Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Świat

Zapobiec kolejnej pandemii

W dzisiejszym świecie pandemia śmiertelnej choroby rozprzestrzeniałaby się błyskawicznie. Nie jesteśmy na nią gotowi. Na kryzysy zdrowia publicznego władze państw reagują na przemian to paniką, to zaniedbaniami.


GENEWA. Wyobraźmy sobie następujący scenariusz: w ciągu kilku dni na całym świecie rozprzestrzenia się pandemia śmiertelnej grypy. Paraliżuje handel i transport, wywołuje społeczny chaos, rozkłada na łopatki globalną gospodarkę i zagraża życiu dziesiątek milionów ludzi. Perspektywa takiego wybuchu zachorowań na ogromną skalę jest równie niepokojąca, co w pełni realna. Aby złagodzić związane z tym ryzyko, świat już teraz musi zacząć się na nią przygotowywać.

W ostatnich latach byliśmy świadkami wielu epidemii, od żółtej febry po ebolę, atakujących gęsto zaludnione obszary. Nowy raport powołanego w ramach WHO zespołu badającego stopień gotowości na wypadek epidemii (Global Preparedness Monitoring Board) ostrzega, że ludzkość zmierza w stronę dwudziestowiecznego odpowiednika pandemii grypy z 1918 roku, która dotknęła jedną trzecią światowej populacji i zabiła około 50 milionów ludzi.

Odra. Czy powinniśmy bać się epidemii?

czytaj także

Gdyby podobna epidemia wybuchła w dzisiejszych czasach, choroba rozprzestrzeniałaby się znacznie szybciej, miałaby większy zasięg i mogłaby zachwiać globalną gospodarką, doprowadzając potencjalnie do pięcioprocentowych strat w światowej ekonomii. Tymczasem pomimo wiszącego nad światem widma pandemii i kryzysów zdrowotnych przywódcy polityczni rzadko traktują ten temat priorytetowo. Żadne władze jak dotąd nie sfinansowały ani nie wdrożyły w pełni „Międzynarodowych przepisów zdrowotnych”, podstawowego traktatu międzynarodowego regulującego bezpieczeństwo zdrowotne, do przyjęcia którego zobowiązały się wszystkie państwa. Nie dziwi zatem fakt, że świat jest rażąco nieprzygotowany na pandemię gwałtownie rozprzestrzeniającą się drogą powietrzną.

Co prawda opracowaliśmy już wiele narzędzi potrzebnych do zapobiegania chorobom, ich leczenia i opanowania, takich jak szczepionki, diagnostyka i leki. Jednak władze państw wciąż nie podejmują wystarczających działań, by rozpowszechniać je na szeroką skalę. W momencie wybuchu pandemii na jakiekolwiek próby ratowania społeczności przed poważnymi szkodami będzie już za późno. Dlatego konieczne są pilne inwestycje, które dostarczą ratujące życie technologie tam, gdzie są one najbardziej potrzebne.

Gotowość na wypadek wybuchu epidemii to w równym stopniu problem społeczny, polityczny, dotyczący bezpieczeństwa, jak i medyczny – przy czym skuteczne działania są utrudniane przez czynniki takie jak ograniczone zaufanie do instytucji i świadome rozpowszechnianie dezinformacji. Widać to na przykładzie aktualnej epidemii eboli w Demokratycznej Republice Konga.

Światowej Organizacji Zdrowia i jej partnerom udało się na wielu płaszczyznach znacząco poprawić zdolność reagowania na epidemię eboli w Afryce Zachodniej w latach 2014–2016, m.in. dzięki zastosowaniu przełomowych szczepień, leków i innowacyjnych technologii. Jednak obecna epidemia w Demokratycznej Republice Konga rozprzestrzenia się w znacznie bardziej skomplikowanym, upolitycznionym otoczeniu, gdzie ludzie nie mają zaufania do władz i do służby zdrowia, a w związku z tym zmagają się z głębokim, długotrwałym poczuciem zagubienia. W tej sytuacji nie wystarczą odgórnie narzucone rozwiązania.

