Świat

Konserwatywny katolicki sędzia ikoną mainstreamu

Czy coś wam to przypomina?

Wymieńmy tylko kilka najbardziej kontrowersyjnych spraw, które stanęły przed Sądem Najwyższym USA w ciągu ostatnich trzydziestu lat: Hobby Lobby i Citizens United [poluzowanie reguł finansowania kampanii politycznych], Bush kontra Gore, wypatroszenie Voting Rights Act [zakazu dyskryminacji rasowej w odniesieniu do praw wyborczych], większa kontrola kupujących broń, Violence Against Women Act [ustawy antyprzemocowej] oraz (oto prawdziwy środkowy palec wymierzony ludzkiemu postępowi) ograniczenie uprawnień Agencji Ochrony Środowiska, przewidzianych w celu walki z globalnym ociepleniem.

To tylko kilka z katastrofalnych decyzji, które zapadły w Sądzie Najwyższym dzięki przewadze jednego głosu, pięć do czterech, i do których rękę przyłożył zmarły w lutym sędzia Antonin Scalia. Gdyby wszystkie decyzje zależały tylko od niego, mielibyśmy się jeszcze gorzej: był w mniejszości głosującej przeciwko Affordable Care Act [ustawa prezydenta Obamy obejmująca nieubezpieczonych współfinansowaną przez budżet federalny opieką medyczną], przeciwko małżeństwom jednopłciowym, ale za to za skazywaniem ludzi za przestępstwa, które popełnili w dzieciństwie. W świecie sędziego Scalii kobiety nie miałyby wstępu do akademii wojskowej w Wirginii (i kto wie, gdzie jeszcze), dawno by już wycofano [legalizującą aborcję] poprawkę Roe v. Wade, a policjanci nie musieliby mówić aresztowanym o ich prawach. Długo by jeszcze wymieniać.

Jasne, Scalia kochał operę i był przyjacielem Ruth Bader Ginsburg [drugiej w historii kobiety w Sądzie Najwyższym, nominowanej w 1993 roku przez prezydenta Clintona]. Ci, którzy go znali, podkreślają jego towarzyskość i dowcip, a także to, że potrafił cieszyć się życiem jak mało kto. Miał bogaty słownik i wiele synonimów na nonsensy (te „jiggery-pokery” i „argle bargle”). Osobiście podzielam też jego obojętność wobec zdrowej diety i ćwiczeń fizycznych.

Mimo tego Scalia nie zasługuje na komplementy, którymi teraz obdarzają go liberałowie. To, że ktoś umarł, nie czyni z niego automatycznie pluszowego misia do przytulania.

Niewielu jest ludzi, o których można powiedzieć, że gdyby nie oni, żylibyśmy w innym świecie. Pięciu konserwatywnych sędziów Sądu Najwyższego, którzy umożliwili prezydenturę George’a W. Busha, kwalifikują się do tej wąskiej grupy. Gdy wstrzymali liczenie głosów na Florydzie, zmienili bieg historii, i to w sposób – czego nie można powiedzieć o wielu innych decyzjach wymiaru sprawiedliwości – nieodwracalny. Zniszczeń wojennych w Afganistanie i Iraku nie da się cofnąć ani naprawić. Po ponad dekadzie skutki tych interwencji rozlały się na cały Bliski Wschód. Tu, pod naszym dachem, republikańscy kandydaci [do nominacji w wyborach prezydenckich] licytują się, który jest bardziej skłonny do używania tortur. To jest świat, który Scalia pomógł stworzyć.

To zadziwiające, jak skutecznie narzucił swoje poglądy światu prawa Scalia – ten konserwatywny katolik ze sztywnymi poglądami na seks i moralność, którego filozofia odczytywania „oryginalnych zamiarów [twórców amerykańskiej konstytucji]” uniemożliwiała w praktyce interpretowanie ustawy zasadniczej w świetle współczesnej wiedzy i okoliczności. Kiedy w 1986 na sędziego powołał go Ronald Reagan, poglądy Scalii na sprawy społeczne nie były dalekie od głównego nurtu. Homoseksualność była wciąż tabu, a „małżeństwa gejowskie” oksymoronem. Equal Rights Act [proponowana poprawka do Konstytucji USA, mówiąca o równym statusie kobiet i mężczyn] już od dawna była martwa. Jednak od tamtego czasu Amerykanki i Amerykanie, także ci określający się jako konserwatyści, ewoluowali – Scalia był zaś zacementowany. Dziś jego teksty o prawach gejów czyta się jak zapis publicystycznych ekscesów jakiegoś prezentera radiowego. W swoim zdaniu odrębnym do wyroku Lawrence v. Texas, który to wyrok znosił zapisy „przeciwko sodomii” w tym stanie, Scalia zabiera głos przeciwko „agendzie homoseksualistów”. Przez lata porównywał homoseksualność do morderstwa, poligamii, zoofilii, kazirodztwa, molestowania dzieci, prostytucji, „rekreacyjnego zażywania heroiny” oraz… „pracy po 12 godzin dziennie w piekarni”. Kiedyś powinien zająć się tym psychoanalityk.

Kraj poszedł do przodu także w innych dziedzinach. Poparcie Scalii dla kary śmierci było mainstreamowe, gdy dołączył on do składu Sądu Najwyższego. W 2015 roku jednak już tylko cztery stany wykonują większość egzekucji w Ameryce, a z każdym rokiem kar śmierci orzeka się coraz mniej. Scalia zasłaniał się religią, mimo że Amerykanki i Amerykanie, także katolicy, są dziś dużo mniej religijni. Jego codzienny rasizm był powalający: zakaz dyskryminacji wprowadzony przez Voting Rights Act był dla niego „przywilejem rasowym”, a czarnoskórzy uczniowie lepiej poradziliby sobie w „szkołach o wolniejszym programie”. Jego ostatnie w życiu głosowanie, w którym wziął udział cztery dni przed śmiercią, to kolejny wyrok wydany większością pojedynczego głosu, tym razem przeciwko Clean Power Plan [planowi czystej energetyki] Obamy – i to pomimo że kraj w końcu zgadza się co do skutków zmian klimatycznych. Citizens United [poprawka, która poluzowała zasady finansowania kampanii wyborczych] spotkała się ze sprzeciwem w obu partiach, wprost umożliwiając antyestablishmentowe powstanie Trumpa i Sandersa. Zresztą, sam Sanders powiedział, że skłonność do wycofania się z Citizens United będzie papierkiem lakmusowym dla jego [ewentualnych, gdy zostanie prezydentem] nominacji sędziów Sądu Najwyższego.

Gdy mowa o prawach kobiet, Amerykanie i Amerykanki daleko wyprzedzili poglądy Scalii, który sprzeciwiał się prawu Lily Ledbetter [kobiety, która pozwała firmę Goodyear i w efekcie doprowadziła do zmiany prawa] do pozwania pracodawcy za dyskryminację płacową ze względu na płeć, bo zbyt późno odkryła, że dostaje mniej niż koledzy. Scalia w 2011 roku powiedział, że dyskryminacja wobec kobiet nie jest zakazana przez konstytucję (wycofał się z tego kilka lat później, może jego dobra przyjaciółka Ruth Bader Ginsburg przypomniała mu, że czternasta poprawka do konstytucji [o równej ochronie obywateli przez prawo] stosuje się także do kobiet, i to od ponad 40 lat).

Aborcja pozostaje jedną sprawą, w której poglądy Scalii znajdywały odbicie w społeczeństwie. Mimo że większość Amerykanek i Amerykanów popiera rozstrzygnięcie SN w sprawie Roe v. Wade, to jednocześnie sondaże pokazują, że większość społeczeństwa jest też za pewnymi ograniczeniami względem oryginalnej poprawki legalizującej aborcję (np. takiej, jak zakaz jej wykonywania po 20 tygodniu ciąży albo zakaz aborcji przez ekstrakcję). Jest też mniejszościowa grupa popierająca prawo, które utrudnia utrzymywanie klinik aborcyjnych. Co ciekawe, badania Narodowego Instytutu na rzecz Zdrowia Reprodukcyjnego pokazują, że 55% badanych nie ma wystarczającej wiedzy o skali tych ograniczeń i sprzeciwia się im, gdy tylko pozna szczegóły: „duża większość ankietowanych mówi, że przeprowadzenie aborcji powinno być bezpieczne, legalne, w atmosferze szacunku i wsparcia, tanie, dostępne i wolne od wstydu”.

Ludzie na lewicy wyśmiewali niegdyś pomysł, że należy głosować na „sprzedajnych” demokratów ze względu na skład Sądu Najwyższego. Dawno temu sama mówiłam coś podobnego. Ale jakiekolwiek sens mogło to mieć dwadzieścia lat temu, dziś już go nie ma. Czy Obama będzie w stanie znaleźć zastępstwo dla Scalii, czy też nie, dwa lub trzy kolejne miejsca w Sądzie Najwyższym najprawdopodobniej zwolnią się w przyszłej kadencji, co da następcy Obamy olbrzymi wpływ na kształt orzecznictwa tej instytucji na kolejne dwadzieścia do trzydziestu lat. Sędziowie Sądu Najwyższego mają tendencję do długowieczności. Wybierajmy odpowiedzialnie.

***

Tekst ukazał się w oryginale w „The Nation” w wydaniu z 18 lutego 2016. Przedruk dzięki uprzejmości autorki. Przeł. Jakub Dymek.

 

**Dziennik Opinii nr 104/2016 (1254)

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij