Świat

Gruzin napadł na parabank i stał się bohaterem narodowym

Wiadomo, że rok 2020 nie przyniesie zmian na lepsze. Ale w narodzie duch nie ginie. Dla Lewana Zurabiszwilego, który wziął zakładników w tbiliskiej firmie udzielającej chwilówek, Gruzini zorganizowali na Facebooku zbiórkę pieniędzy, które mają pomóc jemu i jego rodzinie wyjść z impasu.

XXI wiek nie kojarzy się nam z napadami na banki – a jednak. Miesiąc temu w gruzińskim mieście Zugdidi uzbrojony mężczyzna wtargnął do siedziby Bank of Georgia i uwięził w nim 43 osoby. Badri Esebua, bo pod takim nazwiskiem funkcjonariusze zidentyfikowali przestępcę, zażądał 500 tys. dolarów i swobodną drogę ucieczki z miejsca zdarzenia. Kwotę podobno otrzymał, ale do dziś nikt go nie złapał.

Z kolei 20 listopada w centrum Tbilisi inny mężczyzna napadł na parabank MBC i z nieprawdziwym granatem w ręku uwięził 11 zakładników. Swoje żądania przedstawił w relacji na żywo na Facebooku. Oczekiwał całkowitego zakazu hazardu w Gruzji, zmniejszenia oprocentowania kredytów do 7 proc. oraz kontroli państwa nad cenami leków. Chciał, by dla większego rozgłosu nagranie pokazano w telewizji publicznej. Tym razem policja szybko spacyfikowała sprawcę.

Obywatele na czarnych listach

32 proc. aktywnych zawodowo Gruzinów znajduje się na tzw. czarnej liście, co oznacza, że mają problem ze spłatą zaciągniętych kredytów i pożyczek. Według portalu Georgia Today 64 proc. wszystkich Gruzinów (licząc z dziećmi) przynajmniej raz w życiu wzięło kredyt konsumpcyjny. Żeby jednak wyjaśnić tę sytuację, musimy cofnąć się do rewolucji róż, momentu, w którym zaczęła się zarówno polityczna, jak i kredytowa historia współczesnej Gruzji.

#Rejwolucja róż

Od 2003 roku gruzińska gospodarka zaczęła się dynamicznie rozwijać. Prozachodni prezydent ściągał zagraniczny kapitał, nawiązywał intratne międzynarodowe współprace, otworzył rynek dla obcych inwestorów. Prosperity trwała do ogólnoświatowego kryzysu w 2008 roku, który w Gruzji pogłębiony został wojną z Rosją. Inwestorzy zaczęli się wycofywać z niestabilnego terenu, co pociągnęło za sobą problemy z rynkiem pracy i drastyczny upadek lari (uzależnionego od rubla i dolara). Wtedy Gruzini zaczęli wpadać w spiralę długów.

Sandro Dżupalakiani, dziennikarz ekonomiczny, uważa, że Gruzini nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, jak działa mechanizm kredytowy. Za komuny kredyty nie były ani popularne, ani potrzebne: Gruzja należała bowiem do najbogatszych krajów ZSRR. Jednak dla większości mieszkańców, po dojmującej biedzie lat 90. i początku XXI wieku, dojście do władzy Saakaszwilego wiązało się z poprawą warunków życiowych. Pojawiła się nie tylko praca, ale także możliwość łatwego zaciągnięcia kredytu.

Jak grzyby po deszczu wyrastać zaczęły parabanki i inne instytucje finansowe, które udzielały chwilówek na masową skalę, rozwijać się zaczęły szybkie kredyty online. – Co do tych ostatnich, panowało przekonanie, że są bezzwrotne – twierdzi Dżupalakiani. Brano więc na potęgę na szalone 15–16 proc. W efekcie w połowie 2018 roku zadłużenie gruzińskich gospodarstw domowych w stosunku do PKB wynosiło ponad 32 proc., co oznaczało, że Gruzini zadłużali się szybciej, niż rozwijała się gospodarka ich kraju.

Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego Gruzini na spłatę długów przeznaczają ponad 13 proc. miesięcznych dochodów. A te nie należą do najwyższych. Przede wszystkim w Gruzji nie ma płacy minimalnej, co oznacza, że na stanowisku pielęgniarki można zarabiać 500 lari (592 zł) albo 250 lari (296 zł) – zależy od miejsca pracy i pracodawcy. Zgodnie z danymi Gruzińskiego Urzędu Statystycznego średnia pensja wynosi 1150 lari, ale stolica zdecydowanie podbija tę stawkę. W regionach – jak w Gruzji mówi się na prowincję – średnio zarabia się 600–700 lari. I tę sumę uważa się za dobrą pensję.

Nie lepiej jest z emeryturami. Od stycznia tego roku rząd podniósł świadczenia o 20 lari (23 zł), w związku tym każdy emeryt otrzymuje miesięcznie 220 lari (od połowy 2020 roku po 70. roku życia – 250 lari). Po równo dla każdego, niezależnie od liczby wypracowanych lat czy zarobków. Dopiero od zeszłego roku w Gruzji obowiązują składki emerytalne, którymi objęte zostały wszystkie osoby do 45. roku życia. Nie zmienia to faktu, że za 220 lari trudno jest związać koniec z końcem, zwłaszcza że ceny w sklepach i oprocentowania kredytów nie rozpieszczają.

Prognozy nie napawają optymizmem. W 2019 roku na granicy ubóstwa znajdowało się 19,5 proc. ludności. Trudno przewidzieć, jak sytuacja zmieni się po pandemii, która wpłynęła na kurs waluty (większość kredytów udzielana jest w dolarach) i pozbawiła Gruzję dochodów z jednego z najważniejszych sektorów gruzińskiej gospodarki – turystyki. W 2020 roku spodziewano się nawet 7 mln turystów. Stracili na tym nie tylko hotelarze i restauratorzy, ale także przewoźnicy, przewodnicy, handlarze, drobni przedsiębiorcy.

Zastaw albo wątpliwy zarobek

Na początku 2019 roku wprowadzono ograniczenia w procedurze zaciągania kredytów konsumpcyjnych. Zyskały więc parabanki i lombardy. Tych ostatnich jest w Gruzji blisko tysiąc, z czego ponad połowa w stolicy. Można w nich zastawić drogocenności, sprzęt komputerowy, samochód czy telefon, ale co miesiąc trzeba za nie płacić kaucję, a po umówionym terminie odkupić za tyle, ile się pożyczyło. Plus odsetki – z reguły ok. 20–30 proc. W lombardach zadłużonych jest ponad 16 proc. populacji; na ulicy mówi się, że w czasie pandemii zyskały na popularności.

Bociany, Providenty i Vivusy – gnijcie w Sztumie

– To pieniądze, które idą na życie, na bieżące wydatki – mówi Andżela Czawa, pracownica salonu kosmetycznego. – W ostatnim czasie wszystko podrożało, klientów jest coraz mniej, bo nie mają pieniędzy. Rząd co prawda zwolnił nas z opłat komunalnych, ale nadal nie starcza na podstawowe produkty. Musimy ratować się złotem, by nie brać kolejnego kredytu w banku.

Ale niektórzy uciekają się do innego sposobu na wyjście z trudnej sytuacji finansowej. Do hazardu, który w Gruzji nie jest traktowany jak rozrywka, ale sposób i na życie i metoda zarabiania pieniędzy. Szacuje się, że od hazardu uzależnionych jest 600 tys. Gruzinów (na 3,7 mln mieszkańców). W kraju działa ponad 170 obiektów hazardowych, w których zatrudnionych jest ok. 8 tysięcy osób. Jest to łakomy i ważny kąsek dla państwa, ponieważ za sam 2019 rok do budżetu wpłynęło 139,3 mln lari. Dlatego też rząd nie utrudnia branży życia.

Mimo to na początku 2020 roku minister finansów Iwane Matczawariani stwierdził, że z uzależnieniem Gruzinów od hazardu należałoby zawalczyć. Zaproponował stworzenie nowego systemu weryfikacji graczy, na podstawie której zostałby ograniczony dostęp do hazardu ludziom zarabiającym mniej niż 500 lari miesięcznie i nieposiadającym na kontach oszczędnościowych sumy minimum 5 tys. lari. Postulował też stworzenie listy osób uzależnionych, niemniej nie określił, w jaki sposób można monitorować te procesy.

Gruzinki opowiadały o seksie, o przemocy. Faceci się obrazili [rozmowa]

Dziś grać może każdy człowiek, który przekroczył 18. rok życia, niemniej – między innymi ze względu na zwiększoną liczbę samobójstw wynikających z długów hazardowych – Ministerstwo Finansów w 2017 roku zaproponowało projekt ustawy, zgodnie z którą zakaże się hazardu osobom poniżej 25. roku życia. Projekt do dziś nie został przyjęty.

Wobec pogarszającej się sytuacji ekonomicznej, deprecjacji lari, 13-procentowego bezrobocia oraz wzrastającego poziomu niezadowolenia społecznego trudno o optymizm. Wiadomo, że rok 2020 nie przyniesie zmian na lepsze. Ale w narodzie duch nie ginie. Dla Lewana Zurabiszwilego, który wziął zakładników w tbiliskiej firmie udzielającej chwilówek, Gruzini zorganizowali na Facebooku zbiórkę pieniędzy, które mają pomóc jemu i jego rodzinie wyjść z impasu. W ciągu kilku dni zebrano blisko 4 tys. dolarów. Nieoczekiwanie Zurabiszwili stał się głosem narodu, dla którego spirala długów pozostaje jednym z największych problemów.

**

Stasia Budzisz – reporterka, filmoznawczyni, tłumaczka języka rosyjskiego oraz absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Brała udział w socjologiczno-reporterskim projekcie Światła Małego Miasta i jest współzałożycielką grupy reporterskiej Głośniej. Freelancerka. Współpracuje m.in. z „Przekrojem”, „Nową Europą Wschodnią”, „Podróżami”. We wrześniu 2019 roku nakładem Wydawnictwa Poznańskiego ukazała się jej debiutancka książka reporterska Pokazucha. Na gruzińskich zasadach.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Stasia Budzisz
Stasia Budzisz
Reporterka, filmoznawczyni
Reporterka, filmoznawczyni, tłumaczka języka rosyjskiego oraz absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Brała udział w socjologiczno-reporterskim projekcie Światła Małego Miasta i jest współzałożycielką grupy reporterskiej Głośniej. Freelancerka. Współpracuje m.in. z „Przekrojem”, „Nową Europą Wschodnią”. W 2019 roku ukazała się jej debiutancka książka reporterska „Pokazucha. Na gruzińskich zasadach”.
Zamknij