Kultura

Polska jako anioł z jednym skrzydłem

Transformacja nie była brzydka przez wzgląd na egalitaryzm, czyli swoją dostępność dla klasy ludowej, która rzekomo miłuje się w paskudzie. A raczej dlatego, że znacznej części tego społeczeństwa zaproponowano wówczas ochłapy i mrzonki. O albumie fotograficznym „Mechanizm. Polska 1988–2019” Mariusza Foreckiego pisze Jakub Szafrański.


W tegorocznym Grand Press Photo – czyli najważniejszym w kraju konkursie dla fotoreporterów i dokumentalistów – wręczona miała zostać specjalna, jubileuszowa nagroda za zdjęcie ilustrujące przemiany społeczne w Polsce ostatnich 30 lat. Chodziło o uczczenie rocznicy wyborów czerwca 1989 roku. Do konkursu wpłynęło 176 propozycji.

Gdy przedstawiono decyzję jury, salę przebiegło głuche stękniecie rozczarowania i czyjeś nerwowe klaskanie. Zdecydowano, że poziom przesłanych pracy był niedostateczny i nagrody nie będzie. Można sobie tylko wyobrażać, jak dużego zaangażowania wymagało wertowanie kilkunasto- i kilkudziesięcioletnich archiwów oraz jak wielkie były nadzieje pobudzone wizją uznania fotografii za ikoniczną dla współczesnej historii naszego kraju.

Polacy na froncie walki o klimat [FOTORELACJA]

Jakby na przekór tamtemu rozstrzygnięciu nakładem wydawnictwa PIX.HOUSE ukazał właśnie autorski album zatytułowany Mechanizm. Polska 1988–2019.

Jej autorem jest Mariusz Forecki – urodzony w 1962 roku poznański twórca, którego profesjonalny dorobek sięga początków lat 80., a zasięgiem obejmuje całą Polskę i kraje byłego bloku wschodniego. Na pierwszy rzut oka album onieśmiela jakością wykonania i okazałością. Jest ciężki, solidny i pęcznieje od zdjęć. A tytuł opisany jest na okręgu niczym tryb w maszynie.

Fot. Mariusz Forecki

Wydawnictwa fotograficzne są bardzo drogie w druku, więc cena detaliczna w wysokości 160 złotych jest tutaj miłym zaskoczeniem. Na okładce znajduje się opaska z sugestywnym ostrzeżeniem o rzekomym spustoszeniu, jakiego treść może dokonać w nie dość dojrzałym umyśle widza. Brzmi to jednak przekornie, bo fotografia, nawet ta najwybitniejsza, już dawno straciła przemożną moc oddziaływania.

Pierwsze zdjęcia to stykówki kliszy dokumentującej wizytę Margaret Thatcher w warszawskiej Hali Mirowskiej z listopada 1988 roku. Te klatki najlepiej zakreślają ramy tematyczne albumu: wejście kapitalizmu pod postacią odpychającej, bogatej ciotki pod dach biednej, ludowej hali targowej. Celne, a ponadto nie wiedziałam nawet, że ta wizyta miała miejsce, więc już na początku spełniona zostaje misja autora jako dokumentalisty.

Balcerowicz musiał zostać, bo tak chcieli Amerykanie. Antoni Dudek o polskim skoku w kapitalizm

Indeks zdjęć opatrzony jest wstępem autorstwa Piotra Gajdzińskiego, dziennikarza i autora książek o PRL-u. Ten też zaskakuje, ale niestety nie odkrywczością, a powielaniem irytujących propagandowych klisz: „(…) Polacy właśnie zaczynają budować kapitalizm. Zakasują rękawy po łokcie i pracowicie, z wielkim zaangażowaniem, tworzą wolny rynek. A wraz z nim demokrację”.

Jako osoba dorastająca w latach transformacji czuję czasem taki lęk, że już do końca życia będę musiał słuchać takich wynurzeń. Jestem na to skazany pokoleniowo. Dalej: „Ten kapitalizm przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych nie jest nazbyt estetyczny. (…) Za to jest to kapitalizm egalitarny niczym jego pierwowzór z amerykańskiego Dzikiego Zachodu. Każdy ma nadzieję, a większość ma pewność, że już trafiła na swoją żyłę złota lub trafi na nią lada moment”. Taką kowbojską ostrogą zwraca się naszą uważność na sposób ujęcia tematu, a mianowicie że będzie to refleksja estetyczna.

Polska transformacja: czy była modernizacyjna alternatywa?

Ja pozwolę sobie zaproponować tezę przeciwną. Transformacja nie była brzydka przez wzgląd na egalitaryzm, czyli swoją dostępność dla klasy ludowej (będącej głównym tematem tego albumu), która rzekomo miłuje się w paskudzie. A raczej dlatego, że znacznej części tego społeczeństwa zaproponowano wówczas ochłapy i mrzonki – i to one są na tych zdjęciach odstręczające. Na szczęście zdjęcia nie wspierają wprost żadnej z tez na swój temat, więc można z ciekawością przewracać kolejne kartki.

Poziome kadry wypełniają całe sąsiadujące strony, ale niczemu to nie przeszkadza, bo album jest świetnie zszyty. Pierwsze zdjęcia budzą sentyment: przypominam sobie ciepło dworcowych kaloryferów i brud posadzek czy łuszczących się lamperii. Zdecydowana większość robiona jest przy pomocy szerokiego, 24-milimetrowego obiektywu, co nadaje im jednoznaczny, bezpośredni, prasowy sznyt.

Album onieśmiela jakością wykonania i okazałością.

Większość fotografii robiona była w trudnych warunkach sztucznego światła lub w ciemnościach, co w czasach filmów analogowych było dużym wyzwaniem i wymagało umiejętności. Kolory zostały jednak dobrze opracowane graficznie, a rozmazania powstałe przez dłuższe czasy naświetlania przydają kadrom dynamiki.

Poszczególne zdjęcia raczej się nie wyróżniają. Trzeba je postrzegać tematycznie. Sporo uwagi autora zajęły klasy ludowa i pracująca. A także polskie obyczaje biesiadne i świąteczne (wszechobecność piwa), kultura pracy, aspiracje materialne i konsumpcja, politka (rodzący się nacjonalizm), seksualność (również ta nieheteronormatywna) oraz religijność (chociaż pokazana jest ona na zasadzie: „wiara towarzyszyła Polakom w czasie transformacji” – zupełnie bezkrytycznie).

Bohaterami są również kapitalizm w formie korporacji i firm oraz państwo przejawiające się w pracy służb mundurowych. Brak za to klasy wyższej i Kościoła katolickiego, czyli największych beneficjentów transformacji ustrojowej. W jednym z tekstów wewnątrz albumu pojawia się zdanie-wyrok: „ten mechanizm dopadnie każdego z nas”. Należałoby chyba uzupełnić: „poza tymi, którzy uwłaszczyli się na dawnym majątku państwowym”.

Fot. Mariusz Forecki

Rodzime miasto fotografa to przecież również mała ojczyzna Jana Kulczyka, a z drugiej strony – miejsce działalności przestępcy seksualnego, arcybiskupa Juliusza Paetza. Postaci fundamentalnych dla rozumienia współczesnej historii Polski. Szkoda też, że w Mechanizmie nie ma nic o poznańskim ruchu lokatorskim ani o centrum logistycznym Amazona i związanym z nim ruchu pracowniczym.

Starsze publikacje Mariusza Foreckiego pokazują inne ciekawe zagadnienia z jego długiej kariery fotograficznej: refleksję nad wyrafinowanymi sposobami budowania więzi z pracownikami w cyklu Popkultura pracy, przejawy wyobraźni i fantazji Polaków w ich marzeniach o zamożności w książce I Love Poland, przemiany społeczne w kontekście przystąpienia do Unii Europejskiej w ciekawej formalnie pracy Blue Box oraz kryzys zatrudnienia lat 2000–2010.