Ebola, Zika i świńska grypa, czyli jak przestać się bać kolejnej epidemii

Epidemie wybuchają i kończą się w społecznościach lokalnych, jednak władze krajowe i międzynarodowe rzadko znajdują czas lub realizują inwestycje, które pozwoliłyby te społeczności zaangażować w przygotowania na najgorsze. Lepsze byłoby podejście, w którym uwzględniono by potrzeby każdej społeczności i zadbano o pełne zaangażowanie lokalnych społeczności w planowanie zadań i mechanizmy rozliczania władz z ich wykonania.

Oczywiście ochrona przed wybuchem epidemii nie jest tania. Nie kosztuje jednak tyle, ile mogłoby się wydawać. Według danych Banku Światowego większość krajów musiałaby wydać zaledwie jeden, dwa dolary na osobę rocznie, by osiągnąć dostateczny poziom gotowości na zagrożenia dla zdrowia publicznego. Oznacza to zwrot z inwestycji rzędu co najmniej dziesięć do jednego.

Na ochronę przed wybuchem epidemii większość krajów musiałaby wydać zaledwie jeden, dwa dolary na osobę rocznie.

A przecież stopa zwrotu inwestycji nie uwzględnia korzyści dla gospodarki i stabilności społecznej wykraczających poza kwestie zdrowotne. W dzisiejszym mocno skomunikowanym świecie wystarczy, że jednej społeczności lokalnej nie uda się zapobiec wybuchowi epidemii, by na niebezpieczeństwo zostali narażeni wszyscy. Dlatego społeczeństwo, w tym sektor bezpieczeństwa, musi zostać zaangażowane w profilaktykę i planowanie, a bogatsze kraje powinny więcej inwestować w pomoc krajom mniej zamożnym w celu osiągnięcia odpowiedniego poziomu gotowości.

Oznacza to konieczność podejmowania ukierunkowanych inicjatyw, ale również szeroko zakrojonych inwestycji, które poprawią jakość, zasięg i trwałość systemów zdrowia publicznego, z pełnym zaangażowaniem społeczności lokalnych. Zresztą świat powinien zająć się tym tak czy siak: cel trzeci zrównoważonego rozwoju według ONZ oznacza, że do 2030 roku państwa muszą zapewnić „powszechną opiekę zdrowotną, w tym zabezpieczenie przed ryzykiem finansowym, dostęp do wysokiej jakości podstawowej opieki zdrowotnej oraz bezpiecznych, skutecznych, wysokiej jakości, przystępnych cenowo lekarstw i szczepionek”.

Jak uniknąć apokalipsy, czyli wszystko, czego nie chcecie wiedzieć o polskim zdrowiu, choć powinniście

Zbyt długo na sytuacje kryzysowe dla zdrowia publicznego reagowano na przemian to paniką, to zaniedbaniami. To wyjątkowo nieefektywne i kosztowne podejście, które naraża nas wszystkich na coraz większe ryzyko. Władze na całym świecie powinny zacząć myśleć perspektywicznie i zwiększyć środki przeznaczane na wzmocnienie systemów ochrony zdrowia na poziomie lokalnym, krajowym i międzynarodowym, poprawiając naszą zdolność do reagowania w warunkach kryzysu zdrowotnego i zapobiegania rozprzestrzenianiu się epidemii znanych patogenów, takich jak ebola, i tych nieznanych, które np. przenoszą się na ludzi ze zwierząt.

Mamy odpowiednią wiedzę i narzędzia. Jeżeli epidemia znowu nas zaskoczy, nie będzie już dla nas żadnego usprawiedliwienia.

 

**
Gro Harlem Brundtland, była premier Norwegii i była dyrektorka generalna Światowej Organizacji Zdrowia. Obecnie jest współprzewodniczącą Rady Monitorowania Globalnej Gotowości (Global Preparedness Monitoring Board). Elhadj As Sy jest sekretarzem generalnym Międzynarodowej Federacji Towarzystw Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca i współprzewodniczącym Rady Monitorowania Globalnej Gotowości.

Copyright: Project Syndicate, 2019. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożyła Dorota Blabolil-Obrębska.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.