UE

Gdula: Poważnej debaty o Unii nie będzie

Domagając się jej, lewica nigdy nie włączy się do politycznej walki o Europę z technokratami i nacjonalistami. Co zamiast?

O Unii Europejskiej mówi się w Polsce na trzy sposoby. Pierwszy jest niezmiernie nudny i kręci się wokół administracyjno-biurokratycznych kwestii związanych z funkcjonowaniem Unii. Nic dziwnego, że w ten sposób nie chcą o niej rozmawiać zwykli ludzie. Drugi sposób jest prostszy i polega na powtarzaniu w kółko tezy o konieczności obrony narodowego interesu. W ten sposób można zgromadzić szerszą publiczność, ale perspektywa interesu narodowego w zasadzie uniemożliwia myślenie o wspólnej Europie. Pozostaje tylko nacjonalistyczne kombinowanie, wedle zasady: im więcej unijnych pieniędzy, tym lepiej, im więcej unijnych reguł, tym gorzej.

Hasłem wywoławczym trzeciego języka jest apelowanie o poważną dyskusję. Na poważnie o UE najczęściej dyskutować chce lewica, i ma ku temu dobre powody. Europa powinna być przecież bardziej odpowiedzialna społecznie, bardziej demokratyczna, mniej ekskluzywna, bardziej proekologiczna i zorientowana na wspólną, postępową politykę międzynarodową. To wszystko prawda, ale takiej poważnej debaty nigdy nie będzie.

Nie dlatego, że ludzie do niej nie dorośli i potrzeba nam jeszcze wielu lat zmieniania świadomości. Polityka nie dzieje się po prostu w ten sposób.

Dyskusja wymaga punktów zapętlenia, gdzie konkretne rozwiązania połączą się z wielkimi ideami, jak urządzać świat. Jak zdefiniować takie punkty? Listę propozycji można znaleźć w publikacji przygotowanej przez Zielonych 2004 Gra Europę. Wydaje mi się jednak, że dziś w Polsce na takiej liście umieścić można najwyżej trzy kwestie.

Na pierwszym miejscu znaleźć się powinno euro. Próba zamknięcia dyskusji stwierdzeniem, że już i tak zobowiązaliśmy się do przyjęcia wspólnej waluty w traktacie akcesyjnym, nie bierze pod uwagę zmieniającej się sytuacji w Unii i rosnących wątpliwości Polaków. W nieuniknionej debacie pt. „wchodzić czy nie wchodzić” lewica powinna być za wejściem do strefy euro – ale równocześnie stawiać warunki dotyczące jej kształtu. Wejście do strefy euro jest polityczną decyzją, więc zgłaszanie przy tej okazji politycznych postulatów jest zupełnie naturalne.

Należy się domagać większej kontroli nad Europejskim Bankiem Centralnym i wprowadzenia do jego zarządu reprezentantów strony społecznej, na przykład związków zawodowych. Trzeba także określic horyzont wprowadzenia euroobligacji, które pozwolą ograniczyć przenoszenie kosztów nierównomiernego rozwoju gospodarczego na biedniejsze państwa Południa. Ważnym postulatem jest również wprowadzenie w Unii podatku od transakcji na rynku finansowym, co zmniejszyłoby ich niestabilność i zredukowało rozmiary operacji spekulacyjnych.

Drugim punktem zapętlenia jest polityka energetyczna. Porusza ona wyobraźnię ludzi i bezpośrednio łączy się z ich interesami, czy to przez ceny energii, czy przez miejsca pracy. Rządowy program budowy elektrowni atomowych to pomysł na scentralizowanie produkcji energii i głębokie ograniczenie liczby miejsc pracy związanych z tą gałęzią gospodarki. Dlatego „nie” dla atomu jest dziś tak ważne. Ryzyko ekologiczne to tylko jeden z wymiarów. Nie mniej istotne jest zagrożenie, jakie atom stanowi dla tkanki społecznej. Alternatywa to promowana przez UE zdecentralizowanej produkcji zielonej energii i inwestycje energooszczędne. To oferta dla drobnych właścicieli i robotników: szansa na zbudowanie nowego sojuszu klasowego i wyrwanie klasy średniej z dogmatycznej drzemki o jedności interesów z klasą wyższą.

Polityka musi mieć też wymiar etyczny i dlatego nie można pominąć kwestii imigrantów. Europa szczyci się tym, że jest różnorodna i otwarta, ale rewersem tej otwartości są szczelne granice i łodzie patrolowe. Ludzie, którzy starają się dotrzeć nielegalnie do UE, decydują się na podróż nierzadko kończącą się utonięciem albo zamarznięciem. A nawet jesli uda im się bezpiecznie dotrzeć do celu, i tak żyją w strachu przed deportacją, narażeni na przemoc i ekonomiczne wykorzystywanie. Odwracanie wzroku od kwestii emigrantów jest wygodne, ale stanowi najdobitniejszy znak porażki europejskiego uniwersalizmu. Dopóki imigrantów nie uwzględni się w projekcie wspólnej Europy, pozostanie ona bardzo ekskluzywnym, skoncentrowanym na sobie klubem.

Porzucenie idei rozpoczęcia poważnej debaty nie oznacza zatem pogodzenia się z rzeczywistością. To raczej wstępny warunek włączenia się w polityczną walkę o Europę, której nie można zostawić technokratom i nacjonalistom.

 

Projekt finansowany ze środków Parlamentu Europejskiego.

 

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Maciej Gdula

| Poseł Lewicy
Poseł Lewicy, socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: „Style życia i porządek klasowy w Polsce” (2012, wspólnie z Przemysławem Sadurą), „Nowy autorytaryzm” (2018). Od lat związany z Krytyką Polityczną.