Świat

Black Lives Matter. Kościuszko to mówił 250 lat temu

Gdyby Tadeusz Kościuszko mógł z zaświatów obserwować to, co dziś dzieje się w jego drugiej ojczyźnie, z pewnością stałby po stronie protestujących, a nie po stronie ucisku, niesprawiedliwości i bezkarnego strzelania do czarnych współobywateli.


Od kilku dni Stanami wstrząsają gwałtowne protesty po kolejnej śmierci czarnego Amerykanina z rąk białego policjanta. George Floyd, oskarżany o to, że zapłacił w sklepie fałszywym banknotem, przez kilka minut podduszany był kolanem przez funkcjonariusza policji z Minneapolis. Mówił coraz słabszym głosem, że nie może oddychać – aż nie był już w stanie nic powiedzieć.

Popęda: Systemowy rasizm amerykańskiej policji zabija

Patrząc na reakcję polskiego Twittera – zwłaszcza jego prawej strony – na to, co dzieje się za oceanem, można odnieść wrażenie, że naszą prawicę najbardziej poruszyła nie śmierć człowieka z rąk policjanta, nie liczne przypadki brutalnego traktowania demonstrantów przez siły porządkowe, nie podsycająca konflikt nienawistna retoryka Trumpa, ale fakt, że na pomniku Tadeusza Kościuszki w Waszyngtonie demonstranci wypisali antyrasistowskie i wymierzone w Trumpa hasła. W tym litery BLM, skrót od Black Lives Matter, nazwy ruchu powstałego na fali wymierzonej w czarnych, często policyjnej przemocy.

Oburzenie na litery BLM na pomniku Kościuszki jest paradoksalne. Kościuszko był bowiem jedną z niewielu postaci z początków amerykańskiej historii, która w pełni podpisałaby się pod tym hasłem. To, że Stany nie posłuchały polskiego wojskowego w kwestii czarnych i niewolnictwa, jest jedną z przyczyn, dla których od kilku dni Ameryka stoi w ogniu.

Niespełniony testament Naczelnika

Jak wiadomo, Kościuszko w testamencie polecił przeznaczyć swój amerykański majątek – głównie zaległy żołd, jaki winny był mu rząd federalny – na wyzwolenie i edukację czarnych niewolników. W 1817 roku, gdy Kościuszko umarł, kapitał wynosił 17 tysięcy dolarów. W tym samym roku, jak podaje historyczka Brenda E. Stevenson, za zdrowego, dorosłego niewolnika (mężczyznę) płacono około 450 dolarów, za kobietę 300, 100-150 dolarów za dzieci. Proste wyliczenia wskazują, że za spadek można było uwolnić nawet kilkadziesiąt osób.

Egzekutorem testamentu Kościuszko uczynił trzeciego prezydenta Stanów Zjednoczonych (1801-09), autora Deklaracji Niepodległości, Tomasza Jeffersona. Jefferson sam był właścicielem opierającej się na niewolniczej pracy plantacji Monticello. Zgodnie z testamentem miał użyć środków z majątku Kościuszki na wypłatę sobie odszkodowania za uwolnionych niewolników albo na wykupienie ich z innych plantacji. Jefferson nieustannie potrzebował gotówki, przychody z plantacji nie oszałamiały, cały majątek polityka był silnie zadłużony.

Wodiczko: Kościuszko może być nazwany radykalnym demokratą

Amerykanin nigdy jednak nie wypełnił testamentu swojego przyjaciela. Zrzekł się przed sądem roli egzekutora i wszelkich korzyści beneficjenta. Dlaczego? Powody są złożone. Jefferson sam tłumaczył się tym, że jest zbyt stary i zmęczony, by podjąć się zadania. Do majątku Kościuszki roszczenia zgłaszała także jego polska rodzina i Szwajcar, u którego spędził ostatnie lata życia. Jefferson faktycznie mógł nie czuć się na siłach, by toczyć długą sądową walkę o realizację zapisów przyjaciela. Możliwe też, że przeważyła kalkulacja ekonomiczna – Jefferson uznał, że od gotówki bardziej opłacalne jest utrzymywanie czarnych niewolników, bez których produktywność jego plantacji spadnie, jeszcze bardziej pogrążając majątek w długach.

Jakiekolwiek byłyby powody, gest Jeffersona można także odczytać symbolicznie – jak proponuje to amerykański historyk i biograf Kościuszki, Gary B. Nash. Testament Kościuszki był bowiem nie tyle aktem dobroczynności wobec czarnych, co deklaracją pewnej filozofii społecznej i wizji Ameryki, w której jako obywatele odnaleźć się mogą także czarni Amerykanie.