Jest jednak jedno zdjęcie, które podoba mi się szczególnie: piknik pracowniczy z okazji 15-lecia fabryki Volkswagena w Poznaniu. Ogromny telebim oświetla siedzące na trawie rodziny niczym wschodzące słońce. Logo marki koi i daje wytchnienie od chaotycznej brzydoty z poprzednich kart.

Piotr Gajdziński wspomina o tej roli zachodnich firm w swoim wstępie jako o zdeptaniu siermiężności i legendarnego polskiego bałaganu. Dzisiejsi związkowcy z Amazona nazwaliby to raczej standaryzacją wyzysku. Ten Volkswagen jaśnieje też niemieckim dobrobytem, który nareszcie tu nastaje, a od lat był punktem odniesienia dla mieszkańców zachodnich województw kraju. Niemcy, samochody oraz ludowość i seksualność w tej książce korespondują z powieścią transformacyjną Niebo 1989 Marcina Teodorczyka, którą przy okazji polecam.

W albumie znajdują się też fotografie, których intencji nie rozumiem: obrazek z imprezy bractwa kurkowego, myśliwi przy stole, niejasne zdjęcie z festiwalu fantastyki czy w końcu 10 zdjęć z zamieszek na dworcu Warszawa Centralna z 1990 roku. Gdzie indziej powtarza się też kilka podobnych ujęć tej samej sytuacji.

Autor podjął się karkołomnego zadania samodzielnego wyboru i układu zdjęć w publikacji, ryzykując, że nie każdy zdoła podążyć za co bardziej hermetycznymi intuicjami. W jednym przypadku złamana zostaje też dyscyplina tytułowego zakresu dat. Chodzi o zdjęcie z klubu ze striptizem, które pochodzi z 1987 roku. Jest to redakcyjna niekonsekwencja, ale przy okazji pokazuje ona ciekawą rzecz.

Drodzy liberalni rodzice, wasza nostalgia już nigdy nie wygra z PiS

Jeśli w roku osiemdziesiątym siódmym, to pewnie i w osiemdziesiątym szóstym czy piątym udałoby się znaleźć zjawiska bezpośrednio korespondujące z tymi z lat dziewięćdziesiątych i już XXI wieku. To przyjemnie kwestionuje dominującą narrację przełomu, a skłania raczej do refleksji nad ciągłością procesów. To byłoby o wiele bardziej wartościowe niż postulowane „spustoszenie w umyśle” odbiorcy.

Całość zamknięta jest podsumowującą, mocną metaforą – portretem polskiego anioła z jednym skrzydłem. Jest to jakiś pomysł na ikonę zmian, jakim poddana została III Rzeczpospolita, choć tylko w pakiecie z pozostałymi zdjęciami.

„W labiryncie”, czyli wielka fantazja o tym, jak PRL-owscy inteligenci przekształcą się w nowoczesną klasę średnią

A wracając do decyzji jurorek i jurorów Grand Press Photo: trudno przypuszczać, że po prostu zawiodło tak wielu znakomitych twórców. Może pytanie było źle postawione? Może nikt jeszcze nie dojrzał do takiego rozstrzygnięcia? Z drugiej strony zaledwie rok wcześniej zwycięzca w kategorii Zdjęcie Roku Adam Lach nawoływał w swym przemówieniu do kolegów i koleżanek po fachu, by zwrócić się ku Polsce. Trochę późno, ale w tym samym czasie podobne olśnienie przeżywał świat publicystyki, reportażu i innych dziedzin opartych na tak zwanym storytellingu.

Może na pięćdziesięciolecie się uda, a może po prostu Polski nie da się zamknąć w jednym kadrze.

Mariusz Forecki, Mechanizm. Polska 1989–2019, PIX.HOUSE 2019

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jakub Szafrański

| Fotograf i publicysta Krytyki Politycznej
Pochodzi z Lublina, gdzie tworzył Klub Krytyki Politycznej. Publicysta i fotograf. W 2010-2012 pracował w dziale dystrybucji Wydawnictwa KP. Współtworzył stronę internetową. Akademicki mistrz polski w kick-boxingu 2009, a także instruktor samoobrony. Pracował we Włoszech, Holandii i Anglii. Laureat Stypendium pamięci Konrada Pustoły.