Świat

Bolsonaro ma z kim przegrać, Lula wraca do gry

Wyrok brazylijskiego Sądu Najwyższego nie przesądza o niewinności byłego prezydenta, ale sprawia, że odzyskuje on prawa polityczne. Wyborczy rok 2022 pokaże, czy wygra polityk postępowy i rozumiejący wyzwania, przed którymi stoi kraj i świat, czy też niezdolny do tego populista pchający Brazylię i cały świat w bardzo niebezpiecznym kierunku.

Luiz Inácio Lula da Silva, dziś już 75-letni polityk i dwukrotny prezydent Brazylii, wraca do politycznej gry po werdykcie Najwyższego Sądu Federalnego, który unieważnił wyroki w sprawie jego rzekomej korupcji. Nie ma to jeszcze nic wspólnego z orzeczeniem o winie lub niewinności – przypomnijmy, że wyroki uniemożliwiły mu walkę wyborczą z prawicowym populistą Jairem Bolsonaro – ale przyznaje mu prawo do sprawiedliwego procesu.

Luiz Inácio Lula da Silva, czyli potocznie Lula, to niezwykła postać w historii Brazylii. Urodził się w wielodzietnej rodzinie i szybko musiał iść do pracy, żeby pomóc matce w jej utrzymaniu. Pracując, stracił w wypadku palec, ale nie uzyskał żadnego odszkodowania. Zaangażował się za to w działalność związków zawodowych, wyjątkowo niebezpieczną w czasach panowania wojskowej dyktatury. W końcu stał się przywódcą związkowym, organizatorem licznych strajków oraz współtworzył Partię Pracujących (Partido dos Trabalhadores, PT). Po demokratyzacji systemu politycznego w 1986 roku kilkukrotnie ubiegał się o urząd prezydencki, aż w końcu udało mu się wygrać wybory w 2002 roku. Od 1 stycznia 2003 roku do końca dekady sprawował ten urząd przez dwie kadencje, będąc w pewnym momencie najpopularniejszym prezydentem w historii kraju.

Klęska Brazylii gorsza niż 7:1 z Niemcami podczas MŚ w Brazylii? Lula w więzieniu

Skąd taki sukces? Był on pierwszym przywódcą państwa od czasów Getúlio Vargasa – prezydenta Brazylii do 1954 roku – który realnie i na szeroką skalę zajął się sprawami ludzi najuboższych i pracujących (ale nie wykazywał przy tym, jak Vargas, skłonności autorytarnych).

Największym osiągnięciem rządów Luli i PT było wprowadzenie szeregu programów społecznych i rozwojowych, z których największy, Bolsa Família, przyczynił się do wyjścia z biedy 36 milionów ludzi, a jednocześnie zwiększył wskaźnik skolaryzacji (żeby dostać świadczenie na dzieci, trzeba posyłać je do szkoły) i poprawił stan zdrowia dzieci (obowiązkowe szczepienia). Program ten uchronił Brazylię przed kryzysem gospodarczym z końca pierwszej dekady XXI wieku, znacznie przyczyniając się do wzrostu wewnętrznej konsumpcji.

Rządy PT przyniosły obywatelom także kwoty na uczelniach, które umożliwiły zdobycie wyższego wykształcenia osobom wywodzącym się z dzielnic biedy, najczęściej ciemnoskórym, oraz programy rozwoju infrastruktury, szczególnie w zacofanych regionach interioru czy regionie Północno-Wschodnim. Te oraz prawie 200 innych programów przyczyniły się do zmniejszenia ubóstwa oraz skreślenia Brazylii, już za czasów następczyni Luli, Dilmy Rousseff, ze światowej mapy głodu ONZ.

Co prawda, Luli pomogła ogólna koniunktura gospodarcza, a oprócz wzrostu wewnętrznej konsumpcji – także wysoki popyt na surowce, od eksportu których Brazylia jest uzależniona ekonomicznie: rudę żelaza, ropę naftową czy soję. Kiedy odchodził, ciesząc się 80-procentowym poparciem, na pewno mógł zapisać na koncie pomoc większej liczbie Brazylijczyków niż ktokolwiek inny w historii. Nie przezwyciężył jednak ogromnego rozwarstwienia dochodowego i majątkowego oraz właściwie bez zmian pozostawił system finansowy, który petryfikuje kumulujące się od ponad pięciu wieków nierówności społeczne.

