Unia Europejska

Kozek: „Drużyna Junckera” – stare twarze, nowe problemy

Nowej Komisji trzeba przyjrzeć się trzeźwo, bez zachwytów pozycją Bieńkowskiej i obietnicami Junckera. 

W euforii po otrzymaniu przez Donalda Tuska stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej ogłoszenie przez Jeana Claude’a Junckera składu nowej Komisji Europejskiej nie wzbudziło w Polsce aż tak wielkich emocji. Dostrzeżono otrzymanie przez Elżbietę Bieńkowską ważnego stanowiska komisarza ds. rynku wewnętrznego, przemysłu oraz sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Odnotowano, że wbrew pogłoskom nie otrzymała stanowiska wiceprzewodniczącej KE.

Wspomniano coś o dobrej tece, jaką o otrzymał reprezentant Wielkiej Brytanii, czy o sukcesie prezydenta Hollande’a w zapewnieniu swemu krajowi ważnego stanowiska ekonomicznego (Pierre Moscovici, były minister finansów we francuskim rządzie, będzie komisarzem ds. ekonomicznych i finansowych, podatków oraz ceł) – i z grubsza tyle. Polski medialny Twitter wyraził w momencie ogłoszenia nazwisk ogólne zadowolenie, po czym wrócił do granego cały czas tematu obsady tek w nowym polskim rządzie.

Nowa strategia Junckera


O nowej Komisji Europejskiej da się jednak napisać odrobinę więcej – niestety bez euforii. Zacznijmy jednak od pewnej istotnej zmiany. Nowi wiceprzewodniczący Komisji (trójka kobiet i czwórka mężczyzn) mają nieco bardziej niż zwykle niekonwencjonalne portfolio, które miałoby wskazywać na polityczne priorytety nowej KE.

Dla przykładu – mimo że znajdziemy w niej osobnego komisarza zajmującego się kwestiami energetyczno-klimatycznymi, nie zabrakło też wiceprzewodniczącej odpowiedzialnej za realizację projektu unii energetycznej – Słowenki i do niedawna premierki tego kraju Alenki Bratušek. Choć Bieńkowska zajmować się będzie kwestiami związanymi z rozwojem przedsiębiorczości, to jeden z wiceprzewodniczących, Fin Jyrki Katainen, ma odpowiadać za miejsca pracy i wzrost gospodarczy, inwestycje oraz konkurencyjność. I tak dalej.

Z jednej strony wydaje się, że zmiany te pomogą w łatwiejszym wskazaniu obywatelkom i obywatelom Unii na obszary, na które UE będzie zwracać szczególną uwagę. Tak jest choćby w przypadku stanowiska wiceprzewodniczącego odpowiedzialnego za stworzenie wspólnego rynku cyfrowego, które objął Estończyk Andrus Ansip – pomysł ten był w trakcie kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego uważany, m.in. przez Junckera oraz lidera liberałów Guy Verhofstadta, za sposób na wyjście kontynentu z recesji.

Z drugiej strony podział ten zatrzymuje się w pół drogi między „konwencjonalnym” dopisaniem stanowiska wiceprzewodniczącego do komisarzy o najważniejszych zdaniem szefa KE portfoliach (tak jest w wypadku Włoszki Federiki Mogherini, która jest wiceszefową KE z urzędu, a konkretniej – w wyniku sprawowania funkcji wysokiej przedstawicielki Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa) a uczynieniem z nich koorynatorek/koordynatorów pracy, wykonywanej w szerokich klastrach tematycznych (takich jak ekonomia, sprawy społeczne czy środowisko). Pomysł ten, który również pojawił się w trakcie kampanii europarlamentarnej, został chyba na dziś odłożony do lamusa.

Do przodu czy wstecz?

Jak może wyglądać polityka przyszłej Komisji w praktyce? Cóż, zależy, czy bardziej wierzymy w deklaracje czy nominacje personalne. Jeśli wierzyć tym pierwszym, to można by mieć pewne powody do zadowolenia. Politycznym priorytetem dla Junckera jest tworzenie nowych miejsc pracy. Chce to osiągnąć m.in. poprzez zmobilizowanie zasobów finansowych unijnego budżetu oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego rzędu 300 miliardów euro. Strumień pieniędzy pozyskany z tych źródeł chciałby skierować na wspieranie budowy zintegrowanych europejskich sieci teleinformatycznych oraz energetycznych, edukację, badania i rozwój, rozbudowę potencjału energetyki odnawialnej oraz wspieranie efektywności energetycznej.

