Nauka

Atomy, dinozaury i krasnoludki

Refleksja naukowa sprzedaje się w mediach słabiej niż pojedyncze ciekawostki. A nawet ciekawostki naukowe przegrywają ze sportem i komentarzami politycznymi.

International Study on Science Culture (ISSC) to badanie porównujące wiedzę naukową obywateli 11 krajów (10 z Europy plus USA).  Pytania z tego testu są dostępne na stronach „Gazety Wyborczej”, więc badanie szybko stało się hitem polskiego Internetu. Nic nie przebije możliwości wykazania własnej wyższości nad resztą świata.

Z punktu widzenia nauki test ma sporo wad. Dla socjologa 1500 ankiet to za mało, by ocenić wiedzę  300 mln Amerykanów albo nawet 38 mln Polaków. Prawidłowa odpowiedź na pytanie o komórki macierzyste jest mocno dyskusyjna. Jako fizyk zastanawiałem się, o jaką definicję światła lub struktury atomu może chodzić autorom. Pewnie gdyby wyjść poza schemat odpowiedzi tak/nie, test byłby dużo lepszy naukowo.

Warto czepiać się badań. Felieton Kingi Dunin

Oczywiście, gdyby tak było, test podzieliłby los innych badań edukacyjnych (np. ROSE, TIMSSTEDS-M czy prac IBE). Pogłębione dyskusje o wiedzy są w mediach wypierane przez treści rozrywkowe. Refleksja naukowa sprzedaje się w mediach słabiej niż pojedyncze ciekawostki. A nawet ciekawostki naukowe przegrywają z koktajlem złożonym ze sportu i komentarzy politycznych. ISSC zdobyło popularność, bo było proste i trafiło w medialny sezon ogórkowy. Wątpliwe, aby akurat to badanie stało się podstawą do szerszej refleksji politycznej lub społecznej. Czasy, gdy astronauci i fizycy ekscytowali publicystów po prostu swoją pracą, minęły raczej bezpowrotnie.

Ciekawostki kontra wiedza 

Pozornie nauka wciąż istnieje w przestrzeni publicznej. Można obejrzeć program w prywatnej telewizji edukacyjnej, kupić czasopismo popularnonaukowe lub zapisać dziecko na prywatne zajęcia eksperymentalne. Takie możliwości skierowane są przede wszystkim do zamożniejszych mieszkańców dużych miast. Brakuje programów edukacyjnych poszerzających ofertę zajęć przyrodniczych wśród dzieci z mniejszych miejscowości (np. pomorski „Za rękę z Einsteinem” dociera rocznie tylko do 180 szkół spoza dużych miast z trzech województw). 

Telewizja publiczna praktycznie wycofała się z misji edukacyjnej („Sonda”, „Kuchnia fizyków”, „Laboratorium” wychowały pokolenia polskich fizyków). Ciekawostki z Discovery tego nie zastąpią. Umiejętność znalezienia wiedzy w Internecie jest dużo trudniejsza niż korzystanie z Google. Kto wątpi, niech poszuka informacji o ośmiornicy drzewnej.

Stworzyliśmy demokrację ciemniaków? Felieton Tomasza Piątka

Brak kontaktu z praktyką nauki hamuje postępy szkolne uczniów z bardziej zagrożonych środowisk (wnioski CN Kopernik). Program studiów zamawianych doprowadził do zwiększenia rekrutacji na kierunkach technicznych, ale nie przełożył się na ograniczenie szkolnej selekcji. W niewielu szkołach poziom nauczania matematyki daje podstawy wystarczające do przetrwania trudnych przedmiotów wstępnych na kierunkach ścisłych. Raport sieci Eurydice o różnych modelach nauczania przedmiotów przyrodniczych nie spotkał się z tak sensacyjną reakcją jak ISSC, a porusza problemy dużo poważniejsze niż znajomość ciekawostek naukowych. 

Miejsce wiedzy (rozumianej jako obieg publikacji, książek i danych) coraz częściej zajmują jej pokraczne formy. Publikacja w „Nature” i raport organizacji badawczej (np. CERN) są w dyskusjach przeciwstawiane opiniom pojedynczych osób, słabo zweryfikowanym przypadkom, anegdotom i zwyczajnym bzdurom. Błędy nauki i słabości charakteru naukowców nie stanowią automatycznie dowodu na prawdziwość homeopatii, radiestezji i krasnoludków. 

Nauka i demokracja 

Kłopot polega na tym, że nigdy wcześniej w historii nauka nie była tak potrzebna społeczeństwu. Globalne ocieplenie, modyfikacje genetyczne, energetyka atomowa czy ekologia – nigdy wcześniej demokratyczne decyzje nie wymagały tak wiele wiedzy o nauce i o kulisach jej funkcjonowania. 

Przykładowo: Międzynarodowy Panel ds. zmiany Klimatu (IPCC) finansowany przez ONZ co kilka lat aktualizuje konsensus naukowy co do zmian klimatycznych w oparciu o publikacje naukowe i modele klimatyczne. W odpowiedzi na prace IPCC powstał już NIPCC (Pozarządowy Międzynarodowy Panel ds. Zmiany Klimatu), finansowany przez prawicowe think-tanki i firmy energetyczne. Pierwsza z tych organizacji stosuje naukowe metody weryfikacji danych (choć i tak czasami się myli). Druga to po prostu zasłona dymna sponsorowana przez prawicowych magnatów naftowo-węglowo-stalowych (która nawet nie próbuje korygować swoich błędów). 

Test ISSC słabo sprawdza rozumienie takich szczegółów funkcjonowania współczesnej nauki. To pojedyncze literki decydują o tym, czy cała teoria nie skończy się katastrofą. Nauka to nie wiedza o ciekawostkach z życia elektronu, ale krytycyzm i umiejętność weryfikacji informacji.

Pod tym względem biologia, fizyka i demokracja wciąż mają te same problemy.   

*Marcin Zaród – fizyk polimerów, pracownik Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych PAN w Łodzi, członek łódzkiego zespołu Krytyki Politycznej, popularyzator wiedzy z zakresu inżynierii, matematyki i fizyki. 

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Marcin Zaród
Marcin Zaród
Fizyk, socjolog
Doktor inżynier, wykładowca socjologii cyfrowej na Uniwersytecie Warszawskim. Specjalizuje się w badaniach socjologii nauki i techniki. Z pierwszego wykształcenia fizyk i inżynier OZE. Członek partii Razem.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco