Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Świat

Bałkany nie mogą być dłużej uznawane za nieeuropejskie

Sarajevo-Bosnia-Hercegowina

Rozłam między Bałkanami i Unią Europejską może być szkodliwy dla rozwoju Europy jako całości.

Bałkany są częścią Europy, ze wspólną historią, geografią oraz wieloma doświadczeniami, które składają się na wspólne cechy kulturowe. Z tego powodu relacje między nimi nie są tylko kwestią państw i rządów – instytucjonalnych ram i formalnych porozumień – jest to również bardzo osobista sprawa dla mnie i wielu innych obywateli tego regionu. Bez Bałkanów – wewnątrz lub na zewnątrz Unii Europejskiej – przyszłość Europy, jaką znamy dzisiaj, jest bardzo wątpliwa, ze względu na ich położenie geostrategiczne i wpływ na bezpieczeństwo.

Paul Mason wśród dzikich plemion

czytaj także

Byłoby nieuczciwością twierdzić, że między Europą a Bałkanami brakuje interakcji, a relacje – obecne i przyszłe – są niejasne i często niemożliwe do przewidzenia. Dwa pytania wydają się nieuniknione. Pierwsze: co się stanie, jeżeli kraje leżące na zachodnich Bałkanach nigdy nie staną się częścią UE, a przynajmniej nie w najbliższym czasie? Drugie: jak należy rozumieć naturę związku między Bałkanami i Europą? To, pomimo ogólnie akceptowanego nacisku na wstąpienie do UE, jest dużo bardziej skomplikowane. Czy powinniśmy czuć, że nie jesteśmy częścią Europy, a jeśli tak, to kiedy przestaliśmy nią być?

Ta ostatnia kwestia zależy od osobistego postrzegania. Dokładnie pamiętam, kiedy poczułam się oderwana od Europy. Stało się to w maju 1992 roku, gdy administracja Busha, a później jej europejskie odpowiedniki zawiesiły loty z Jugosławii (a konkretnie Serbii), by zwiększyć jej izolację dyplomatyczną i ekonomiczną. Miałam wtedy lecieć do Paryża z moją mamą, badaczką, która uczestniczyła w konferencji – była to długo planowana podróż. Odwiedzenie tego pięknego miasta razem było czymś, na co obie długo czekałyśmy – dla mnie był to zaszczytny moment wejścia w dorosłość, dla mojej mamy wyjątkowe zawodowe osiągnięcie. Przede wszystkim była to możliwość spędzenia czasu wspólnie – z dala od trudnej rzeczywistości wojny domowej, która rozprzestrzeniała się błyskawicznie od Chorwacji po Bośnię.

Zawieszenie lotów nastąpiło trzy dni przed naszą podróżą, co zmusiło nas do jej anulowania, a jednocześnie zatrzymało nas w czymś, co przypominało głęboką studnię, której śliskie ściany były niemożliwe do pokonania. Było to okrutne potwierdzenie trwałej zmiany i izolacji, która ogarnęła mój rozpadający się kraj. Tego dnia straciłam Europę oraz to, co miało stanowić świetlaną przyszłość dla wszystkich młodych ludzi w tamtym czasie. Moja mama utraciła dostęp do rynku wiedzy i kontakty z rozwijającym się światem nauki. Już nigdy nie udało się nam pojechać do Paryża razem.

Z szerszego, politycznego punktu widzenia przekonanie, że „Bałkany nie są w Europie”, najsilniejsze było na początku lat 90. XX wieku, w trakcie rozpadu Jugosławii. Władze Słowenii usprawiedliwiały swoje dążenia do opuszczenia Jugosławii tym, że ów akt doprowadzi do integracji z Europą (słynny propagandowy slogan brzmiał: „Teraz Europa!”).

Śnieg w Sarajewie. Fot. Terekhova, Flickr.com

Ta narracyjna dychotomia, opierająca się na politycznych różnicach, porządku geopolitycznym oraz interesach, wytworzyła iluzję, że Bałkany i Europa stanowią dwie odrębne całości. Biorąc pod uwagę fakt, że w tamtych czasach Jugosławia miała silniejsze stosunki gospodarcze z Europejską Wspólnotą Gospodarczą (EWG) niż jakikolwiek inny kraj z bloku wschodniego – było to w istocie sprzeczne.

Po zgodzie na zagraniczne inwestycje w formie wspólnych przedsięwzięć w 1967 roku, a następnie wzmocnieniu więzi gospodarczych, EWG zaczęła poważnie rozważać otwarcie drzwi dla Jugosławii jako trzynastego państwa członkowskiego na początku lat osiemdziesiątych. Minęło trzydzieści lat, a zachęty do integracji Bałkanów Zachodnich i logika stojąca za tym procesem są bardzo podobne – geostrategiczna pozycja regionu jest tu głównym motorem. Niestety negocjacje trwają nadal i nie zanosi się na ich zakończenie. Silny opór Rosji i Turcji nieustannie je utrudnia.

Obstawanie przy stanowisku, że Bałkany są nieeuropejskie, ponieważ nie należą do UE, nie pomoże zainteresowanym przyszłością regionu. Nie zgadzam się z opinią, że Bałkany nie mają przyszłości poza Unią Europejską – właśnie dlatego, że one już częścią Europy. Europa, lub precyzyjniej – Unia Europejska, nie powinna wchodzić w rolę siły transformacyjnej lub kluczowego podmiotu odpowiedzialnego za zmiany polityczne w regionie. Zamiast tego powinna zaoferować partnerstwo na równych zasadach – zaczynając od handlu i komunikacji – oraz otworzyć się na inne obszary ważne dla europejskiej przyszłości.

Europa widzi swoją przyszłość w handlu i ekonomii, inwestując w wiedzę poprzez wspieranie badań takich jak „Horyzont 2020” oraz wpływając na światowy porządek za pomocą największych donacji na rzecz rozwoju i pomocy humanitarnej. Jest również skoncentrowana na utrzymaniu stabilności i bezpieczeństwa w regionach granicznych Unii Europejskiej, co ma bezpośrednie konsekwencje dla Bałkanów. Nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że wśród 25 najbardziej pokojowych krajów na świecie dwie trzecie to kraje europejskie.

W „Białej księdze”, wydanej w marcu 2017 roku, Komisja Europejska wyraziła chęć otwarcia uczciwej i szerokiej debaty z obywatelami na temat tego, jak powinna wyglądać Europa w przyszłości. Musimy się upewnić, że Europejczycy z Bałkanów nie zostali pominięci w tym procesie konsultacji. W przeciwnym wypadku Europa będzie wciąż postrzegana jako niebałkańska, co w dalszej perspektywie nie jest korzystne.

Ci muzułmanie są bardziej proeuropejscy niż niejedna wspólnota katolicka

Aby lepiej określić swoją pozycję, Bałkany powinny dążyć do wzmocnienia swojej wiedzy lokalnej i eksperckiej oraz umiejętności, które możemy zaoferować jako wspólną inwestycję w Europie – ponieważ Europa także boryka się z problemami, które należy rozwiązać. Obecnie jednak przysłaniają je kryzysy polityczne, klientelizm, upadające praktyki demokratyczne oraz trwałe problemy obustronne. Znalezienie nowej formuły zaangażowania w UE mogłoby wytworzyć wśród mieszkańców Bałkanów poczucie przynależności do Europy, a także sprawić, że lepiej zrozumieją, w jaki sposób mogą się przyczynić do przyszłości wspólnego europejskiego projektu. Skoncentrowanie się na „inkluzywnej” Europie, a nie na warunkach dołączenia do UE, będzie impulsem dla różnych aktorów w bałkańskim społeczeństwie, aby zmierzyli się z najistotniejszymi problemami i zagrożeniami.

Pomimo wielu obaw Brexit mógłby się okazać dla Bałkanów sprzyjającą okolicznością na kolejnych etapach przystąpowania do UE. Unia Europejska jest w trakcie negocjowania więzi pozamałżeńskich z Wielką Brytanią – szczególnie w kwestii jednolitego rynku i swobody przepływy pracowników; podobny model może zadziałać również na Bałkanach. Unikalny system rynkowy i powiązania handlowe stanowiły podstawę rozważań na temat integracji Jugosławii z EWG ponad trzydzieści lat temu – musimy się zastanowiać, jak to rozwijać i uaktualniać. Ramą, która to umożliwia, jest proces berliński – nie tylko wspiera on akcesję do UE, ale zbliża też kraje Bałkanów Zachodnich do siebie nawzajem poprzez wzmocnienie regionalnej współpracy, kontaktów, walkę z politycznym ekstremizmem i przestępczością zorganizowaną oraz mierzenie się z problemem nielegalnej migracji. To daje Bałkanom szansę, by ponownie stały się „obrońcą europejskich bram” – tak jak to już miało miejsce w historii.

Zagrzeb już (prawie) lewacki

czytaj także

**
Tekst ukazał się na stronie PoliticalCritique.org. Z angielskiego przełożyła Natalia Kopańska.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.