Unia Europejska

„Jestem wściekła. Ale nie każcie mi głosować na faszystów” [wybory w Grecji]

Tsipras straci mój głos, ale zyska wiele innych.

Jakub Dymek: Twoje najgorsze wspomnienie z ostatnich lat kryzysu?

Theodora Oikonomides: Przełom kwietnia i maja 2012, okolice wyborów, rządził jeszcze koalicyjny gabinet Lukasa Papadimosa. Minister zdrowia, nominowany przez lewicę, postanowił zrobić coś, co nie pozwoli wyborcom o nim zapomnieć. Rzucił się więc na prawą burtę. Najlepsze, co mu przyszło do głowy, to przyłożyć imigrantom. Wiadomo, trzeba bronić „tradycyjnych greckich wartości”. Z jego polecenia aresztowano w centrum Aten kilkaset kobiet i zrobiono im w – bez pytania o zgodę – badania na HIV, w uwłaczających warunkach, gdzieś na komisariatach albo w policyjnych „sukach”. Te, u których wynik był pozytywny, oskarżono o bycie „nielegalnymi przyjezdnymi kurwami”, które świadomie zarażają HIV niewinnych Greków, mężów i ojców.

Następnie postanowiono – jak się dowiedzieliśmy później, cała akcja była skoordynowana na szczeblu ministerstwa – pójść z tym przekazem do mediów. Tydzień przed wyborami gazety i telewizje nie mówiły już o niczym innym. Pokazano zdjęcia kobiet, ujawniono ich nazwiska, datę i miejsce urodzenia, imiona rodziców. Możesz sobie wyobrazić, jaki to stygmat, szczególnie jeśli jesteś z małej miejscowości. Nie tylko one, ale i ich rodziny właściwie przestały wychodzić z domu. Jak się szybko zresztą okazało, tylko jedna była imigrantką. I tylko ta jedna została aresztowana w nielegalnym burdelu, wobec reszty nie było żadnych uzasadnionych podejrzeń, że zajmują się prostytucją. A co do tej, wobec której były – cóż, normalny tok rozumowania zakłada, że imigrantka w nielegalnym burdelu może być ofiarą handlu ludźmi i niekoniecznie trafiła tam z własnej woli, wobec czego raczej należy się jej pomoc. Nic z tego, jej zdjęcia wywieszono gdzie tylko się dało, opatrzone hasłami, które robiły z niej po prostu morderczynię.

To jest złe z tak wielu powodów, że chyba nie mamy czasu, żeby je wszystkie wymienić. Ale co chyba najstraszniejsze, ten pomysł zadziałał.

Zadziałał?

Minister zdrowia został wybrany na kolejną kadencję największą liczbą głosów w swojej partii. To był już szczyt. Zrobiliśmy wtedy z przyjaciółmi o tym film; nazywa się Ruiny. Polowanie na czarownice z HIV, są polskie napisy, obejrzyjcie sobie.

Kiedy w Atenach trwało polowanie na czarownice, w siłę rósł też neofaszystowski Złoty Świt, prawda?

Tak, właśnie wtedy, w wyborach w 2012 roku. Taki skok popularności, od ułamka procentu do siedmiu procent poparcia, nie wziął się znikąd. Jeśli nominalna lewica robi coś takiego, to naturalnie uprawomocnia to antyimigrancki dyskurs skrajnej prawicy. W 2012 roku cała scena polityczna była nie tylko przesunięta na prawo – retoryka była już skrajnie prawicowa. Ale jednocześnie pojawiła się odpowiedź z lewej strony, bo po wyborach Syriza była już drugą siłą polityczną w kraju. Stało się coś bardzo ważnego: system partyjny, który trwał nienaruszenie od 1974 roku, zaczął się na naszych oczach rozpadać.

Już od 2009 roku trudno było utworzyć stabilny rząd, a nawet koalicję, wybory odbywały się właściwie co roku. Alexis Tsipras jest już siódmym premierem od wybuchu kryzysu. W samym 2012 trzeba było dwóch głosowań, żeby wyłonić koalicyjny rząd Nowej Demokracji, PASOK-u i Demokratycznej Lewicy – lewicy tylko z nazwy i tylko w przybliżeniu demokratycznej. Oni – choć nie bez zmian i rozłamów – w końcu dotrwali do stycznia tego roku.

Cięli i oszczędzali, jak przykazała Bruksela?

