustawom. Obywatele I i II kategorii stają się normą, nie wyjątkiem.

Po trzecie, i tu oddalamy się do archeologii: opowiada o naszym spaczonym pojęciu grudnia 1922 roku. Dotąd wierzyliśmy, że endecja rozpętała demony, nad którymi nie potrafiła zapanować. Wiedząc o nastrojach oficerów legionowych, wycofała się z pozycji samobójczej. Pamiętaliśmy cytat z tekstu subtelnego znawcy literatury prowansalskiej Stanisława Strońskiego Ciszej nad tą trumną. Odczytywaliśmy tytuł jako publiczne przyznanie się do winy.

Książka naszego laureata skłoniła mnie do lektury oryginału. Inny niesłusznie zapomniany socjalista – Adam Pragier – napisał, jakoby Stroński przyznał wiele lat później, że podjudzanie ulicy warszawskiej między wyborem Narutowicza a jego zamordowaniem było najcięższym błędem w jego długim życiu politycznym. Być może.

Z artykułu Ciszej nad tą trumną to nie wynika. Stroński okazuje się symetrystą: no może nie wszystko było w porządku, straszna sprawa, ale przecież teraz to lewica judzi… Jakieś chrześcijańskie przyznanie się do winy? Nie ma mowy. Morderca powtarza potem przed sądem wszelkie argumenty, jakie wyczytał w prasie narodowo-demokratycznej. Prawica, nie anonimowe dewotki, szybko go rehabilituje. To skrytobójca jest właściwą ofiarą zamachu: działał w słusznej sprawie, choć wybrał niefortunny środek.

Tuwim szlochał spazmatycznie [śmierć Narutowicza]

czytaj także

Po czwarte, nasz autor przypomina, jak bardzo samotny był w Polsce – cztery lata po odzyskaniu niepodległości! – jej pierwszy prezydent: nie znał pojęcia „parcia na szkło”, był w swoim właściwym zawodzie fachowcem. Ponadto liberałem i masonem – doprawdy trudno o gorszą kombinację.

Po piąte, i tu wracamy do początku: ta książka, opublikowana tuż przed hucznymi obchodami 100-lecia niepodległości, traktuje o dwóch równie fundamentalnych co wstydliwych problemach Rzeczypospolitej. Pierwsza to kwestia agrarna: ponad 2 miliony chłopów, czyli z rodzinami jakieś 10 milionów obywateli jest wykluczonych z rynku. Jeśli ma się gospodarstwo mniejsze niż 5 hektarów, nie ma czego na rynku sprzedawać. Za to 19 tysięcy rodzin włada majątkami ponad 100 hektarowymi.

Prawda o zamordowaniu prezydenta RP (UJAWNIAMY)

Druga rzecz, antysemityzm. Inny z naszych nominowanych autorów – Grzegorz Krzywiec – opisał to tak szczegółowo, jak nikt przed nim: pojawienie się w czasie rewolucji 1905 roku Żydów na scenie publicznej – nie jako bankierów czy sklepikarzy, lecz jako siły potencjalnie sprawczej, bo masowej i zorganizowanej – to szok dla polskiej inteligencji. Krzywiec pokazał, jak wynikła stąd „panika moralna” przysłużyła się radykalizacji i popularności narodowej demokracji. Wyciągnęła ona z tego doświadczenia wnioski strategiczne: nowoczesna prawica zbudowała swój projekt narodowy i społeczny jako program antysemicki.

I tu dochodzimy do kluczowego elementu narracji. Jak wiadomo, Narutowicz wybrany został losami lewicy, mniejszości narodowych i drugiego co do wielkości klubu parlamentarnego, czyli wcale nie lewicowego PSL „Piast”. Chłopi po prostu nie mogli głosować na Maurycego Zamoyskiego, jednego z największych obszarników w Polsce, przy którym z uporem godnym lepszej sprawy upierała się prawica. Dlatego głosowali na kompletnie im obcego liberała i masona.

Marszałek Sejmu i poseł „Piasta” Maciej Rataj dzień po wyborze prezydenta postawił liderom narodowej demokracji następujące pytanie: „Są dwie możliwości (…) Albo pchniecie PSL do spółki z mniejszościami, by wygrać atut antysemicki, a w takim razie PSL na wasze hasła antysemickie wysunie program skrajnie radykalny (brać zaraz ziemie!). I pobije was, bo chłop nie będzie pytać, czy ziemię daje Żyd, czy katolik”.

Ciąg dalszy znamy.

Idee zamachowca po latach zwyciężyły – 95. rocznica zabójstwa Prezydenta RP

Wielką zasługą autora tej świetnie napisanej książki jest ułożenie skądinąd znanych klocków w innych ciągach logicznych. Powstało coś oryginalnego, co dziś staramy się uhonorować.

***

Tekst wygłoszony w trakcie ceremonii wręczenie Nagród Historycznych „Polityki”, 8 maja 2018 roku. Autorowi dziękujemy za możliwość publikacji. Tytuł od redakcji.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.