Muzyka

Hańba: Nacjonalizm czy neofaszyzm nagle nie zniknie

W II RP niższe warstwy społeczne miały świadomość klasową i raczej lewicowe poglądy, bo odwalano solidną pracę u podstaw. Dziś to prawicy udało się ich zagarnąć. Nie było trudno, bo po odzyskaniu wolności zapomnieliśmy, że oprócz gier i telewizorów wypadałoby ludziom zapewnić coś więcej.

Patrycja Wieczorkiewicz: Przyjmijmy waszą narrację. Mamy rok 1937. Niedawno ustanowiono Narodowe Święto Niepodległości. Co powiedziałaby zbuntowana, podwórkowa kapela, słysząc, że 80 lat później to święto współorganizować będzie Obóz Narodowo-Radykalny?

Hańba*: Uznałaby, że to kiepski żart albo kompletne pomylenie porządków. To było święto sanacyjne, rządowe, a Sanacja zdelegalizowała ONR w 1934 roku, po trzech miesiącach działalności. Narodowcy uważali Piłsudskiego za agenta, sowieckiego lub niemieckiego, w zależności od koniunktury. Dopóki żył, bardzo silny był nurt prometejski, głoszący, że Rzeczpospolita będzie niosła kaganek oświaty na Wschód, z czym kłóciła się idea narodowa Dmowskiego, zgodnie z którą Polska miała istnieć tylko jako wsobny naród, zamknięty na wszelką inność i obcość. ONR nie chciał mieć nic wspólnego z imprezą piłsudczykowską. Jednak sami mielibyśmy Święto Niepodległości w nosie, z władzą sanacyjną nam nie po drodze.

 

Przed delegalizacją ONR-u Sanacja długo sprzyjała środowiskom narodowym, które w momencie delegalizacji miały już rozwinięte struktury, także na uniwersytetach. Dziś narodowcy organizują się choćby na Uniwersytecie Warszawskim, rozkładają namioty pod główną bramą, rozdają studentom ulotki propagandowe, oficjalnie uczestniczą w świętach państwowych. I rzadko natrafiają na aktywny opór.

Jasne, widzimy analogię, ale skala jest nieporównywalna. Władza nie jest tak autorytarna, a i faszyzująca strona dużo delikatniejsza. Nie ma pogromów na ulicach, czasem komuś się oberwie, ale to raczej wyskoki pojedynczych baranów, a nie przemyślane, zorganizowane akcje studentów o nacjonalistycznych poglądach, jak było w latach trzydziestych. Wtedy nie było niczym zaskakującym, że władza strzela do pokojowych demonstracji, że uczestnicy przychodzą na nie z gnatem, pałami, łańcuchami, tak na wszelki wypadek. Świetnie opisali to Grzegorz Kalinowski w Śmierci frajerom czy Szczepan Twardoch w Królu. Istniała wprawdzie chociażby Akcja Socjalistyczna czy Milicja Robotnicza i odpór był mocny, ale czasy też były bardziej brutalne.

Faszyści na ulicach Warszawy [wideo]

czytaj także

Pomysł, by Obóz Narodowo-Radykalny zdelegalizować, w ostatnim czasie odżył. Zbierane są podpisy pod petycją w tej sprawie. Dobry pomysł?

Ale czy to cokolwiek zmieni? To nie organizacja jest problemem, a zaniedbania edukacyjne z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, które odbijają nam się czkawką. Ci ludzie nagle nie znikną, nie znikną postawy nacjonalistyczne czy neofaszystowskie. Dziś już dzieciom zaszczepia się idee narodowe. Nawet jeśli ONR zostanie ,,wyklęty’’, to ziarno zostało zasiane. Zresztą przecież takich organizacji jest więcej, weźmy na przykład założoną przez aktualnego pupila salonu Młodzież Wszechpolską. Mamy dziś wkurzonych na swoją sytuację życiową, prostych ludzi w koszulkach z wilkiem i elegancików z uniwersytetów, pod krawatem, którzy umiejętnie nimi manipulują. W II RP niższe warstwy społeczne miały świadomość klasową i raczej lewicowe poglądy, bo odwalano solidną pracę u podstaw. Dziś to prawicy udało się ich zagarnąć. Nie było trudno, bo po odzyskaniu wolności zapomnieliśmy, że oprócz gier i telewizorów wypadałoby ludziom zapewnić coś więcej – prawica na tych zaniedbaniach skorzystała.