Cięli wszyscy: lewica, prawica i tymczasowy „rząd jedności narodowej”. Emerytury i płace w sektorze publicznym spadły o 30-40%. Jak by ci to powiedzieć? Moja mama była na emeryturze profesorskiej, czyli wśród uprzywilejowanej grupy emerytów. Przed kryzysem jej emerytura wynosiła 1800 euro miesięcznie, co i tak jest bardzo małą kwotą w porównaniu do innych państw „starej” Unii, które przystąpiły do euro, szczególnie jeżeli mówimy o tym, ile zarabiają profesorki i profesorowie. We Francji pewnie dostają dwukrotnie tyle co w Grecji. W 2015 roku emerytura mojej mamy wynosiła już 1000 euro. A i to przed kolejnymi cięciami, które wejdą w tym roku. Czy za 1000 euro da się przeżyć w Atenach? Da się – jeśli masz własny dom i nie płacisz czynszu, jesteś zdrowy, samodzielny, nie masz dodatkowych obciążeń. Nie każdy emeryt ma tyle szczęścia. Profesor jeszcze przeżyje ze swojej emerytury, ale ktoś z klasy robotniczej…

…który dostaje połowę tego?

Mniej! Niektóre pensje dla najmniej zarabiających wynoszą teraz – przypomnę: przed kolejnymi cięciami – 350 euro miesięcznie.

To niewiele ponad 10 euro dziennie.

Nie da się za to przeżyć. Po prostu nie da się. A weź pod uwagę to, że jeśli ktoś kwalifikuje się do najniższej krajowej emerytury, to prawdopodobnie jego życie nie było sielanką. Pewnie pracował fizycznie, więc ma gorsze zdrowie, niedowidzi, nie radzi sobie z życiem z jakiegoś powodu. Zresztą, grecki rynek pracy to w ogóle osobna historia…

Słucham.

Opowiem ci na moim przykładzie. Moje CV, jak je wydrukujemy, będzie się ciągnęło z placu Syntagma do następnego przystanku metra na placu Omonia [śmiech]. Serio: mówię czterema językami, mam podwójne obywatelstwo i bardzo dobre dyplomy z zagranicznych uczelni, kilkanaście lat doświadczenia pracy na kilku kontynentach. Ale odkąd wróciłam do Grecji parę lat temu, jestem bezrobotna. Nie dlatego, że ubiegałam się o wiele stanowisk i na żadne nie zostałam przyjęta. Nie ma już żadnych miejsc pracy, o które można się starać. Od roku coś takiego jak rozglądanie się za pracą nie ma już sensu. Spędzałam tyle czasu, szukając ofert pracy – w sieci i nie tylko – że zaczęło mi go brakować na robienie czegokolwiek, żeby w ogóle się utrzymać. Zaczęłam wyjeżdżać na krótkie zlecenia zagraniczne albo realizować projekty, które przychodziły z zagranicy, bo w Grecji nie było już czegoś takiego jak „praca”.

Nie jesteś sama, bezrobocie wśród młodych jest niebywale wysokie.

Owszem. Perspektywy są bardzo niedobre.

I to prowokuje frustrację, która w końcu wyniosła Syrizę, koalicję radykalnej lewicy, do władzy. Ale też oczekiwanie wobec tego rządu były bardzo wysokie.

Syriza wtedy – po głośnych protestach i kolejnych kompromitacjach starych partii – miała wiele zalet, które przyciągnęły do niej nowych ludzi i rozbudziły nadzieję. Także we mnie i w podobnych do mnie wyborcach i wyborczyniach, które wcześniej głosowały na mniejsze i bardziej lewicowe partie. Przyszedł moment, w którym trzeba było odłożyć czystość ideową na bok i zagłosować zgodnie z rozsądkiem. Dla wszystkich było jasne, że nie chcemy już być rządzeni przez tych samych ludzi, PASOK i Nową Demokrację. Jeśli dzięki wyborowi Syrizy coś się faktycznie udało, to przyspieszyć moment zmierzchu starych partii, zwłaszcza PASOK. Socjaldemokracja nie żyje. To zombiaki.

Dlaczego Syriza odniosła taki sukces wyborczy?

