Świat

Popęda: @J_Tsar w sieci

Z linków, tekstów ulubionych piosenek i zdjęć kotów dziennikarze i chmary internautów próbują odtworzyć tożsamość Dżohara Carnajewa.

Wkrótce po ujawnieniu tożsamości braci Tamerlana i Dżohara Carnajewów, podejrzanych o przeprowadzenie zamachów w Bostonie, ambasador Czech w USA Petr Gandalovič odczuł potrzebę poinformowania Amerykanów, że Czechy i Czeczenia to dwa różne słowa i dwa różne światy. „Republika Czeska to państwo w Europie Środkowej, Czeczenia jest częścią Rosji” zaznaczył na wszelki wypadek.

 

Oficjalny dyskurs w reakcji na wydarzenia w Bostonie koncentruje się wokół pytania: Dlaczego? Co sprawiło, że dwaj młodzi ludzie, z których jeden był obywatelem USA, a drugi miał zieloną kartę, zdecydowali się zaatakować miasto i kraj, z którym byli związani od 10 lat? To dyskurs zainicjowany przez Obamę, a liberalne media posłusznie koncentrują się wokół tej właśnie retoryki. Próbują spersonalizować obraz, odpolitycznić go, potraktować sprawę indywidualnie. Stąd pojawiające się we wszystkich mediach rozważania dotyczące tego, czy Dżohar był faktycznie „aniołem”, jak twierdzi jego ojciec i przyjaciele. Amerykańscy politycy póki co taktownie powstrzymują się od komentarzy, zostawiając ujadanie na islam konserwatywnym gazetom, a nienawiść tłumom. W tym samym czasie meczet w Bostonie został po sugestiach ze strony rządu zamknięty do odwołania.

 

Na początku 2011 roku pewien „obcy rząd” poprosił FBI o informacje na temat Tamerlana Carnajewa, ponieważ „obcy rząd” dowiedział się o planach podróży tego młodego człowieka do Czeczenii, a niepokoił się o jego zainteresowanie radykalnym islamem. FBI wszczęło odpowiednie kroki i rozpoczęło monitoring Tamerlana Carnajewa, a następnie dokonało wywiadu z nim i z jego rodziną. Ocena sytuacji: nie stwierdzono żadnej aktywności terrorystycznej. W 2012 roku Tamerlan spędził 6 miesięcy w Rosji i wrócił do USA w lipcu tamtego roku.

 

Konserwatywny „National Review” nie waha się użyć słowa dżihad. Tylko tu amerykański czytelnik może dowiedzieć się, że Tamerlan to imię „XIV-wiecznego muzułmańskiego wojownika”, za którego czasów Azja Mniejsza spłynęła krwią niewinnych. Czego można się spodziewać po chłopaku, który nosi takie imię i którego określił swój światopogląd na VKontankte, rosyjskim odpowiedniku Facebooka, jako „islam”? Andrew McCarthy, nota bene autor książki o wiele mówiącym tytule: Spring Fever: The Ilussion of Islamic Democracy, zapewnia nas, że dla braci Carnajew nie ma różnicy między Ameryką a Rosją. Istnieje tylko podział na muzułmanów i niewiernych. Amerykańska prasa nie podejmuje tematu, ale niektóre europejskie gazety już delikatnie spekulują, jak sprawa Carnajewów wpłynie na polityczną przyszłość Czeczenów. Rząd rosyjski złożył Amerykanom kondolencje. Zapewne przekaz ze strony rosyjskiej będzie mniej więcej taki: Teraz przynajmniej mogą przekonać się na własnej skórze, jak to jest z tą Czeczenią.

 

Według  prezydenta Jamestown Foundation w USA nie przebywa więcej niż 200 Czeczenów, z czego najwięcej mieszka właśnie w okolicy Bostonu, bo inne amerykańskie miasta nie chciały ich przyjąć. Zakaz obejmował zwłaszcza mężczyzn, 70 procent czeczeńskich emigrantów to kobiety. Takie jak matka Carnajewów, która zresztą wróciła do Rosji w zeszłym roku razem z ojcem Tamerlana i Dżohara. Żadne z nich nie wierzy w winę synów. Zgodnie twierdzą, że ktoś ich wrobił. Ich zdaniem Tamerlan był monitorowany przez FBI przez ostatnie 3 do 5 lat – nawet po wyżej wspomnianym wywiadzie z 2011, który nie wykazał „aktywności terrorystycznej”, FBI powiedziało im, że syn jest zaangażowanym ekstremistą. Czy byłby w stanie przygotować zamach, pozostając pod czujnym okiem FBI? Według serwisu Buzz Feed rodzice Carnajewów przejawiają typową mentalność Czeczenów, przyzwyczajonych do okrucieństwa sowieckiego rządu. Są nauczeni cynicznej i brutalnej polityki, więc nie ma się im co dziwić.

 

W piątek wieczorem (19 kwietnia) młodszy i jedyny żyjący z braci, Dżohar, został znaleziony w łódce pełnej krwi w Watertown, Massachusets. Znajomi opisują jako zwykłego chłopaka, grającego w piłkę nożną i gry komputerowe. Jeden z nich rozmawiał z nim na kampusie uniwersytetu w dzień po zamachu i nie odnotował niczego szczególnego w jego zachowaniu.

 

Jego konto na Tweeterze było aktywne do kilku godzin przed zamachem. Z linków, tekstów ulubionych piosenek i zdjęć kotów dziennikarze i chmary internautów próbują odtworzyć tożsamość Dżohara. USAToday znalazło i opublikowało kilka „kąsków“:

 

@Moja religia jest prawdą.

 

@W trzeciej klasie podstawówki nie znałem ani słowa po angielsku

 

@Nie wiem dlaczego tak trudno ludziom zaakceptować fakt, że 9/11 to robota rządu.

 

Obecnie Dżohar Carnajew leży w szpitalu, gdzie dwa dni wcześniej umarł jego starszy brat. Jest właśnie tym z braci, który posiada obywatelstwo amerykańskie, lecz senator Lindsay Graham z Południowej Karoliny i senator John McCain z Arizony już zdążyli zaapelować do władz, żeby traktować Dżohara Carnajewa jako terrorystę, a nie jako zwykłego amerykańskiego przestępcę. Zredukowałoby to przysługujące mu prawa konstytucyjne, w tym prawo do zachowania milczenia. Miriam Conrad, federalny obrońca z urzędu stanu Massachusets potwierdziła, że jej biuro będzie reprezentować Carnajewa. Jak będzie wyglądał ten proces?

 

 

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Agata Popęda
Agata Popęda
Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w USA.
Zamknij