Film, Weekend

Korwin-Piotrowska: Jeszcze nigdy tak wyraźnie nie objawił nam się w Polsce mentalny dziadocen

Młode kobiety widzą, że wsządzie feminizm jest bardzo ważną sprawą, która zmienia świat i prawa kobiet, prawa ludzi. Nie założysz firmy, nie nakręcisz filmu, nie zrobisz gazety, nie zrobisz całej masy rzeczy, jeżeli nie będzie równości płci, równości płac, jeżeli nie będzie inkluzywności – mówi Karolina Korwin-Piotrowska, autorka książki „Wszyscy wiedzieli”.

Agnieszka Wiśniewska: Podobno w Polsce nie było #MeToo, to prawda?

Karolina Korwin-Piotrowska: Nie chcę być ejdżystką, ale uważam, że w Polsce sprawa #MeToo to sprawa numeru PESEL, wychowania w pewnej kulturze i bycia nią zainfekowanym. Zobacz, kto i jak wypowiada się w sprawie Lisa. Podział wiekowy jest tu bardzo wyraźny. Jeszcze nigdy tak wyraźnie, w pełnej krasie w Polsce nie objawił się nam mentalny dziadocen, bez względu na płeć. Ta sprawa, bardzo trudna i wielowątkowa, jest papierkiem lakmusowym, który pokazuje, jak i kto myśli.

Pokolenie naszych matek w dużej swej części kompletnie nie rozumie, o co nam chodzi, dlaczego się czepiamy i w ogóle, o co cały dym z tym feminizmem, prawami człowieka, przecież od zawsze tak było, świat jakoś funkcjonował. Po co to zmieniać? Ano trzeba zmienić.

A młodsze pokolenia?

Największa rewolucja rozegra się w grupie, którą stanowią dziś nastolatki czy dwudziestolatki. To są bohaterki mojej książki Wszyscy wiedzieli. One są obywatelkami świata, mają wiedzę, jakiej ja w ich wieku nie miałam, czego bardzo żałuję: stawianie granic, świadomość przemocy, świadomość swoich praw, dostrzeganie dyskryminacji kobiet, do jakiej dochodziło na przestrzeni wieków. Są oczytane, mają kontakty z aktywistkami, aktywizm jest u nich wręcz modny. To jest pokolenie kobiet, dla których bycie feministką jest bliskie, oczywiste. I one się nie boją powiedzieć głośno swojego zdania, one są bezwstydne w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Dziś koszulki z napisem „Wszyscy powinniśmy być feministkami” (We Should All Be Feminist) to część mainstreamu.

Tak, ale i część kampanii marketingowych, bo feminizm stał się towarem, który się sprzedaje, na którym zarabiają sprytnie inni, bo jest hot. Ale młode kobiety widzą, że na świecie feminizm jest po prostu bardzo ważną sprawą, która zmienia świat i prawa kobiet, prawa ludzi. Nie hasłem wypowiadanym od wielkiego dzwonu, nie hasłem na kolejnej durnej koszulce, tylko kwestią, bez której nie ma życia po prostu. Nie założysz firmy, nie nakręcisz filmu, nie zrobisz gazety, nie zrobisz całej masy rzeczy, jeżeli nie będzie równości płci, równości płac, jeżeli nie będzie inkluzywności.

Na świecie pewne rzeczy, na które u nas patrzy się jeszcze z wielkimi oczami, są już absolutnie normalne. Inna sprawa, że znam wiele osób, które pracują z ekipami filmowymi na świecie, i to, co oni opowiadają, sprawia, że ja sama robię wielkie oczy. Antymobbingowe aneksy do umów opisujące to, czego absolutnie nie wolno zrobić na planie, nie sprawiają, że nie da się pracować, jak grozili niektórzy. Przeciwnie, nagle się okazuje, że te ekipy świetnie sobie radzą.

A w Polsce?

W Polsce powoli też obserwujemy zmiany. Ale to też głównie kwestia wiekowa, bo są nadal producenci czy reżyserzy, którzy wręcz chwalą się, że mobbingowali aktorów, bo chodziło im o wyraz artystyczny, ten jest najważniejszy, dla niego poświęcać można wszystko, także godność człowieka.

Młynarska: Nadchodzi koniec epoki lubieżnego dziada [rozmowa]

Młodzi producenci, a szczególnie producentki, dbają o podobne inkluzywne warunki pracy, choćby o to, żeby na planie był koordynator intymności. Jeszcze nie tak dawno takie standardy w ogóle nie istniały. Skok jest rzeczywiście potężny. Ale dotyczy wspomnianego przeze mnie młodego pokolenia zmiany. To jest po prostu inna liga, inna mentalność, świadomość, generacja, która trochę zjechała Europy i świata, pracowała tam, czytała zagraniczne media i postrzega siebie jako część wielkiej tkanki światowej, a nie tylko przywiązany pinezką do mapy polski grajdołek, z całym szacunkiem dla tego grajdołka.

Pokoleniowość zmian w polskim kinie świetnie było widać po dyskusji, jaką rozpoczął post Anny Paligi dotyczący przemocowych metod pracy w szkole filmowej. Rozmawiasz z Paligą i z byłymi studentami szkół aktorskich w swojej książce. Czytałam te rozmowy i myślałam: no tak, to szkoły będą rozsadnikiem zmian.

Każda ze szkół filmowych czy teatralnych ma swoją specyfikę towarzyską, zawodową. Jest bardzo różnie, opowieści są od Sasa do Lasa. Na pewno najbardziej medialna stała się sprawa łódzka.

To właśnie tej sprawy, nadużyć wobec studentów w łódzkiej filmówce, dotyczył post Paligi.

Środowiskowo filmowe jest bardzo osadzone w Łodzi. To mi mówili wszyscy, niestety off the record, bo bali się, ponieważ byli z Łodzi. Fenomen łódzkiej filmówki polega na tym, że z jednej strony jest jedną z najbardziej znanych i szanowanych szkół na świecie, a z drugiej strony jest osadzona w tej łódzkiej lokalności. Jedyna Ola Konieczna powiedziała: ja mogę wystąpić w twojej książce, bo ja do Łodzi przyjeżdżam na zajęcia i wracam do domu, do Warszawy.

Filmówka jest jak zamek, w którym co jakiś czas pojawia się nowy król, ale starego się nie usuwa, tylko chowa gdzieś na boczku, bo jeszcze się może przydać. Wszyscy wszystkich całowali po rękach, narastały nowe układy towarzysko-finansowo-zawodowe. O tym mówią wszyscy. Zatrudniamy swoich kolegów aktorów albo kolegów reżyserów, bo się znamy. Sosy łódzkie są gęste i zwarte.

Kraków, zwany Krakówkiem, to Kraków jak u Zapolskiej. O Dorocie Segdzie nie każdy chciał mówić wprost. Jedyna Alina Czyżewska się nie bała. Dwie osoby odmówiły mi wywiadu, obie po Krakowie i nadal związane z tym miastem. Powiedziały wprost, że nie chcą ryzykować.

W Warszawie jest bardzo dużo teatrów, są plany filmowe, gdzie jest masa ludzi przyjezdnych, szkół jest kilka.

W niemal wszystkich uczelniach zaczęły się zmiany, ale te w Warszawskiej Akademii Teatralnej są chyba najciekawsze.

Trzeba bardzo jasno to powiedzieć, że to w Warszawie nastąpiły pierwsze zmiany. Wojciech Malajkat jako rektor tej uczelni jest postacią rodem z Kordiana. On sam mówi w wywiadzie w mojej książce, że przyłożył rękę do starego systemu, ma świadomość, że go współtworzył, wykładał przez lata w Łodzi, ale kiedy pojawił się w Akademii Teatralnej, postanowił dokonać zmian, poza tym, tam pojawiły się sytuacje kryzysowe i trzeba było im zaradzić. Pamiętajmy: wbrew doniesieniom medialnym to AT w Warszawie i Malajkat pierwsi skończyli z fuksówką.

Wojciech Malajkat, o którym wspomniałaś, pojawia się w opowieściach studentów w dwóch rolach. Z jednej strony jest bardzo empatyczny, bo stara się ich przygotować, pomaga im w tym, żeby przetrwali tę przemoc. A potem też pojawia się jako rektor, który w szkole, za którą odpowiada, przeprowadził proces wdrożenia szkoleń, przepisów antydyskryminacyjnych.

Wyższa szkoła artystyczna w Polsce to jest państwo w państwie, totalnie przesycone biurokracją i układami. Wejście tam i próba porządkowania to może nie syzyfowa praca – bo ja wierzę w tych ludzi – ale przebijanie się przez kolejne warstwy nakładanego często przez kilkadziesiąt lat mułu.

Pamiętam, jak siedzieliśmy w gabinecie Malajkata i wskazał na ścianę z portretami swoich poprzedników, mówiąc: zobacz, to się nakładało kilkadziesiąt lat. Myślę, że to, co robi – szkolenia antymobbingowe ze specjalistami, zaangażowanie w nie kadry – jest najbliższe ideałowi. Trzeba wykładowców zdjąć na chwilę z piedestału i edukować. Edukacja to podstawa, sama coś o tym wiem.

#MeToo wybuchło w środowisku filmowym i w Hollywood po prostu przeorało ziemię. Nikt, kto śledzi historię kina, nie był zaskoczony tym, że – delikatnie mówiąc – relacje na planie nie są partnerskie. W kino wbudowane są patologie, reżyser jest mistrzem na planie, musi krzyczeć…

…jest Bogiem.

Te wszystkie anegdoty, że Agnieszka Holland musiała rzucić talerzem, żeby ktoś ją potraktował poważnie i żeby została „prawdziwą reżyserką”.

Kino jest magiczne. Ma w sobie wszystkie piękne i wszystkie haniebne części życia, bo owo życie pokazuje, tyle że na wielkim ekranie. To że w Hollywood źle się działo, wiadomo było od początku. Już na początku kina były skandale związane z przemocą seksualną, gwałtami, pedofilią. Polecam wszystkim biografię Chaplina. Ale pamiętajmy, że po pierwsze świadomość była wtedy zerowa, a po drugie gwiazda była Bogiem. Jak mówił Marlon Brando: „oni nas kochają za to, że robimy to, czego oni nigdy w życiu nie zrobią”. Więc całujemy te kobiety, które oni by chcieli pocałować, dajemy w mordę tym kolesiom, którym oni chcieliby dać.

Pamiętam, jak się zaczęła sprawa #MeToo, to Agnieszka Holland powiedziała, że po przyjeździe do Hollywood była zszokowana tym, jak wyglądają tam imprezy. I nie chodzi tylko o biały pył, ale na przykład o to, w jakim wieku byli towarzysze i towarzyszki różnych znanych osób. Drew Barrymore nie miała dziesięciu lat, jak podawano jej alkohol i narkotyki. Tolerancja dla chorych zachowań nikogo nie dziwiła.

Nigdy nie zapomnę, jak Volker Schlöndorff kręcił w Malborku Króla Olch. Schlöndorff codziennie miał napady szału i to takiego, że skakał po swojej czapce i wrzeszczał, rzucał przedmiotami. Bywałam na tym planie, widziałam to, wtedy wydawało mi się, że tak musi być. O skandalicznych zachowaniach Weinsteina kobiety mówiły od 20 lat, ale między sobą, a nie publicznie.

Jest taka wspaniała wypowiedź Courtney Love, która na pytanie „co byś doradziła młodym aktorkom” odpowiada: „jak Weinstein zaprosi cię na imprezę do swojego pokoju, to nie idź”.

Nadużycia Weinsteina latami tuszowano przy użyciu ogromnych pieniędzy. Kobietom proponowano ugody, dziennikarzy przez lata szantażowano i uciszano. Polecam lekturę Złap i ukręć łeb Ronana Farrowa czy Powiedziała. Śledztwo, które zdemaskowało Harveya Weinsteina i zapoczątkowało ruch #MeToo Jodi Kantor i Megan Twohey.

Kłopotliwe nawyki Harveya Weinsteina i sieć wsparcia gwałcicieli

W Hollywood to śledztwo dziennikarskie pogrążyło Weinsteina, a ośmielone odwagą innych kolejne osoby publicznie zabierały głos. I pogrążały Billa Cosby’ego…

…Kevina Spacey’ego. RKelly’ego, Jeffreya Epsteina…

A w Polsce? Anna Paliga w twojej rozmowie w książce na pytanie, dlaczego media o sprawie zapomniały, mówi „być może dlatego, że z nimi nie rozmawiałam i zabrakło figury, na której można by opierać artykuły”.

W mediach się nie pisze z kilku powodów. Po pierwsze, same media mają problemy z przemocą, jakaś kolejna gwiazdorska „inba” może nie dać klikalności, a o to głównie chodzi.

Telewizyjni obrońcy demokracji upadają zbyt wolno

Ten temat wymaga delikatności, a tego nie ma w naszych mediach. Poza tym w #MeToo nie wystąpiły największe gwiazdy i nigdy nie wystąpią, choć tajemnicą poliszynela jest, że mogłyby to zrobić. Ale się boją. Na świecie, jak Gwyneth Paltrow czy Salma Hayek powiedzą, co im zrobił Harvey Weinstein, to dalej mają pracę, a w Polsce jak X czy Y powiedzą, co im zrobił dużej klasy aktor, producent, reżyser, to ten nazwie się je kurwami, dziwkami i puszczalskimi oraz doda, że same tego chciały, bo narracja o gwiazdach w Polsce jest zdecydowanie tabloidowa, plotkarska. Poza tym taka aktorka będzie miała łatkę „trudnej”, a to spore obciążenie, piszę o tym w książce.

Kiedy zaczęło się #MeToo, chciałam zrobić program o tym w Polsce, w TVN Fabuła, odbyłam wtedy kilkanaście rozmów przez telefon absolutnie z pierwszą polską ligą aktorską. Wszystkie kobiety mi odmówiły. Argument był jeden i absolutnie go rozumiem: „Karolina, ja nie zaryzykuję swojej kariery w Polsce, ponieważ wyjdzie, że to ja byłam winna i sama chciałam, w ogóle nie mogę ci tego powiedzieć”. I nawet te, które wcześniej w wywiadach mówiły o nierównościach płacowych, bo takie lekkie informacje się pojawiały, później wolałyby o tym nie mówić.

W Polsce jest za mały rynek filmowy, żeby ktoś odważył się zabrać głos, i nie można nikogo za to winić, ale młode pokolenie ma szansę to zmienić.

Dlatego #MeToo u nas wyszło nie z pierwszej ligi, ale ze szkoły filmowej?

Tak. Ujawniona została panująca od lat patologia w relacjach między studentem a nauczycielem. Patologia przemocowa, oparta na systemie, który kompletnie nie funkcjonował tak, jak powinien. Ten wątek pojawia się prawie w każdym wywiadzie, głównie u Weroniki Rosati i Paligi, które mówią wprost „my się mamy nauczyć jednej sceny przez jeden semestr i to wszystko, dostajemy jakieś zaliczenia, ale żeby umieć pracować tak, jak robią to na świecie, różnymi metodami? My tego nie umiemy, nam nie dają takich narzędzi”.

Edukacja filmowa nie polegała w dużej swej części na przekazywaniu wiedzy merytorycznej, ale na poniżaniu, wyzyskiwaniu, molestowaniu studentów, na przemocy fizycznej i psychicznej. Według tego systemu wychowanych zostało w Polsce kilka pokoleń twórców. Wszyscy byli fuksowani i fuksowali, czyli nie tylko byli ofiarami przemocy, ale też jej sprawcami.

Po poście Anny Paligi głos zabierały kolejne osoby. Pisały też o swoich kolegach. Dawid Ogrodnik i Bartosz Bielenia musieli skonfrontować się z tym, że im wypomniano: co wyście robili na fuksówkach, jak żeście się zachowywali. Obaj, przede wszystkim Dawid, opowiedzieli się po stronie Paligi. Dawid sam jest wykładowcą, jest bardzo uwrażliwiony i ma świadomość, że sam mógł kogoś przemocowo potraktować. Ale myślę, że on należy do mniejszości polskich aktorów, szczególnie z jego grupy wiekowej i wyżej, która ma świadomość, że nie tylko była ofiarami przemocy, ale też tę przemoc sprawiała.

Fuksówka to taka fala, tylko że nie w wojsku, ale w szkole artystycznej.

Fuksówka to jest tylko polski wynalazek, nie ma jej w żadnej innej szkole na świecie. Zosia Zborowska mówiła mi – wspomniała, że mogę o tym opowiadać – jak jedna dziewczyna spóźniła się na zajęcia i fuksujący wykonał na niej po prostu rytuał poniżenia: wszyscy studenci chodzili wokół niej, trzymając się za ręce, śpiewali, że jest beznadziejna, a ona stała i wyła przerażona.

Historie jak w jakiejś kolonii karnej, a przecież inicjowali je luminarze polskiej kultury. Myślisz sobie: matko święta, czyli oni wszyscy tak naprawdę byli częścią tego potwornego układu? Jedni drugich niszczyli, molestowali, poniżali, wyzywali. Na niektórych to nie wywierało żadnego wrażenia, są tacy, którzy mówią „eh, machnąłem ręką, poszedłem dalej”. Ale pamiętajmy, i o tym mówią eksperci w mojej książce, że do szkół artystycznych idą ludzie wrażliwi, którym jak zafundujesz coś takiego, to masz potem – wspominane przez moje rozmówczynie – zaburzenia odżywiania, zaburzenia emocjonalne, zaburzenia psychiczne, brak kontaktu ze swoim ciałem. A przecież ciało jest dla aktora narzędziem do wykonywania zawodu. Im te narzędzia odbierano. Mało tego, zabierano im kontakt ze swoimi emocjami.

Czy #MeToo to zmieni? Pozwoli oczyścić system, aktorom przywróci ciała i emocje? Zmieni model, w jakim się robi filmy, styl pracy na planie? Czy jednak tradycja jest zbyt mocna, a pieniądze zbyt duże, żeby #MeToo było w stanie dokonać rewolucji?

Taka kategoryczna bym nie była. W Polsce przez lata zarabiano przy filmie, a nie na filmie. To nie był przemysł. Łatwiej było kręcić dziwne biznesy na boku niż zarobić na filmie. Sytuacja się zmieniła i dziś naprawdę można powiedzieć, że mamy rynek.

A rynek ma swoje oczekiwania.

Im większe są pieniądze, tym stawka jest większa, więc też nikt nie chce się pakować na cienki lód. Na rynek wchodzi bardzo prężna grupa młodych producentów filmowych, którzy nie wyobrażają sobie, żeby nie mieć w umowach klauzul antymobbingowych, klauzul o inkluzywności. Koordynatorzy intymności pracują nawet wtedy, gdy aktorzy tylko się dotykają. Aktorzy mają czuć się dobrze. Jak by nie było, na planie naruszamy czyjąś cielesność, scena ma różną temperaturę emocjonalną, to wszystko trzeba przygotować.

Pojawiło się też zupełnie nowe pokolenie aktorskie. Aktorki mówią: „przepraszam bardzo, ale nie zrobię tego” albo „wytłumacz mi, dlaczego to mam zrobić” i nie starcza im usłyszenie: „pani se stanie na krzyżyku”, „wyglądaj i milcz”.

W kinie można pokazać naprawdę wszystko, tylko aktor musi być do tego przygotowany, reżyser musi mieć wyczucie, jak to zrobić, musi mieć komunikację z operatorem. Kiedy rozmawiam z młodymi twórcami, jak Tadeusz Łysiak nominowany w tym roku do Oscara, jak Natasza Parzymies, której serial Kontrola na YouTubie oglądają miliony, czy Łukasz Ronduda, Mateusz Rakowicz, Kalina Alabrudzińska, Kuba Michalczuk i Łukasz Grzegorzek, to jestem po prostu uniesiona tym, jaką oni mają świadomość. Inaczej patrzą na rolę reżysera, kino jest dla nich bardziej dziełem zespołowym, mają świadomość zasad, których trzeba przestrzegać na planie i poza nim, mają też wiele do przekazania, a to jest podstawa.

Mówimy o emancypacji LGBT+ językiem chrześcijaństwa

Czy zmiany przyniosły też zagraniczne platformy? Netflix, HBO…

…ale też Canal+ i Player. To jest rewolucja. Pamiętam, jak Kasia Adamik z Olgą Hajdas robiły pierwszy polski serial dla Netflixa i opowiadały mi, jak grube były umowy do tego serialu. Na początku się uśmiechały, ale potem zobaczyły, że te wszystkie klauzule miały swój sens.

Nie są tylko grą pozorów? Purplewashingiem?

Chce wierzyć w to, że mają moc sprawczą. Dziewczyny, które kręciły serial Sexify, opowiadały mi, że plan był genialny, aktorki dzięki m.in. pracy koordynatorek wiedziały, co będzie pokazane. Nie jak lata temu, kiedy o tym, ile ich ciała pojawi się na ekranie, dowiadywały się na premierze filmu. Podobnie było w Hiacyncie, gdzie mamy scenę erotyczną homoseksualną, czy w Ninie Olgi Hajdas. Karolina Porcari w filmie Viktoria pokazuje scenę, w której Katarzyna Figura masturbuje się wibratorem, a my nie widzimy tego wibratora, i to jest totalnie sexy. Można pokazywać pewne rzeczy niekoniecznie wprost. To jest kwestia kultury, talentu i wyczucia. Dlatego uważam, że idzie świetny moment dla kina.

Powiew świeżości dla polskiego kina?

Całego?

Nie. Nie jest tak, że zmiana dotarła do całej branży. Na planie Dziewczyn z Dubaju nie było koordynatora intymności, a tematyka filmu moim zdaniem wymagałaby tego. To jest niesamowite, że do tego w ogóle dopuszczono. Dlaczego? Nie wiem. Statystki pracujące przy filmie pisały do mnie i od nich wiem, że koordynatora intymności nie było.

Dlaczego seksworkerki nie pójdą na „Dziewczyny z Dubaju”?

Na Facebooku działa na przykład prężna grupa, która wymienia się informacjami, jacy reżyserzy i producenci nie płacą. Są producenci, którzy nie podchodzą pod Gildię Reżyserów, i środowisku jest trudniej reagować. Dlatego na planie Gierka czy Dziewczyn z Dubaju dzieją się różne rzeczy. W jednej z zamkniętych grup na Facebooku ludzie walą w producenta Gierka za to, że faktury są niepopłacone ludziom. A on kręci kolejne filmy.

Skromny był, dla ludzi chciał dobrze, Wampira powiesił, czyli Gierek w cudzysłowie i bez

Kiedyś nie mówiono o pieniądzach, podobno „nie wypadało”, ale teraz wprost mówi się też, w mediach i w filmie, o tym, jaka jest sytuacja z wynagrodzeniami, ludzie piszą, ostrzegają się przed niektórymi producentami, mówią wprost: ten płaci w ratach, ten w ogóle, a ten na czas. Poza tym znowu docenia się rolę związków zawodowych w egzekwowaniu wielu rzeczy, w walce o prawa pracowników. To przełom. Sama pamiętam, jak na planie jednego programu, jakieś 10 lat temu zażartowałam, że chyba założę związki zawodowe, zwrócono mi potem mocno uwagę, żebym tak więcej nie żartowała.

A nie będzie rozłamu pokoleniowego? PISF zapewnia środki na robienie filmów. „Starsi” znajdą więc finansowanie, „młodsi” pójdą do Netflixa i będziemy mieć przepaść pokoleniową w kinie.

Tak już jest. Ale młodzi szturmem weszli do branży i tego już nic nie zatrzyma. Przełomowy był festiwal w Gdyni w 2017 roku, kiedy na jednym festiwalu była Cicha noc, Atak paniki, Wieża. Jasny dzień i na ogół bardzo dobre filmy, zrobione przez ludzi poniżej 40. roku życia. Patrzyliśmy na tych ludzi i mówiliśmy sobie: „Boże, to jest ta zmiana, która wisiała gdzieś w powietrzu”, i nie było wiadomo, kiedy ona wejdzie.

Noc nie będzie ani cicha, ani święta

W zeszłym roku w Gdyni to był total. Oglądałam debiuty i byłam porażona talentem i odwagą ich twórców, takie filmy jak Magdalena Filipa Gieldona, Przypadek Jana Pampucha Mikołaja Piszczana, Synthol Piotra Trojana, Jeszcze jeden koniec świata Agnieszki Kot czy Piosenki o miłości Tomasza Habowskiego są dowodem na to, jak bardzo otwarci na świat i poszukujący są młodzi twórcy z Polski. W tym roku już mamy wspomnianą Viktorię Karoliny Porcari czy rewelacyjny dokument Boylesque Bogny Kowalczyk. Zobacz, to są młode twórczynie, młode, odważne kobiety, które nie boją się żadnego tabu. One nie znają tego słowa.

Magdalena Cielecka raz w wywiadzie powiedziała o nierównościach płacowych i wycofała się z tego. Unikała tematu. Soni Bohosiewicz nie zapraszali na castingi przez jakiś czas po tym, jak powiedziała w jednym z wywiadów, że zarabia mniej niż mężczyźni. Maryśka Dębska mówi wprost, że bardzo często słyszy: „no tak, a ty się będziesz teraz wykłócała o stawki”, bo ona jest twarda i mówi głośno, kiedy coś jej się nie podoba.

No ale wiesz, żyjemy w kraju, gdzie historia Tomasza Lisa przez lata zamiatana była pod dywan, choć, cytując tytuł mojej książki, „wszyscy wiedzieli”. Przecież jednym z tekstów, które otwarcie pisały o jego metodach pracy, był materiał z dziennika z 2008 roku. 14 lat temu! I nic. Nagle niektórzy są zdziwieni, jakby nie umieli czytać i nie mogli sprawdzić sobie w internecie. Researchu zrobić. Noż kurwa, tutaj wszystko od pokoleń zamiatane jest pod dywan! Jesteśmy mistrzami świata w chowaniu trupów do szafy. A teraz przychodzi pokolenie, które mówi „pierdolę to”, wyjdę i powiem głośno, napiszę posta, bo znam media społecznościowe i wiem, jak to działa, zrobię callout.

Przecież #MeToo to był jeden tweet. Paliga napisała post. I jest lawina, realna zmiana, dyskusja, da się. I to działa mrożąco na niektórych fiutków. Rozmawiałam z młodym producentem filmowym, który opowiadał mi: „Karolina, powiem ci tak. Ta sama ekipa, która wyzywa się od chujów, pedałów i jebanych ciapatych, dostaje u nas przy wejściu na plan klauzulę antymobbingową i inkluzywną. I ta sama ekipa, która piętnaście minut temu wyzywała się od pedałów, wchodzi na nasz plan i zachowuje się i pracuje idealnie. Czyli można”.

**

Karolina Korwin-Piotrowska – dziennikarka, felietonistka, od lat zajmuje się kinem. Niedawno ukazała się jej książka Wszyscy wiedzieli.

__
Dobry, bo przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty.

Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Wiśniewska
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynatorka Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna".
Zamknij

20kp-logo-white-500px