Powody, dla których wybrano Syrizę, to sprzeciw wobec establishmentu i polityki oszczędności. Ale także elementy programu pozytywnego – reformy i język godności. I jeszcze jeden istotny fakt, o którym zapomina się na zewnątrz Grecji. Syriza – albo inaczej: radykalna lewica w kilku swoich politycznych wcieleniach – była normalną partią parlamentarną przez wiele lat, zanim Alexis Tsipras sięgnął po władzę. Jej pojawienie się nie było niespodzianką, żadnym zaskoczeniem. Początki Syrizy w parlamencie sięgają właściwie 1989 roku. Syriza jest partią polityczną, nie ruchem obywatelskim, pospolitym ruszeniem aktywistów na wzór hiszpańskiego Podemos. A jak już sobie zdamy z tego sprawę, że Syriza to normalna partia, to dochodzimy do kolejnego wniosku, który tu, na miejscu, w Grecji, jest dość jasny, a zupełnie umyka komentatorom zagranicznym: wybór Greczynek i Greków zdradza niezwykłą dojrzałość polityczną tego społeczeństwa.

W ostatnich wyborach można było głosować na skrajną prawicę, neofaszystów ze Złotego Świtu, można było na komunistów – i ci, i ci nie chcieli porozumień z Brukselą, euro, polityki cięć i oszczędności.

A jednak ludzie nie poszli za nimi. Wybrali najbardziej umiarkowaną z opcji politycznych, które opowiadały się za ukróceniem polityki masowych zwolnień, przeciwko cięciu świadczeń i pensji oraz kwestionowały przerzucanie kosztów kryzysu na zwykłych Greków i Greczynki. Postawili na Syrizę, która nazywa się co prawda koalicją radykalnej lewicy, ale jak już dobrze wiemy, wcale nie jest tak radykalna, jak mogłaby to sugerować nazwa. Syriza była przekonującą opozycją wobec dotychczasowych rządów, ale nie składała się z samych debiutantów. Były tam rozpoznawalne twarze i pewien język środka, rozsądny głos przeciwko polityce cięć i oszczędności, którego udzielili sympatyzujący z Syrizą intelektualiści, i w kraju, i za granicą. Ta kombinacja czynników – nowości i sprzeciwu, pozytywnego języka i obietnicy realnej zmiany – wyniosła Syrizę do władzy.

Syriza obiecywała przede wszystkim odpowiedź na kryzys humanitarny będący wynikiem zapaści ekonomicznej i finansowej. Udało się?

Nie. To najbardziej oczywista odpowiedź. Ale byłoby nie fair powiedzieć, że nie zrobili zupełnie nic. Przegłosowali ustawę o pomocy najbiedniejszym, to właściwie pierwszy projekt, którym się zajęli. Pomoc jest skierowana do 30 tysięcy najuboższych. To kropla w morzu, ale fakt, że w końcu 30 tysięcy ludzi otrzyma pomoc, ma nie tylko symboliczne znaczenie. Dodatek na zakupy spożywcze wynosi jakieś 1,70 euro dziennie, to grosze, ale wraz z kolejnymi dodatkami, do czynszu i tak dalej, obiecuje jakąś realną pomoc najsłabszym. Zresztą, symboliczne znaczenie tej decyzji również jest ważne – chodzi o priorytety, państwo ma za zadanie wspierać najbiedniejszych obywateli, i koniec.

Inna rzecz, którą obiecali w programie z Salonik, i do pewnego stopnia udało się o to zadbać, to kwestia praw człowieka. Syriza zamknęła tak zwane więzienia typu „C”, których powstanie zbiegło się z takim rozpuszczeniem prawa, że można było zamykać ludzi z pominięciem normalnych procedur sądowych; można było wsadzić każdego. Typ „C” to były więzienia dla ludzi, którzy zdaniem władzy stwarzali zagrożenie. Mieli tam zamykać terrorystów, ale oczywiście skończyło się tak, że zamykali anarchistów. Dano olbrzymią władzę prokuratorom, ministerstwu, nawet dyrektorom samych więzień, którzy bez żadnych dodatkowych procedur wsadzali ludzi do karceru, nakładali wyjątkowo surowy reżim i stosowali nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. To się na szczęście już skończyło.

Dalej: dzieci imigratów uzyskały greckie obywatelstwo. Mówimy o dzieciakach, które urodziły się w Grecji, w życiu nie widziały kraju swoich rodziców i pewnie mówią po grecku lepiej niż ja. Za rządów Syrizy w końcu uznano ich za pełnoprawnych obywateli. To bardzo ważny krok.

Ale to wszystko – w porównaniu z tym, co obiecywał program z Salonik – to nic wielkiego. Tylko że ja nie mam dziś o to pretensji do Syrizy.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzył, że uda im się wprowadzić program w całości. Ja chciałam, żeby zrealizowali choć 10% z tego…

Nawet tyle się nie udało?

