Czytaj dalej

Rudzka: Pokazuję siłę mężczyzn, która jest słaba

Fot. materiały promocyjne

Nie piszę powieści dziewiętnastowiecznej. Krzywdę kobiet widać, ale nie pokazuję jej w sposób oczywisty, tylko poprzez męskie wyparcie. Zajmuję się światem, w którym cierpienie kobiet jest umniejszane, może tylko prześwitywać – mówi Zyta Rudzka, autorka powieści „Tkanki miękkie”.

Paulina Małochleb: Po Krótkiej wymianie ognia czułaś ciężar odpowiedzialności? Oto stałaś się dyżurną skandalistką.

Zyta Rudzka: Na żadnym dyżurze nie jestem. Zresztą co właściwie ma być skandalem? Że piszę o starości i pożądaniu. To nie jest skandal, ale robota w języku.

Tkanki miękkie to powieść o mężczyźnie, który wie, że przegrał.

Ale stosuje różne kiepskie uniki, by tego nie poczuć. To historia męskiej bezradności, całkowitej kapitulacji. Wydobywam męski głos, ale nie reprodukuję przecież maczystowskiej perspektywy. Ten monolog to mowa detronizacyjna.

Zyta Rudzka
Zyta Rudzka. Fot. archiwum prywatne

Ale Gustave’a Flauberta nikt nie rozliczał z tego, że pisze o kobiecie, a ty musisz się tłumaczyć, że piszesz o mężczyźnie.

Nie muszę się tłumaczyć. Piszę o mężczyźnie, bo chcę.

Powieść napędza dialog ojca i syna, możesz spotkać się z zarzutem, że marginalizujesz kobiety.

To nie ja marginalizuję, ale mój bohater. W tej powieści jest dużo kobiet i nie są to marionetki. Nie piszę powieści dziewiętnastowiecznej. Krzywdę kobiet widać, ale nie pokazuję jej w sposób oczywisty, z perspektywy narratora wszystkowiedzącego i empatycznego, tylko poprzez męskie wyparcie. Zajmuję się światem, w którym cierpienie kobiet jest umniejszane, może tylko prześwitywać.

Czy istnieje u nas wojna płci?

Ta krótka wymiana ognia nigdy się nie skończy. Chciałam stworzyć bohatera nieoczywistego. Dla jednych to cham, mizantrop, odrażający typ. Innych jakoś uwodzi swoją tajemnicą, ascezą w mowie, tym niezrozumiałym przywiązaniem do żony i do włoskich ubrań. Taki wyleniały dandys, który zagląda do lustra częściej niż do kielicha – jak sam o sobie mówi.

Czy jest możliwe wejście w skórę osobnika innego rodzaju – tak to analizujesz?

Oczywiście. To kwestia warsztatu pisarskiego. W pisaniu uruchamiam wydobywanie i rozumienie różnych głosów.

Czym się różni starość Romy od starości Ludwika? Starość kobieca od starości męskiej?

Płeć nie rozdaje tu scenariusza. Starość jest różnie przeżywana, to zawsze jest doświadczenie indywidualne. W Tkankach miękkich starość Ludwika ma charakter kapitulacyjny, to jest złożenie broni. Bohater odwraca się od siebie i od ludzi, karze sam siebie, co jest dla niego głównym, negatywnym paliwem wojny z żoną. Jednocześnie roi sobie, że jest praktykującym uwodzicielem, ale to już pobojowisko po rzekomej bitwie. Te jego opowieści o seksualnych podbojach to bajeczki, taka męska Szeherezada. W Krótkiej wymianie ognia stara kobieta dawała drapaka nie tyle z PESEL-u, ile z kolektywu. Interesuje mnie starość, która się nie mizdrzy do młodości, nie pudruje się, nie udaje, że jest młoda. Mój bohater doskonale widzi, że ciało mu się sypie, że ciurka pół godziny, że z całego życia zrobiła się tylko pokuta i pisuar.

Polska starość jest samotna, chora i biedna

Taka pozornie pogłębiona autoanaliza służy mu do przesłonienia kryzysu męskości?

Starość nie jest dla mojego bohatera wyzwaniem egzystencjalnym, a jego klęska w dużym stopniu wynika z tego, że – podobnie jak jego ojciec, Michał – nie potrafi się spotkać z kobietą na równych prawach. Ludwik uzbraja się w kitel lekarski i myśli, że w ten sposób zawsze ma przewagę. Pokazuję siłę mężczyzn, która jest słaba. Oparta jest na strachu, przewadze finansowej, branżowej wyniosłości. I interesuje mnie właśnie to, co się dzieje, kiedy ten kitel zostaje zdjęty.

Jeśli mogę się jeszcze raz odwołać do Flauberta i Pani Bovary – mam wrażenie, że oddajesz głos nowoczesnemu Karolowi Bovary, nudnemu, ale zarazem okopanemu na swoich pozycjach samcowi.

Ciekawie to odczytujesz. I Michał, i Ludwik posługują się językiem medycznym, ale dla nich ten język spełnia funkcję kordonu sanitarnego, odgradza ich od świata, nie pozwala nawiązać relacji.

Na jakich prawach funkcjonują tutaj kobiety?

Na swoich.

Bo przecież język bohaterów męskich je umniejsza?

A co oni mają mówić o kobietach? To przecież są takie zełgane konfesje niekochanych. Przecież im się chce kochać, ale ze wzajemnością jakby kiepsko. To jest opowieść o samotności mężczyzn, niechcianej i przez to zwielokrotnionej. Ludwik sam się odwodzi od życia. By się lepiej poczuć, jeździ do Bristolu, chla francuską wodę, kupuje włoskie ubrania. Myślę, że tęskni za żoną, chciałby być bliżej. Ona się myje, a on podgląda ją niczym niedostępny obiekt, fantazjuje – nie wiadomo: o niej czy o wolności, bo mówi, że ona ma cycki jak wolność wiodąca lud na barykady. Żona pokazuje mu film z ulicznego protestu, w którym brała udział, a on stwierdza w myślach, że ona krzyczy i wygląda jak baryton z Bytowa.

Twoje bohaterki nie są w żaden sposób kruche? Nie padają ofiarami doktora Ludwika?

Kobiety są tutaj ofiarami tylko dla kogoś z zewnątrz, dla kogoś, kto uwierzy językowi Ludwika. Bo wszystkie w gruncie rzeczy są dużo odważniejsze od niego, otwierają się na miłość, znoszą większy ból, nie poddają się losowi. Regina na przykład na wojnę reaguje niezłomnością, pielęgnuje swoją krzywdę, ale nie czuje się ofiarą. To punkówa spod Charkowa. Nie daje sobie wstawić nowych zębów w miejsce tych, które straciła w wyniku przemocy, bo ten brak stanowi dla niej rodzaj honorowej rany wojennej, orderu, który sama sobie przyznaje, bo przeżyła.

Wojna jest u ciebie całkowicie męskim wynalazkiem, wszystkie bohaterki idą na wojnę ze światem, ale żadna z nich nie zrobi wojny.

I w Krótkiej wymianie ognia, i w Tkankach miękkich kobiety nie boją się mężczyzn, natomiast mężczyźni się wycofują i udają, że nie są zainteresowani, a w rezultacie odczuwają lęk przed silną kobietą. Tak jest z Reginą – zanim sama zabierze głos, pojawi się w powieści, poznajemy ją tylko ze słów Michała, jej starego męża, do którego przyjechała do Polszy. Długo wydaje się czytelnikowi, że to taka cycata z miednicą, i dom wyczyści, i długie włosy przed mężem na rozkaz rozpuści.

Ludwik i Michał widzą w niej chytrą Ukrainkę, Ludwik martwi się, że omota ojca, skłoni go, by przepisał na nią cały majątek.

Michał mówi, że już nic nie ma, wszystko rozgrabione. Został tylko dom, stara gawra obszczana po zimie, taka ojcowizna. Chciałam, żeby te słowa padły właśnie z jego ust, właściciela tej gawry.

O co rywalizuje ojciec z synem?

Spotykają się jakby na nowo w późnym wieku. Troszczą się o siebie i skaczą sobie do gardła. Ludwik chce, by ojciec go docenił, uznał, ale też myślę, że rywalizuje z nim o Reginę, o postać kobiety, która ugotuje, posprząta, służkę, która jest wpatrzona w mężczyznę. Już sama jej obecność, przynależność dodaje im prestiżu i potwierdza męską siłę. Tak oni to odczuwają. Ale to siła pozorna. Wynika z przewagi finansowej, branżowej.

Tutaj widać kolejną różnicę między siłami rządzącymi Krótką wymianą ognia i Tkankami miękkimi. Roma dziedziczy po swojej matce umiejętność zaczynania na nowo i konstruowania siebie w nowych okolicznościach. A tu syn idzie dokładnie w ślady ojca, choć nim pogardza. Kobiety dziedziczą siłę, mężczyźni dziedziczą słabość?

Obaj twierdzą, że siła leży w tradycji, w kontynuacji, że syn ma być taki sam jak ojciec. W ich rodzinie dziedziczy się zawód i te same imiona – Michał i Ludwik. Ale to nie oznacza wcale męskiej harmonii, tylko wzajemne dziobanie się, podgryzanie. To spotkanie dwóch samców. Jednego coś żre, a drugi wypadł z gry. Stary lekarz traci siły, goli się, patrząc nie w lusterko, ale na syna, i mówi: „Patrzę na ciebie i chociaż bym się starał, to się nie zatnę”. To jest wyznanie porażki, jesteś takim samym nieszczęśnikiem jak ja. Nie ma wyemancypowania, tylko jest wataha. Stado dwóch nieszczęśliwych samców. Mówię o tej zwierzęcości, bo tak ich obu zapisałam, w zwierzęcych pieszczotach. Ludwik jest cały czas uległy wobec swojego ojca, ale w jakiś sposób mu to pasuje.

Zajrzeć do studni

Dlaczego ojciec może zadać dorosłemu synowi pytanie, czy uprawia seks?

Moje powieści nie toczą się w salonie. Nie cenzuruję bohaterów. Chciał, to zapytał. Właśnie w ramach rywalizacji dwóch samców beta, którzy widzą się nawzajem jako alfa, walczą o pozycję. Ojciec pyta syna o seks, bo wie, że ten go nie uprawia, że tutaj ma nad nim przewagę. W gruncie rzeczy nie jest to przejaw troski i intymności rodzinnej, tylko właśnie męskie współzawodnictwo. I Regina dla obu jest właśnie potwierdzeniem tej seksualnej mocy ojca i bezsiły syna. Tymczasem w tej bohaterce jest dużo więcej, niż widzą obaj.

Tak samo jest z żoną Ludwika? Dlaczego mu się z nią nie układa?

Nie ma prostej odpowiedzi. I to jest zapewne najlepsza odpowiedź na to pytanie.

Ludwik patrzy na nią z potworną pogardą, ale to właśnie ona ma tutaj więcej odwagi – on cały czas gada o samobójstwie jako wyjściu awaryjnym, ale to ona próbuje je popełnić.

Ludwik sam nie wie, co czuje, nie ma kontaktu ze swoimi emocjami. Starzeje się i odkrywa, że idzie po śladach swojego ojca – poczciwiny, który zmarnował życie. Ma świadomość klęski, ale jednocześnie nie potrafi wydostać się z tego rozdania losu. Tkanki miękkie są o wyparciu, o narcystycznym uwikłaniu, bolesnym zranieniu. Ale ta powieść to również saga, zapis linii męskiej, dziedziczenia po mieczu. I jest to miecz do harakiri.

**
Zyta Rudzka – pisarka, scenarzystka filmów o sztuce, dramatopisarka. W 2019 otrzymała Nagrodę Literacką Gdynia za książkę Krótka wymiana ognia. Powieść była również finalistką Nagrody Literackiej „Nike”, została też uznana za jedną z dziesięciu najlepszych polskich powieści dekady przez tygodnik „Polityka”.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Małochleb
Krytyczka i badaczka literatury
Literaturoznawczyni, krytyczka literacka. Laureatka Nagrody Prezesa Rady Ministrów i Stypendium Młoda Polska. W 2020 roku nominuje do Paszportów „Polityki” i zasiada w jury Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima. Prowadzi blog ksiazkinaostro.pl.
Zamknij