Dwudziestolecie międzywojenne jawi się dziś jako raj utracony. Wy skupiliście się na tych ciemniejszych kartach. Macie w repertuarze teksty Broniewskiego, Tuwima, Szenwalda – o faszyzacji, antysemityzmie, ale też o nierównościach społecznych, wykluczeniu, ubóstwie.

A nawet głównie o nierównościach, wykluczeniu i ubóstwie, choć to faktycznie gdzieś umyka, bo media skupiają się na analogii pomiędzy dawnym i dzisiejszym nacjonalizmem. Nic w tym dziwnego, to przerażające, że faktycznie można ją odnaleźć, ale my naprawdę śpiewamy o latach trzydziestych, to nie są celowe nawiązania. A lata trzydzieste to nie tylko malowani ułani, Kresy i Piłsudski z wąsem, ale też czas masowej biedy, milionów głodujących, skrajnego wyzysku. Być może to mniej atrakcyjny temat, ludzie lubią krew i wydzieranie flaków, więc strzelanie na ulicach może wydawać się ciekawsze, a bieda była, jest i będzie, jest częścią krajobrazu, przywykliśmy, więc zwykle nawet jej nie zauważamy. Ostatecznie i tak słyszymy, że Hańba to ta kapela, która śpiewa o faszystach.

 

Będą bić – to tytuł waszej ostatniej płyty. W 1937 roku biją nie tylko Żydów.

Tak, na tej płycie „będą bić” nie tylko z powodów politycznych, etnicznych, ale też czysto społecznych, ekonomicznych. Władza bije demonstrantów chłopskich, którzy walczą o poprawę swojego losu, krwawo tłumi demonstracje robotnicze. Świat, który przedstawiamy, jest spójny, całościowy, nie skupiamy się na jednym temacie. Nie jesteśmy polityczni w tym sensie, że nie przedstawiamy swojej wizji społeczeństwa, nie podpowiadamy rozwiązań, zależy nam jedynie, by zdemitologizować II RP, która dla milionów była okresem uciemiężenia. To było bogate kulturowo, ale ubogie państwo. W porównaniu ze sporem politycznym z lat trzydziestych dzisiejszy jest śmieszny, infantylny. To oczywiście niczego nie usprawiedliwia, żyjemy w czasach ogromnych nierówności społecznych, ale poziom biedy jest nieporównywalny.

Polskie Stronnictwo Ludowe od lat bezskutecznie domaga się upamiętnienia Wielkiego Strajku Chłopskiego, a dawni działacze ludowi są wymazywani z pamięci historycznej, również, w ramach dekomunizacji, z nazw ulic.

Sejmowa większość odrzuciła uchwałę o upamiętnieniu kilkumilionowego strajku, którego celem była poprawa dramatycznego losu chłopów i przywrócenie w państwie bezpieczeństwa, a nie miała problemu z gloryfikowaniem Narodowych Sił Zbrojnych, garstki osób z niezbyt ciekawym, delikatnie mówiąc, pomysłem na własny kraj. Wyidealizowany obraz II RP musiałby zostać skonfrontowany z największym strajkiem chłopskim w międzywojniu, więc nie wspominamy o nim, zamiatamy pod dywan.

Bo to lewackie, komunistyczne. Od chłopa niedaleko do bolszewika.

To dość powszechna i absurdalna interpretacja. W tym przypadku najzabawniejsze jest to, że impulsem do wybuchu strajków chłopskich było zamordowanie policjanta, który na plebanii chciał aresztować księdza. Wszystkie wystąpienia chłopskie w latach trzydziestych zaczynały się i kończyły mszami. To były również pochody religijne. Konflikt nie był jedynie klasowy, to nie był konflikt komunistów ze świętym rządem, tylko konflikt prostych ludzi z władzą, której jedyną reakcją na skrajną biedę i fakt, że ludzie nie mogą wyżywić swoich rodzin – a taka była sytuacja chłopów w Galicji – było użycie przeciw nim siły.

Śpiewacie trzy teksty Lucjana Szenwalda, poety i komunisty, który wskutek ustawy o dekomunizacji znika z nazw ulic. Na stronie Instytutu Pamięci Narodowej możemy dowiedzieć się, że był to „działacz komunistyczny, członek Komunistycznej Partii Polski, żołnierz Armii Czerwonej”, który „w marcu 1937 r. został po raz pierwszy aresztowany przez policję w związku z antypaństwową działalnością” i „uczestniczył w działalności agitacyjnej na rzecz propagowania wśród Polaków stalinowskiego modelu totalitaryzmu (pracował m. in. w Lwowskim Obwodowym Radiokomitecie). Działania te realizował mając świadomość dokonywanych przez władze sowieckie zabójstw i masowych deportacji setek tysięcy Polaków z ziem wschodnich w głąb ZSRR – do łagrów w stepy Kazachstanu”.

Nie da się wymazać z historii wszystkich działaczy związanych z lewicą, czy to z KPP, czy PPS. Nie da się ukryć, że Szenwald był ideowym komunistą, ale sprowadzanie jego twórczości wyłącznie do tego jest nieporozumieniem. Jego teksty wiele nam mówią o czasach, w których tworzył, burzą wyidealizowany obraz międzywojnia. „Obszarnik trzyma ziemię, wywozi las na targ, a nam podatków brzemię biedacki zgina kark. Nie mamy nóg czym obuć, na śniegu-ż będziem spać? Rząd zniszczył nas – i powódź! Płać, ścierwo, płać!” – nie sposób sprowadzić tych słów do komunistycznych poglądów autora.

 

„Silny będzie Polak zbrojny, jeżeli nie będzie wojny”, „Będzie wielkie Międzymorze, nad Europą polski orzeł”, „Lubić to nas nikt nie musi, byle trzęśli się jak trusie” – to fragmenty tekstu piosenki Polak Zbrojny, który napisał dla was Ziemowit Szczerek. Tu również nietrudno o szereg analogii, choćby do zbrojeniowych ambicji dzisiejszej władzy.

Szczerek napisał ten tekst przez pomyłkę. Poprosiliśmy, by napisał nam tekst na płytę – mieliśmy na myśli taki wstępniak na temat samego albumu, a kilka tygodni później Ziemek przyniósł nam gotowe słowa piosenki. Wtedy był też w trakcie pisania książki Międzymorze – a było to zanim w Polsce odżyła narracja o potrzebie stworzenia nowego Międzymorza. Nasze teksty są uniwersalne – czy tworzymy je sami, czy czerpiemy wprost z lat trzydziestych, czy współpracujemy ze współczesnym autorem.

Założę się, że ludzie, którzy przychodzą na wasze koncerty, rzadko robią to z miłości do rekonstrukcji historycznych. Te teksty porywają, bo są żywe.

My też nie jesteśmy fanami rekonstrukcji historycznych. Nie chcemy kopiować lat trzydziestych jeden do jednego. Chcieliśmy pokazać historię alternatywną, zrekonstruować coś, czego nigdy nie było. Bazujemy na tym okresie, czerpiemy z historii, ale tworzymy coś zupełnie nowego. Myślę, że każdy, kto przyjdzie na nasz koncert, może odebrać nas zupełnie inaczej. Ta dowolność interpretacji jest naszą największą siłą. Ktoś przyjdzie, bo widzi analogie do współczesnej sceny politycznej, ktoś inny z miłości do historii, ktoś doceni political fiction, ktoś przyjdzie, bo chce wykrzyczeć uniwersalne, polityczne hasła.

 

Macie misję edukacyjną? Czujecie się nauczycielami historii?

Poniekąd tak. Na sto procent na każdym naszym koncercie znajdzie się kilkanaście osób, które nie mają pojęcia, kim był Eligiusz Niewiadomski albo którzy nigdy nie słyszeli o wyborach brzeskich. Jeżeli dzięki naszym tekstom wrócą do domu i o tym poczytają, to jest to nasz wielki sukces.

***

Hańba to krakowska kapela, która określa siebie Zbuntowaną Orkiestrą Podwórkową. Zespół tworzy  czterech krakowskich muzyków, którzy przy pomocy podwórkowego instrumentarium (banjo, bęben, akordeon, tuba) oraz wsparciu międzywojennych poetów (Tuwima, Brzechwy, Broniewskiego) tworzą opowieść o burzliwych czasach II Rzeczypospolitej.

Portrety Atelier Weissmann, facebook kapeli Hańba.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Patrycja Wieczorkiewicz
Patrycja Wieczorkiewicz
Dziennikarka
Dziennikarka, feministka, studentka socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się kwestią przemocy seksualnej, prawami mniejszości, polityką miejską. Publikowała w stołecznej „Gazecie Wyborczej” i „Wysokich Obcasach”. Współpracuje z Codziennikiem Feministycznym i Krytyką Polityczną. | Masz dla mnie temat? Napisz na [email protected]
Zamknij