Nie. Nie zrealizowali nawet 10% i pogrzebali nadzieje na całościową transformację polityczną i społeczną, która byłaby skutkiem konsekwentnego prowadzenia przez nich lewicowej polityki. Tak się nie stało, bo wszystkie swoje siły zainwestowali w negocjacje z Unią. Na polu rządzenia krajem zawiedli.

Napis na placu Syntagma: „Tu jest grób Syrizy, na którą głosowałem”

Wierzyłaś, że Alexis Tsipras i Yannis Varoufakis naprawdę powstrzymają roszczenia kredytodawców i Brukseli? Że nie będzie już więcej zaciskania pasa?
Powiem ci, co wiem. Ja jestem, i mówię to otwarcie od zawsze, za drachmą jako walutą narodową Grecji. I wiem też, że powrót do drachmy oznacza zaciskanie pasa. Dla Grecji nie ma ucieczki od zaciskania pasa. Ale nie spodziewałam się nigdy, że sprawy będą miały się tak źle jak teraz – po zaakceptowaniu przez Tsiprasa kolejnego pakietu oszczędności i prywatyzacji. Pierwsze półrocze tego roku pokazało jasno, że rozmowy z Brukselą to nie są żadne negocjacje.

A co?

Gadanie do siebie samego, do głuchego, do ściany? Nie wiem, nazwij to, jak chcesz, ale negocjacje to nie były. W życiu bym się nie spodziewała, że przywództwo Unii Europejskiej będzie tak krótkowzroczne. Oni powiedzieli, że albo będzie „po naszemu”, albo nie będzie żadnego porozumienia, i do widzenia. Taka alternatywa: albo warunki Unii, albo koniec z Grecją w Unii, nie może się skończyć inaczej niż zapaścią tego państwa. Ten upór przy ekstremalnym neoliberalizmie, jeśli będzie trwać, doprowadzi do Grexitu, choć nie do wszystkich to jeszcze dotarło.

Nie sądzę, że taki minister finansów Słowacji zdaje sobie sprawę z konsekwencji załamania się strefy euro dla jego własnej gospodarki. A powinien.

Założenie, że strefa euro jest wieczna, to bzdura. Żadna waluta nie trwała w nieskończoność, dlaczego euro miałoby być wyjątkiem? Ono już się zwija, po niecałych 20 latach od jego wprowadzenia. Czy to jest dowód jego siły? Nie sądzę. A to i tak diagnoza ubrana w najłagodniejsze z możliwych słów.

Chciałabyś powrotu do drachmy, ale jak na razie jedyną osobą, która proponowała taki plan i była gotowa naprawdę go zrealizować, był niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble.

Schäuble chciałby wyprowadzić nas z euro, ale zostawić z długiem. Przejście na drachmę na takich warunkach oznaczałoby tylko inną formę podporządkowania, wiadomo, że nie o to dziś Grekom i Greczynkom chodzi. Ja na pewno tego nie chcę. Wyjście z euro oznaczałoby dla mnie – w scenariuszu idealnym – również przejście do nowego, lepszego porządku gospodarczego, ale zadowoliłabym się nawet minimum niezależności. Chodzi o to, że dziś większość decyzji, które wpływają na moje życie i życie moich bliskich, jest podejmowana kompletnie poza nami. Przez ludzi, jak by to powiedzieć – poza naszym zasięgiem. Rządy krajowe – choć poprzedniego naprawdę nie cierpiałam – odpowiadają przed nami, obywatelkami i obywatelami tego kraju. Ludzie w Brukseli, Frankfurcie czy Waszyngtonie – nie.

Ostatnie miesiące pokazały, że finansowa konstrukcja, która stoi za Unią Europejską, jest skrajnie niedemokratyczna. Od początku taka była. Byłam przeciwko euro już w latach 90., bo nie byłam w stanie pojąć, jak to ma działać, tak postawiony na głowie był ten pomysł. Dziś widzimy to już jasno.

W Polsce zgodziłaby się z tobą skrajna prawica, która nie cierpi liberalnej, niedemokratycznej, „lewackiej” Unii…

„Lewacka” Unia – dobre sobie…

Nie chciałbym się znaleźć po tej samej stronie z takimi obrońcami „suwerenności”, „autonomii” i państw narodowych.