Nash jest jednym ze współautorów książki zestawiającej biografie trzech postaci – Jeffersona, Kościuszki oraz czarnego adiutanta tego drugiego, Agrippy Hulla. Nash twierdzi, że to właśnie doświadczenie walki u boku Hulla i innych czarnych żołnierzy, walczących w amerykańskiej wojnie o niepodległość, uwrażliwiło Kościuszkę na problem czarnych i naocznie pokazało mu głupotę rasistowskich teorii, uzasadniających podporządkowanie czarnych niewolników ich rzekomo niskim poziomem rozwoju umysłowego.

Kościuszko wierzył, że czarni Amerykanie mogą być wolnymi obywatelami Republiki. Pieniądze ze spadku miały być wydane w ten sposób, by wyzwoleńcy otrzymali ziemię, narzędzia rolnicze oraz umiejętności umożliwiające im normalne funkcjonowanie w amerykańskim społeczeństwie. Takie stanowisko było wyjątkowe nawet wśród abolicjonistów, dla których kwestia pełnego obywatelstwa wyzwolonych czarnych przez bardzo długi czas wcale nie była oczywista.

Niekończąca się droga do obywatelstwa

Jak wiemy, jednak nie tylko Jefferson, ale całe Stany długo nie były w stanie zrealizować symbolicznej warstwy testamentu Kościuszki. Niewolnictwo pozostało częścią amerykańskiego ustroju aż do wejścia w życie znoszącej je XIII poprawki do konstytucji, w grudniu 1865 roku. XIV (1869) i XV (1870) poprawka przyznały czarnym obywatelstwo i prawo głosu. Przez następne sto lat władze szeregu stanów (głównie z Południa) robiły jednak wszystko, by ograniczyć realne prawa czarnej ludności, zamykając ją w czarnym getcie (osobne szkoły, uczelnie, restauracje itd. dla czarnych i białych) i ograniczając jej prawa wyborcze.

Mimo przyjęcia kolejnych ustaw o prawach obywatelskich, mimo zakazu dyskryminacji, powstania w miarę zamożnej, dobrze wykształconej czarnej klasy średniej, mimo siły czarnych organizacji religijnych i politycznych, sukcesów czarnych sportowców, artystów i przedsiębiorców, mimo Nobla dla Toni Morrison i dwukrotnego wyboru czarnego prezydenta – Stany wciąż pozostają miejscem, gdzie Afroamerykanie są grupą strukturalnie zmarginalizowaną.

Toni Morrison: Chciałam, żeby moje pisarstwo było bezspornie czarne

Raport liberalnego think-tanku Economic Policy Institute pokazuje, że w ciągu 50 lat od przełomowych osiągnięć ruchu praw obywatelskich dla czarnych Amerykanów niewiele zmieniło się na lepsze. Jedna piąta Afroamerykanów żyje poniżej progu ubóstwa – czarni mają dwuipółkrotnie większą szansę na popadnięcie w ubóstwo niż biali. Przeciętna stawka za godzinę pracy czarnego pracownika to tylko 82,5 procent stawki białego. Przeciętny dochód czarnego gospodarstwa domowego to około 60 procent przeciętnego dochodu białego. Średni majątek typowej białej rodziny wynosi dziś 171 tysięcy dolarów, a czarnej – dziesięciokrotnie mniej, niewiele ponad 17 tysięcy. Przed reformami systemu ubezpieczeń zdrowotnych Obamy jedna piąta czarnych nie miała ubezpieczenia zdrowotnego.

Kościuszko polecił przeznaczyć swój amerykański majątek na wyzwolenie i edukację czarnych niewolników.

Za to procent populacji osadzonej w więzieniu jest sześć razy większy w przypadku czarnych niż białych. Pew Research Centre podaje, że Afroamerykanie to około 12 procent populacji Stanów, ale jednocześnie stanowią oni jedną trzecią populacji amerykańskich więzień. Choć w okresie 2007-17 widać zmniejszanie się różnicy między liczbą białych i czarnych więźniów, to trzy lata temu w więzieniach ciągle osadzonych było ponad 475 tysięcy Afroamerykanów.

Czarni padają także częściej ofiarami policyjnej czy oddolnej przemocy. Na początku roku, w lutym, emerytowany policjant i jego syn zastrzelili nieuzbrojonego Ahmauda Arbery’ego, który uprawiał jogging w jednym z miasteczek Georgii. Mężczyźni tłumaczyli się, że Afroamerykanin przypominał mężczyznę, który niedawno miał dokonać włamania w ich sąsiedztwie, że pobiegli za nim, by wyjaśnić sprawę, a on zaatakował młodszego z nich. Policja puściła ich wolno, dopiero publikacja nagrania pokazującego, że czarny biegacz nikogo nie atakował, wymusiła aresztowanie dwójki zabójców.

Nie przeminęło z wiatrem. Lincz na Ahmaudzie Arberym

Także w tym roku dwaj nieumundurowani policjanci z Louisville w Kentucky, prowadzący w czarnej dzielnicy śledztwo w sprawie narkotyków, nie przedstawiając się weszli z bronią w ręku do domu czarnej pielęgniarki. Chłopak dziewczyny przekonany, że to napad, chwycił za broń. Policjanci otworzyli ogień, zginęła kobieta, która w ogóle nie zachowywała się agresywnie. W zamieszkanych przez białych dzielnicy policja nigdy nie pozwoliłaby sobie na coś takiego.

Być wiernym Kościuszce

William Faulkner pisał w jednej ze swoich powieści, że przeszłość nie tylko nie jest martwa, ale nie jest nawet przeszłością. Z pewnością jest to prawdziwe wobec przeszłości niewolnictwa, które ciągle kształtuje w Stanach podziały społeczne, determinuje życiowe szanse, określa kształt miast, a nawet ustroju.

Najbardziej absurdalne elementy amerykańskiego systemu wiążą się bowiem z dziedzictwem niewolnictwa. Druga poprawka, dająca prawo do posiadania broni, brzmi „Dobrze zorganizowana milicja jest niezbędną dla bezpieczeństwa wolnego państwa, prawo ludzi do posiadania i noszenia broni nie ulegnie naruszeniu”. „Dobrze zorganizowana milicja” w Stanach końca XVIII wieku oznaczała po prostu często patrole pilnujące pracujących na plantacjach niewolników – wpisanie prawa do posiadania broni do ustawy zasadniczej miało także na celu ochronę stosunków rasowych na Południu.

Rasizm tak amerykański, jak coca-cola

czytaj także

Wybór prezydenta przez kolegium elektorskie ostał się tak długo w konstytucji m.in. z tego powodu, że pozwalał zachować Południu nieproporcjonalnie duży wpływ na politykę państwa. Liczbę elektorów każdego stanu wyliczano uwzględniając niewolną czarną ludność (czarny niewolnik liczył się jak 3/5 białego). Stany nie wprowadziły po wojnie powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego w dużej mierze z tego powodu, że dla wielu białych niewyobrażalne było, by ich składki mogły iść na leczenie czarnych.

Najbardziej absurdalne elementy amerykańskiego systemu wiążą się z dziedzictwem niewolnictwa.

Błędne koło biedy, braku perspektyw, przestępczości i przemocy, w jakim znajdują się czarni Amerykanie, co jakiś czas prowadzi do eksplozji podobnej do tej, jaką obserwowaliśmy w ostatnich dniach. Na ogół wtedy, gdy wydarza się niesprawiedliwość, której czarni nie są już w stanie znieść. Ameryka nie wyjdzie z tego błędnego koła, póki nie zmierzy się z dziedzictwem wykluczenia i systemowego rasizmu.

Obecne protesty zwracają uwagę na to, jak głęboki i wybuchowy jest problem. Gdyby Tadeusz Kościuszko mógł z zaświatów obserwować to, co dziś dzieje się w jego drugiej ojczyźnie, z pewnością stałby po stronie protestujących, a nie po stronie ucisku, niesprawiedliwości i bezkarnego strzelania do czarnych współobywateli. Nie wiem, czy osoby, które napisały „Fuck Trump” i „BLS” na pomniku Kościuszki, wiedzą, kim był polsko-amerykański bohater. Bardzo możliwe, że nie. Ale przypadkiem ten akt wymierzonego w pomnik ikonoklazmu wydobywa zapomniane, jednak bardzo dziś potrzebne historyczne przesłanie przedstawionej na monumencie historycznej postaci.

Szesnaście strzałów w Chicago. Zabójstwo Laquana McDonalda

Rozumiejąc nawet to, jak emocjonalnie działa na nas sprofanowany pomnik Kościuszki, apelowałbym o dostrzeżenie szerszego obrazu. Dwóch filozofów zajmujących się badaniem tradycji ludowego oporu – Łukasz Moll i Michał Pospiszyl – wystosowało nawet petycję do polskiego rządu z apelem o podjęcie starań w celu zachowania na pomniku umieszczonych tam napisów jako wyrazu symbolicznego wsparcia dla postulatów czarnych we współczesnych Stanach. „Jesteśmy przekonani, że gdyby Kościuszko powstał z martwych, wypisałby na monumencie wielki napis Black Lives Matter” – piszą. Jakikolwiek pomysł mielibyśmy na to, co dalej z pomnikiem, to jeśli chcemy być wierni dziedzictwu Kościuszki, nie możemy się nie zgodzić z tym zdaniem.

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".