Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Świat

Bernard-Henri Lévy: Zbudzić się z koszmaru Trumpa

Trzy sposoby odsunięcia prezydenta Trumpa od władzy.

Amerykanie mogą uciec od męczarni, jaką jest prezydentura Donalda Trumpa, na jeden z trzech sposobów. Pytanie, jak i kiedy to zrobią, jest ostatecznie pytaniem politycznym, a odpowiedź nie zależy bynajmniej od prawnych możliwości odsunięcia prezydenta od władzy.

1. Metoda Nixonowska

Po pierwsze, możliwa jest metoda Nixonowska. Wyczerpany walką prezydent po prostu składa dymisję, czując lęk i niechęć wobec procedur uruchamianych wokół jego osoby. Czy takie właśnie wyjście wybrałby Trump? Czy z dawnym republikańskim poprzednikiem łączy go wystarczająco silna skłonność do melancholii? Czy można sobie wyobrazić tak dziecinnego człowieka, pełnego obsesji i narcyzmu, który poddaje bez walki tak fantastyczną zabawkę, jak stanowisko numer jeden w najpotężniejszym państwie globu? Wątpię.

2. Zastąpienie zmarłego lub chorego prezydenta

Po drugie, mamy artykuł 4 dwudziestej piątej poprawki do konstytucji amerykańskiej, ratyfikowanej w 1967 roku. Opisuje on w szczegółach proces, w ramach którego wiceprezydent i gabinet mogą zastąpić kimś innym prezydenta zmarłego lub takiego, któremu względy zdrowotne nie pozwalają pełnić obowiązków. Do takiej sytuacji mogłoby dojść cztery lata przed wejściem w życie poprawki, gdyby John F. Kennedy nie zmarł od ran poniesionych w wyniku zamachu. Możliwość jej zastosowania pojawiła się również w chwili, gdy u prezydenta Ronalda Reagana zauważono pierwsze oznaki choroby Alzheimera.

Obecna sytuacja nie przypomina jednak tych przypadków. Trump może i jest niestabilny i niezdolny do rządzenia, jak twierdzą jego krytycy. Ale czy naprawdę pogorszyło mu się od czasu, gdy Amerykanie wybierali go na prezydenta? Raczej nie.

3. Impeachment

Wreszcie pozostaje trzecie remedium: impeachment, o którym dziś w Waszyngtonie rozmawia się coraz bardziej otwarcie. Rozmowom tym towarzyszy książka (znak czasu!) Allana J. Lichtmana The Case for Impeachment [Na rzecz impeachmentu]. Jej autor, historyk amerykańskiego życia politycznego zasłynął w ten sposób, że sporządził model pozwalający mu przewidzieć wybór każdego amerykańskiego prezydenta od Ronalda Reagana do Donalda Trumpa.

Impeachment, regulowany artykułem drugim konstytucji to procedura usunięcia ze stanowiska prezydenta, wiceprezydenta bądź innego wysokiego urzędnika władzy wykonawczej (albo sędziego), podejrzanego o „zdradę stanu, łapówkarstwo lub inne poważne przestępstwa i wykroczenia”. To bardzo skomplikowany proces, składający się z dwóch faz. Najpierw Izba Reprezentantów musi zdecydować zwykłą większością głosów, że zarzuty wobec urzędnika są wystarczająco poważne, by go osądzić. Następnie zaś toczy się pełnoprawny proces sądowy w Senacie, gdzie potrzeba większości 2/3 głosów, by skazać urzędnika i spowodować natychmiastowe usunięcie go ze stanowiska.

Są dwa podstawowe powody, by wątpić, że świat od Trumpa da się uwolnić impeachmentem. Pierwszy to obecna równowaga sił w Senacie. Przynajmniej dziewiętnastu senatorów Republikańskich musiałoby dołączyć do Demokratów, by doprowadzić do skazania prezydenta, a w tej chwili można w tej sprawie liczyć na co najwyżej pięć osób. Do tego ledwie dwa precedensy związane z usuwaniem prezydenta z urzędu (Andrew Jackson, oskarżony w 1868 roku o nadużycie władzy, i Bill Clinton, zaskarżony w 1998 roku za kłamstwo pod przysięgą i utrudnianie działań wymiaru sprawiedliwości) nie nastrajają optymistycznie; obydwa skoczyły się uniewinnieniem przez Senat.

Po drugie, Partia Demokratyczna niechętnie widziałaby ultrakonserwatywnego wiceprezydenta Mike’a Pence’a na miejscu po pokonanym Trumpie. Czyż nie cieszyłby się takimi samymi względami, jak poprzedni wiceprezydenci, którzy zajęli Gabinet Owalny w wyjątkowych okolicznościach (Lyndon Johnson po Kennedym i Gerald Ford po Nixonie)? A co, jeśli pozostałby na stanowisku nie tylko do końca kadencji Trumpa, ale jeszcze na własne dwie, czteroletnie?

Wszystko to jest, owszem, logiczne. Ale od epoki Johnsona, Forda, a nawet Clintona czasy się zmieniły.

W demokracjach ponowoczesnych jest jeden i tylko jeden szef: opinia publiczna. A opinia publiczna działa zgodnie ze swoją własną logiką. Trzeba zadać pytanie: jak długo amerykańskie społeczeństwo będzie tolerować niemal codzienne dawki nowych dowodów na konflikty interesów, począwszy od udzielenia chińskim inwestorom licencji – w szczytowym punkcie prawyborów – znaku towarowego Trumpa dla ośrodków spa, luksusowych hoteli i innych nieruchomości?

Trump niemile widziany w Brukseli

A co z finansowymi powiązaniami z Rosją, jakie utrzymuje Trump i jego współpracownicy, na przykład były doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego, Michael Flynn, i były menadżer kampanii, Paul Manafort? Jakie wpływy uzyskali rosyjscy oligarchowie, którzy w 2004 roku – gdy Trumpa pogrążało właśnie kolejne z jego bankructw – zastąpili amerykańskie banki, które wpisały go wtedy na czarną listę i pospieszyli z rekapitalizacją jego spółek kupując, bez oglądania i po cenach premium, luksusowe apartamenty w Trump World Tower? Czy to wszystko w końcu nie odbije się na jego prezydenturze?

Mamy wreszcie rażące utrudnianie działań wymiaru sprawiedliwości, jak w przypadku wyrzucenia z pracy dyrektora FBI Jamesa Comeya, którego główną winą zdaje się być odmowa wyłączenia Trumpa ze śledztwa w sprawie nielegalnej ingerencji Kremla w kampanię wyborczą 2016 roku. Co pomyślą wyborcy o wszystkich tych obciążających prezydenta sensacjach, które z pewnością wyjdą na światło dzienne? A wyjdą, skoro Roberta Muellera – poprzednika  Comeya – na stanowisku szefa Biura –  wyznaczono na specjalnego prokuratora ds. zbadania związków Rosji z kampanią wyborczą Trumpa.

Oznak publicznego oburzenia jest coraz więcej. Pod petycją w sprawie impeachmentu Trumpa, koordynowaną między innymi przez prawnika z Massachusetts, Johna Bonifaza, zebrano prawie milion podpisów. Sondaże pokazują, że większość elektoratu poparłaby dymisję Trumpa, gdyby okazało się, że funkcjonariusze jego kampanii działali w zmowie z Rosją, aby wpłynąć na wynik wyborów. Ponadto, coraz więcej wyborców przekazuje podobną opinię swoim reprezentantom w Kongresie, a ci, prędzej czy później, będą musieli zacząć ich słuchać, o ile nie chcą zagrozić własnym szansom na reelekcję.

Dla Trumpa prawdziwe zagrożenie nadejdzie wówczas, gdy zacznie się od niego odwracać tłum oczarowany i uwiedziony przez niego w czasie kampanii. Takiemu tłumowi, co przekonująco wykazali przenikliwi obserwatorzy polityczni od Platona do Tocqueville’a, tym trudniej umknąć, im bardziej się go wcześniej obłaskawi.

Najgorszy wariant nigdy nie jest koniecznością. Niech tylko motłoch populistycznej fali stanie się znów wielkim ludem amerykańskim, ludem obywateli. Gdy do tego dojdzie, Trump odejdzie w przeszłość.

***

Bernard-Henri Lévy jest jednym z założycieli ruchu „Nouveaux Philosophes” (Nowych Filozofów). Nakłądem Krytyki Politycznej ukazała się korespondencja między Michelem Houellebecqiem a Bernard-Henri Lévym Wrogowie publiczni.

Copyright: Project Syndicate, 2017. www.project-syndicate.org

Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

Bio

Bernard-Henri Lévy

| francuski filozof i pisarz
Jeden z założycieli ruchu Nowych Filozofów („Nouveaux Philosophes”). Jego książki to m.in. dostępne w języku francuskim i angielskim „Left in Dark Times: A Stand Against the New Barbarism”, „American Vertigo: Traveling America in the Footsteps of Tocqueville” oraz ostatnio „The Genius of Judaism”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. M’sieu henri-levy, w pańskiej ukochanej Francji od ponad roku obowiązuje stan wyjątkowy, imigranci urządzają sobie koczowiska w centrum Paryża – a m’sieu przejmuje się Trumpem??????
    Rozumiem, to bardzo frustrujące gdy motłoch zrywa się z uwięzi i ośmiela się głosować na Złego Trumpa, ale może zachować chociaż pozory szacunku dla wyniku demokratycznych wyborów?

  2. Proszę bardzo, jakże cierpliwi są Rosjanie. Przygotowywali Amerykanom prezydenta już od 2004 roku i w końcu go im wybrali. Trzeba przyznać, że czerwona orkiestra zagrała mistrzowsko.

  3. “Motłoch”.

    I to by było na tyle, jeśli chodzi o dobre rady tego pana.

  4. Na pewno tego chcecie? Przemyślcie to sobie, bo Trump został wybrany DEMOKRATYCZNIE.

    1. Kolega zdaje się nie rozumie na czym polega “liberalna demokracja”. Jest z nią podobnie jak z “ludową demokracja”. Przede wszystkim ludowo/liberalnie, jak w sposób demokratyczny to fajnie, a jak nie to zakrzyczeć, protestować, bojkotować, manipulować, aż wróci w końcu ukochane status quo.