Lata rządów Luli to także jedna z największych afer korupcyjnych: skandal Mensalão. Najważniejsi politycy partii rządzącej (choć samemu Luli niczego nie udowodniono) przekupywali polityków w parlamencie, by głosowali za propozycjami rządu. W brazylijskim Kongresie zasiada zawsze około 30 partii i praktycznie niemożliwe jest uzyskanie trwałej większości. Skandal ten był jednak pierwszym, w którym wysoko postawieni politycy ponieśli odpowiedzialność.

Kolejnym i zarazem największym skandalem korupcyjnym w Brazylii (a może nawet na świecie) była afera w Petrobrasie, spółce naftowej, w której państwo posiada ponad połowę udziałów. Umoczonych w nią było bardzo wielu polityków, z prawie wszystkich partii politycznych, choć odium spadło głównie na rządzącą Partię Pracujących. Proceder polegał na tym, że różnym firmom budowlanym zlecano podwykonawstwo na rzecz Petrobrasu po zdecydowanie zawyżonych cenach, a część tych pieniędzy trafiała albo wprost na konta polityków, albo partii politycznych. I choć pełniącej wówczas urząd prezydentki Dilmie Rousseff niczego nie udowodniono, a jej impeachmentu dokonano pod innym pretekstem, to masy na ulicach protestowały przeciw Partii Pracujących właśnie z powodu tej afery korupcyjnej.

Dowbor: Brazylijskie elity szukały haka na prezydent Dilmę Rousseff. I go znalazły

Lula także był w sprawie Petrobras oskarżony. Zarzucono mu, że przyjął łapówkę w postaci luksusowego trzypoziomowego apartamentu w nadmorskim kurorcie. W lipcu 2017 roku sędzia federalny Sérgio Moro, który został później ministrem sprawiedliwości w rządzie Jaira Bolsonaro, skazał Lulę na 9 lat i 3 miesiące więzienia. Prezydent odwołał się, lecz sąd wydłużył jego karę do 12 lat i miesiąca.

Tuż przed wyborami prezydenckimi w 2018 roku Sąd Najwyższy liczbą głosów 6:5 orzekł zaś, że mimo iż Lula ma prawo odwołać się jeszcze do kolejnych instancji – to powinien już rozpocząć odbywanie kary. To z kolei uniemożliwiło mu start w wyborach, mimo sprzeciwu zarówno w kraju, jak i ze strony wielu rządów i organizacji międzynarodowych. Prezydent został w końcu zwolniony z więzienia po roku i 7 miesiącach, jesienią 2019 roku, gdy krajem rządził już Jair Bolsonaro.

„Zrobimy czystkę, jakiej Brazylia nie widziała” – prezydent Bolsonaro przemawia

Dopiero jednak teraz, a dokładnie 8 marca 2021 roku, zapadła decyzja, na mocy której Lula odzyskał prawa polityczne. Sędzia Sądu Najwyższego Edson Fachin orzekł, że wydział sądu w Kurytybie nie powinien był w ogóle prowadzić sprawy prezydenta. Jak już wspomniano, nie przesądza to o niewinności byłego prezydenta, a gwarantuje tylko, że ma on prawo do uczciwego procesu w Brasilii oraz że odzyskuje prawa polityczne.

A odzyskuje je w kraju pogrążonym w głębokim kryzysie. Przede wszystkim z powodu pandemii COVID-19, gdzie tylko z tego powodu zmarło ponad 271 tys. ludzi, a obecnie dzienna liczba ofiar koronawirusa przekracza 2000. Co dziesiąty nim zakażony na świecie to Brazylijczyk. Nie pomagał w walce z pandemią obecny prezydent, który najpierw z choroby się śmiał, później uznał, że leczy się ją chlorochiną, kpił ze szczepionek (twierdząc, że mogą zmienić w aligatora), utrudniał ich sprowadzanie i produkcję, którą niezależnie od jego polityki rozpoczynały kolejne stany, oraz ostentacyjnie występował publicznie bez maski. COVID-19 to także ogromne wyzwanie dla gospodarki, zasiłki mocno nadwyrężają budżet kraju, choć i tak są niewystarczające, a jednocześnie w Brazylii wskaźnik bezrobocia jest najwyższy od lat i oscyluje wokół 14 proc.

Nie dziwi w tej sytuacji, że właśnie od słów: „mam nadzieję, że wszyscy tutaj mają maski, że uważacie na siebie i wkrótce wszyscy zostaniecie zaszczepieni” Lula rozpoczął swoje wystąpienie w siedzibie związku zawodowego metalowców w São Bernardo do Campo, dwa dni po ogłoszeniu decyzji w jego sprawie. Wystąpienie było manifestem politycznym i zapowiedzią wsparcia finansowego dla osób poszkodowanych przez pandemię, wspierania walki z nią poprzez szczepienia, powrotu do polityki proklimatycznej, odbudowy pozycji kraju na arenie międzynarodowej i wsparcia wszelkich grup dyskryminowanych – z powodów etnicznych, płci czy też orientacji seksualnej. I choć wystąpienie to mogło brzmieć jak początek kampanii, Lula nie potwierdził, że będzie kandydował w wyborach prezydenckich w 2022 roku.

Sondaże pokazują, że Lula miałby największe szanse wygrać z Jairem Bolsonaro, ciesząc się zarówno większym poparciem, jak i mniejszym elektoratem negatywnym (mniej osób mówi, że „nigdy na niego nie zagłosuje”). Lula sprawował już jednak urząd prezydenta przez dwie kadencje i, powtórzmy, obecnie ma 75 lat.

Scena polityczna jest bardzo rozdrobniona i by wygrać, lewica musiałaby wystąpić we wspólnym bloku. Czy będzie go reprezentował Lula? To kandydatura obecnie najbardziej oczywista, ale należy pamiętać, że prokurator generalny kraju zamierza się od decyzji sędziego odwołać, a poza tym w sprawie Luli toczą się jeszcze cztery inne procesy.

Sondaże wskazują, że w drugiej turze Jaira Bolsonaro pokonać mógłby także Ciro Gomes, 12 lat młodszy i nieobciążony żadnymi zarzutami polityk. Jednak aby to on wszedł do drugiej tury, trzeba by stworzyć wspólny blok na jego rzecz, co wcale nie będzie proste ze względu na ambicje wielu polityków.

Ci, co popierali Bolsonaro, mają krew na rękach

Bez wątpienia powrót Luli do gry spędza też sen z powiek obecnemu burmistrzowi São Paulo, centroprawicowemu João Dorii, który radząc sobie nieźle z pandemią – jak na okoliczności tworzone przez politykę rządu federalnego – próbuje zbudować własną pozycję.

Brazylia stoi przed wielkim politycznym starciem i będzie się coraz bardziej polaryzować. Rok 2022 pokaże, czy wygra polityk postępowy i rozumiejący wyzwania, przed którymi stoi kraj i świat, czy też niezdolny do tego populista, który pcha Brazylię i nas wszystkich (wspierając rabunkową wycinkę Amazonii) w bardzo niebezpiecznym kierunku. Lula już jednak odniósł sukces. Po raz pierwszy od 36 (!) wystąpień także Bolsonaro pojawił się w masce i zarówno on, jak i jego syn Flávio oficjalnie poparli szczepienia jako ważny środek walki z pandemią.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Janina Petelczyc
Janina Petelczyc
Katedra Ubezpieczenia Społecznego SGH, Fundacja Terra Brasilis
Dr nauk społecznych, ekspertka ds. zabezpieczenia społecznego i międzynarodowej porównawczej polityki społecznej. Pracuje w Katedrze Ubezpieczenia Społecznego SGH. Związana z Fundacją Terra Brasilis.
Zamknij