Nie zgadzam się z takim rozumowaniem. W lipcowym referendum, ci, którzy byli za przyjęciem kolejnego pakietu cięć i oszczędności, mówili coś podobnego – my zagłosujemy na „tak”, bo Złoty Świt głosuje na „nie”. Ostatecznie i tak parlamentarzyści centrum czy lewicy głosują w wielu sprawach tak, jak głosuje Złoty Świt. Czy naprawdę mamy się tym aż tak przejmować? Czy chcesz mi po prostu powiedzieć, że mam być za Unią, bo faszyści są przeciwko? Sorry, ale nawet zepsuty zegar pokazuje dobrą godzinę dwa razy na dobę.

Nowym państwom członkowskim, także Polsce, Unia Europejska po prostu przyniosła wiele dobrego. Nie tylko fundusze, ale chociażby lepsze standardy ochrony praw człowieka. Jasne, że jestem za niezależnością gospodarczą, ale wcale nie jestem przekonany, że słabsze kraje członkowskie miałyby taką niezależność poza Unią.

To jest dla mnie sprawa nawet nie gospodarki, a polityki. To, o czym rozmawiamy, to coś więcej niż niezależność gospodarcza. Ta jest po prostu nierealna przy tak znikomej sile gospodarki Grecji, nie ma o czym mówić. Chyba że chcemy scenariusza północnokoreańskiego. Ja mówię o tym, że potrzebujemy niezależności politycznej – chcemy sami podejmować decyzje, które nas dotyczą. A to dziś niemożliwe.

Jeżeli Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – tak zwana Trojka – mogą blokować zdolność rządu do realizowania swojego mandatu, bo nie idzie to w parze z ich postanowieniami, to gdzie jest niezależność?

Weźmy ulgi podatkowe, w szczególności ulgę od VAT-u, na greckich wyspach – coś, co dziś tak wszystkich irytuje. Każda wyspa w Europie, nie tylko w Grecji, może uzyskać te ulgi. I każda wyspa je ma – wyspy Wielkiej Brytanii, Baleary, Wyspy Kanaryjskie, francuskie wysepki. To wynika z regulacji europejskich. Teraz mówi się, że w Grecji prawo jest zbyt pobłażliwe i trzeba te ulgi cofnąć. Czyli Unia działa wbrew prawu unijnemu, wbrew swoim własnym rekomendacjom i ustaleniom. I tak się akurat składa, że tylko na terenie Grecji. Działanie Unii powinno mieć choć odrobinę sensu, teraz nie ma go za grosz.

Prawa człowieka? W ostatnich latach byliśmy w Grecji świadkami przypadków niesłychanej brutalności policji. Human Rights Watch, Amnesty International i cały szereg uznanych organizacji broniących praw człowieka zwracały na to uwagę. Wciąż jednak nie możemy się doczekać, aż sprawą zajmą się instytucje europejskie. Dalej: Grecja jest frontowym krajem kryzysu uchodźczego, widzisz, żeby Europa oferowała nam pomoc w zajęciu się ludźmi, którzy tu trafiają?

Z tego, co mi wiadomo, Syriza miała przygotować plan z prośbą o europejskie dofinansowanie i sprawa utknęła po stronie Aten.

Pierwszy plan, który ogłosiła Europa, to relokacja 40 tysięcy uchodźców z Grecji i Włoch. W końcu ustalono, że relokacja obejmie 32 tysiące osób, czyli tyle co nic [rozmowa odbyła się przed ogłoszeniem tzw. drugiego planu Junckera, który zakłada relokację ponad 100 tysięcy osób – przyp. JD]. Do Grecji przybyło przez pierwsze półrocze 100 tysięcy uchodźców, do końca roku to będzie pewnie ćwierć miliona. Uchodźcy śpią w parkach, na ulicach, dworcach, bez wody, leków i sanitariatów. Jak mamy wierzyć w europejską solidarność? W działanie praw człowieka?

Nie mam zamiaru bronić europejskiej polityki migracyjnej, jeśli coś takiego w ogóle istnieje…

Istnieje – „wara od Europy”.

I Grecja sama, bez Europy, poradzi sobie z uchodźcami lepiej?

My przynajmniej dalibyśmy im dokumenty zezwalające na dalszą podróż. Teraz nie możemy. Wiemy, że uchodźcy nie chcą zostać w Grecji, jadą do Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii. Więc zróbmy tę jedną rzecz, dajmy im papiery, pomóżmy się przemieścić dalej.

Zabierzesz nas do Europy? Dymek o uchodźcach w Atenach

Jak wyjdziecie z Unii, to idea dawania komukolwiek dokumentów wjazdu do Schengen stanie się… problematyczna.

Wyjście z Unii nie oznacza wyjścia z Schengen. Norwegia i Szwajcaria są w Schengen.

I tak jesteśmy w ślepym zaułku. Wyjście z Unii jest dla Grecji beznadziejne, ale beznadziejne jest też trwanie w jej strukturach. Bycie poza UE dałoby nam przynajmniej minimum kontroli nad polityką własnego kraju. Obecny kształt Unii podważa w ogóle koncepcję obywatelstwa – posiadanie praw i reprezentacji politycznej, przy możliwości wpływania na jedno i drugie. Jeżeli rządzi tobą struktura, na którą nie masz wpływu i której decyzje nie są z tobą w żaden sposób konsultowane – to nie jesteś już obywatelem.

To zatem kwestia godności?

Godność na pewno jest ważna, ale nie chodzi tylko o nią. Chodzi o związek obywatela i państwa. Musi istnieć obywatelstwo i musi istnieć państwowość. Dziś w Unii nie ma ani jednego, ani drugiego. Państwo nie ma możliwości działania, jest przygniecione ponadnarodową strukturą, która czyni je de facto zbędnym. Obywatelstwo, rozumiane jako głos w sferze publicznej i możliwość publicznego działania, zostało wyeliminowane. Nie mówimy więc tylko o dumie narodowej – dla niektórych duma jest jeszcze ważna, ja mam to gdzieś. A godność? Godność to ładne słowo. Wartości są istotne, ale potrzeba nam czegoś, co działa.

To co będzie dalej? Alexis Tsipras nie jest już chyba najbardziej kochanym przez Greczynki i Greków politykiem…

…a jednak wciąż kochanym bardziej niż inni [śmiech]. Ludzie mówią sprzeczne rzeczy. Z jednej strony wszyscy zdają się doceniać Tsiprasa i rząd za to, że stanęli w obronie greckiego ludu. Z drugiej rządzący okazali się tak dalece niekompetentni w procesie negocjacyjnym, że trudno ich bronić. Nie idziesz na spotkanie z rekinem z pustymi rękoma, po prostu. Mówi się, że rząd nie miał planu B. A fakty są takie, że nie miał nawet planu A.

Co będzie we wrześniowych wyborach? Tsipras straci wiele głosów, straci mój głos, ale zyska wiele innych.

Gdyby wybory odbyły się od razu po referendum, Tsipras nie tylko byłby pierwszy, ale jeszcze powiększyłby swoją przewagę w parlamencie i prawdopodobnie rządził samodzielnie. Po wakacjach, po tym, jak ludzie zapłacili podwyższony 23-procentowy VAT, dużo trudniej o taki entuzjazm i wyścig wyborczy jest bardziej wyrównany. Jedno jest jasne: na całym zamieszaniu zyskali faszyści. Po referendum i kolejnych trudnych tygodniach stało się jasne, że Złoty Świt jest partią, która ponownie odpowiada na potrzeby wielu niezdecydowanych wyborców. Niedobrze mi się robi, jak o tym pomyślę. Naprawdę nie chcę, żeby jedyną opcją polityczną, jaka odpowiada na głosy zawiedzionych i oburzonych, takich jak ja, był Złoty Świt. Niech mnie Europa nie zmusza do głosowania na faszystów.

Theodora Oikonomides – działaczka społeczna i publicystka, producentka filmu „Ruiny. Polowanie na czarownice z HIV”. Przez wiele lat pracowała w organizacjach pomocowych w krajach Półwyspu Arabskiego i Afryki Subsaharyjskiej. Na Twitterze komentuje grecką i europejską politykę jako @IrateGreek

 

**Dziennik Opinii nr 263/2015 (1047)

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Dymek
Jakub Dymek
publicysta, komentator polityczny
Kulturoznawca, dziennikarz, publicysta. Absolwent MISH na Uniwersytecie Wrocławskim, studiował Gender Studies w IBL PAN i nauki polityczne na Uniwersytecie Północnej Karoliny w USA. Publikował m.in w magazynie "Dissent", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku Gazecie Prawnej", "Tygodniku Powszechnym", Dwutygodniku, gazecie.pl. Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press. 27 listopada 2017 r. Krytyka Polityczna zawiesiła z nim współpracę.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco