Świat

Majmurek: Lekcja z Tiananmen

Pierwszy w historii protest alterglobalistyczny? Tak, jeśli pamiętamy, że demonstranci domagali się też społecznej kontroli nad rynkowymi reformami.

Chiński 4 czerwca chętnie zestawiano w mediach z tym polskim. Z jednej strony „triumf demokracji” i narodziny „wolnej Polski” – liberalno-demokratycznej, zintegrowanej z Zachodem, wolnorynkowej – z drugiej brutalny atak chińskiej partii władzy przeciw demokratycznym żądaniom, odmawiający Chińczykom tego, co Polacy wynegocjowali przy Okrągłym Stole. Za taką interpretacją stoją pewne argumenty, ale na Tiananmen można też spojrzeć inaczej.

Według chińskich intelektualistów tamtejszej „nowej lewicy”, takich jak Wang Hui czy Li Minqi, Tiananmen można uznać za pierwszy w historii protest alterglobalistyczny, mający więcej wspólnego z demonstracjami przeciw obradom Światowej Organizacji Handlu w Seattle w 1999 roku niż np. z Praską Wiosną. Zdławiony przez czołgi 4 czerwca ruch społeczny domagał się bowiem – obok demokratycznych i liberalnych zmian – także społecznej kontroli nad przeprowadzonymi w latach 80. rynkowymi i ustrojowymi reformami. Sprzeciwiał się rosnącym przez dekadę społecznym nierównościom, apelując o sprawiedliwy podział powstającego w Chinach bogactwa.

Chińska droga do kapitalizmu

Lata 80. w Chinach to wprowadzenie rynkowych mechanizmów na wsi i do zarządzania państwowymi przedsiębiorstwami, otwarcie gospodarki na współpracę z zagranicznymi podmiotami, częściowe uwolnienie cen, decentralizacja władzy politycznej i ekonomicznej. Reformy te generują wzrost bogactwa, ale także nierówności społeczne, podkopują bezpieczeństwo socjalne szerokich grup społecznych. Względna liberalizacja za wczesnych rządów Deng Xiaopinga uruchamia debaty wewnątrz partii, aparatu władzy, intelektualistów i społeczeństwa na temat tego, jaki ekonomiczny i polityczny ustrój byłby najbardziej dopasowany do chińskich potrzeb. Zgłaszane są sprzeczne żądania: dalszego urynkowienia, wzmocnienia siły przedsiębiorców i menadżerów – i zwiększenia kontroli partii nad procesami gospodarczymi; odnowy legitymacji KPCh – i wprowadzenia mechanizmów demokracji liberalnej. Pojawiają się wreszcie hasła bardziej egalitarnej polityki, tworzącej rzeczywiście demokratyczne społeczeństwo, zdolne do zarządzania własną gospodarką.

Nie tylko studenci

Na placu Tiananmen w 1989 roku zgromadzili się nie tylko studenci. Od początku wspierali ich robotnicy z największych zakładów Pekinu. Robotnicy budowali barykady na dojazdowych ulicach do placu, by powstrzymać ewentualne ataki wojska i policji, pielęgniarki i sanitariusze czuwali nad zdrowiem protestujących.

Robotnicy nie przyszli na plac tylko po to, by „wyrazić poparcie” dla studentów. Mieli swoje własne żądania, głównie socjalno-ekonomiczne, i sami organizowali się politycznie. Pod koniec maja 1989 w stolicy Chin powstaje Autonomiczna Federacja Robotnicza Pekinu. Organizuje jednodniowy strajk generalny w proteście przeciw władzy, która gromadzi już wojsko wokół placu Tiananmen. Działacze AFRP skutecznie agitują i nakłaniają robotników do włączania się w jej szeregi. Do 4 czerwca zapisuje się ich oficjalnie 20 tysięcy. A to właśnie samoorganizacja klasy robotniczej – poza oficjalnymi strukturami, które ją rzekomo reprezentują w partii – jest tym, czego KPCh boi się najbardziej.

Kres Federacji, tak jak i ruchowi studenckiemu, kładzie 4 czerwca. W odpowiedzi podobne organizacje robotnicze powstają na początku czerwca w Guangdong i Hangzhou. Do lipca trwają strajki. Do jesieni władzy udaje się je jednak stłumić i tym samym zniszczyć niezależny ruch robotniczy w Chinach.

Lekcja z Tiananmen

Ruch robotniczy spotkał się na placu Tiananmen ze studenckim, ale stały tam poniekąd osobno – razem poniosły tylko klęskę. Stłumienie ruchu studenckiego i robotniczego, liberalno-demokratycznych i socjalnych żądań, położyło fundamenty pod współczesny ład panujący w Chinach: połączenia neoliberalizmu w gospodarce, prowadzącego do coraz większego rozwarstwienia, i autorytarnych rządów partii w polityce.

Nie ma się więc co dziwić, że chińskie władze milczą w sprawie Tiananmen. Wydarzenia z 1989 roku porównuje się czasem do krwawo stłumionych protestów, jakie miały miejsce, również na placu Tiananmen, po śmierci Zhou Enlai. Enlai był bardzo cenionym członkiem ścisłej elity władzy, który starał się ograniczać przemoc Rewolucji Kulturalnej. Po dojściu do władzy Deng Xiaoping rehabilitował uczestników tego protestu, uznając, że wyrażali oni „patriotyczne” troski. Dziś jednak podobny ruch wobec demonstrantów z 1989 roku nie jest możliwy.

Masakra na Tiananmen jest bowiem poniekąd mordem założycielskim współczesnego chińskiego porządku.

Sojuszu części członków partii, biznesu, armii i grupy niegdyś opozycyjnych intelektualistów, zwłaszcza ekonomistów, którym z dawnych liberalnych żądań został dziś jedynie neoliberalizm.

O chińskich rozwiązaniach ustrojowych mówi się czasami, że są one przyszłością świata. Czy podobny sojusz neoliberalizmu i autorytaryzmu (tylko że religijnego) nie działa dziś w Turcji? Jeśli nie chcemy uniwersalizacji „modelu chińskiego”, warto pamiętać lekcję z Tiananmen: nie wolno nam oddzielać emancypacji politycznej od ekonomicznej. Liberalnej demokracji od przynajmniej względnie egalitarnej struktury społecznej, bez której ta pierwsza wyradza się w oligarchię. Jak pisała kiedyś Róża Luksemburg: nie ma socjalizmu bez demokracji ani demokracji bez socjalizmu. Jeśli kogoś razi tu słowo „socjalizm”, niech zastąpi je „sprawiedliwością społeczną” czy innym bliskoznacznym terminem. Jakkolwiek byśmy jednak nazwali to żądanie sprawiedliwości, bez jego realizacji nie jest możliwa żadna prawdziwie demokratyczna kultura. O czym Tiananmen przypomina nam co roku z całą wyrazistością.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".