Edukacja

Co dalej z modelem holenderskim? – cz. II

Mateusz Klinowski

Słabe strony rozwiązań holenderskich to przede wszystkim wynik niedokończonej reformy – rząd Holandii nie zdecydował się na legalizację produkcji marihuany, co musiało zaowocować rozwojem czarnego rynku.

Czytaj również: Klinowski: Co dalej z modelem holenderskim? – cz. I

Środki zaradcze

Raczej nikt w Holandii poważnie nie rozważa wycofania się z polityki tolerancji względem marihuany. Pod uwagę brane są za to rozmaite środki zaradcze, których zadaniem jest przeciwdziałanie wzrostowi przestępczości związanej z zaopatrywaniem kafejek w marihuanę i obecnością narkoturystów.

Działania koncentrują się na przywróceniu coffee shopom ich detalicznego i lokalnego charakteru, przynajmniej wszędzie tam, gdzie leży to w interesie wspólnot lokalnych czy porządku publicznego (ale np. burmistrz Amsterdamu od razu zapowiedział, że nie widzi możliwości ograniczania dostępności miejskich coffee shopów dla turystów masowo odwiedzających miasto specjalnie w tym celu). Korzystając z uprawnień administracyjnych część wspólnot już wprowadziła obostrzenia, zastrzegając, że położone na ich obszarach sklepy mogą prowadzić sprzedaż cannabis wyłącznie dla obywateli Holandii.

Tak stało się między innymi w Maastricht. Zgodność tego kroku z prawem Unii Europejskiej została niedawno potwierdzona w opinii rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości. Wygląda zatem, że Holandia skutecznie zamknie dostęp do marihuany turystom z innych krajów Unii. Będzie to swoisty wyłom w unijnej polityce wspólnego rynku.

Ograniczeniu zakresu uprawnionych do korzystania z kafejek towarzyszy również zmniejszanie ich liczby oraz skali sprzedaży. W szczytowym okresie w Holandii istniało około 1.500 coffee shopów, dzisiaj ich liczba spadła do 700. Celem tych zbiegów nie jest rezygnacja z polityki tolerancji, jak to się opacznie interpretuje w naszym kraju, ale przywrócenie coffee shopom ich pierwotnego charakteru. Mają one ponownie stać się bezpiecznym azylem dla lokalnych palaczy marihuany, nie zaś centrami hurtowej dystrybucji nielegalnych środków.

Zmniejszając popyt, reglamentując kafejki z paleniem oraz dostęp do nich, rejestrując kupujących i wymuszając przestrzegania limitów sprzedaży, czyli regulując tzw. drzwi frontowe, rząd holenderski ma nadzieję wpłynąć na podaż (drzwi kuchenne), która, nadal pozostaje nielegalna i nie objęta bezpośrednią kontrolą ze strony państwa. Czy strategia ta okaże się skuteczna, pokaże czas. Ważne jest, że większość społeczeństwa nadal uważa politykę tolerancji dla marihuany za powód do dumy i cywilizacyjne osiągnięcie. Nie można również zapominać, że same coffee shopy tworzą tysiące legalnych miejsc pracy i odprowadzają do kasy państwa ok. 450 mln EUR podatku rocznie. Nie zarzyna się kury znoszącej złote jajka.

Co dalej z modelem holenderskim?

Holenderski eksperyment z tolerowaną sprzedażą miękkich narkotyków, będzie z pewnością kontynuowany. Inaczej, niż sądzi się w Polsce, okazał się on sporym sukcesem, a jego założenia po latach oceniane są jako trafne. Tolerancja dla cannabis, brak kar za posiadanie, konsumpcję oraz sprzedaż pewnych określonych jej ilości, nie tylko nie przełożyło się na eksplozję narkomanii, ale pozwoliło zwalczyć wiele patologii wiązanych zwykle z narkotykami i spowodowało, że po marihuanę sięga się w Holandii rzadziej, niż w wielu innych miejscach Europy.

Słabe strony rozwiązań holenderskich to przede wszystkim wynik niedokończonej reformy – przy obecnych uwarunkowaniach polityczno-prawnych rząd Holandii nie zdecydował się na legalizację produkcji marihuany, co musiało zaowocować rozwojem czarnego rynku zwabionego istnieniem legalnej sieci dystrybucji narkotyku.

Przeciwnicy rządowego planu reform podnoszą, że istnienie rozwiniętego podziemia produkcji konopi, którego obroty szacowane są na 2 mld EUR rocznie, podważy skuteczność rozwiązań połowicznych, jakimi z pewnością są próby majstrowania przy drzwiach frontowych. Nawet gdyby skuteczne ograniczyć dostęp do coffee shopów, produkowana w Holandii na potrzeby całej Europy marihuana oferowana będzie narkoturystom na ulicach. A to jedynie spotęguje problem przestępczości i narkoturystyki.

Gdy Holendrzy zarzucają swoim sąsiadom hipokryzję, o to samo do rządu Niderlandów pretensje ma społeczność międzynarodowa. Holendrzy wyzwolili bowiem nieświadomie procesy, nad którymi teraz trudno przyjdzie zapanować. Stwarzając możliwość swobodnej, choć do pewnego stopnia ograniczonej i kontrolowanej dystrybucji marihuany, stworzono też doskonałe warunki do powstania zorganizowanych grup przestępczych zajmujących się hodowlą cannabis. Zatem, zmniejszając popyt Holandia wstępuję na dość niebezpieczną ścieżkę. Istniejące grupy przestępcze nie ograniczą przecież podaży, bo tak chce rząd. Już raczej skierują swoją uwagę na inne kraje, dokąd popłynie strumień ich nielegalnych produktów.

Może się więc okazać, że cenę korekty modelu holenderskiego zapłacą inni. Niechciana w Holandii marihuana pojawi się w tych krajach, w których ktoś będzie chciał ją kupić. A wraz z nią jej tureccy czy karaibscy dystrybutorzy, w których interesy wymierzone są działania holenderskiego rządu. Gdy dodamy do tego, że jednym z największych rynków marihuany w Europie jest Polska, może się okazać, że do granic naszego kraju zbliża się wezbrana fala, której przyczyną jest prowadzona z sukcesem przez rząd Holandii polityka narkotykowa. Nasi rodzimi politycy, nie mając pojęcia co właściwie dzieje się w Holandii, zamiast modyfikować opartą na represjach karnych strategię walki z narkotykami, trwają na okopanych pozycjach, wypatrując nadejścia wroga z niewłaściwego kierunku, wieszcząc sukces zbankrutowanej już wiele lat temu polityki znanej pod nazwą „wojny z narkotykami”.

Wnioski

Przykład Holandii powinien nas wiele nauczyć. Nie tylko tego, że elementem skutecznej i racjonalnej polityki narkotykowej jest tolerowanie obrotu miękkimi narkotykami. Zasadnicze znaczenie dla ochrony zdrowia publicznego ma zawsze edukacja. A reformy, jeśli się już na nie decydujemy, powinny mieć charakter kompleksowy. Nie można ograniczać się wyłącznie do jednej strony medalu, co z przyczyn taktyki politycznej czyniły dotąd rządy Holandii. Jeżeli tolerujemy posiadanie narkotyków, a innego wyjścia nie ma, musimy tolerować, podobnie jak Holendrzy, ich sprzedaż. Jeżeli regulujemy i opodatkowujemy sprzedaż, nie możemy zapomnieć o produkcji. Jeśli tylne drzwi coffee shopów pozostają w szarej strefie, warunki przy nich zaczynają dyktować zorganizowane grupy przestępcze. A gdy przepływa przezeń gotówka rzędu 2 mld EUR, jakiekolwiek późniejsze korekty prowadzonej polityki stają się bardzo trudne, jeśli wręcz niemożliwe.

Tolerancja dla marihuany będzie rosnąć, również w Polsce. Choćby dlatego, że dla celów rekreacyjnych po tę używkę sięga bardzo wiele osób, a – z drugiej strony – jej potencjał terapeutyczny staje się coraz trudniejszy do ignorowania. Gdyby więc kiedyś polski ustawodawca zdecydował się na legalizację obrotu marihuaną, warto mieć z tyłu głowy
holenderską lekcję. Hodowlę tej używki również trzeba będzie starannie uregulować, czy to podoba się nam, czy nie. Bez tego żadne z rozwiązań, które zostaną zaproponowane, nie będzie ani właściwe, ani skuteczne.

www.mateuszklinowski.pl

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.