UE

#Zostańwdomu – jeśli go masz. Dobre rady nie dla uchodźców

Fot. Moria White Helmets

Tłok, brak wody i opieki zdrowotnej – koronawirus w obozach dla uchodźców to przepis na katastrofę humanitarną. W takich warunkach zalecenia, jak uchronić się przed zakażeniem, brzmią jak ponury żart.


Unikaj zatłoczonych miejsc

Raed Alobeed ma 47 lat, w rodzinnej Syrii pracował jako doradca w firmach paliwowych. W Morii mieszka od grudnia. Działa tu w dwóch oddolnych organizacjach: Moria White Helmets Team i Moria Corona Awareness Team. To grupy tworzone przez uchodźców różnej narodowości, które w miarę możliwości zajmują się przygotowywaniem mieszkańców obozu na walkę z koronawirusem.

– Mówimy ludziom, co oznacza COVID-19 i jak w tych warunkach możemy się chronić przed wirusem. Pomagamy także tym, którzy z powodu braku miejsca zmuszeni są mieszkać w namiotach poza obozem – mówi mi Raed. Kiedy rozmawiamy, na Lesbos akurat pada deszcz.

Childrens of refugees send the massages to the world from Moria Camp in lesvos island…!!The photogtrafes made by Muhannad AL Mandil….

Opublikowany przez Moria White Helmets Niedziela, 5 kwietnia 2020

Obóz Moria na greckiej wyspie Lesbos to ponad 20 tysięcy mieszkańców ściśniętych na przestrzeni przewidzianej na trzy tysiące osób. Jeden kran z zimną wodą przypada tam na setki ludzi, namioty stoją od siebie w odległości jednego metra. Do tego dochodzą śmieci, wadliwa kanalizacja i brak wystarczającej ilości jedzenia. W takich warunkach rozprzestrzenianie się koronawirusa będzie nie do zatrzymania, a na wyspie pojawiły się już pierwsze zakażenia. Sytuacja pogarsza się też w innych miejscach – początkiem kwietnia kwarantanną objęto dwa obozy w kontynentalnej Grecji.

Z powodu obaw przed zakażeniem oraz licznych ataków na organizacje pozarządowe ze strony miejscowej ludności i faszyzujących grup, na wyspie pozostało już bardzo niewiele działaczy organizacji pomocowych. Co gorsza, na walkę z wirusem nieprzygotowany jest też jedyny na wyspie szpital, który zajmuje się tylko doraźną pomocą.

– Na wypadek koronawirusa personel przygotował zaledwie sześć łóżek dla ponad stu tysięcy osób mieszkających na Lesbos. Jeśli epidemia wybuchnie w Morii, uchodźcy nie będą poddawani leczeniu – komentuje Sonia Nandzik, współzałożycielka ReFOCUS Media Labs, która zajmuje się edukacją medialną uchodźców.

Zapomniane Lesbos. Uchodźcy w czasach koronawirusa

czytaj także

Kluczowe jest teraz rozmieszczenie uchodźców w taki sposób, żeby mieli chociaż cień szansy w walce z wirusem. Na kontynencie znajdzie się jeszcze miejsce, ale nikt nie chce poruszać tego tematu w obawie, że osoby sprowadzane z Morii mogłyby być zakażone.

– Według logiki greckiego rządu lepiej nie ryzykować – mówi Nandzik i dodaje: – Grecji pomoc należała się już dawno. Pomysły władz na radzenie sobie z tzw. kryzysem migracyjnym są irracjonalne, ale kraj jest w tej sytuacji sparaliżowany. Odpowiedzialność Unii Europejskiej powinna być zdecydowanie większa niż to, co zaoferowała do tej pory. Istniały przecież programy relokacji, których ostatecznie nie zrealizowano.

Skutki tych decyzji widzimy dziś jeszcze wyraźniej.

Przebywaj w sterylnych pomieszczeniach

Zaatari, największy obóz dla syryjskich uchodźców na Bliskim Wschodzie, do niedawna funkcjonował jak miasto. Ma szkoły, domy kultury, meczety i główną ulicę handlowo-usługową, nazwaną przekornie Champs-Élysées. Ale nawet ona świeci dziś pustkami. Na zdjęciach, które wysyła mi dr Yaroup Al-Ajlouni, prezes jordańskiej organizacji pomocowej JHAS, widać tylko kontenery mieszkalne i puste, pustynne drogi. Ani jednego człowieka. Ponad 80 tysięcy mieszkańców obozu jest dziś zamkniętych w swoich domach od rana do nocy.

Podobnie jak w całej Jordanii, w obozach obowiązują ścisłe ograniczenia przemieszczania się. Wychodzić może jeden przedstawiciel rodziny, żeby odebrać żywność dla siebie i pozostałych członków. Organizacje pozarządowe dostarczają lekarstwa i środki ochronne bezpośrednio do kontenerów mieszkalnych.

W Zaatari nie wykryto dotąd żadnego przypadku zachorowania na COVID-19. Wiemy to jednak tylko na podstawie opinii działających na miejscu lekarzy. Jeszcze do niedawna na cały kraj, czyli 10 milionów osób, było jedynie cztery tysiące testów na koronawirusa. Co więcej, pozwolenie na ich wykonywanie ma jedynie Ministerstwo Zdrowia. Żadne organizacje pomocowe nie mają do tego prawa.

Obóz-miasto, i tak na co dzień odcięty od świata, dodatkowo zaostrzył kontrolę przepływu ludzi. Teraz działa trochę jak forteca na środku pustyni. – Szanse na to, że wirus przeniknie z zewnątrz, są nikłe – stwierdza prezes JHAS. O ile oczywiście ktoś z mieszkańców nie okaże się nosicielem.

Dbaj o odporność organizmu i odpowiednią dietę

Znacznie gorzej mają się nieformalne obozowiska, do których trafia większość syryjskich uchodźców po przekroczeniu granicy Jordanii. Działania pomocowe prowadzi w nich m.in. Polska Misja Medyczna. Tak przynajmniej było, dopóki nie wprowadzono obostrzeń, które zabroniły funkcjonowania klinik mobilnych. Pozwolenia nie wydano, ponieważ organizacja nie świadczy usług bezpośrednio ratujących życie. Okazuje się, że wobec epidemii nie ma znaczenia zapewniana przez nią opieka lekarska ani dystrybucja leków.

Wirus w domach pomocy społecznej

Na moje pytanie, jak wygląda stan sanitariatów w takich miejscach,  koordynatorka projektu PMM w Jordanii Katarzyna Rydel śmieje się gorzko.

– Coś takiego tam po prostu nie istnieje. Ścieki są odprowadzane gumową rurą trzy metry dalej. Za umywalki służą co najwyżej kanistry lub beczki z wodą – mówi.

Ścieki są odprowadzane gumową rurą trzy metry dalej. Za umywalki służą kanistry lub beczki z wodą.

Władze Jordanii wiedzą, że ze względu na trudne warunki do życia i słabą odporność uchodźcy są najbardziej narażoną grupą na zakażenie wirusem i że jeśli wśród nich wybuchnie epidemia to narazi też resztę kraju. Mimo to, jak przekonuje Katarzyna Rydel, do nieformalnych obozowisk nie są dostarczane żadne środki ochronne, bo w przeciwieństwie do oficjalnych obozów, jak Zaatari, one za obozy uznane nie są. Wobec tego przyjmuje się, że namioty rozłożone w szczerym polu, w których ludzie żyją w skupiskach do nawet stu osób, najzwyczajniej nie istnieją.

Według danych UNHCR w Jordanii mieszka łącznie 650 tysięcy syryjskich uchodźców. Nieoficjalnie – dwa razy więcej. Jak podaje organizacja REACH, nawet 14 tysięcy Syryjczyków żyje w nieformalnych obozowiskach namiotowych.

Często myj ręce lub używaj płynów dezynfekujących

Jordania to drugi kraj pod względem liczby uchodźców przypadających na liczbę mieszkańców. Pierwsze miejsce zajmuje Liban i tam sytuacja ma się podobnie: oficjalne obozy są przeznaczone dla uchodźców z Palestyny, podczas gdy Syryjczycy muszą się zadowolić obozowiskami namiotowymi – łącznie jest ich około czterech tysięcy, po 10-20 namiotów w każdym. Ale jest tam dostęp do sanitariatów. Przynajmniej dopóty, dopóki organizacje pomocowe uzupełniają zapasy wody. Co będzie, gdy ich pracownicy nie będą mogli wyjść z domu?

W walce z SARS-Cov-2 kwestie higieniczne to jednak tylko wierzchołek góry lodowej.

– Bądźmy szczerzy: etap, na którym mydło i woda mogły zatrzymać epidemię, mamy już dawno za sobą. Mimo to organizacje humanitarne ONZ nie potrafią wyjść poza bardzo uproszczony przekaz: „myjmy ręce, to koronawirus nas nie dorwie”. Mysie rąk jest oczywiście ważne, ale nie stanowi odpowiedzi na kryzys, z którym się mierzymy – mówi dr Wojciech Wilk, prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Uchodźcy na krawędzi Europy. Jak polska polityka sięga greckich wysp

W niewielkim Libanie oficjalnie jest już ponad 500 zakażonych mieszkańców, w sąsiedniej Syrii – 19. Dane są jednak mocno niedoszacowane i niewykluczone, że objęty wojną kraj ma nawet tysiące nosicieli koronawirusa. Niezbędne jest zorganizowanie pomieszczeń do odbycia kwarantanny, tymczasem w samym mieście Idlib, przy granicy z Turcją, miejsc w obozach potrzebuje nawet pół miliona ludzi. Wraz z rozwojem epidemii potrzeby będą szybko rosły. A konflikt, rzecz jasna, trwa nadal.

Zachowaj spokój

Zrobienie testu na koronawirusa to koszt nawet 100 dolarów. Trwają prace nad wynalezieniem szybkich i tanich testów, ale dopóki nie zaczną być wykonywane masowo, zdecydowana większość uchodźców nie będzie mogła na nie liczyć.

Dr Wojciech Wilk: – Wiemy, że testy na koronawirusa to dobro, o które wszystkie rządy i instytucje na świecie będą walczyć. Obawiam się, że uchodźcy znowu znajdą się na końcu łańcucha priorytetów.

 

**
Anna Mikulska – z wykształcenia antropolożka kultury i dziennikarka. Współpracuje z Gazetą Wyborczą w Krakowie, publikowała m.in. na łamach „Holistic News”, magazynu „Kontakt”, nieregularnika reporterskiego „Non/Fiction” i magazynu „Kontynenty”. Jej zainteresowania to przede wszystkim migracje, prawa człowieka, globalna polityka i odpowiedzialna turystyka.

Polska Misja Medyczna, Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej oraz ReFOCUS Media Labs prowadzą zbiórki na działania pomocowe dla uchodźców. Informacje, jak można je wesprzeć, znajdują się na stronach organizacji.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać