UE

Siwiec: Wciąż najsilniejsi w UE są ci, którzy płacą

Parlament nie zablokuje budżetu, bo nie ma instrumentów finansowych, które pozwoliłyby mu zarządzać Unią na poziomie prowizorium budżetowego.

Cezary Michalski: Przewodniczący parlamentu europejskiego Martin Schulz, wywodzący się z pańskiej frakcji Socjalistów i Demokratów, ostrzegł, że Parlament Europejski nie zaakceptuje budżetu UE, gdyby szefowie rządów dokonali w nim nadmiernych cięć. Czy odrzucenie budżetu przez parlament miałoby taką samą siłę, jak weto Camerona, Merkel czy któregoś z państw należących do grupy „przyjaciół polityki spójności”?

 

Marek Siwiec: Formalnie tak, ponieważ budżet, podobnie jak wiele innych aktów prawnych, podlega zatwierdzeniu przez parlament. Natomiast byłoby to bardzo ryzykowne posunięcie, ponieważ parlament ponosi wówczas odpowiedzialność za dalsze funkcjonowanie instytucji unijnych, podczas gdy nie ma żadnych instrumentów finansowych, które by mu na to pozwalały.

 

Czyli ostrzeżenie Schulza nie ma żadnej mocy politycznej?

 

Traktujemy się jednak wszyscy poważnie. Jeśli przewodniczący Parlamentu Europejskiego coś takiego mówi, to znaczy, że w naszym imieniu chce kompromisu budżetowego umożliwiającego dalsze funkcjonowanie Unii. Ale akurat Parlament ma tutaj najmniej amunicji. Amunicję mają ci, którzy płacą.

 

Zatem nasza uwaga słusznie koncentruje się na liderach państw narodowych. Instytucje wspólnotowe są ciągle nieporównanie słabsze od rządów. Komisja może przedstawić bardzo optymistyczny projekt budżetu, Parlament może wezwać do jego uchwalenia, ale moc wykonawcza tych struktur jest niewielka, o ile nie żadna. Czy tak?

 

Komisja przedstawiła racjonalny, sensowny projekt pozwalający na dalsze pogłębienie integracji europejskiej, na wyrównanie szans rozwojowych, na realizację poszczególnych unijnych polityk. Otrzymała ze strony Parlamentu mandat polityczny do dalszych prac. Ale na samym końcu jest pytanie, skąd wziąć na to wszystko pieniądze. I te pieniądze idą od państw narodowych będących płatnikami netto, a podejmujący tę decyzję przywódcy państw mają w tyle głowy fakt, że będą politycznie rozliczani w wyborach krajowych.

 

Jakie są realne szanse wzmocnienia Unii wspólnotowej wobec Unii międzyrządowej?

 

To będzie możliwe wyłącznie na drodze powolnych i długotrwałych zmian. Proszę sobie przypomnieć wszystkie weta, referenda spowalniające lub blokujące wcześniejsze projekty głębszej integracji europejskiej. Miała być Konstytucja europejska, skończyło się zwykłym traktatem. My zresztą do wybuchu kryzysu finansowego szliśmy dość bezpiecznie tym standardowym szlakiem ostrożnego wzmacniania instytucji wspólnotowych wobec dyktatu najsilniejszych rządów narodowych lub różnych ich koalicji. Ale w konsekwencji kryzysu pojawił się inny obszar ryzyka dla integracji. Jest nim konieczność konsolidacji gospodarczej, fiskalnej, finansowej strefy euro. To jest robione całkowicie narzędziami międzyrządowymi. A pomysły nadania temu logiki bardziej demokratycznej, skądinąd zasadniczo słuszne, niosą jeszcze większe ryzyko dla Unii, skoro mówi się o stworzeniu osobnej reprezentacji parlamentarnej strefy euro, co oznaczałoby ryzyko rozbicia Unii na każdym poziomie.

 

Zatem Unia weszła w kryzys całkowicie zależna od narodowych rządów, a najsilniejsza legitymizacja jej realnych władz wciąż pochodzi z demokracji narodowych. Czy nie to właśnie sprawiło, że europejscy politycy, także socjaliści, nauczyli się grać w polityce krajowej eurosceptyków, wręcz nacjonalistów, żeby za tę cenę móc później uprawiać politykę europejską w Brukseli?

 

Także socjaliści w poszczególnych krajach padają ofiarami choroby, która nie ma koloru partyjnego, a nazywa się po prostu populizm. Jeżeli na jednym biegunie pojawia się nadzieja  natychmiastowej poprawy notowania w sondażach, a na drugim biegunie mamy interesy społeczeństw i całego kontynentu liczone w dłuższym horyzoncie, niż tylko najbliższe wybory, to się takie sytuacje zdarzają. I niestety nie widzę w strategiach krajowych partii socjalistycznych w Europie zbyt wielu przykładów, które pozwoliłyby mi powiedzieć, że w takich grach moi czerwoni bracia są lepsi niż niebiescy bracia z partii chadeckich czy konserwatywnych.

 

A czy socjaliści w europarlamencie mają jakiekolwiek środki nacisku na brytyjską Partię Pracy, kiedy razem ze zbuntowanymi przeciwko Cameronowi skrajnymi eurosceptykami z Partii Konserwatywnej wymusza na premierze Wielkiej Brytanii destrukcję unijnego budżetu? Czy ten temat w ogóle był przez was podejmowany?

 

Nie mamy żadnego instrumentu nacisku, poza tym, że w mojej grupie parlamentarnej myśmy kolegom z Partii Pracy zadawali pytania: Co się u was dzieje? Czy chcecie przez swoją politykę osiągnąć taki efekt, że ostatecznie będziecie mieli 5 proc. więcej w kolejnym sondażu, ale Wielka Brytania znajdzie się poza Europą? Jest pewne przełożenie pomiędzy reprezentacją europejską a władzami Partii Pracy w Wielkiej Brytanii. Oni złagodzili swoje stanowisko i zaczęli w debatach krajowych powtarzać, że racjonalizacja budżetu ma jedną granicę, którą jest przetrwanie UE. Więc się od tych skrajnych eurosceptyków z Partii Konserwatywnej jednak odcięli. Ale żadnej dyscypliny krajowym partiom narzucić nie możemy. Mamy dziś dramatyczny zakręt związany z tym, że w apogeum kryzysu u ludzi myślących populistycznie – obojętnie, czy po lewej, czy po prawej stronie barykady – pojawia się pokusa, że „może sami damy sobie radę lepiej, niż cała ta Europa?”. Właściwie dopiero, jeśli naprawdę uda nam się uratować Grecję, będzie to potężny argument, że polityka wspólnotowa wciąż jest bardziej efektywna niż narodowy egoizm.

 

Jak sprawić, żeby Polska nie była prawicowym biegunem w centrowej, a w przyszłości być może nawet centrolewicowej Europie? Jak odblokować znaczny już elektorat lewicy i centrum w naszym kraju (podzielony dziś pomiędzy dwóch bardzo zdeterminowanych liderów), żeby zaczął pracować na rzecz zrównoważenia polskiej sceny politycznej?

 

Rzeczywiście za dwa lata lewica lub koalicje z udziałem lewicy mogą rządzić nie tylko we Francji, ale także w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Może się też zmienić układ sił w Parlamencie Europejskim. I dobrze by było, aby ta europejska lewica napotkała w Polsce silnego partnera. Ale nie ma dzisiaj takiego kraju w Europie Środkowej, gdzie tradycyjna socjaldemokracja potrafiłaby samodzielnie odbudować swoją polityczną pozycję. Na Litwie, na Słowacji, w Słowenii, Chorwacji, wszędzie pojawiają się nowe polityczne projekty, które z tradycyjną lewicą współpracują, poszerzając polityczny zasięg idei, które można nazwać postępowymi.

 

Mówi pan o lewicy bardziej populistycznej. Czy w polskich warunkach oznaczałoby otwarcie lewicy np. na Ruch Palikota?

 

W Polsce potencjał lewicowy jest w SLD, pewien potencjał lewicowy jest też u Palikota. A poza tymi ugrupowaniami są silne środowiska i organizacje społeczne, które też szukają lewicowego wyrazu w polityce. Ale musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcemy kontestować rzeczywistość, czy brać za nią odpowiedzialność poprzez walkę o realne uczestnictwo w sprawowaniu władzy? Mnie sama tylko kontestacja w polityce nie interesuje. Zaczynają mnie wkurzać politycy, również mojej partii, którzy są szczęśliwi, że w 2010 roku mówiło się o klęsce SLD, bo dostaliśmy 8 proc., a dziś mówi się o zwycięstwie, bo sondaże dają nam 10 procent. A jeszcze w dodatku Ruchowi Palikota dają teraz mniej niż nam. To nie jest strategia, która pozwoliłaby mieć w Polsce silną polityczną lewicę.

 

Czy w tej sytuacji są jakiekolwiek szanse choćby na wspólną listę do Parlamentu Europejskiego?

 

Jest potencjał, ale nie ma politycznej woli. Dobrze, że obie partie jednoczą się na poziomie walki z faszyzacją życia politycznego. To jest chwalebne, ale polityka nie polega włącznie na zwalczaniu faszyzmu. Potrzebne są zespoły programowe, gdzie mówi się o podatkach, o polityce zdrowotnej, o polityce europejskiej, o wielu obszarach, gdzie różnic aż tak wielkich nie ma albo być nie musi. Dopiero z tego może wyrosnąć wspólna lista. Żeby się elektorat, bardzo w końcu zróżnicowany, wokół takiej listy zjednoczył, trzeba dać ludziom racjonalne wyjaśnienie, dlaczego na jedną listę mają głosować. Inaczej to będzie już nawet nie polityczny pragmatyzm, ale cynizm, żonglowanie nazwiskami. Nawet nie zjednoczenie, ale jakąś minimalną choćby koalicyjną współpracę wyborczą musi poprzedzić żmudna, wspólna praca programowa. Ona dzisiaj nie jest prowadzona, a czasu pozostało mało.

 

 

Marek Siwiec, ur. 1955, polityk SdRP, sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, od 2004 roku poseł Parlamentu Europejskiego, gdzie należy do grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów.

 

Zapraszamy na spotkania w Warszawie:

Czy wszyscy staniemy się Niemcami? 
Goście: Wolfgang Templin (Fundacja im. H.Boella), dr Marek Cichocki (Centrum Europejskie Natolin, “Teologia Polityczna”), dr Karolina Wigura (“Kultura Liberalna”), Piotr Buras (“Gazeta Wyborcza”). Prowadzenie: Michał Sutowski (Instytut Studiów Zaawansowanych)
28 listopada, środa, godz. 19.00, Krytyka Polityczna, Foksal 16, II p.

Europe At Risk – The Political Logic of Disintegration
Wykład: Ivan Krastev
29 listopada, czwartek, godz. 19.00, Krytyka Polityczna, Foksal 16, II p.

 

Projekt finansowany ze środków Parlamentu Europejskiego.

 

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej