Świat

Pamięć zniszczonych miast. Reportaż z irackiego Kurdystanu

Styropianowe makiety Burhana to przywracanie wspomnień o tym, co było przed wojną, przed ucieczką, przed obozem. O dawnym kraju i dawnym życiu. Dlatego w obozie wspierają go wszyscy. I gdy widzą jego prace, czasem płaczą.

Gdy mieszkańców obozu Baharka pytamy o przeszłość, słyszymy historie o terrorze tzw. Państwa Islamskiego, o strachu, o ucieczce – czyli o wszystkim, co sprawiło, że nauczyciel, mechanik albo sprzedawca z dnia na dzień stali się kimś jeszcze – wewnętrznymi przesiedleńcami. Uciekinierami we własnym kraju.

Czy można to wybaczyć?

Omar, który gości nas w domu na terenie obozu, mówi, że nie szuka zemsty. Chociaż wie, że wielu rzeczy nigdy nie zapomni. Sam nie jest pewien, czy potrafiłby zapomnieć, gdyby stracił nie tylko dom, ale też rodzinę. Mówi jednak, że ważne jest to, co tu i teraz.

Pytamy więc o teraźniejszość.

Omar dalej pracuje jako nauczyciel. Od kilku lat jeździ do pracy z obozu dla uchodźców. Uczy w szkole w Irbilu, kilkanaście kilometrów dalej. Gdy go poznajemy, właśnie przygotowuje się na sezon deszczowy. Murowany dom dużych rozmiarów przykrywa płachtami. Nagle zaczyna padać. Kałuże na podłodze w kuchni stają się coraz większe. Niebawem przyjdą bardziej ulewne deszcze, a w obozie to duży problem.

Ale ważne jest to, co tu i teraz.

Omar z obozu Baharka. Fot. Anna Mikulska

A teraz: są dzieci. Jedne bawią się patykiem, inne smartfonem. Same albo w grupie. Wszystkie dzielą się szerokim uśmiechem. Dla wielu obóz jest jedynym domem, który znają. Czasem pytają o przeszłość, której nie pamiętają. O dom, o którym rozmawiają rodzice, a którego już nie ma. Starszym dzieciom Omara został w głowie ślad po ucieczce z rodzinnego Sindżaru. Gdy któreś z nich jest niegrzeczne, drugie mówi: „Zachowujesz się jak daesh”.

Są młodzi. Wieczorem tłoczą się w jednym z budynków, gdzie znajdują się stoły bilardowe. Kibicowanie i okrzyki mieszają się z arabską muzyką i dymem papierosowym.

USA wbiły Kurdom nóż w plecy

Są dorośli. Chodzą na zakupy do lokalnych sklepów, których wbrew temu, co można by się spodziewać, w obozie nie brakuje. Jadą do pracy w Irbilu, inni wracają. Albo przesypiają dni, bo pracy nie ma. I nie bardzo wiadomo, co dalej.

Są też i starsi, dla których największym powodem do dumy są wnuki. Sami spędzają czas na rozmowach przed sklepem lub w domu. Obserwują to, co dzieje się dookoła.

W obozie mieszka 4,7 tysiąca ludzi. Po południu, gdy zachodzi słońce, ulice Baharki robią się gwarne. I dookoła jest pełno życia.

Obóz Baharka w irackim Kurdystanie. Fot. Anna Mikulska

Wspomnienie

Na głównym placu w obozie poznajemy Burhana, który zaprasza nas do swojej pracowni.

– Zabytki mówią o źródłach każdego narodu. Są podstawą jego istnienia, obecności, cywilizacji – wyjaśnia. Niewielka przestrzeń, sklecona z blach i desek, z trudem mieści modele minaretów i innych zabytkowych budowli Iraku. Wiele z nich zostało zrównanych z ziemią przez bojowników ISIS kilka lat temu.

Wśród modeli zbudowanych przez Burhana jest minaret Wielkiego Meczetu al-Nuri w Mosulu. To średniowieczna świątynia, która była jednym z najsłynniejszych zabytków w kraju. Abu Bakr al-Bagdadi proklamował w jej progach kalifat Iraku i Lewantu. Tak zwane Państwo Islamskie oficjalnie przestało istnieć w 2017 roku i wtedy też, według informacji irackich władz, sami bojownicy wysadzili al-Nuri.

Pogłoski o pokonaniu Państwa Islamskiego są mocno przesadzone

Dla świata Wielki Meczet stał się więc symbolem powstania i upadku Państwa Islamskiego. Ale Burhan, który sam uciekł z Mosulu przed terrorem ISIS, w zgliszczach świątyni widzi coś więcej. – To nie tylko najpiękniejszy meczet, jaki widziałem w życiu, ale też utrata niepowtarzalnej architektury, szczegółowych ornamentów – mówi. Z precyzją odtwarza je w jednym z niewielu dostępnych w obozie materiałów – styropianie.

Swoimi makietami Burhan przywraca wspomnienia sobie i mieszkańcom obozu. Styropianowe meczety i kościoły opowiadają o utraconym domu. O tym, co przed wojną, przed ucieczką, przed obozem. O dawnym kraju i dawnym życiu. Dlatego Burhana w obozie wspierają wszyscy. I czasem płaczą, gdy widzą jego prace. Tak jak zarządca obozu, który umożliwił mu powiększenie pracowni, by zmieściło się w niej więcej miniaturowych budowli.

– Gdybym tylko miał jeszcze więcej przestrzeni i materiału, robiłbym makiety zabytków architektonicznych z całego świata – opowiada Burhan. Gdy mówi o kilkunastu różnych poziomach zdobień minaretu al-Nuri i innych szczegółowych elementach budowli, świecą mu się oczy, w których widać i pasję, i dumę. Wspomina, że praca przy makietach daje mu ulgę i pozwala oderwać myśli, chociaż wspomnienia zniszczonego Mosulu nadal wywołują ból.

Zbudowanie jednej makiety zajmuje nawet półtora miesiąca, ale to dlatego, że w obozie brakuje styropianu. Burhan śmieje się, że dzieci przynoszą mu każdy kawałek materiału, jaki tylko znajdą na drodze. Śmieje się też, gdy pytam go, gdzie uczył się tego rzemiosła.

– Nawet nie umiem czytać ani pisać, więc budowę modeli zaczynam od przyglądania się fotografii albo nagraniu. To zajmuje mi dwa dni. Analizuję i zapamiętuję dokładnie każdy szczegół. A później, już z pamięci, zaczynam budować – opowiada. – Wiem, że moja praca jest wartościowa, bo słyszałem to od ludzi z wykształceniem.

Rozdają mydło, leczą i uczą dzieci. O samoorganizacji uchodźców

Burhan nie planuje sprzedawać swoich dzieł, ale chce zorganizować w obozie wystawę, na której będzie można zamówić wykonanie budynku na podstawie gotowych wzorów. Czasem znajomi podsyłają mu zdjęcia zabytków z prośbą, by wykonał dla nich miniaturki. Zdarza się, że muzułmanie proszą o wykonanie kościołów i na odwrót. Chodzi o wspomnienia pięknych miejsc, utraconych razem z rodzinnym miastem.

Gdy rozmawiamy, delikatny deszcz zamienia się w ulewę. Zaczynam się zastanawiać, czy lichy dach z blachy wytrzyma i nie zatopi jego prac.

Burhan z obozu Baharka. Fot. Anna Mikulska

Spokój

Większość rodzin w Baharce nie liczy na powrót do domu. Mimo że formalnie Państwo Islamskie nie istnieje, to nadal pełno jest grup i ekstremistycznych bojówek, które częściowo kontrolują miasta. Poza tym ludzie często nie mają do czego wracać. Stracili nie tylko domy, ale też interesy. Tak jak Zuhir, który w Mosulu prowadził sklep spożywczy.

Biznes Zuhira został w całości rozkradziony przez bojowników ISIS. Żeby ujść z życiem, musiał oddać przemytnikom swój samochód. Do Baharki trafił razem z rodziną. Mieli ze sobą tylko ubrania, w których uciekli.