Rozwijane mają być projekty nakierowane na osoby młode, zmagające się w wyższym niż przeciętny poziomem bezrobocia w swej grupie wiekowej. Stworzenie wspólnotowego prawodawstwa, mającego służyć ochronie danych osobowych czy „modernizacja reguł ochrony praw autorskich w obliczu rewolucji cyfrowej” miałyby stworzyć fundamenty dla dynamicznego rozwoju jednolitego rynku cyfrowego.

Wszystko pięknie – sęk w tym że nie do końca wiadomo, czy obecny skład Komisji Europejskiej będzie w stanie zrealizować te ambitne zamierzenia.

Weźmy choćby pod lupę nowego hiszpańskiego komisarza do spraw energii i klimatu Miguela Ariasa Canete. Ów konserwatywny polityk budzi kontrowersje nie tylko z powodu oskarżeń o seksistowskie odzywki (miał stwierdzić, że „okazywanie wyższości intelektualnej” podczas dyskusji z kobietami „może zostać uznane za seksistowskie”, dlatego nie lubi brać udziału w debatach z ich udziałem), ale również posiadania udziałów w przedsiębiorstwach z sektora naftowego. Mając na uwadze fakt, że Partia Ludowa, z której się wywodzi, ograniczyła w trakcie swych rządów wsparcie dla energetyki odnawialnej w Hiszpanii, można mieć wątpliwości, czy będzie on firmował politykę Junckera zmierzającą do stworzenia unii energetycznej będącej globalną liderką w energetyce odnawialnej.

Innym pytaniem, jakie można zadawać Junckerowi, jest to o plany dalszych regulacji w sektorze bankowym, mających na celu wzmocnienie jego stabilności. W dokumencie programowym, w którym Juncker zarysowuje swą wizję UE, mowa m.in. o jednolitym mechanizmie nadzoru oraz ratunkowym dla sektora finansowego, jak również utworzeniu europejskiej unii rynków kapitałowych. Czy tego typu reformy będzie chciał realizować przedstawiciel konserwatywnego rządu Wielkiej Brytanii, oddelegowany na odcinek stabilności oraz usług finansowych Jonathan Hill? Nawet jeśli można cieszyć się, że nie objął on stanowiska komisarza energetyczno-klimatycznego, do którego również go przymierzano (Zjednoczone Królestwo ostatnimi czasy stawia głównie na komercyjne wykorzystanie złóż gazu łupkowego oraz rozbudowę swojego potencjału w energetyce nuklearnej), nie zwalnia nas to z czujności.

Do listy wątpliwości personalnych, jakie wobec nowej Komisji Europejskiej może mieć osoba o lewicowych, progresywnych poglądach politycznych, nie sposób nie dopisać opisywanego już na tych łamach Günthera Oettingera. Dawny unijny komisarz energetyczny teraz odpowiadać będzie za „cyfrową gospodarkę oraz społeczeństwo”. Jego koneksje z biznesem raczej nie świadczą o tym, by był zainteresowany wspomnianą w dokumencie programowym Junckera reformą praw autorskich, która służyć by mogła ich uelastycznieniu oraz poszerzaniu dostępu do kultury.

Pewne kontrowersje w Parlamencie Europejskim, szczególnie w związku z niedawnymi deklaracjami Viktora Orbana o chęci budowy „nieliberalnej demokracji” czy presji na działalność niezależnych organizacji pozarządowych, może wzbudzić węgierski komisarz ds. edukacji, kultury, osób młodych i obywatelstwa, Tibor Navracsics. Tamtejsza opozycja już odmówiła mu swojego poparcia.

W prawo zwrot?

Powodów do ostrożności w ogłaszaniu nowego otwarcia oraz odejścia władz UE od polityki cięć i zaciskania pasa dostarcza również polityczny skład nowej Komisji. Połowa komisarzy – 14 – wywodzi się z szeregów centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej.

