Świat

Etyka zdrady

23 lutego 1981 roku hiszpańską demokrację obroniło trzech zdrajców. Czy to oznacza, że w polityce zawsze dobrzy są zdrajcy?

Przez pierwsze sekundy filmu widzimy obradujący parlament. Nagle na mównicę wchodzi wojskowy z pistoletem i coś wykrzykuje. Przez chwilę nic się nie dzieje, ale już po chwili z ław poselskich wstaje starzec i zaczyna przekrzykiwać się z wojskowym. Nagle pojawiają się inni żołnierze i awantura zaczyna przechodzić w szamotaninę. W pewnym momencie krzyki ustępują strzałom, a cały parlament chowa się pod fotele. Jest 23 lutego 1981 roku i w Madrycie rozpoczyna się próba zamachu stanu. Pamiętając, że Hiszpania jest od dawna w NATO i Unii Europejskiej, wiemy, że zamach nie mógł się udać i demokracja się obroniła. Zresztą, czy mogło być inaczej, skoro lider zamachu wyglądał jak klaun i drogi nie bał mu się zagrodzić nawet staruszek?

W swojej niesamowitej książce Anatomia chwili Javier Cercas przekonuje, że powyższa scena, choć wydaje się niewiele znaczącym epizodem (kto z nas o nim pamięta?), to w rzeczywistości najważniejszy moment hiszpańskiej transformacji od dyktatury do demokracji. Moment, który wymaga drobiazgowej analizy, przedstawienia postaci dramatu i zrozumienia, że 23 lutego sytuacja mogła się potoczyć zgoła inaczej.

Cercas pisze swoją książkę, żeby rozbić iluzję o sile hiszpańskiej demokracji w 1981 roku. Pisze przeciwko samooszukiwaniu się hiszpańskiego społeczeństwa, że w godzinie próby stanęło zdecydowanie po stronie jej obrońców. Pisze wreszcie, aby zrozumieć i oddać sprawiedliwość bohaterom, których nikt za bohaterów nie uznaje.

Dwóch z nich znajdziemy się w kadrze wspomnianego filmu. Pierwszego już znamy. To starzec wykłócający się z zamachowcami – minister obrony i wicepremier Hiszpanii Manuel Gutiérrez Mellado. W demokratycznym rządzie jest tym, który zdecydowanie rozpoczął reformę armii będącej obok kościoła i biznesu główną siłą oparcia dla reżimu generała Franco. Mellado deklarował wierność koronie i konstytucji, a od armii domagał się służebnej a nie kierowniczej roli w państwie. Nic dziwnego zatem, że większość wojskowych uważała go za zdrajcę. I w sumie miała rację. Mellado był bowiem weteranem wojny domowej, ale nie walczył w niej po stronie republiki tylko generała Franco. Podczas wojny kierował w Madrycie działaniami piątej kolumny, za co później został uhonorowany wysokimi stanowiskami w wojsku. W latach 70. przeszedł jednak metamorfozę i uznał konieczność modernizacji armii zarówno na poziomie organizacyjnym, jak i politycznym. Znał ją jak własną kieszeń i dlatego mógł podjąć się jej rekonstrukcji.

Zadanie to realizował w rządzie drugiego bohatera, którego znajdziemy w kadrze. To premier Hiszpanii Adolfo Suarez. W zasadzie można pomyśleć, że nie robi nic. Gdy Mellado konfrontuje się z zamachowcami, on siedzi w swoim fotelu. Jednak robi to także wtedy, gdy wokół niego zaczynają świstać kule, a wszyscy widoczni na planie parlamentarzyści strachliwie chowają się pod fotelami. Suarez zatem nie siedzi tak po prostu. Wykonuje gest sprzeciwu wobec zamachowców, którzy krzyczą „Na ziemię!”, a on i Mellado nie podporządkowują się tym żądaniom, stając tym samym w obronie demokracji.

23 lutego 1981 roku trudno było uznać Suareza za popularnego polityka. W atmosferze zawiedzionych nadziei podał się właśnie niedawno do dymisji – w kraju szaleje terroryzm, sytuacja gospodarcza jest zła i pogłębia się przekonanie, że demokracja nie działa. Ma być desygnowany nowy premier, a zamach jest w istocie skierowany nie tylko przeciw Suarezowi, ale systemowi, którego jest on uosobieniem. Premier doskonale to wyczuwa, dlatego tkwiąc na swoim miejscu, daje świadectwo, że demokracja nie ustępuje.

Atak nadchodzi ze strony prawicowych wojskowych, którzy jeszcze kilka lat temu, tuż po śmierci Franco, uważali Adolfo Suareza za niezłego kandydata na premiera. Suarez był przez lata funkcjonariuszem Falangi – jedynej legalnie działającej w Hiszpanii partii politycznej. Był typem amanta i karierowicza, a sukces w polityce zawdzięczał drobiazgowemu zabieganiu o wpływy istotnych osób w świecie dyktatury. Spotykał się na kolacjach, organizował imprezy, zapewniał o lojalności, przeprowadzał się blisko swych patronów, aby móc wchodzić z nimi w sąsiedzkie relacje. Dzięki temu piął się krok po kroku w politycznej hierarchii i na każdym z jej szczebli starał się nawiązać coraz to lepsze kontakty, schlebiając, czarując i oferując swoje usługi, komu trzeba. Gdy król mianował go na premiera przejściowego rządu, niewielu widziało w nim zagrożenie dla interesów reżimu, bo był jego wiernym wychowankiem i beneficjentem. A do tego, jak szeptali miedzy sobą wojskowi i prawicowi politycy, miał przecież na imię Adolf!

On jednak podobnie jak Mellado również okazał się zdrajcą. Przeprowadził przez parlament zgodę na zorganizowanie referendum w sprawie zmian w Konstytucji, które otworzyło szeroką drogę do zmian ustrojowych. Dogadał się też z komunistami – główną partią opozycyjną z czasów Franco. Doprowadził do legalizacji partii komunistycznej pomimo protestów i zamachów ze strony skrajnej prawicy. Rozwiązał frankistowskie służby specjalne. Wprowadził prawo do strajków i działalności związków zawodowych. Wreszcie wygrał wybory na czele centroprawicowej koalicji skupiającej różnorodne środowiska wywodzące się z reżimu, ale dążące do zmiany. Suarez wiedział, jak działał frankizm jako system polityczny, i dlatego potrafił go rozmontować.

Trzeciego bohatera nie widzimy w kadrze, ale jego postawę utrwaliła inna kamera. Był nim przywódca komunistów Santiago Carillo. Podobnie jak Suarez nie posłuchał on zamachowców i nie schował się pod fotelem. Powodem nie było tylko to, że był człowiekiem z bojową przeszłością. Cercas pokazuje, że gest Carilla był także obroną demokracji, do której wprowadził on komunistów, uprawomocniając nowy system obecnością starej opozycji i symbolizując więź między zniszczoną w latach 30. republiką a rodzącą się demokracją.

Nie był to wcale proces łatwy i wielu ludzi lewicy uzna go potem za zdradę. Skrajna prawica nie chciała dopuścić do legalizacji znienawidzonych komunistów, organizując krwawe zamachy i licząc na akcje odwetowe, które udowodniłyby, że dla komunistów nie może być miejsca w nowym ładzie politycznym. Carillo powstrzymał zemstę i w negocjacjach z Suarezem ustalił warunki legalizacji partii. Musiała ona przyjąć nowe symbole i zagwarantować wierność koronie. Udało się to przeforsować wśród komunistów tylko dzięki sile autorytetu Carilla i centralistycznej organizacji partyjnej, w której wciąż obowiązywała doktryna demokratycznego centralizmu. Co więcej, Carillo negocjując z Suarezem i godząc się na udział w wyborach, zrezygnował z domagania się całkowitego zerwania ze starym systemem i rozliczenia zbrodni dyktatury.

Zatem 23 lutego w obronie demokracji lutego staje trzech zdrajców, którzy poświęcili swoje biografie, budując nowy ład. Zapłacą za to wysoką polityczną cenę. Suarez stanie się politykiem lekceważonym, który doczeka się uznania dopiero pod koniec swojego długiego życia, gdy coraz bardziej pogrążać się będzie w chorobie. Mellado będzie znienawidzony w armii i wypadnie z życia publicznego. Carillo straci szefostwo w partii i odejdzie z niej, żeby założyć małą lewicową partię niezdolną do wejścia do parlamentu. Transformacja też zjada swoje dzieci.

Wielką zaletą książki Cercasa jest umiejętne połączenie w niej historii Hiszpanii i uniwersalnej opowieści o polityce. W zasadzie tylko tak powinno się pisać o polityce – łącząc zrozumienie lokalnych kontekstów z uniwersalnymi wyzwaniami działania politycznego. W innym razie wychodzi nam albo korowód mniej lub bardziej barwnych postaci walczących o władzę albo odkrywanie „powszechnych” praw politycznych na poziomie podręcznika „Jak wywierać wpływ na ludzi”.

Za uniwersalne wyzwanie polityki uznaje Cercas transformację życia społecznego przez rozpoznanie, co w rzeczywistości jest już martwe a co jeszcze żywe. Wyjątkowym zmysłem w tym zakresie odznaczał się przede wszystkim Suarez trafnie rozpoznający, które elementy starego reżimu można swobodnie porzucić, którym trzeba schlebiać, przygotowując się jednak na ich koniec, a czego nie można pominąć tworząc nowy ład.

Choć Cercas pokazuje, że czasem społeczna zmiana dokonuje się nie dzięki wyostrzeniu politycznych idei i tożsamości, ale przeciwnie przez ich wygaszanie, niuansowanie i porzucanie, to zaletą Anatomii chwili jest uniknięcie pułapki mówienia, że jest to ogólny przepis na udaną politykę.

Tylko w określonych kontekstach i koniunkturach luzowanie wyrazistych podziałów prowadzi do realnej politycznej zmiany a nie po prostu do konformizmu i akceptowania status quo. Politycy stają się godni swego miana, wyczuwając tego typu momenty i wykorzystując je. Oni muszą stosować etykę zdrady i ponieść jej konsekwencje.

Anatomia chwili to śledzenie meandrów tego procesu i próba wyrównania rachunków z bohaterami hiszpańskiej transformacji. Warto się w nią wczytać także dlatego, żeby dowiedzieć się, dlaczego ostatecznie zamach się nie udał. Gdyby los demokracji miał zależeć tylko od bohaterów z parlamentu, sprawy mogłyby przybrać inny obrót.

Javier Cercas, Anatomia chwili, przeł. Ewa Zaleska, Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2015.

**Dziennik Opinii nr 136/2016 (1286)

Bio

Maciej Gdula

| dr hab. nauk społecznych, publicysta Krytyki Politycznej
Socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: "Style życia i porządek klasowy w Polsce" (2012, wspólnie z P. Sadurą), "Oprogramowanie rzeczywistości społecznej" (2014, wspólnie z L.M. Nijakowskim) i "Uspołecznienie i kompozycja. Dwie tradycje myśli społecznej a współczesne teorie krytyczne" (2015), „Nowy autorytaryzm” (2018).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.