Covid-19 kontra ISIS. Zasady higieny dla bojowników dżihadu

W rok od przybycia do obozu Zuhir otworzył w nim, tak jak kiedyś w Mosulu, sklep spożywczy. Mówi, że konkurencja jest duża, ale radzi sobie dobrze, i że to łatwa praca. Mieszkańcy Baharki najczęściej kupują u niego mrożonki i słodycze dla dzieci. W asortymencie ma też chłodne napoje, szampony, środki czystości, papierosy.

Siadamy przed sklepem i rozmawiamy o dawnym Mosulu.
– Chodziliśmy na pikniki. Żyliśmy w pokoju, jak królowie. A Stany Zjednoczone sprowadziły na nas ISIS i zniszczyły wszystko – mówi.
Zuhir ma spokojny, a jednocześnie dumny wyraz twarzy.
– Ten spokój to dar od Boga – stwierdza.
I niewzruszony opowiada o ośmiu latach spędzonych w irańskim więzieniu po wojnie między krajami w latach 80. Na froncie walczył dwa lata.
– Jak można wybaczyć, gdy tylu młodych ludzi zamordowano?

Zuhir z obozu Baharka. Fot. Anna Mikulska

Codzienność

Baharka znajduje się w okolicach Irbilu, stolicy irackiego Kurdystanu. Większość mieszkańców trafiła tu w 2014 roku, uciekając przed bojownikami ISIS. To tzw. wewnętrzni przesiedleńcy, czyli uchodźcy we własnym kraju.

Skarżą się przede wszystkim na brak pracy. Zwłaszcza teraz, gdy w obozie pojawił się COVID-19 i wielu z nich straciło zatrudnienie w Irbilu. W listopadzie odnotowano tam 15 przypadków.

#Zostańwdomu – jeśli go masz. Dobre rady nie dla uchodźców

Ponad połowa rodzin mieszkających w Baharce ma przynajmniej jedną osobę, która potrzebuje świadczeń zdrowotnych, a znacznej większości nie stać na dostęp do opieki lekarskiej. Dzięki Polskiej Misji Medycznej w obozie działa klinika, apteka i gabinet dentystyczny. Mieszkańcy od czterech lat nie mieli dostępu do stomatologa, a potrzeby są ogromne. W irackim Kurdystanie, stosunkowo spokojnym regionie Bliskiego Wschodu, żyje łącznie niemal 1,5 miliona wewnętrznych przesiedleńców i syryjskich uchodźców.

Niemal połowa mieszkańców Baharki to dzieci.

Przyszłość

Omar: – Nie ma mowy o pojednaniu z tymi, którzy dokonali zbrodni. Zasługują na karę. Część z nich nadal jest w naszym mieście. Znam tych, którzy wrócili do domu i żałują. Jest niebezpiecznie. Dopóki nic się nie zmieni, nadal będziemy mieszkać tutaj.

Nocami myślę o Kabulu [reportaż]

Burhan: – Uczy się nas, by nie marzyć. Dorastamy jako sieroty, bo od dzieciństwa jesteśmy pozbawieni marzeń.

Zuhir: – Z obozu wyprowadzimy się, tylko jeśli będziemy mogli wrócić tam, stąd uciekliśmy. Czy kiedyś to będzie możliwe? Inshallah.

Obóz Baharka w irackim Kurdystanie. Fot. Anna Mikulska

Reportaż powstał przy wsparciu Polskiej Misji Medycznej w ramach projektu Pomoc medyczna i dentystyczna dla uchodźców, osób przesiedlonych i społeczności lokalnej w guberni Erbil, który jest współfinansowany z programu polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Możesz wesprzeć pomoc dla mieszkańców obozów w irackim Kurdystanie poprzez stronę Polskiej Misji Medycznej.

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Anna Mikulska
Anna Mikulska
Reporterka
Reporterka, z wykształcenia antropolożka kultury. Pisze o migracjach, prawach człowieka, globalnej polityce i odpowiedzialnej turystyce. Jako reporterka pracowała m.in. na Białorusi, w Hiszpanii, na Lampedusie i w irackim Kurdystanie. Współpracuje z krakowską „Gazetą Wyborczą”, publikowała m.in. na łamach „OKO.Press”, „Onetu”, „Pisma" i „Kontynentów".
Zamknij