By mieć stabilną większość w Parlamencie Europejskim, zawarła ona porozumienie z socjaldemokratami oraz liberałami – siły te będą mieć odpowiednio ósemkę oraz piątkę komisarzy. Niewielka przewaga liczebna centrolewicy nad liberałami widoczna jest gołym okiem. Do listy tej doliczyć również należy reprezentanta Europejskich Konserwatystów i Reformatorów z Wielkiej Brytanii.

O ile Europejska Partia Ludowa mogła liczyć na 50% komisarzy, o tyle na podobną reprezentację nie mogły liczyć kobiety. Europejskie rządy nominowały je dość niechętnie, a Juncker musiał wykonać sporo pracy, by chociaż utrzymać dotychczasowy poziom ich liczebności w Komisji. Deklaracje grupy Socjalistów i Demokratów, że może ona nie poprzeć nowej KE w głosowaniu w Parlamencie Europejskim z powodu niewielkiej liczby zasiadających w niej kobiet (powtarzane m.in. przez Zielonych), mogły nieco pomóc i na początku września zamiast udało się oddalić ryzyko pojawienia się jedynie czterech kobiet w Komisji. Ostatecznie udało się utrzymać ich liczbę na poziomie dziewięciu.

Nowej Komisji pozostaje robić dobrą minę do złej gry i za pomocą infografik pokazywać, jak to stanowią one 33% składu KE i aż 42,85% jej wiceprzewodniczących – o 5,35 punktu procentowego więcej niż w przypadku rządzącej do niedawna drugiej komisji Barroso.

Stare twarze, nowe wyzwania?

Jeśli jesienią nowa Komisja otrzyma votum zaufania ze strony Parlamentu Europejskiego, to ważnych dla przyszłości Europy problemów do rozwiązania nie zabraknie. Część z poruszanych w trakcie kampanii do Parlamentu Europejskiego kwestii, takich jak bezrobocie młodych, z pewnością prędko się nie zdezaktualizuje. Nie najlepsza sytuacja gospodarcza „starego kontynentu”, balansującego między anemicznym wzrostem a ponownym pogrążaniem się w recesji, może ulec dalszemu pogorszeniu w wyniku niepewności związanej z sytuacją na Ukrainie czy na Bliskim Wschodzie.

Trudna sytuacja geopolityczna sprawiać będzie, że dyskusje wokół tak różnych tematów, jak unia energetyczna czy porozumienie handlowe ze Stanami Zjednoczonymi (TTIP) może wejść na bardzo emocjonalne tory. Tak będzie, gdy np. w dyskusji na temat przyszłej polityki energetyczno-klimatycznej UE bezpieczeństwo energetyczne definiowane będzie wyłącznie w kategoriach eksploatacji europejskich złóż paliw kopalnych albo gdy chęć szerszego otwarcia rynku amerykańskiego na towary z Europy okaże się dla decydentów ważniejsza niż deklarowane przez nich przywiązanie do unijnych norm socjalnych i ekologicznych.

„Silna i doświadczona ekipa” – tak nowa Komisja Europejska przedstawia się na oficjalnej infografice. Piątka byłych premierów, czwórka wicepremierów, dziesiątka byłych ministrów i spora rzesza osób o dużym doświadczeniu w sprawach międzynarodowych czy gospodarczych. Wyliczenie to może budzić zaufanie, ale może też świadczyć o kontynuacji dotychczasowego status quo. Będziemy mieli 5 lat na wyrobienie sobie zdania o tym, czy nominacja na stanowisko Junckera po pierwszej paneuropejskiej walce wyborczej o stanowisko szefa Komisji Europejskiej była jedyną nowością, na jaką możemy liczyć ze strony tej KE.

Zdjęcia: © European Union, 2014, źródło: ec.europa.eu/avservices 

Czytaj dalej o najważniejszych europejskich nominacjach:

Sutowski o Tusku w Brukseli: Protokolant czy mąż stanu?

Barbara Labuda: Juncker nie dałby się sprowadzić do roli Barroso [rozmowa Cezarego Michalskiego]

Janusz Lewandowski: Nie dać się wypchnąć na peryferia UE [rozmowa Cezarego Michalskiego]

Ralf Stegner: Z impasu nie wyjdziemy bez europejskiej lewicy [rozmowa Jakuba Dymka]

***

Serwis >>WYBORY EUROPY jest współfinansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij